Kaplica Penha de França w Funchal

Piękna niedziela kończy się właśnie.

Stale ubogacającym doświadczeniem jest dla mnie branie udziału w liturgii w różnych parafiach. Chociaż staram się budować relację z parafią miejsca zamieszkania, to z różnych przyczyn czasem trafiam do innych kościołów.

Dziś mój kochany mąż zajął się gorączkującą córeczką, a ja z synem powędrowałam do malutkiego kościółka blisko portu, gdzie zatrzymują się ogromne wycieczkowce. Właściwie jest to kaplica, Capela de Nossa Senhora da Penha de França. Dopiero w domu uświadomiłam sobie, że w ołtarzu jest rzeźba objawienia w Lourdes, i moja patronka, św. Bernadeta Soubirous.

Skierowaliśmy się właśnie tam, bo jest to jedyne miejsce na wyspie, gdzie regularnie, w każdą niedzielę o 10:00, jest sprawowana msza święta w całości w języku angielskim.
Liczyliśmy też na możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania w języku angielskim. Byłoby to dla nas łatwiejsze, niż w języku portugalskim.
Dzięki temu wysiłkowi, który musiałam podjąć i brakowi łatwego dostępu do sakramentu miłosierdzia na wyspie, uświadomiłam sobie, jak dobrze i wygodnie jest jeszcze w Polsce. Mogę pójść niemal na dowolną mszę świętą i przeważnie przed każdą ksiądz siada w konfesjonale. Tu już nie mam tak łatwo.

Po pierwsze bariera językowa, jeszcze trudniejsza dla dzieci. Ja już co nieco rozumiem, dzięki wcześniejszej nauce angielskiego, niemieckiego, włoskiego i odrobiny łaciny.

Po drugie, nie przed każdą mszą jest spowiedź. Są wyznaczone dni i godziny. W naszej parafii, są to czwartki przed wieczorną mszą. Jest oczywiście możliwość umówienia się z księdzem na inny termin, ale tu, patrz „po pierwsze”.

Po trzecie, jak już znalazłam mszę po angielsku, to przed mszą musiałam się wysilić i podejść do osoby świeckiej witającej ludzi przy wejściu do kaplicy i zapytać o możliwość spowiedzi. A nie jest to dla mnie łatwe. Trochę to sprzeczne z moją naturą.
Możliwość była, po mszy świętej. Pan poszedł powiadomić księdza.
Po mszy znowu mała niedogodność. Bo nie da się podejść dyskretnie do kratek konfesjonału. I pozostać jakby anonimowym.
Najpierw zapoznaliśmy się w zakrystii z księdzem (obchodzącym 57 rok kapłaństwa). Spowiedź była w malutkiej salce przy kaplicy, która specjalnie dla nas została zamknięta drzwiami, bo normalnie tam sobie ludzie w czasie mszy siedzą. Nie było konfesjonału. Siedzieliśmy z księdzem na ławce obok siebie. No i język angielski. Niby znam. Niby rozmawiam w tym języku. Ale w takiej sytuacji po raz pierwszy.

Ogólnie wdzięczność czuję, że taka możliwość istnieje. Że nie musiałam czekać aż do powrotu do Polski. Że trudności były do pokonania. A poznaliśmy kolejne piękne miejsce na mapie Funchal.

Wspólnota tej parafii jest otwarta, zaangażowana i życzliwa.
Ksiądz Bernardino bardzo serdeczny. Mówi po angielsku z silnym akcentem ( jest rodowitym Maderczykiem), jednak zrozumiale. Pracował w różnych krajach, też w USA.
Jak to syn podsumował, wygłosił najlepsze kazanie, jakie kiedykolwiek słyszał, nawet w Polsce. A fragment, który go poruszył (mnie też): ksiądz mówił, że nie wie, gdzie jest niebo, jak wygląda, jak w nim jest. I go to zupełnie nie obchodzi. Wie natomiast, że niebo to będzie wspaniała niespodzianka, od Najlepszego Przyjaciela.

Zaskakujący dla mnie był moment, kiedy przed modlitwą „Ojcze nasz” ksiądz poprosił chrześcijan innych wyznań, obecnych w kaplicy, o podejście do ołtarza i wspólną modlitwę do Naszego Ojca. Nie zrozumiałam wszystkiego idealnie. Domyślam się, że we wspólnocie są np małżeństwa mieszane.
Był to jednak ekumenizm w działaniu. I jedność, jako dar Ducha.
Bo choć są różnice, to jest jeden chrzest, jeden Bóg w Trójcy, i jesteśmy wszyscy Jego dziećmi, i razem możemy i powinniśmy do Niego wołać.

Piękne było też specjalne błogosławieństwo dla osób obchodzących rocznice w tym miesiącu. Nasz Starszak też podszedł. W tym miesiącu kończy 13 lat. I po mszy wiele osób składało mu życzenia. A byliśmy tam po raz pierwszy, nikogo nie znając.

Kolejny szczególny rys tej wspólnoty, to działalność charytatywna. Po każdej mszy zbierane są datki, na pomoc ubogim na wyspie, której udziela od 2010 roku fundacja People Helping People, powstała przy tej parafii.

I jeszcze jedno. Po mszy jest poczęstunek z kawą, ciastkami i najlepszą, podobno, herbatą na wyspie. Tym razem nie spróbowaliśmy, bo w domu czekała Choruszka, ale wrócimy tam jeszcze, daj Boże.

And last but not least. Język angielski w pięknej, brytyjskiej wersji. (Nie jestem językoznawcą, ale brzmiał inaczej niż amerykańskich filmach;). Hymny śpiewane w tym języku. A na koniec pieśń „Oto jest dzień”, ograniczona w Polsce przeważnie do mszy dziecięcych czasu I Komunii i Białego Tygodnia, tu brzmiała rzeczywiście radośnie i dojrzale.

Dzisiejszy czas w kaplicy Penha de França, to budujące i rozwijające doświadczenie, za które jestem Bogu głęboko wdzięczna.

Opublikowane przez burnevel

Kobieta, Żona, Mama, Edukatorka Domowa, Pani Domu, piszę jako Burnevel o moich doświadczeniach i poszukiwaniach Dobra, Prawdy i Piękna. Mieszkam część roku na Suwalszczyźnie, a część na Maderze, w międzyczasie odwiedzając inne regiony Polski i świata.

2 myśli w temacie “Kaplica Penha de França w Funchal

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s