Biebrzański Park Narodowy- wycieczka przyrodnicza z mikroszkołą Młodszej

Zrobiłam sobie prezent przed Dniem Mamy i wybrałam się jako drugi opiekun na wycieczkę z dzieciakami ze szkoły, do której jest zapisana Młodsza.

W niewielkiej grupce dzieciaków w różnym wieku, z przewodnikiem-przyrodnikiem spędziliśmy kilka godzin w Biebrzańskim Parku Narodowym.

Dzień był pogodny, nawet upalny. Rozpoczęliśmy w okolicach miejscowości Szuszalewo. Czekał nas najpierw około 3 km spacer po kładkach na torfowisku.

Przewodnik zapoznał nas z zasadami zachowania na tym terenie i wyruszyliśmy. Zatrzymywaliśmy się często by zobaczyć rośliny typowe dla tego obszaru czy ptaki pojawiające się na niebie.

Zwierzętami, które najczęściej widzieliśmy był owady. Większe zwierzęta zostawiły ślady swoje obecności, m.in. co chwila mijaliśmy odchody lisów( które wykorzystywały kładki, by oznaczyć swój teren). Stąd najczęstszym okrzykiem na trasie było „uwaga!kupa!”

Były też martwe, nadgryzione ryjówki, na których prawdopodobnie młode drapieżniki uczyły się polować, a nie wiedziały jeszcze, że nie są jadalne.

Po kilku przerwach na odpoczynek i drugie śniadanie na kładkach, wspięliśmy się jeszcze na wydmę, która była swego czasu wyspą, kiedy topił się w tym regionie lodowiec.

Tam widzieliśmy kilka razy krążące nad polami Błotniaki stawowe.

Pokonaliśmy też kilka kryzysów, bo upał i wędrówka polną drogą, bez cienia, nie należały do najłatwiejszych dla dzieciaków.

Po krótkim odpoczynku w cieniu i przekąsce ruszyliśmy jeszcze na przeprawę promem ręcznym przez Biebrzę.

To była zdecydowanie najciekawsza dla dzieciaków część wyprawy. Rwały się do samodzielnego przeciągnięcia promu ( pływającego pomostu) na drugi brzeg. A czekał nas jeszcze powrót tą samą drogą.

Czermień błotna- a ja myślałam, że kalia

Na drugim brzegu szeroką wygodną kładką przespacerowaliśmy przez olsy, podmokłe lasy, pięknie teraz zazielenione. Na trasie towarzyszyły nam norniki, bardzo zajęte swoimi sprawami.

Doszliśmy do wieży obserwacyjnej, jednak o tej porze dnia nie udało się nam zaobserwować ptaków ani innych zwierząt.

Wróciliśmy tą samą drogą do promu. Po przeprawie przez rzekę wróciliśmy już do autokaru.

Kolejny nasz cel to śluza Paniewo na Kanale Augustowskim.

Dotarliśmy w dobrym momencie, ponieważ akurat rodzinka płynąca kanadyjką chciała się przeprawiać przez śluzę.

Mieliśmy więc okazje zobaczyć, jak wygląda śluzowanie. Częściowo przynajmniej. Trwa to około pół godziny. W takcie przerwał nam ulewny deszcz, który przegonił nas do autokaru.

Gnieźnik leśny- storczyk

Po deszczu ruszyliśmy jeszcze na spacer w okolicy jeziora Krzywe.

Komary atakowały nas jak szalone. Ale udało się zobaczyć ciekawego storczyka, na którego sama bym nie zwróciła uwagi.

I, jak dla mnie, wisienka na torcie tego dnia- ślady obecności wilków. Tropy odciśnięte w błocie i odchody, pełne sierści jelenia, na drodze.

Zaskroniec

W drodze powrotnej dzieci zauważyły jeszcze szczątki zaskrońca, który nie miał szans przeżycia w kontakcie z samochodem.

Jako że po deszczu było zbyt mokro i nie mogliśmy rozpalić ogniska, pozostało nam ognisko na zimno- bułka plus zimna kiełbasa i było pysznie. Po tylu wrażeniach nikt nie narzekał.

Jeszcze 30 minut jazdy autokarem (głośnej, bo dzieciaki po obiedzie i deserze piankowym rozpierała energia) i wróciliśmy do Sejn.

Wrażenia ogólnie pozytywne. Ja sama bardzo skorzystałam. Jednak zwiedzanie z przewodnikiem to co innego niż samodzielny spacer.

Córka aż tak bardzo mojego entuzjazmu nie podzielała. Dla niej było chwilami za długo, za gorąco, za ciężko i za głośno. I jeszcze konieczność dostosowania się do grupy i zasad. A ma teraz okres z większą potrzebą autonomii. Z tego powodu to też było cenne dla niej doświadczenie. Kiedy podróżujemy sami jako rodzina dostosowujemy się do potrzeb tylko kilku osób. A w tej sytuacji trzeba było pogodzić potrzeby większej grupy.

Zachęcam do odwiedzenia Biebrzańskiego Parku Narodowego. Jak macie możliwość, to z przewodnikiem i o świcie. Wtedy są duże szanse na spotkanie m.in. łosi.

Opublikowane przez burnevel

Kobieta, Żona, Mama, Edukatorka Domowa, Pani Domu, piszę jako Burnevel o moich doświadczeniach i poszukiwaniach Dobra, Prawdy i Piękna. Mieszkam część roku na Suwalszczyźnie, a część na Maderze, w międzyczasie odwiedzając inne regiony Polski i świata.

Jedna odpowiedź na “Biebrzański Park Narodowy- wycieczka przyrodnicza z mikroszkołą Młodszej

  1. Dzięki za relację! O wycieczce od Adasia nie wiele się dowiedziałam 😂 dopiero następnego dnia wspomniał mimochodem: „Wiesz, widziałem ślady wilka” 😮

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Ania Anuluj pisanie odpowiedzi