Znowu mamy gorąco na Maderze po deszczach. Wiatr znad Afryki niesie nam pył i wysoką temperaturę.


Na początku tygodnia padało. Pocieszyliśmy się trochę zmianą pogody.
W końcu rodzinnie zagraliśmy w karciankę „Pytania z Księżyca” Fundacji Nauka. To lubię.
Gra jest typowym quizem z wiedzy w zakresie kosmosu, przyrody, ciała. człowieka i technologii. Pytania pochodzą z książki o tym samym tytule. Jest też kilka pytań otwartych.
Najciekawszym elementem gry jest rozdzielanie między graczy domowych obowiązków za nieprawidłowe odpowiedzi. Oraz przywilejów, za odpowiedzi prawidłowe. Bardzo się podobał ten element wszystkim graczom. Zwłaszcza przy odbieraniu przywilejów.
Teraz mamy tydzień na zrealizowanie przywilejów i obowiązków zgodnie z ustaleniami. Niektóre są całkiem przyjemne, jak mój dzień bez obowiązków( które przejmuje reszta rodziny).

akrobacje w kole i na rowerze

W piątek wybrałam się z dzieciakami na Festiwal Sztuk Ulicznych. To już kolejna edycja. W tamtym roku też byliśmy.
Najbardziej interesujące były akrobacje. Pokaz z ogniem też niczego sobie. Mimo iż widno było.


Miradouro– biały napis na brązowym tle- znak drogowy, za którym warto się kierować na Maderze. Miradouro to w tłumaczeniu punkt widokowy. Często prowadzi do ciekawego miejsca lub pięknych widoków, którymi miejscowi chcą się z odwiedzającymi podzielić.
Ja to bym za każdym takim znaczkiem leciała, ale to jednak kierowca musi się wykazać aktywnością przy prowadzeniu po nie zawsze łatwych maderskich drogach.
W czasie sobotniej wycieczki rodzinnej wybraliśmy się na mój ulubiony zachodni miradouro da Boa Morte ( przy kaplicy Matki Bożej od Dobrej Śmierci). Jego zimowa, soczysto- zielona wersja jest chyba najpiękniejsza. Lepiej mogłoby być tylko przy słonecznej pogodzie.
Jest dość łatwo dostępny( jeśli nie straszne nam podjazdy i zjazdy). Na parkingu przy kaplicy można zostawić auto. Potem jeszcze spacerek w dół. I powrót pod górę.
Na zwierzęta lepiej uważać. Krowa ze zdjęcia nie była zbyt przyjazna i na próbę pogłaskania przez męża, zareagowała rogami. Dobrze, że była na łańcuchu.
Tak to bywa, kiedy punkt widokowy otoczony jest prywatnymi pastwiskami.
Drugi punkt widokowy na zachodzie Madery, który odwiedziliśmy wtedy po raz pierwszy, to miradouro Garganta Funda. Parking niewielki i słabiutki, bo tuż obok trwa (listopad 2024) budowa domu.
Od parkingu spacerek kilkaset metrów po w miarę płaskiej powierzchni do celu.
Miejscami należy uważać na możliwość zawrotów głowy, kiedy obok ścieżki otwierają się ogromne przestrzenie.
Sam widok na wodospad niesamowity. Dobrze, że nie patrzyłam wcześniej na zdjęcia, bo zupełnie się nie spodziewałam.
Portugalska nazwa dobrze odzwierciedla formację, jaką wytworzyły tysiące lat spływania wody po skałach. Garganta Funda to głębokie gardło.


Znalazłam też chwilę na namalowanie akwarelami kilku wspomnień z października. Podoba mi się taka forma podsumowania miesiąca i praktykowania wdzięczności.
Korzystam z papieru akwarelowego 300g, ze zwykłych szkolnych pędzli i farb akwarelowych firmy Astra. Mają ładne i mocne kolory. I na razie mi wystarczają.
Jednak jestem gotowa spróbować czegoś nowego. Może święty Mikołaj przyniesie mi jakieś bardziej profesjonalne farby? Zobaczę wtedy, czy wpłynie to na komfort tworzenia.
Co do czytania książek- udaje mi się tyle czytać m.in. dzięki temu, co na zdjęciu. Dzięki czytaniu w czasie czynności, które nie wymagają zaangażowania wielu sił umysłowych.
Pewnie że łatwiej byłoby słuchać audiobooków. Nadal jednak nie przepadam za tą formą. Wolę własną interpretację tekstu niż przefiltrowaną przez najlepszego nawet aktora.
Jednak dzięki audiobookom właśnie, córka i mój mąż czytają ostatnio tak dużo książek. Więcej niż ja. Zdecydowanie powyżej dziesięciu miesięcznie.
- Książki czytane na głos
- Audiobooki słuchane przez ośmiolatkę
- Rodzinne książkosłuchanie
- Nastolatek czyta
- Mama czyta sobie
- Małżeński Klub Książki
Książki czytane na głos


Naukomiks. Skały i minerały. Od jaskiń do kosmosu. Andy Hirsch
Kamienie to moje ulubione pamiątki z dzieciństwa. Nawet do tej pory nie przestałam ich zbierać, chociaż teraz ograniczam się już do malutkich kamyczków. ( I nie przeszkodził w tym zbieractwie rok zastępstwa na geografii w liceum, kiedy poznawaliśmy skały, a nauczycielka była wymagająca aż do poziomu zniechęcającego).
Córka też z każdej wyprawy przynosi w kieszeniach i torbach fragmenty skał.
Komiks o skałach i minerałach nie wyczerpuje tematu i nie jest bardzo przydatny do oznaczania skał. Jednak przedstawia procesy, które pozwalają szerzej spojrzeć na pospolite kamyki.
Jak tak przyjrzeć się im bliżej, to kamienie są jednymi z najstarszych otaczających nas elementów. Sposoby ich powstawania i przeobrażania są fascynujące.
Na kolejnym spacerze zatrzymaj się na chwilę, weź kamyk i zastanów się, jaką drogę w czasie i przestrzeni przebył do Twojej ręki.


Pytania z Księżyca. Tomasz Rożek
Książka Tomasza Rożka towarzyszy nam dalej. Teraz czytamy dział o przyrodzie. Co jedno pytanie, to ciekawsze
Wczoraj czytałyśmy o sposobach „rośnięcia” ciasta w kuchni. A trzeba wiedzieć, że nie jest to zawsze ta sama metoda. Bo mogą być: fizyczna, chemiczna i biologiczna.
Podoba mi się takie spojrzenie na kuchnię i gotowanie.
Audiobooki słuchane przez ośmiolatkę



Seria Czarny Kot, Sylwia Winnik
To kolejna detektywistyczna seria dla dzieci, słuchana przez córkę. W niej zagadkowe historie zabytków przeplatają się z legendami i słowiańską magią.
Nadaje się, dla ciut starszych dzieciaków, które z pomocą rodzica są w stanie rozróżnić w czytanej książce fakty historyczne od fantazji autora.
Tymek, Czarny Kot i zagadki pałacu Marianny
Akcja toczy się w okolicach pałacu Marianny Orańskiej na Dolnym Śląsku.
Tymek, Czarny Kot i śpiące lwy hrabiego
Tymek i przyjaciele poznają tajemnice zamku Moszna.
Tymek, Czarny Kot i tajemnica krzywej wieży
Dlaczego Krzywa Wieża w Ząbkowicach Śląskich jest krzywa?
Rodzinne książkosłuchanie

W 80 dni dookoła świata. Juliusz Verne. Czyta: Adrian Perdjon
Nasze rodzinne słuchanie tej książki zajmie nam zdecydowanie więcej niż okrążenie świata zajęło Foggowi. Raz w tygodniu słuchamy po pół godzinki. Ale jest przyjemnie. I ciekawie. I robimy to razem. Kolejne łączące rodzine wspomnienie.
Nastolatek czyta

Skąpiec. Molier
„Mamo, skończyłem Skąpca. I bardzo mi się podobało.”
Tyle mi na ten moment wystarczy. Że był kontakt ze sztuką. Że podobały się postacie i historia.
Teraz tylko wybrać się jeszcze do teatru na inscenizację.
Mama czyta sobie

Petra. Maria Krüger
Końcówka późnego średniowiecza, Kraków i dziewczyna podająca się za chłopca, by pobierać nauki na królewskiej akademii.
Ciężka praca, wyrzeczenia, przygoda, szukanie sposobu na wykorzystanie swoich talentów.
Przyjemna opowieść, przeczytana dla odpoczynku w czasie dość męczącego czytania „Norwegian Wood”, Murakamiego.

Pan Samochodzik i Niewidzialni. Zbigniew Nienacki
Druga przerwa w czytaniu „Norwegian Wood”.
Tym razem, dzięki zmianie kolejności sortowania książek w aplikacji Legimi na czytniku PocketBook.
Nagle z zapomnianego końca książki o panu Samochodziku wyskoczyły na początek.
Lubiłam je kiedyś. Jedna z podstawowych przygodowych lektur PRL-u, wydawanych w latach 1957-1985. Popularna też w moim dzieciństwie. Seria kilkakrotnie wznawiana. A po śmierci Zbigniewa Nienackiego (właściwie Zbigniewa Tomasza Nowickiego) kontynuowana za zgodą spadkobierców przez innych autorów.
Są tomy lepsze i gorsze, jednak przygody pana Tomasza przynoszą zawsze coś wartościowego dla czytelnika. A to wiedzę o ciekawostkach historii sztuki czy historii lokalnej, a to przypomnienie realiów PRL-u, bez jego nadmiernego koloryzowania, ale też bez podkreślania negatywów. Bohater ( i autor) zdają się pogodzeni z rzeczywistością w jakiej przyszło im żyć.
W tej część detektyw poszukuje skrzyń zawierających skarby piśmiennictwa, potwierdzające m.in. wielowiekowe zamieszkiwanie Polaków na terenach Prus.
Małżeński Klub Książki


Norwegian Wood. Haruki Murakami
Niełatwo wybiera się książki do czytania w Małżeńskim Klubie Książki tylko po okładkach tytułowych widocznych na liście w aplikacji
Nad tą książką, którą przeczytaliśmy w ciągu ostatnich dwóch tygodni, rozpisywać się nie będę. Nie wniosła do mojego życia wiele dobrego, poza kilkoma przemyśleniami o śmierci i pewnym wglądem w życie Japończyków w latach 60-70 dwudziestego wieku.
Opis na tylnej okładce jest dość miarodajny. Może słowo nostalgiczny zamieniłabym na depresyjny.
Doczytałam do końca, i to w miarę sprawnie( nie licząc przerw na 2 książki) mimo sporej jej objętości, tylko dzięki świetnemu stylowi pisania Murakamiego.
Osobiście mam jedno oczekiwanie wobec książek, które czytam. Że chociaż w niewielkim stopniu uczynią mnie lepszą. Że zostawią we mnie jakiś pozytywny ślad. Że po ich przeczytaniu spojrzę na bohaterów, na świat, na siebie… z nadzieją. Norwegian Wood tego oczekiwania nie spełniła.
Inny czytelnik może znajdzie tam jednak coś dobrego dla siebie. Nie wykluczam tego. Ale też do przeczytania nie zachęcam.

na tle drugiego najwyższego wodospadu na Maderze
Garganta Funda( Głębokie Gardło)
Poczytane, przeżyte, zapisane.
Czas na publikację.
Puenty nie będzie.
Idę się poprzytulać z rodzinką na kanapie.
PS. Jeszcze prośba.
Poleć mi ostatnio przeczytaną książkę.
Chętnie wzbogacę swoją listę „do przeczytania”.
Skorzystaj z opcji komentarza.
Zostaw też swój adres e- mail, jeśli chcesz, aby każdy mój artykuł trafiał prosto na Twoją skrzynkę mailową.
Dodaj komentarz