Rodzinne czytanie 43/ 2024- nasza droga do czytelniczej pasji

Każdego dnia staram się zapisywać w swoim Formatniku za co jestem wdzięczna. Bez tego łatwo umykają mi z pamięci dobre, drobne rzeczy, które składają się na szczęśliwą codzienność.

Przeglądając te wpisy z ostatniego tygodnia zauważyłam, że najczęściej pojawiało się zadowolenie z samotnych wyjść na sprawunki.
To efekt tego, że mieliśmy gości, z którymi dzieci spędzały sporo czasu.

Zwykle na zakupy ( naprawdę, nie wszystko da się kupić przez internet, zwłaszcza na Maderze) zabieram ze sobą przynajmniej jedno dziecko.
Nie dlatego, że jest małe i potrzebuje opieki.
Ale dlatego, że jest to zwykle element większego wyjścia, współodpowiedzialność za zaopatrzenie rodziny w potrzebne rzeczy i okazja do nabywania życiowych umiejętności. Tak, tak, brzmi doniośle, jak na zwykłe zakupy.

Samotne wyjście mamy na zakupy, to jednak zupełnie coś innego. Nawet, jak się ma takie duże i pomocne dzieci.
Można spokojnie poczytać etykiety.
Nie trzeba w międzyczasie z nikim negocjować, dlaczego czegoś dzisiaj nie kupimy.
Można nawet bez wyrzutów sumienia poprzeglądać na półkach rzeczy, które nie są na liście do kupienia;)

Tak. Samotny czas poza domem, nawet w czasie robienia sprawunków, jest zdecydowanie potrzebny mamie prowadzącej edukację domową swoich dzieci. Dla higieny umysłowej.
A już trzy takie wyjścia w tygodniu, to niemal rozpusta;)
Nadrobiłam zaległości.

  1. Książki czytane na głos
    1. Śmierć przy myciu zębów. Chemia dla zabieganych. Mai Thi Nguyen-Kim
  2. Audiobooki słuchane przez ośmiolatkę
  3. Mama czyta sobie
    1. Włam się do mózgu. Radek Kotarski
    2. Schronisko pod Srebrnym Aniołem. Natalia Przeździk
  4. Małżeński Klub Książki
    1. Siddhartha. Herman Hesse

Książki czytane na głos

Śmierć przy myciu zębów. Chemia dla zabieganych. Mai Thi Nguyen-Kim

Poza książkami czytanymi po rozdziale od dwóch tygodni: Zwycięstwa różańcowe, Ewy Hanter i Pytania z księżyca, Tomasza Rożka, zaczęłyśmy też książkę o chemii.

A zaczęło się od pytania o wanilię potrzebną do ciasta.
Po raz kolejny okazało się, że rozbudowana biblioteczka, to istotny element naszej edukacji domowej, znacznie ją ułatwiający. Znalazłam książkę z odpowiedzią na waniliowe pytanie.

Autorka w opowieść o jednej dobie swojego życia wplata mnóstwo chemicznych ( i fizycznych) ciekawostek. W sposób, dzięki któremu są zrozumiałe i przyswajalne.

Nie jest to oczywiści książka, którą dałabym naszej dziewięciolatce do samodzielnego czytania. Skierowana jest do dorosłego czytelnika.
W niektórych rozdziałam jest poruszony temat alkoholu czy relacji damsko- męskich od strony chemicznej.
Ale do czytania na głos, z moderacją rodzica ( pomijam fragmenty nie nadające się), jest ciekawa. Czytamy po fragmencie rozdziału. W każdym jest naprawdę sporo konceptów poruszonych, które dodatkowo omawiamy, żeby nas nie przytłoczyły. Dorosły czytelnik może przeczytać książkę szybciej, jako prawie powieść, niemal detektywistyczną. Śledzenie chemii w codzienności 😉

Audiobooki słuchane przez ośmiolatkę

W tym tygodniu towarzyszył córce maraton audiobooków uprzednio słuchanych.
Nie jeden raz.

Trzymaj się, Cukierku. Waldemar Cichoń

Karolcia. Maria Krüger

Witaj, Karolciu. Maria Krüger

Pamiętnik grzecznego psa. Terechowicz, Cesarz

Mama czyta sobie

Włam się do mózgu. Radek Kotarski

Radek Kotarski wykonał kawał dobrej roboty przez dwa lata testując na sobie kilkanaście metod uczenia się i przekopując się przez tysiące stron tematycznej bibliografii i badań naukowych.

Niesamowite jest to, że mimo znacznego zaawansowania rozwoju technologicznego ludzkości, powszechna znajomość metod uczenia się( zwłaszcza tych skutecznych), jest tak niska w ogóle społeczeństw.
I to pomimo tego, że od prawie 200 lat, w większości krajów wysokorozwiniętych, prawie każde dziecko przechodzi przez kilkanaście lat obowiązkowej nauki.

Przyznam, że również w naszej rodzinie, mimo braku doświadczeń szkolnych moich dzieci, dominują zwyczajowe sposoby uczenia się.
Decydujące jest zapewne w tym temacie moje przejście przez wszystkie piętra edukacji w tradycyjnym szkolnictwie, w którym zwyczajowe metody okazały się dla mnie zupełnie wystarczające, by sprostać wymaganiom szkoły w sposób bardzo dobry. Nie widziałam powodu, by szukać i zmieniać coś, co działa.

Dominuje u nas w nauce czytanie, często wielokrotne, dające złudne poczucie wiedzy. Bo mózg jest przekonany, że już to wie, bo już to, co czyta ponownie, widział.

Dzieci nasze uczą się blokowo. Zwłaszcza starszy, bierze się za przedmiot i w ciągu kilku tygodni go przerabia zajmując się kolejnymi tematami. Czytając książkę Kotarskiego uświadomiłam sobie, że może i sprzyja to ogarnięciu „jednym spojrzeniem” całości materiału, czy zauważeniu powiązań. Może jednak nie służyć długotrwałemu, głębokiemu zapamiętywaniu. Jeśli materiał po zapoznaniu się nie jest przerabiany jeszcze innymi technikami.

Na plus jest to, że z niemal naturalnej metody ciekawskiego dziecka nasze dzieci nie wyrastają. Codziennie zaskakują mnie pytaniami na bardzo różne tematy. W domu tej ciekawości nie tłamsimy, co w szkole niestety zdarza się dość często, bo pytania w porę i nie w porę, na temat i niekoniecznie, bywają niewygodne w czasie prowadzenia lekcji.

Pojawiają się też inne metody, ale nie stosowane świadomie i z pełną konsekwencją.
Mamy duże pole do rozwoju w tej kwestii. Przydałby się domowy kurs metod uczenia się dostosowany do możliwości członków rodziny w różnym wieku.

Opisywanych w książce Włam się do mózgu metod autor nie wartościuje.
Ważne jest ich poznanie, przetestowanie na sobie i wybranie tych, które nam najbardziej służą.
Różne metody mogą się też sprawdzać zależnie od tego, czego chcemy się nauczyć.

Odsyłam do książki Włam się do mózgu po więcej.
Nie tylko przez wzgląd na dzieci, którym możemy pomóc lepiej i głębiej się uczyć.
Przydatne to również dla dorosłych, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, w którym zmiana goni zmianę, a to, że ktoś będzie wykonywał więcej niż jedną pracę czy zawód w ciągu swojego życia, jest niemal pewne.

Nowa powieść Natalii Przeździk- Schronisko pod Srebrnym Aniołem

Schronisko pod Srebrnym Aniołem. Natalia Przeździk

Góry, jesień, poezja.
Rodzina, przyjaźń, i miłość.
Konfrontacja z trudną przeszłością poprzez równie trudne „teraz”, od którego nie można już dłużej uciekać. A kluczem jest tu przebaczenie.
Sporo udało się autorce zmieścić w tej niewielkiej powieści.

Nie chcę zdradzać fabuły, ale w czasie czytania miałam z dwa momenty irytacji „O nie, ona też?!”. Jednak w trakcie rozwoju historii intencja autorki się wyjaśniła. Nawiązania do dziejącej się rzeczywistości, to jeden z rysów charakterystycznych twórczości Natalii Przeździk.
A ja miałam chwilę refleksji, czemu się ta irytacja we mnie pojawiła.

Podsumowując- dobra jesienna lektura.
Można zasiąść pod kocykiem z książką w ręce.

Małżeński Klub Książki

Książka Siddhartha noblisty Hermana Hessego

Siddhartha. Herman Hesse

Jakoś się nam złożyło, że wybraliśmy po wojaku Szwejku, kolejną książkę, która kontestuje wszelkie autorytety. Intencja autora podobna. Ścieżka realizacji inna.

Siddharta to poemat. Osadzony w kulturze Dalekiego Wschodu, w kulturze Indii.
Tytułowy bohater opuszcza swoją rodzinę, swoją grupę społeczną, by wyruszyć na poszukiwania. Ale czego? Zrozumienia świata? Siebie? Sensu? Nirwany?

W czasie podróży, kolejnych doświadczeń i przeżytych lat znajduje swoje miejsce i siebie, sam.

Czytałam tę książkę bez specjalnych oczekiwań. Była na mojej liście, bo autor otrzymał literackiego Nobla. Była też na liście męża.
Ciekawie było zanurzyć się w świecie innej kultury i wierzeń.
Odnosiłam to jednak do swoich doświadczeń i chrześcijaństwa.

Dopiero, kiedy przeczytałam posłowie, wiele rzeczy się wyjaśniło. W przypadku takich dzieł, do głębszego zrozumienia, niezbędna jest jednak znajomość autora i jego intencji.

Czy jednak jakakolwiek książka pisana być może bez konkretnych intencji autora? Czy to dla pieniędzy, czy dla szerzenia jakiejś idei, czy dla zapewnia rozrywki czytelnikowi, czy dla przekazania wiedzy… jest jakiś cel, który przyświeca pisarzowi.

To jednak, co czytelnik faktycznie z opowieści, z dzieła wyniesie, to zupełnie inna historia. Kiedy dzieliliśmy się z mężem wrażeniami po lekturze, każde z nas na coś innego zwróciło uwagę.

Tygodniowy mini stosik książkowy na tle plaży w Ribeira Brava na Maderze

Zmiana czasu na zimowy mnie wykończyła. Kończę pisać z mętlikiem w głowie. Niesamowite, jak przesunięcie czasu o jedną godzina może wpłynąć na ciało człowieka.
Zegar biologiczny to coś fascynującego. Choć czasem męczącego.
Jest szansa, że w ciągu kilku dni się przestawi na normalne tory.

Masz pytania do mnie? Uwagi? Skorzystaj z opcji komentarza.

Dodaj komentarz

Zostaw też swój adres e- mail, jeśli chcesz, aby każdy mój artykuł trafiał prosto na Twoją skrzynkę mailową.

Opublikowane przez burnevel

Kobieta, Żona, Mama, Edukatorka Domowa, Pani Domu, piszę jako Burnevel o moich doświadczeniach i poszukiwaniach Dobra, Prawdy i Piękna. Mieszkam część roku na Suwalszczyźnie, a część na Maderze, w międzyczasie odwiedzając inne regiony Polski i świata.

Jedna odpowiedź na “Rodzinne czytanie 43/ 2024- nasza droga do czytelniczej pasji

Dodaj komentarz