Adwent tego roku przeżywamy dość intensywnie pod tym względem, że przed wylotem do Polski chcemy pospotykać się ze znajomymi i skorzystać z tego, co oferuje Madera w okresie przedświątecznym.
Nasz pierwszy kontakt z Maderą był właśnie w takiej świątecznej szacie. Przylecieliśmy tu pierwszy raz na miesiąc na początku stycznia 2018.
Pamiętam, jak nocą jechaliśmy taksówką z lotniska podziwiając oświetlone miejscowości.
Pierwsze Bolo do caco z masłem czosnkowym zjedzone na świątecznym targu było pyszne, świeżo tradycyjnie upieczone na blasze rozgrzewanej ogniem.
Wtedy też po raz pierwszy i jedyny spróbowaliśmy soku wyciskanego z trzciny cukrowej. Jakoś później nie udało nam się już na taką okazję trafić.
Mamy niejaki sentyment do tego okresu. Zwłaszcza, że wiąże się on też z wieloma atrakcjami dla rodzin i dzieci, niedostępnymi na Maderze poza tym czasem.


Poza przedświątecznymi atrakcjami korzystamy z atrakcji typowo wyspiarskich. Syn nadal trenuje surfing z różnowiekową grupką znajomych z trenerami z Clube Naval. Daje to możliwość korzystania z różnych plaż Madery, bo za każdym razem jadą tam, gdzie warunki morskie są w danej chwili najkorzystniejsze.


Mikołajki to był dzień dla nas intensywny. O świcie obudziły nas dzieci, bo święty Mikołaj zostawił nam upominki w butach.
Po rodzinnym poranku wybrałyśmy się do katedry na mszę pierwszopiątkową z córką.


Po mszy zwiedziłyśmy wystawę ekologicznych szopek bożonarodzeniowych w budynku reprezentacyjnym Urzędu Miasta Funchal. Co roku tam chodzimy. Można podejrzeć ciekawe zastosowania różnych przedmiotów. W tamtym roku była ciekawa szopka zrobiona z elektroniki. W tym roku najbardziej mi wpadła w oko jeansowa szopka w różnych odcieniach niebieskości.
Niefortunnie się złożyło, że również w Mikołajki wypadła niezbyt przyjemna wizyta u dentysty na usunięcie utkniętego mleczka. Pierwsze doświadczenie córki ze znieczuleniem. Personel jednak wspiął się na szczyty kreatywności, by ułatwić to przeżycie. Ja robiłam za podporę (dosłowną) i tłumacza, bo dentystka mówiła do córki po angielsku. Po dentyście zaszłyśmy na zalecone przez lekarkę lody.


Zakończyliśmy nasz tydzień wyjściem ze znajomymi na lunapark.
To wesołe miasteczko dostępne jest w centrum Funchal, nad oceanem, tylko w okresie okołobożonarodzeniowym. To duża atrakcja dla miejscowych i turystów. Pierwsze, co zauważyliśmy, to zwyżka cen względem zeszłego roku.
Większość atrakcji była ta sama. A największą dla nas stanowiły samochodziki, którymi można się zderzać.
Spędziliśmy tam kilka godzin, z przerwami na spacer, watę cukrową i gorące churrosy. Poziom bodźców (różnych muzyczek z karuzel, hałasów, światełek, budek z jedzeniem, liczby ludzi) był tak wysoki, że ucieszyłam się, jak już w końcu dzieciaki wydały swoje pieniądze, zaliczyły te atrakcje, które chciały i można było wrócić do domu. Fajnie skorzystać. Dobrze jednak, że tylko raz w roku;). W tym roku odpuściliśmy lodowisko. Na cyrk z akrobacjami też nie było chętnych(młodszą odstraszyły klauny).
W tym wpisie uwzględniam głównie książki adwentowe, pomagające nam w dobrym przeżyciu tego czasu.
Ze względu na dzielenie okresu Adwentu na dwa kraje, nie tworzyliśmy z tym roku żadnego kalendarza adwentowego.
Teraz czytamy 4 książki.
A w czasie pobytu w Polsce, w drugiej połowie Adwentu, chcemy poczytać teksty z Pisma Świętego, z tzw. Drzewa Jessego.
Tata czyta na głos

Listy świętego Mikołaja. J.R.R. Tolkien
Mąż zaproponował rodzinne czytanie Listów świętego Mikołaja, Tolkiena. Wcześniej też czytał dzieciom od czasu do czasu. Teraz jednak czyta codziennie i to jest bardzo dobry, rodzinny czas. Ja też chętnie słucham. Chociaż czytałam je już z synem, kiedy miał prawie 3 lata i w zeszłym roku sama sobie.
Ta edycja jest pięknie wydana. Z ilustracjami autora. Oraz z kopiami rzeczywistych listów i kopert adresowanych ręką Tolkiena. Ciekawe jest porównywanie angielskiej wersji oryginalnej z tłumaczeniem zastosowanym w tym wydaniu. Sam ciągły zapis tłumaczenia nakłada siłą rzeczy ograniczenia, którym nie podlegał autor tworząc listy do swoich dzieci, jako Father Christmas. Liczne zabawne przypisy i dopiski są o wiele ciekawsze w oryginale, niż w zapisie tłumaczenia.
Dlatego po przeczytaniu treści listu przez męża uważnie oglądamy ilustracje i kopie samych listów.
Wartościowa lektura. Warta swego miejsca w domowej biblioteczce. Jedyna w swoim rodzaju.
Sami nie tworzymy takich listów, jak Tolkien (choć niektórzy rodzice zainspirowani tą książką robią taki prezent swoim dzieciom), jednak z chęcią wrócimy do tej książki w przyszłym roku.
Mama czyta na głos

Jest taki dzień… legendy i bajki o Bożym Narodzeniu. Ezio Del Favero
Mam tę książkę od kilku lat. Pierwszy raz czytamy ją jednak rozdział po rozdziale i planujemy doczytać do końca przed wyjazdem.
Opowieści są piękne. Ozdobione delikatnymi, szkicowanymi ilustracjami. Najtrudniejsza dla mnie do przeczytania jest pierwsza część, w której opowiadania są tak poruszające, że trudno mi je czytać na głos.
Bajki i legendy czyta się już łatwiej, chociaż też poruszają ważne treści.
Można je czytać po kolei. Można wybrane. Wszystkich jest ponad 30. Mogą być czytane przez cały Adwent i okres Bożego Narodzenia po jednej. Lub po kilka dziennie, jak my w tym roku.

Wszyscy na Ciebie czekamy. Marek Kita
Książka- dobra znajoma. Towarzyszy nam od kilku lat. Tym razem, kolejny już rok, bez planszy=stajenki betlejemskiej i książeczki z postaciami na każdy dzień do wycinania i przyklejania.
Dla mnie i młodszej córki nadal się sprawdza. Mimo wielokrotnego czytania teksty są nadal poruszające i dające do myślenia.
Uświadamiają, że ten pierwszy Adwent trwał tysiące lat. Całe pokolenia konkretnych ludzi czekały na Mesjasza, na Zbawiciela. A wraz z nimi w oczekiwaniu trwało całe stworzenie.
To uczy cierpliwości.
Kościół czeka już prawie 2000 lat na powtórne przyjście Chrystusa w chwale. Długo to ogromnie i jednocześnie krótko.
Z jednej strony to wiele pokoleń ludzi. Z drugiej to tylko/ aż długość życia każdego konkretnego człowieka. Do momentu śmierci ciała, kiedy może już zobaczyć Boga twarzą w twarz.
Podtrzymywani i umacniani jesteśmy w tym czasie oczekiwania rzeczywistą obecnością Jezusa, naszego Pana, w Eucharystii.
Pierwszy adwent zaczął się dramatem w Raju, a zakończył tajemnicą Wcielenia Boga. Drugi rozpoczął się tajemnicą Paschalną- męką, śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa a zakończy Paruzją, Jego chwalebnym przyjściem.
Przeżywamy też co roku czas adwentowy w życiu Kościoła, kiedy rozbudzamy w sobie na nowo nadzieję na spotkanie z Bogiem ( to w Eucharystii i to na końcu ziemskiego życia) poprzez czuwanie i radosne oczekiwanie.
Każdego roku jest to jednocześnie to samo oczekiwanie, jak i zupełnie inne.
Bo i ja jestem inna niż rok temu.
Podoba mi się porównanie roku kościelnego do spirali.
Wspominamy i przeżywamy co roku te same wydarzenia z życia Jezusa, jednak za każdym razem na nowo, może inaczej, może głębiej.
Coś innego nas dotyka, jakiś element nas tym razem bardziej porusza.
Słowo to samo, a jednocześnie ciągle nowe, świeże i żywe.
Dlatego lubimy wracać również do tej książki, bo chociaż jest skierowana do dzieci, to jest oparta na Słowie Bożym i dotyka też serc dorosłych.

Święta dobrych życzeń. ks. Jan Twardowski
Czytaliśmy już tę książkę we fragmentach. Teraz czytamy całość.
Jest tu trochę poezji, trochę kazań księdza Jana Twardowskiego oraz ciepłe ilustracje Marcina Strzembosza.
Bardzo dobra książeczka na ten czas. I dla małych, i dla dużych.
Mama czyta sobie


Na te książki trafiłam przeglądając stronę z poleceniami w katalogu aplikacji Legimi. Zainteresował mnie dział Tajemnice Podlasia, a potem trafiłam w dziale nowości na okładkę książki Joanny Wtulich, Masz babo święta! i już widziałam, że chcę ją przeczytać.
Kryminał, komedia, wieś, Polska i koło gospodyń w jednym. No nie chciałam tego ominąć.
Na samym początku tym razem, zorientowałam się, że to już część druga. Zaczęłam więc od pierwszej. I słusznie.
Czytało się świetnie. Mając doświadczenie życia na wsi i działania w KGW nie umiałam się powstrzymać, wyobraźnia sama podkładała znajome twarze i osoby pod tę fikcyjną historię 😉
Gdzie diabeł nie może… Joanna Wtulich
Klasyczny motyw z wójtem, plebanem i lokalnym biznesmenem znany m.in. z wieloletnich polskich seriali Plebania czy Ranczo. Podobny klimat mamy w tej historii. Która niestety kończy się tragicznie, dla jednego z mieszkańców wsi.
Od czego mamy jednak dzielne policjantki z lokalnego posterunku. Czy uda im się wykryć mordercę? Może się okazać, że bez pomocy pań z KGW będzie to trudne.
Masz babo Święta! Joanna Wtulich
Druga część komedii kryminalnej.
Tym razem zawirowania dopadły mieszkańców Stupska w gorącym przedświątecznym okresie.
Skradzione pieniądze na wycieczkę do Turcji, nagła śmierć przewodniczącej stowarzyszenia Świadomy Senior, zaginione zwłoki, a do tego w okolicy pojawiło się kilku mikołajów…
Grażynka i Mariolka, miejscowe policjantki, mają trudny orzech do zgryzienia.
Panie z KGW i tym razem służą (niezbyt)oczekiwaną pomocą.
Małżeński Klub Książki

Witajcie w księgarni Hyunam-Dong. Hwang Bo- Reum
Wybrana wspólnie z mężem. Tym razem mężowi jednak nie przypadła do gustu.
Dość specyficzna książka. Bez głębszej fabuły. Pierwsze rozdziały to jakby eseje na temat. Czyta się z poczuciem, że sama autorka nie za bardzo wie, że pisze powieść.
Celem autorki wydaje się być przeprowadzenie bohaterów skupionych wokół lokalnej księgarni przez pewien proces terapeutyczny, w którym znaczny udział biorą książki.
Po przetrwaniu pierwszych rozdziałów ( a może nawet połowy) czytało się całkiem dobrze.
Historia ta daje pewien wgląd w koreańskie społeczeństwo i jego kulturę. Kulturę, w której to praca i spalanie się dla niej wyznacza wartość człowieka.
W pewien sposób współgrała nam ta lektura z południowokoreańskim programie reality show Physical: 100, którego drugi sezon niedawno oglądnęliśmy. Więcej zachowań jego bohaterów stało się zrozumiałych.
Efekt uboczny:
nagła ( przejściowa) potrzeba stworzenia lub chociaż odwiedzenia przytulnej księgarnio- kawiarni
oraz niechęć do bestsellerów ( to że książka dobrze się sprzedaje, nie oznacza automatycznie, że ma głęboką wartość literacką, kulturową, edukacyjną…).

Jutro lecimy do Polski. Cieszymy się na czas z rodziną i przyjaciółmi. Nie ukrywam, że mamy też nadzieję na śnieg i mróz. Może uda się nam choć trochę zimowych atrakcji zaznać.
PS. Masz jakąś książkę, którą czytasz teraz lub lubisz do niej wracać w okresie adwentowym?
Podziel się tytułem w komentarzu.
Zostaw też swój adres e- mail, jeśli chcesz, aby każdy mój artykuł trafiał prosto na Twoją skrzynkę mailową.
Dodaj komentarz