Niby przelot z Polski na Maderę, to tylko godzinne przesunięcie strefy czasowej (Warszawa -1). Jednak zaaklimatyzować się ponownie potrzebowaliśmy. Faktyczne różnice we wschodach i zachodach słońca są większe. Wpływa to na funkcjonowanie. Dobrze się rano śpi i trudniej wstać, kiedy jest ciemno;)
Tak, wiem, w Polsce tak mamy przez pół roku.
A na Maderze prawie cały czas. I przy czasie letnim, i przy zimowym czasie, dzieciaki szkolne naszych sąsiadów wstają codziennie po ciemku, żeby przed ósmą wyjść z domu z rodzicami.


Rodzinnie ten tydzień też był intensywny- pociągiem do Warszawy (jednorazowi, jak to córka nazywa, koleżanka i kolega w przedziale), spotkanie z dobrymi znajomymi, podróż na Maderę, rocznica urodzin i ślubu, wypad do aquaparku, filmowe wspominki (Porwanie Baltazara Gąbki), spacery i plaża. Pięknie zakończyliśmy wakacje.








Książkowo ciekawie. Wróciliśmy do książek zaczętych przed wyjazdem. Sięgnęliśmy też po nowe. A na półkach biblioteczki udało się zmieścić zakupione pozycje.
Książki czytane na głos


Układ Słoneczny. Nasze miejsce w kosmosie. Naukomiks. R. Mosco, J. Chad
Pierwszy ze stosu naukomiksów zakupionych na ten rok szkolny, który razem czytamy. Temat Układu Słonecznego przerabiałyśmy już przy okazji książek i filmów Tomasza Rożka z Fundacji Nauka. To lubię. Dobrze jest jednak do tematu wracać i zapoznawać się z nowymi faktami. Zwłaszcza, że wiedza nawet o najbliższym nam kosmosie się zmienia.
Bohaterami tego komiksu są dwie dziewczynki.
Jedna choruje i musi siedzieć w domu.
Druga, jej przyjaciółka, ją odwiedza i wymyśla dla niej historię, w której ich zwierzaki domowe, jako astronauci, w wyimaginowanym pojeździe zasilanym entuzplazmą podróżują po Układzie Słonecznym.
A wszystko po to, aby zaciekawić i zająć przeziębioną dziewczynkę. Oraz wzbudzić jej entuzjazm, który umożliwia dalszą podróż zwierzako-astronautów aż po krańce naszego układu planetarnego.


Lato włóczykijów. Natalia Przeździk
Koniec tej przygody.
Dobrze się nam spędzało wakacje w towarzystwie rodzinki z Niebieskiego Domu i jej przyjaciół.
Część odwiedzanych przez nich miejsc zwiedzaliśmy razem z nimi, przynajmniej wirtualnie, korzystając z map i informacji znajdywanych w internecie
Zwłaszcza Szydłów przypadł nam do gustu. A konkretnie szydłowska śliwka w czekoladzie oraz pizza ze śliwkami ;).
Wiemy, że nie wszystkie miejsca z książek pani Natalii odwiedzimy, ale apetyt na zwiedzanie mamy rozbudzony.
W najbliższym czasie dalej będziemy poznawać naszą wyspę.
Słuchane audiobooki

Sposób na Elfa. Marcin Pałysz. Czyt: Leszek Filipowicz.
Do słuchania audiobooków służy najczęściej córce aplikacja Audioteka Kids na iPad. Czasami słuchamy też w aplikacji Legimi.
Sposób na Elfa córka słuchała po raz wtóry. Lubi nadal książki ze zwierzęcymi bohaterami. Chętnie wraca do tych już słuchanych. A że jest ich coraz więcej, to powtarzają się coraz rzadziej.
Przy okazji fragmenty audioksiążek przesłuchuję też ja. I choć nie jest to moja ulubiona forma obcowania z książkami, to dzięki córce, trochę się z tym oswoiłam. Ciekawe historie również mi zapadają przez ucho w pamięć.
Mama czyta sobie


Wydmy gwiaździste. Explorer Academy. Trudi Trueit
Cruz Coronado, główny bohater, to takie uwspółcześnione połączenie Tomka Wilmowskiego z serii podróżniczo- przygodowej Alfreda Szklarskiego oraz Harrego Pottera, J.K. Rowling. O elementach Jamesa Bonda (niebezpieczeństwa i gadżety z przyszłości) nie zapominając.
To już czwarty tom. Na półce jest ich jeszcze kilka. Czekają na powrót syna z wakacji. A przy okazji sama się z nimi zapoznaję.
Lubię takie książki. Od lat pozostaję im wierna. Podróże, przygody, ciekawostki o świecie, przyjaźnie… Do tego pozytywne zakończenie. Wystarczające elementy na kilka godzin dobrej zabawy w świecie swojej i autora wyobraźni.

Jadwiga. Marta Kwaśnicka
Esej autorki poleconej na instagramie przez Katarzynę Głowacką. Sięgnęłam po niego, ponieważ był jedyną publikacją autorki dostępną na Legimi. Warto było. Już abstrahując od głównego tematu (ciekawego skądinąd dla mnie, miłośniczki historii, zwłaszcza historii Polski), sam styl pisania autorki jest wciągający. Umiejętność łączenia, przeplatania wątków, sprawia, że czyta się ten tekst, jak dobrą powieść. Jednocześnie jest ubogacającą, odżywczą ucztą, poszerzającą horyzonty. Pozostawia w czytelniku również chęć do poznania czy odkrycia na nowo Krakowa. Cieszę się, że sięgnęłam po ten esej.
Po tej lekturze pozostałe utwory Marty Kwaśnickiej trafiły na moją listę „do przeczytania”.

Piękna pogoda na Maderze trwa.
Woda w oceanie i w przydomowym basenie w końcu ciepła, nawet dla takiego zmarzlaka, jak ja.
Pożary wygasły, z pomocą Bożą i ludzi. Codziennie jest trochę chmur i w górach popaduje. Miejmy nadzieję, że to koniec suszy na ten rok.
Na targu więcej lokalnych warzyw i owoców- czas obfitości.
Edukacyjnie zaczynamy powoli rok szkolny. Wcześniej niż w zeszłym roku.
Ale też wakacje zaczęliśmy dużo wcześniej. Od połowy maja.
I były to wakacje totalne- zero typowo szkolnych aktywności.
Co nie oznacza, że był to czas bez rozwoju i nauki.
Były podróże, były książki, były spotkania.
Nowe zainteresowania i rozwijanie wcześniejszych pasji.
Czas z rodziną i przyjaciółmi.
Obcowanie z naturą.
Czas pracy fizycznej na wiosce i czas totalnego odpoczynku.
Dobre wakacje mieliśmy.
Można wracać do bardziej ustrukturyzowanej nauki.
Jedna odpowiedź na “Rodzinne czytanie 35/ 2024- nasza droga do czytelniczej pasji”