Madera 2022/ tydzień pierwszy

Madera to piękna wyspa, licznie odwiedzana przez cały rok przez turystów spragnionych ciepła, spokoju, pięknych widoków, dobrego jedzenia, sportu czy wędrówek.

Jednak nasze życie na niej nie wygląda, jak ciągłe wakacje.
Codzienność z dziećmi w edukacji domowej rządzi się swoimi prawami.
Pewne rzeczy muszą być zrobione. Sprawy załatwione.
Na moje pisanie czas zostaje późnym wieczorem. Tak późnym, że czasem nawet z publikacją tekstu nie zdążam przed północą w polskiej strefie czasowej 😉

Wymyśliłam, że raz w tygodniu podzielę się takim jakby podsumowaniem, co nam się udało zobaczyć i zrobić na wyspie. Trochę pokazuję to na Instagramie, ale tu chciałabym zachęcać do zwiedzania konkretnych miejsc. Sprawdzonych z dzieciakami. Już nie malutkimi, co prawda, ale z takimi podróżuje się chyba częściej nawet niż z maluchami.

Pierwszego dnia po przylocie udało się nam skoczyć do Câmara de Lobos.
Lubimy tam jeździć ze względu na urokliwy port rybacki i restauracje z pysznymi potrawami.


Jest spory parking przy porcie. Można też przyjść pieszo z Funchal od plaży Formosa. Często wybieramy tę opcję, bo spacer jest malowniczy. Choć dość długi.
Tym razem byliśmy autem i wybraliśmy na szybką przekąskę knajpkę Gavião do Ilhéu. Polecamy tu pyszne grillowane małże (lapas grelhadas) i ryby. Dzieciaki nie są jeszcze gotowe na takie smaki. Zwykle biorą makaron z sosem bolognese 😉 Smakuje im tutejsza wersja.
Po jedzeniu można przejść się po miasteczku. Prosto z restauracji ruszyliśmy pod górę, przez Galerię Sztuki Ulicznej. Cała uliczka jest udekorowana różnymi dziełami.

Na trasie jest też plac zabaw, ukryty jakby w budynku. Po prawej stronie, jeśli idziemy od Gavião. Tym razem ominęliśmy.
Na końcu uliczki jest kościół św. Sebastiana. Swego czasu trafiliśmy na malowniczą procesję w dniu jego święta.
Za kościołem jest plac z widokiem na potężny klif Cabo Girão.


Jeszcze chwila wzdłuż wybrzeża i wracamy na parking mijając miejscowych panów (wydaje mi się, że rybaków), którzy zwykle popołudniami spotykają się przy porcie i grają m.in. w gry karciane.

Po drodze zdążyliśmy zajść na lody( dzieciaki z tatą) i zajrzeć do ślicznego kościółka(ja).

Jeszcze powrót do Funchal i piękna tęcza na koniec dnia.

Kolejnego dnia dokonaliśmy nowe odkrycia, co do zwyczajów panujących na wyspie (a może w całej Portugalii?).

Dzięki konieczności zwiedzania wielu sklepów z artykułami do domów odkryliśmy z zaskoczeniem, że na Maderze sezon na bożonarodzeniowe dekoracje w sklepach zaczyna się niemal 2,5 miesiąca przed Świętami. To jeszcze wcześniej niż w Polsce. Ubawiło mnie to spostrzeżenie szczerze. Narzekamy czasem, że jak tylko znikną w Polsce znicze ze sklepów, to wjeżdżają bombki. Ale przynajmniej mamy ten czas zniczy 😉
Tu już „coraz bliżej święta”.

W sumie nie powinno mnie to aż tak dziwić. Widzieliśmy dwa razy w styczniu skalę, w jakiej są udekorowane sklepy, domy i ulice na Boże Narodzenie. Znikają dopiero dobrze po Trzech Królach.
Czyli, tak na dobrą sprawę, Maderczycy cały kwartał żyją z ozdobami Bożonarodzeniowymi w przestrzeni najpierw komercyjnej, potem publicznej.

W piątek udało się nam jeszcze spotkać z koleżanką i jej dzieciakami, którzy półtora roku mieszkają na Maderze. Wybraliśmy bardzo fajny park w odległości 10-minutowego spaceru.
Quinta Magnolia.
Zadbany ogród z pięknymi roślinami. Plac zabaw z tyrolką. Bar. Restauracja. Korty tenisowe. Oraz woliery ze zwierzątkami ukryte wśród roślin- puszystymi królikami i kolorowymi papużkami.

Madera jest wyspą niedużą, ale bardzo urozmaiconą widokowo i przyrodniczo.

Jak już wspominałam w poprzednim artykule, w niedzielę, korzystając z pięknej pogody przed zapowiadanymi deszczami, i z wolnego dnia męża ( bo ja jeszcze poza miasto sama nie kieruję autem) wyskoczyliśmy w góry. Niedobór paliwa w baku zmusił nas do zatrzymania się na spacer wcześniej niż planowaliśmy.
Zatrzymaliśmy się przy Casa de Abrigo do Poiso. Jest to bar, restauracja i spory parking.
Miała być levada, była las i chaszcze. Ale wspaniały las i urokliwe chaszcze 🙂
Las piękny, majestatyczny, przejrzysty. Mogliśmy grzyby poobserwować.
A potem ścieżka przez krzaczory, która wyglądała na uczęszczaną głównie przez kozy czy owce, wnioskując po rozsianych na niej bobkach i tropach kopytek.
Trochę nie przygotowani byliśmy pod kątem obuwia. Zapomnieliśmy, że na szlakach często bywa ślisko. Ale daliśmy radę.

Powrót zaczęliśmy w idealnej chwili, kiedy okolica zachmurzyła się i przez chwilę mieliśmy jazdę po krętych drogach w chmurach.

Codziennie istotnym elementem planu dnia było też oczywiście zatroszczenie się o czas na obowiązki i naukę dzieci. Szło nam to w tym tygodniu trudno. Jakoś nas rozbiła ta podróż i przeprowadzka. Niełatwo jest w nowe miejsce wcisnąć te same schematy dnia. Bo rozjechały się godziny snu wszystkim domownikom, posiłki, aktywności.

Mam nadzieję, że stopniowo dojdziemy do jakiejś rutyny w tej kwestii. Chociaż przez najbliższe dwa tygodnie mamy gości z małymi dziećmi. Przeszlibyśmy pewnie siłą rzeczy na „unschooling”, podążanie za zainteresowaniami dzieci i podróżami , gdyby nie konieczność zdawania egzaminów klasyfikacyjnych z podstawy programowej.

Jako puenta niech wystarczy, że mimo, że był to dla nas trudny tydzień, było w nim też wiele wzajemnej dobroci, prawdziwych odkryć i pięknych chwil.

Opublikowane przez burnevel

Kobieta, Żona, Mama, Edukatorka Domowa, Pani Domu, piszę jako Burnevel o moich doświadczeniach i poszukiwaniach Dobra, Prawdy i Piękna. Mieszkam część roku na Suwalszczyźnie, a część na Maderze, w międzyczasie odwiedzając inne regiony Polski i świata.

One thought on “Madera 2022/ tydzień pierwszy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s