Trochę wróciliśmy do wakacyjnego trybu na kilka dnia. Ponowne połączenie rodziny po 3 tygodniach w uszczuplonym składzie wymaga czasu razem i pewnego wysiłku.

na Maderę po 3 tygodniach rozłąki

A to wszystko dlatego, że wrócił na Maderę nasz kochany Pierworodny. To była jego pierwsza samodzielna podróż. Od razu przez taki kawał świata.
Przygotowaliśmy na powitanie dekoracje w domu i smakołyki.
Dobrze być znowu w komplecie.
Na drugi dzień po przylocie wyskoczyliśmy na plażę rodzinnie. Tym razem woda była o wiele cieplejsza niż odczuwalna temperatura powietrza. Tylko najmłodsza pociecha zdecydowała się na pływanie. A potem nie chciała wyjść z wody.


Razem z kilkoma znajomymi rodzinami wybraliśmy się we czwartek do Quinta Pedagógica da Camacha.
Prawie trzygodzinna wizyta z oprowadzaniem po farmie, próbowaniem owoców, sadzeniem roślinek, zbieraniem plonów i karmieniem zwierząt.
Jednym z celów właściciela gospodarstwa jest edukowanie odwiedzających w temacie jedzenia produktów lokalnych i sezonowych.
Farma prowadzona jest w sposób zrównoważony. Nawozem są m. in. odchody zwierząt hodowanych na farmie, oraz zużyta kawa od zaprzyjaźnionych osób czy kawiarni. A szkodliwe owady wyłapywane są w pułapki feromonowe.
Na koniec mogliśmy kupić owoce i warzywa z tej farmy oraz od innych okolicznych rolników.
Koszt takiego zwiedzania to 3 e za osobę. Trzeba się umówić z wyprzedzeniem.
Jest też możliwość zakupów u nich z dostawą do domu.


W sobotę odwieźliśmy córkę do koleżanki w okolice Ponta do Sol i ruszyliśmy dalej, poznawać kolejne maderskie ścieżki.
Nie obyło się bez przygody. Wjechaliśmy w drogę, która uczęszczana jest głównie przez jeepy wożące turystów. Udało się nam jednak przejechać nią kawałek do punktu piknikowego. Dla łatwiejszego powrotu musieliśmy poprawić jedną dziurę w nawierzchni ( wymyte kamienie po ulewie?, które powrzucaliśmy na miejsce).


Przykro patrzeć na sczerniałą okolicę po tegorocznych pożarach.
Dosłownie kilometr na zachód są tereny, które paliły się rok temu.
Taki ciągły cykl odsadzania roślin przez ludzi i naturę oraz niszczenia w płomieniach (niestety przeważnie przez nieostrożność ludzi).
Spacer zakończyliśmy przejażdżką po płaskowyżu Paul da Serra, jedynym na Maderze, na wysokości około 1500 m npm. Widoki są tam wyjątkowe. Do tego możliwość spotkania krów pasących się luzem w górach. Wędrują sobie same lub z cielakami. Lepiej ich nie niepokoić, choć przeważnie są w stoickim nastroju.
Zajechaliśmy jeszcze do palarni kawy i kawiarni Gato Legal w Ponta do Pargo, gdzie akurat odbywało się lokalne święto gruszki, Festa do Pêro. A raczej miało się zacząć za 3 godziny. Tym razem nas espetady i bolo do caco ze straganów nie skusiły. Zjedliśmy w kawiarni. A potem przejechaliśmy się jeszcze pod latarnię morską na punkt widokowy popatrzeć na zachodnie klify.
I sfotografować na ich tle książki. A jakże. Tym razem nie zapomniałam, że je wożę w torbie. Brakuje tam dwóch, bo jeszcze w sobotnie popołudnie i niedzielę trochę poczytałyśmy.
Książki czytane na głos


Zagadka opuszczonej wsi. Gaja z Gajówki. Anna Włodarkiewicz
Druga część przygód Gaji z Gajówki przeczytana. Rozwiązanie zagadki już znamy.
Przed nami kolejny tydzień z częścią trzecią.
Dobrze, że to ostatnia na półce, bo już mi się chce poczytać z córką coś innego;) Ona jednak nie chce o tym słyszeć- najpierw mamy skończyć tę serię.
Książka Zagadka opuszczonej wsi nadaje do samodzielnego czytania dla młodych czytelników. Dzięki formie niemal pamiętnika, którego narratorką i ilustratorką jest sama główna bohaterka, Gaja Wicherek.
Nie wszystko mi w zbudowanej historii pasuje. Uczciwie piszę, że przy głośnym czytaniu niektóre zdania pomijam. Kiedy uważam, że coś jest już nadmiernie akcentowane.
Tak to już jakoś jest, że kiedy wyruguje się z życia ( książki) chrześcijaństwo, zaraz w tę pustkę pojawiają się inne, staro- czy nowo- pogańskie wierzenia. Albo człowiek usilnie próbuje radzić sobie sam. A duchowość pustki nie lubi. Po odarciu z chrześcijaństwa szuka sensu gdziekolwiek.
Dlatego uważnie staram się dobierać lektury do głośnego czytania z dziećmi i do naszej biblioteczki domowej. Nie wszystkie jednak czytam wcześniej sama.
A sytuacje tego typu, jak w tej serii, gdzie bohaterowie są przedstawieni uczciwie, jako rodzina niewierząca, również mogą być przyczynkiem do rozmów na temat wiary czy jej braku z dziećmi. Zwłaszcza, kiedy jedyna w tej opowieści postać wierząca, uczęszczająca do kościoła, babcia Gaji, przedstawiona jest niezbyt pozytywnie.
Chociaż mieszkamy w Polsce i na Maderze, krajach o bogatej tradycji chrześcijańskiej i z żywym Kościołem, to jednak żyjemy w świecie i wśród ludzi, pośród których nie wszyscy są chrześcijanami, a tym bardziej rzymskimi katolikami.
Niezwykle istotne jest znalezienie takiego sposobu swojego życia, które pomoże nam zachować wiarę w Boga. Mimo trudności. A czasem dzięki trudnościom też.
Czytane samodzielnie


Sprawdźcie sami…Mikroby. Książka z okienkami. Sarah Hull, il. Peter Allen
Okresowo córka wyciąga tę serię książek. W sobotę umilała nam wspólny obiad, czytając na głos wybrane fragmenty o różnych mikroorganizmach, również chorobotwórczych oraz o walce ciała z infekcjami.
W naszym doświadczeniu różne publikacje z okienkami sprawdziły się, jako bardzo skuteczne źródła zdobywania wiedzy przez dzieciaki.
Słuchane audiobooki


Ta potworna wojna. Ale historia. Grażyna Bąkiewicz
To chyba jedyna z części, którą podsłuchałam w bardzo małych fragmentach.
Może dlatego, że nie jest to mój ulubiony fragment polskiej historii. Zbyt bliski jeszcze i zbyt bolesny.
Uczniowie pana Cebuli, historyka z przyszłości, który na lekcjach wysyła dzieciaki ławkami własnego autorstwa w przeszłość, mogą naocznie zobaczyć wydarzenia historyczne i dowiedzieć się na przykład, jak pokonano Hitlera.
Ta śmieszna i straszna PRL. Ale historia. Grażyna Bąkiewicz
PRL. Czasy dzieciństwa i młodości mojej mamy. Wspominane przez nią z pewnym rozrzewnieniem. Przez jej mamę (moją babcię) ze znacznie mniejszym. Chociaż to również okres jej młodości i założenia rodziny. Dorosła odpowiedzialność i troska o dzieci odarły ten okres z romantyzmu, kiedy zmagać trzeba się było z brakiem wszystkiego. A zapewnienie codziennego bytu wiązało się z przedsiębiorczością i codzienną ciężką pracą.
Mela wraz z koleżankami i kolegami z klasy ma okazję w latach 50-tych XX wieku spotkać swoją babcię, a przy okazji poznać z bliska realia i absurdy czasu nie-wolnej Polski z orłem bez korony w godle.

mają nowy wymiar
W 80 dni dookoła świata. Juliusz Verne, czyta Adrian Perdjon
Przyjemnie się podróżuje z tą książką. Zwiedzanie Madery zyskuje nowy wymiar.
Na kolejny rodzinny wyjazd za miasto weźmiemy ze sobą wydrukowaną mapę świata, żeby zaznaczać trasę podróży pana Fogga.
Ta konkretnie wersja na Audiotece ma jeden mankament. Zależy to z pewnością od tłumaczenia. Nie udało mi się znaleźć, kto jest tej wersji tłumaczem.
Jak na słuchanie z młodszym dzieckiem, zbyt wiele zostawiono tam słów w języku angielskim. A mają one odpowiedniki w języku polskim. Na przykład steamer- wystarczyłoby przeczytać parowiec i nie musielibyśmy zatrzymywać historii i tłumaczyć słów córce.
Nastolatek czyta

Ojciec chrzestny. Mario Puzo
Jaki wiek, takie lektury. Fascynacja klimatami i filmami gangsterskimi trwa. Muzyką i strojami z okresu też.
Również czytałam tego autora swego czasu. Potem mi przeszło.
Szkoda, że nie mam listy książek przeczytanych w młodości. Gdybym wyraźniej pamiętała, ile tam było książek niezbyt wysokich lotów ( m. in. różne romanse historyczne, wtedy popularne, którymi wymieniały się mama z sąsiadką, a ja podczytywałam), to byłabym bardziej wyrozumiała, dla książkowych wyborów nastolatka. A tak to pamięć zawodzi i włącza się idealizowanie własnej młodości;)
Mama czyta sobie


Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy. John Eldredge
Przeczytałam. Dobra lektura. Mocna. Z pogranicza psychologii i wiary. Przypominająca o duchowej walce, która jest wygrana przez Jezusa, ale teraz, Jego wzorem i Jego mocą, każdy z nas ma swoje bitwy do zwyciężenia.

Jaszczurce też się podobało.
Dom w Riverton. Kate Morton
Na autorkę trafiłam na jednym z czytelniczych profili na Instagramie, które obserwuję.
To pierwsza jej książka, którą przeczytałam. Dotyczy głównie angielskiej szlachty, i jej schyłku, a nawet upadku, w przemianach XX w. Obie wojny światowe odcisnęły swoje piętno na wszystkich warstwach społeczeństw i współpowodowały wiele zmian, którym nie wszystkie rodziny szlacheckie i nie wszystkie osoby podołały. Tak jak lordowska rodzina z tytułowego domu w Riverton.
Ilość wątków tam poruszona, w połączeniu z szerokim i wiernie opisanym tłem historycznym, dała naprawdę intensywne zanurzenie w tym świecie, którego już prawie nie ma.
Na tyle intensywne, i dość przygnębiające, bo upadek tytułowej rodziny był wielki, że musiałam odetchnąć wskakując od razu w kolejną lekturę.


Ostatnia arystokratka. Evžen Boček
Miało być przede wszystkim śmiesznie. I było. Na tyle śmiesznie, że córka mnie upominała, żebym nie czytała tej książki przy jedzeniu. „ Mamo, odłóż tę książkę jak jesz, bo jeszcze się udławisz.”
Oj, dawno nie czytałam książki, przy której popłakałabym się ze śmiechu( nie raz). Na plucie i parskanie na czytnik przy czytaniu spuśćmy zasłonę milczenia.
Jakoś się złożyło, że i tu głównymi bohaterami są arystokraci, ale tacy, którzy wyrośli wmieszani w społeczeństwo. Bez żadnego oddzielenia. A do tego na emigracji w Ameryce.
Akcja Ostatniej arystokratki zaczyna się niemalże w tym samym roku, w którym kończy się Dom w Riverton. To mam trochę zachowaną ciągłość czasową.
Nie jest łatwo czesko- amerykańskiej rodzinie Kostków przejąć zamek po przodkach, kiedy głowa rodziny nie wie nawet, jak zachowywać się powinien hrabia. O braku pieniędzy na utrzymanie posiadłości nie wspominając.
Hrabina nie zna prawie słowa po czesku, ale chce dorównać we wszystkim Lady Di, której jest fanką.
Hrabianka, 19-letnia Maria, jest tu często jedynym głosem rozsądku. Nie wiadomo jednak, czy dożyje 20 urodzin, przez wzgląd na rodzinną klątwę.
A do tego jeszcze służba przejęta wraz z zamkiem- o wyrazistych osobowościach i jeszcze bardziej wyrazistych przywarach, niezbyt garnąca się do pracy. Kasztelan ma największy pociąg do odpoczynku, kucharka do orzechówki, a ogrodnik do fortepianu i opowieści o czyhających na niego chorobach.
Co z tego wynika? Oj, bardzo wiele historii powodujących ból mięśni brzucha i skurcz policzków od śmiechu.
Doczytałam dziś, że autor książki wie, o czym pisze, z własnego doświadczenia- Evžen Boček jest kasztelanem zamku w Miloticach na Morawach Południowych.
I to dopiero wyjaśnia sporo.
Arystokratka w ukropie. Evžen Boček
Sięgnęłam od razu po kolejną część. Jedna to za mało na weekend.
Tu akcja się rozwija i zagęszcza.
Z pomocą zatrudnionej Milady, rodzina Kostków stara się zdobyć pieniądze na utrzymanie zamku, służby i własne.
A gdzie je najlepiej zdobyć, jak nie na „muflonach”, zwiedzających zamek?
Sytuacja często- gęsto się komplikuje, bo i klient wymagający bywa, zwłaszcza jeśli chodzi o wycieczki szkolne.

W najbliższych dniach kończymy planowanie egzaminów. Zwłaszcza u syna, który zaczął I klasę liceum, trochę ich trzeba wpisać w rodzinny kalendarz.
Ogarniam też kwestię listy lektur. Jakoś ta uszczuplona nie jest dla nas zadowalająca.
Sprawdzam, co na ten rok zaproponowała szkoła syna.
Szukam też listy lektur sprzed tegorocznego okrojenia podstawy programowej przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jakoś w kwestii lektur nie podzielam zdania, że mniej to lepiej, niż więcej.
Szkoła średnia to dobra okazja do zetknięcia się z literaturą, po którą niekoniecznie młodzież z własnej inicjatywy sięgnie wsród zalewu atrakcji, czasoumilaczy i rozrywek lekkich, łatwych i przyjemnych. Dostępnych bezpośrednio pod opuszkami palców.
Dla rozwoju potrzebujemy zmierzyć się również z lekturą bardziej wymagającą. Dla lepszego zrozumienia świata i siebie, jako człowieka, chrześcijanina, Polaka.
Mimo moich już kilkudniowych poszukiwań nie znalazłam kanonu lektur, spisu utworów, których przeczytanie zagwarantuje powyższe.
Może nie jest to w tej chwili możliwe, aby taki jeden kanon obejmujący największe i najważniejsze dzieła literatury polskiej i światowej ułożyć.
Moim zdaniem, aby takiego wyboru dokonać, należałoby najpierw zdecydować, co to jest prawda.
Aby mieć jedno, podstawowe kryterium wyboru dzieł do kanonu.
Plebiscyt, konkurs popularności czy demokratyczny wybór tu się nie sprawdzi.
Istotą jest posiadanie przed oczami wzoru człowieka, którego ten kanon lektur miałby ukształtować i celu, do którego miałby go doprowadzić.
Zapraszam do podzielenia się w komentarzu trzema utworami, których Twoim zdaniem w kanonie lektur dla uczniów polskiej szkoły nie mogłoby zabraknąć.
Zostaw też swój adres e- mail, jeśli chcesz, aby każdy mój artykuł trafiał prosto na Twoją skrzynkę mailową.
Dodaj komentarz