Z tygodnia czytelniczego zrobiły się dwa, z czego jeden w Rzymie.
Nie próżnowaliśmy jednak.
Wycieczki to edukacja (nie) domowa w pełni. Okazji do doświadczania świata dają wiele. Może o samym Wiecznym Mieście jeszcze napiszę. Poniżej tylko kilka obrazków.






Na wyjazd zabraliśmy w sumie tylko jedną książkę i dwa czytniki e-booków. Ze wspólnego czytania utrzymaliśmy tylko te wieczorne.
Resztę wolnego czasu każdy spędzał zgodnie ze swoimi upodobaniami- grając, oglądając bajki po włosku, filmy po angielsku czy czytając ebooki.
Poniżej podsumowanie czytanych przez nas książek.
Książki czytane na głos


Niezwykły. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio
Chociaż nie skończyliśmy jeszcze części drugiej, na wyjazd zabraliśmy część trzecią. Z intencją, że w razie potrzeby będziemy mieli więcej opowieści do czytania, niż nam zostało w części drugiej.
Jak w każdej z książek serii, jest mnóstwo ciekawostek dotyczących Ziemi, kosmosu, ludzi i zwierząt. A z każdej opowieści wynika jakaś prawda o Bogu i relacji z Nim człowieka
Ostatnio dołączył jeszcze jeden sposób korzystania z tej książki. Córka wyszukuje i odczytuje z Pisma Świętego fragmenty podane w tekstach.
Samodzielnie czytane komiksy


Kamila i konie. Tom 3. Na łonie przyrody. Lili Mésange, Turconi
Po powrocie do domu wolnym chwilom towarzyszą komiksy. Córka chętnie wraca do tych o przygodach Kamili, jej siostry i znajomych w stadninie koni. Zwłaszcza, że ponad pół roku ich nie czytała, bo pożyczyliśmy koleżankom.
To jest świetny sposób na odświeżenie biblioteczki- rozstanie z książkami na kilka miesięcy.
Już sobie wyobrażam zanurzenie dzieci w książkach zostawionych na Suwalszczyźnie, jak pojedziemy tam na wakacje. Dobrze, że będzie to już prawie po egzaminach.
Nastolatek poleca

Winnetou. Karol May
Dziki Zachód wciągnął naszego nastolatka. Twierdzi, że Winnetou to świetna powieść. Chociaż ma już ponad 130 lat, trzyma się dobrze.
Przygoda za przygodą. Wartka akcja i świat znany z westernów.
Pierwszy tom przeczytany. Drugi w trakcie.
Mama czyta sobie



Gar’Ingawi. Wyspa Szczęśliwa. Tomy I- III. Anna Borkowska
Gar’Ingawi długo leżało na półce czytnika. Ale jak już sięgnęłam po część pierwszą, to skończyłam na ostaniej stronie części trzeciej.
Opowieści z fantastycznego świata pełnego różnych ludów, języków, cywilizacji, krajów, pośród których najważniejszym miejscem jest tytułowa Wyspa Szczęśliwa, już na stałe splotły mi się z Rzymem.
Lektura ta była dla mnie również swoistymi rekolekcjami, ponieważ autorka jest siostrą zakonną i w swojej powieści zawarła sporo tropów rozpoznawalnych przez chrześcijan.
Myślę, że czytelnicy spoza kultury chrześcijańskiej, przeczytaliby tę serię po prostu, jako świetną powieść fantasy z wartką akcją, licznymi bohaterami i dramatycznymi zwrotami akcji.
Jednak to, co najważniejsze dzieje się we wnętrzu głównych bohaterów. Każdy w swej wolności dokonuje najpierw w sercu wyborów wpływających na nich samych, na innych, na całe społeczeństwa i cały (fikcyjny) świat.
Mnie szczególnie poruszył los mieszkańców Wyspy Szczęśliwej, którzy żyli swoim rytmem, tradycyjnie, z dnia na dzień, ale w Oczekiwaniu, od czasów niepamięci.
Do chwili, gdy na ich wyspę wkroczyło Zło.
Jednak nie jest to koniec historii, ale jej początek. Bo razem z Tagunem, sprzedanym przez swoich, jak Józef Egipski, trwa oczekiwanie i trwa nadzieja na Powrót Ora.
Książka jest moją równolatką. Nie starzeje się wcale. Napisana jest piękną polszczyzną. Mały minus dla wydawcy wersji z 2017 ( i edycji e-bookowej) za przeoczone literówki i brak map w tomie II i III.

Wojownicy Kecharitomene. Lech Mucha
Ta książka zaciekawiła mnie w księgarni internetowej Wydawnictwa eSPe- boskieksiążki.pl.
Ostatnio czytam sporo książek przez nich wydawanych i na żadnej się na razie nie zawiodłam. W opcji minimum dają mi po prostu chwilę odpoczynku i rozrywki, w opcji VIP poruszają serce i wskazują, że jest coś więcej niż tylko ten nasz świat widzialny. Zdażały mi się książki i takie, i takie. Ale żadna nie zostawiła uczucia zawodu i poczucia zmarnowanego czasu na jej przeczytanie.
Wojownicy Kecharitomene zaciekawiła mnie, bo 1. została na napisana przez praktykującego lekarza- chirurga, 2. tytuł skojarzył mi się w sposób oczywisty z męską wspólnotą Wojowników Maryi, 3. została napisana przez mężczyznę, a ja ostatnio czytałam powieści pisane przez kobiety- to tak dla uzyskania innego spojrzenia.
Jest akcja, jest wielowiekowa tajemnica, jest starożytność i współczesność, są fakty o grzechu, nawróceniu, pokucie, Bożej opatrzności i świecie duchowym. Zakończenie zostawia niedosyt. Ale tak chyba musi być w prequelu, który musi się wpasować do fabuły książki Biała Plama, która jeszcze przede mną, bo nie znalazłam jej wersji elektronicznej.
Książka bardzo dobra na kilkugodzinny lot. Czas przelotu z Rzymu na Maderę minął mi bardzo szybko.

Małomówny i rodzina. Małgorzata Musierowicz
Od jakiegoś czasu na Legimi dostępne są wszystkie części Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz. Od czasu do czasu sięgam po którąś.
Z dzieciństwa pamiętam tylko Idę Sierpniową, zdobytą gdzieś na wyprzedaży w bibliotece. Kochałam kupować za bezcen stare książki, które już swoje odsłużyły w bibliotece, a teraz mogły zasilić moją domową biblioteczkę. Sporo skarbów z tamtego czasu jeszcze mam, głównie w domu rodzinnym.
Tym razem padło na Małomówny i rodzina. Tytuł trochę przewrotny. Ale przygoda fantastyczna. Taka idealnie wakacyjna. I śmiechu co niemiara. Szkoda, że musiałam go hamować, czytając w łazience o północy. Ale już poleciłam książkę synowi. Zobaczymy, czy spodoba mu się tak, jak mi.
Problem, jaki zwykle mam z książkami pani Musierowicz- jak już zaczniesz, musisz skończyć, od razu. Warto wziąć pod uwagę swoje plany na liście do zrobienia sięgając po któryś z tomów Jeżycjady. Bo może się tak zdarzyć, że po pierwszych zdaniach wszystko inne pójdzie w odstawkę. W najlepszym przypadku, będzie to własny sen.

Przed nami tydzień nauki typowo szkolnej. Na finiszu tygodnia egzamin syna z matematyki. Przed wyjazdem zdążył napisać próbne egzaminy ósmoklasisty. Trochę jeszcze powtórek przed nami.
Ambitne plany realizowania zadań szkolnych w czasie pobytu w Rzymie spaliły na panewce. Były inne atrakcje.
Lubimy w edukacji domowej ten komfort dostosowywania planów nauki do wydarzeń z życia rodzinnego.
Wiadomo jednak, że im bliżej egzaminów, tym swobody mniej. Bo egzaminy po prostu muszą być zdawane, zgodnie w wymogami systemu szkolnictwa i szkół, do których dzieci są zapisane. Jeśli nadal chcemy z tej formy realizacji obowiązku szkolnego korzystać.
A że chcemy, to się przykładamy. I dzieci, i rodzice, każde w zakresie swojej odpowiedzialności.
Jak to dobrze, że książki w tym nie przeszkadzają, a pomagają. Zarówno, jako źródło wiedzy, nabywania umiejętności obcowania z tekstem literackim, jak i jako forma odpoczynku i relaksu po nauce czy pracy.
Na koniec prośba.
Może w komentarzu polecisz nam coś do kolejnego rodzinnego czytania?
Książki, z którymi wiążą się dobre wspomnienia. Lub te, do których lubisz wracać?
Jedna odpowiedź na “Rodzinne czytanie 9-10/ 2024- nasza droga do czytelniczej pasji”