Piszę już z Madery. Za nami ponad półtoramiesięczny pobyt w Polsce. Niby wakacyjny, ale jakoś nie czuję, żebym odpoczęła ;).
Na finiszu mieliśmy rodzinno- parafialną uroczystość- syn przyjął Sakrament Bierzmowania w naszej polskiej parafii i został wprowadzony wraz z dwoma kolegami w posługę lektoratu. Potem pojechaliśmy na pół-biwak u mojej siostry, nad ulubioną rzeką, Czarną Hańczą. Po powrocie intensywne przepakowanie się w jeden dzień.
A potem podróż na Maderę, rozpoczęta przed 5:00 czasu polskiego i zakończona ok 16:30 czasu maderskiego. Zadomowienie na Maderze przebiegło sprawnie. Już nie musimy się jakoś szczególnie przyzwyczajać. Przenosimy się od siebie do siebie. Jak tylko wypakowujemy i chowamy walizki, to jesteśmy w domu.
Książki z dzisiejszego wpisu czytane były jeszcze w Polsce.
Komiksowe „Życie i Czasy Sknerusa McKwacza” autorstwa Dona Rosy
Życie i czasy Sknerusa McKwacza. Don Rosa
Komiks, do którego chętnie wracają i córka, i syn. Grube tomiszcze z wieloma rysunkowymi opowieściami Dona Rosy. Historia Sknerusa McKwacza splata się w nich z historią Ameryki Północnej. Opowiastki wciągające. Nie da się dziecka oderwać. Za każdym razem słyszę: „Jeszcze tylko jedna historia” 😉 Ciekawym dodatkiem są strony z komentarzem historycznym autora.
Seria „Dziennik Cwaniaczka” Jeffa Kinney’a
Dziennik cwaniaczka. Seria. Jeff Kinney
Prawie przy każdym dłuższym pobycie na Suwalszczyźnie syn czyta książki z tej serii. Tym razem musiał się już dzielić z siostrą. Nie czyta ona jeszcze całych historii, ale obrazki i towarzyszące im fragmenty tekstu. Tak więc kolejne tomy przechodziły z rąk do rąk. Raczej bezkonfliktowo. Przeważnie.
Mi w sumie ta seria nie podpasowała, chociaż czytałam fragmenty synowi, kiedy był młodszy. Ale on ją lubi. Tę całą „amerykańskość”, humor przedszkolno- szkolny i zabawne rysunki.
Słuchane audiobooki
Kolejne przygody POPR-ańców, Anny Sakowicz, w wersji audio na Legimi
Kolejne części serii o zwierzakach z podtatrzańskiej chaty zostały przesłuchane przez córkę kilkakrotnie. Powiedzenie „lubimy to, co znamy” sprawdza się po raz kolejny.
POPR-ańcy. Na tropie szajki kopytnych. Anna Sakowicz
W tej części POPR-ańcy starają się odnaleźć kopytnych mieszkańców gospodarstwa, które uciekły gdzieś w czasie, kiedy szalał halny.
POPR-ańcy. Polowanie na wandali. Anna Sakowicz
Działalność wandali może zepsuć najbardziej urokliwą wycieczkę. POPR-ańcy postanawiają ich wytropić.
Każda część zakończona jest rozdziałem przypominającym o zasadach bezpieczeństwa w czasie górskich wycieczek oraz o zachowaniu w konkretnych sytuacjach, jak burza czy silny wiatr. Do tego odrobina zasad savoir- vivre na turystycznych szlakach. Do zastosowania w przypadku każdej wycieczki, nie tylko górskiej.
Mama czyta sobie
Prywatne życie łąki, John’a Lewis’a- Stempel’a
Prywatne życie łąki. John Lewis- Stempel
Dostałam od koleżanki w nagrodę na zakończenie roku szkolnego w naszej domowej nie-szkole;) To była bardzo trafiona niespodzianka. Książka ta czekała już dłuższy czas na mojej liście „do przeczytania” na Legimi.
Jeszcze jestem w trakcie czytania, ale już mogę polecić.
Autor opisuje barwnym językiem życie zwyczajnej angielskiej łąki- części swego gospodarstwa- w czasie zmieniających się pór roku, . Ciekawym dodatkiem są wyniki historycznej kwerendy autora nt. wsi, w której mieszka i jej okolicy.
Bardzo dobrze mogę to odnieść do naszej łąki na Sejneńszczyźnie. Przy bliższej obserwacji da się poznać jej stałych mieszkańców i okresowych gości. Łatwiej mi oczywiście rozpoznać większe zwięrzęta. Chociaż to rośliny, mikroorganizmy i małe-malutkie zwierzęta grają na niej pierwsze skrzypce.
Prywatne życie łąki to taka namiastka odpoczynku na łonie natury. Zachęca też i pobudza do uważności na te elementy natury, które każdy z nas może obserwować wokół siebie. Przypomina mi trochę Sekretne życie drzew Petera Wohllebena. Chociaż w tym wypadku jest to jednak takie bardziej jednocześnie zewnętrzne przyglądanie się życiu łąki, ale i pokazujące człowieka, rolnika, w relacji do ziemi. Warto sięgnąć, zwłaszcza w wakacje, kiedy tych okazji do kontaktu z naturą mamy w Polsce więcej, bo pogoda nas zachęca do przebywania na zewnątrz.
Książkowy stosik na tle stawu i łąki w promieniach południowego słońca
Dobry miałam czas z dzieciakami w Polsce. Jednak cieszymy się, że już jesteśmy w komplecie na Maderze. Nadrabiamy zaległości rozmowami, przytulasami, wspólnym mieszkaniowaniem (taki miejski odpowiednik gospodarzenia;)), rodzinnym plażowaniem, spacerami i wycieczkami. Wszędzie dobrze, ale najlepiej tam, gdzie jesteśmy całą rodziną. Na razie mamy w planie poznawanie wakacyjnego oblicza Madery. Czekamy na otwarcie parku wodnego i planujemy rejs na wyspy Desertas.
A jakie u Ciebie plany wakacyjne/ letnie/ urlopowe? Będzie odpoczynek w naturze? Czy wolisz inne formy? Podziel się w komentarzu.
Suwalszczyzna nieustannie cieszy kolorami, roślinami, ciszą, zwierzętami. Tym bardziej, że ten pobyt zbliża się do końca.
Za nami intensywne książkowo i spotkaniowo dni. Pogoda może nie do końca rozpieszczała ( jednego dnia było aż tak zimno, że zrobiliśmy z dzieciakami pierniczki;)), jednak cieszymy się z tego, co mamy.
Dość odpoczęliśmy od czynności typowych dla roku szkolnego. Na tyle, że wymyśliliśmy projekt poznawania kontynentów. Wstępnie 1 kontynent- 1 dzień. Tak na rozgrzewkę.
Bajarka opowiada. Zbiór baśni całego świata. Opracowała M. Niklewiczowa, il. M. Orłowska- Gabryś
To wydanie baśni dostałam od mojej matki chrzestnej jako ośmiolatka. Sięgnęłyśmy po nie w tym tygodniu, aby zapoznać się z kilkoma bajkami z różnych kontynentów. Był to jeden z elementów wstępnego zapoznania się z bogactwem i różnorodnością wynikającą z takiej budowy powierzchni Ziemi. Słuchaliśmy muzyki tradycyjnej, przeglądaliśmy mapy i atlasy, szukaliśmy świętych Kościoła katolickiego z tych kontynentów, poznawaliśmy bliżej wybrane zwierzę i czytaliśmy bajki właśnie.
Baśnie to gatunek literacki, do którego zbyt rzadko sięgałam z dziećmi. A jest to niesamowicie ciekawe, jak za pomocą legend i baśni dawni ludzie tłumaczyli sobie rzeczywistość, która ich otaczała.
Symetria kiełbasy, czyli spacer po świecie geometrii. Anna Cerasoli
Kolejna matematyczna opowieść Anny Cerasoli na tym blogu. Córka bardzo lubi, kiedy jej ją czytam na dobranoc. Świetnie się sprawdza do zapoznania z matematycznymi konceptami, które w nauczaniu szkolnym córki pojawią się dopiero za kilka lat. Albo dopiero w liceum, i to tylko w klasie z rozszerzoną matematyką. A szkoda. Bo dotyczą one realnych elementów naszego życia. I zawczasu przedstawione w interesującej opowieści, mogą rozbudzić ciekawość i chęć zgłębienia tematu.
Ulica Pazurkowa. Nowi lokatorzy. Aleksandra Struska- Musiał
Na ulicę Pazurkową wprowadzają się nowi lokatorzy. Czy uda się im zaprzyjaźnić z dotychczasowymi mieszkańcami i ich kotami?
To również kolejna część serii. Czytamy większość książek, w których koty są jednymi z bohaterów. To nadal ulubione zwierzęta córki. A mieć w domu nie możemy, bo syn ma alergię. Również w ten sposób, przez opowieści, może się nimi nacieszyć.
Słuchane audiobooki
POPR-ańcy. Wiosenny galimatias. Anna Sakowicz
POPR-ańcy. Wyprawa do doliny. Anna Sakowicz
Kolejne przygody Psiego Oddziału Przyszłych Ratowników i pozostałych mieszkańców Chaty pod Wierchami. Wiosną dzieje się dużo, zwłaszcza w gospodarstwie, gdzie mieszka tyle zwierzaków. Z doświadczonym psem- ratownikiem na czele. Mimo różnorodności mieszkańcy chaty tworzą zgrane stado, które stara się sobie nawzajem pomagać w kłopotach.
Książka jest udźwiękowiona z podziałem na role. To taki audio- serial. Z typowymi dla seriali zabiegami. Każda część zaczyna się przypomnieniem, co działo się w poprzednich częściach. A kończy się w samym środku burzliwej akcji. Mimo tego( a może przez to?) córka z chęcią sięga po kolejne części. Na samym końcu jest przypomnienie zasad bezpieczeństwa obowiązujących w górach w różnych sytuacjach. W Tatrach jeszcze wspólnie nie byliśmy, jednak większość zasad jak najbardziej można i należy stosować również w górach Madery.
Dla dorosłych znajdzie się sporo smaczków recytowanych przez sepleniącego szczura- cytaty ze znanych piosenek, filmów czy książek. Zabawnie jest zastanawiać się „skąd to znam”. Większość weszła na stałe do języka i kultury. Dla dzieci są raczej nieznane, ale dla podsłuchujących dorosłych czasami aż za dobrze.
Mama czyta sobie
Skarby. Joanna Chmielewska
Lubię książki tzw. młodzieżowe. Młoda duchem mam nadzieję nie przestanę być jeszcze długo. Stąd moja sympatia do tego typu lektur.
Skarby to książka, która zawiera wszystkie elementy, które lubię u Chmielewskiej. Specyficzny humor, komiczne teksty, zawiłe perypetie bohaterów. Do tego odrobina realiów późnego PRL-u. Dzięki temu jej książki skierowane do młodszego ( też duchem) czytelnika idealnie nadają się na kilka godzin relaksu. Późniejszych jej kryminałów nie czytałam. Poza książkami Agaty Christie kryminałów z zasady unikam, zwłaszcza mrocznych, brutalnych, współczesnych i zbyt realistycznych.
Czas z książką Skarby, to dobry czas. Odpoczęłam, rozwikłałam z młodocianymi bohaterami zagadkę, zwiedziłam Algierię oraz wyobraziłam sobie podróż wypchanym maluchem przez Europę i Morze Śródziemne.
Wnuczka do orzechów. Małgorzata Musierowicz
Jak to czasem ludzkie losy się komplikują. Wystarczy chwila nieuwagi, drobny wypadek i można wylądować w zupełnie nowym miejscu. Jak Ida w pewnym gospodarstwie na wsi. Dzięki temu jednak sporo się zmieni w życiu jej bliższej i dalszej rodziny. Czasem potrzeba przymusowego zatrzymania, zmiany misternie budowanych planów, by nie ominęło nas to, co dla nas najlepsze.
Jeszcze się nie zawiodłam na wybraniu jednej z książek Małgorzaty Musierowicz do odpoczynku. Zwykle mam z nią dobry czas. Nie za długi, nie wymagający dużego wysiłku umysłowy. Po prostu relaks w dobrym towarzystwie.
Sprężyna. Małgorzata Musierowicz
Jedna książka Musierowicz to zwykle za mało na głębszy odpoczynek. Przeczytałam też kolejną. A raczej poprzednią, ponieważ akcja jej toczy się kilka lat wcześniej niż w powyższej części.
Puenta? Każdy z nas może stać się sprężyną wydarzeń. Robiąc swoje każdego dnia, aby świat wokół nas stawał się choć odrobinę lepszy.
Ulubiony bohater- „strażnik” gospodarstwa ogrodniczego „Daglezja”. Najśmieszniejsza scena- polonista słuchający „Sonetu o poloniście” autorstwa Łucji
Stosik książkowy- mocno ebookowy
Nasze życie bez książek byłoby zdecydowanie uboższe. Nie znam lepszej rozrywki.
Chyba, że spacer z siostrą, w woderach, przez rzekę Czarną Hańczę, na poziomki. O to, to! To też jest świetne, nowe doświadczenie. A ile doznań sensorycznych. Będzie co wspominać na starość;)
Niezmiennie zachęcam do czytania. Zawsze i wszędzie. Koniecznie z przerwą na tworzenie wspomnień z bliskimi.
A może podzielisz się w komentarzach jednym ze swoich ostatnio stworzonych wspomnień?
Maj minął intensywnie. Czerwiec zapowiada się nie inaczej.
Zmieniamy swoje plany i na lipiec wracamy na Maderę. Sprawdzimy, jakie są maderskie wakacje.
W związku z tym, to co zaplanowane było na dwa miesiące, postaramy się zrobić w miesiąc. Zobaczymy, co się uda, a co trzeba będzie odpuścić lub odłożyć.
Wspólnie czytaliśmy w ostatnim czasie głównie książki, które pomagały nam w przygotowaniach córki do przystąpienia po raz pierwszy do Sakramentu Pokuty i Pojednania oraz do przyjęcia Pana Jezusa w Sakramencie Eucharystii.
O tych właśnie książkach będzie ten wpis. Pojawiały się już wcześniej, ponieważ przygotowanie trwało cały ostatni rok szkolny. ( Czy już wspominałam, że od końca maja mamy wakacje?:))
YOUCAT dla dzieci. Katolicki katechizm dla dzieci i rodziców
Katechizm ten był w sumie podstawą naszej rodzinnej katechezy. W prosty, ale nie infantylny sposób wytłumaczono podstawowe prawdy wiary katolickiej, sakramenty, przykazania oraz modlitwę. Ja jako osoba dorosła wiele się dowiedziałam. A rozmowy, jakie towarzyszyły wspólnemu czytaniu, świadczą, że i nasza ośmiolatka wiele zrozumiała.
Wiadomo, że przed nami długa droga. To dopiero początek poznawania prawd wiary i Bożej rzeczywistości. Daj Boże, na poznawanie i kontemplację będziemy mieli wieczność.
Przygotowanie do Pierwszej Spowiedzi Świętej
Puk, puk! Czy to mój Bóg? Przygotowanie do pierwszej Spowiedzi Świętej. Ines Krawczyk MChR
Zwięzła książeczka, w której za pomocą opowiadań z życia dziecięcych bohaterów, przedstawiono istotę Sakramentu Pokuty i Pojednania, a także 5 warunków ważności tego sakramentu. Była dużą pomocą. Formułę spowiedzi ćwiczyłyśmy właśnie z niej.
I chociaż córka przez to, że mieszkamy na Maderze, nie uczestniczyła w „próbie” spowiedzi odbywającej się w naszej polskiej parafii, to i tak było to dla niej dobre doświadczenie. Po pierwszej spowiedzi dzieliły się z koleżanką, że mogłyby iść od razu po raz kolejny do konfesjonału. Odczuły to wydarzenie po prostu, jako dobro.
O Mszy Świętej dla małych i dużych
Zaproszeni na ucztę. O Mszy Świętej dla małych i dużych. Ines Krawczyk MChR
To była pierwsza książeczka z serii, jaka pojawiła się w naszym domu. Służyła nam jeszcze w przygotowaniach ze starszym synem. Teraz czytałam ją po raz drugi.
Główni bohaterowie, bliźniaki Alicja i Bobek, ich rodzicie i zaprzyjaźniony zakonnik wprowadzają czytelników głębiej w tajemnicę Eucharystii. I chociaż po przeczytaniu jesteśmy bogatsi w pewną wiedzę, a niektóre pytania znajdują odpowiedzi, to nadal Tajemnica pozostaje Tajemnicą.
NIe jest to też może cudowne lekarstwo na „nudę” dzieci w czasie mszy świętej wynikającą z niezrozumienia. Eucharystia to takie bogactwo zewnętrznych znaków i mistycznych wydarzeń, że rozumowo niewiele dzieci (ani dorosłych) jest w stanie to pojąć. Mimo stopniowego powiększania wiedzy, w kontakcie z tą Tajemnicą pozostaje nam wiara.
pomoc do domowej katechezy
Aha, o to chodzi! Domowniczek przygotowujący dziecko i rodzinę do I Komunii Świętej
Książka pełni taką funkcję, na jaką wskazuje podtytuł. Pomaga w prowadzeniu domowej katechezy. Jest zachętą do głębszego wejścia w wydarzenia roku liturgicznego. Na każdy miesiąc jest temat przewodni, trochę teorii i kilka zadań do wykonania.
podręcznik do religii również może być pomocny
Jezus jest z nami. Podręcznik do religii dla klasy III SP. Snopek J., Kurpiński D.
Podręcznik, z którego korzystałam już z pierworodnym, w tym roku był dla nas tylko uzupełnieniem. Powyższe książki były wystarczające dla naszych potrzeb. Przeczytałyśmy część katechez, ale dużo jeszcze nam zostało. Wrócimy chyba jeszcze do niego po wakacjach. Będzie okazją do powtórki i utrwalania treści.
Książki pomocne w przygotowaniu dziecka do Pierwszej Komunii Świętej
Trwa piękny czerwiec na Suwalszczyźnie. Korzystamy z piękna przyrody. W tym roku bardzo nas dotyka zwłaszcza obfitość gatunków zwierząt, które możemy tu obserwować. Moi ulubieńcy to ptaki. Ale sarna czy lis na łące, albo szarak kicający przez drogę, to też cudowne spotkania. Nawet poczciwe mućki na pastwiskach poruszają serce. A te kwiaty… maki i chabry na poboczach dróg i w zbożu. Nie zamierzam zgodzić się z tym, że to „tylko” chwasty. Są idealne- w swojej kolorystyce, kształcie i … nietrwałości, ulotności.
Książki czytamy również, a jakże. Dzieciaki przepadły w półkach komiksowych. Uświadomiłam sobie, że przez te kilka lat zebraliśmy sporą kolekcję. Najlepsze jest to, że nie służy tylko do podziwiania na półce. Dzieciaki chętnie i często po nie sięgają. Wymieniają się też z kuzynami czy znajomymi. W naszej rodzinie to chyba ja mam najwięcej książek, które, jeszcze nie przeczytane, cierpliwie czekają na swój czas. Natury zbieracza pachnących, zadrukowanych kartek trudno się wyzbyć. Zwłaszcza, jeśli wcale się tego nie chce 😉
Ostatnie tygodnie na Maderze okazały się bardziej wymagające niż planowałam.
Piszę już w Polsce. Trochę na Suwalszczyźnie, trochę w stolicy.
Jesteśmy w trakcie intensywnego czasu pełnego egzaminów, przygotowania rodzinnych uroczystości, ogarniania logistyki, spotkań z rodziną i przyjaciółmi.
Mąż i tata został jeszcze na Maderze, to musimy sobie radzić. Ale nie sami. Wokół jest wiele serdecznych rąk, chętnych do pomocy. Dobrze mieć blisko rodzinę i przyjaciół.
Książeczki w dzisiejszym podsumowaniu jeszcze na Maderze skończone. W domu na Suwalszczyźnie dzieci dopadły do biblioteczek, jak do świeżych bułeczek, i nawet nie próbowałam przez te dni śledzić, z czego korzystają.
8+2 i wycieczka rowerowa do Danii. Anne- Cath. Vestly
Skończyłyśmy całą serię 8+2. Jestem pewna, że córka jeszcze do niej wróci, żeby samodzielnie przeczytać. To niesamowite, że jeszcze rok temu, nie znaliśmy w ogóle tej autorki.
Czas spędzony z dużą rodzinką na wycieczce rowerowej po Danii, rozbudził w córce pragnienie podróżowania, biwaków pod chmurką, poznawania nowych krajów i ludzi.
Mopsik, który chciał zostać elfem. Bella Swift
Teraz mogę już polecić książeczki o Mopsiku, bo razem przeczytałyśmy dwie części.
Przyjemne opowiastki o piesku, który bardzo chce pomagać swojej rodzinie w różnych kłopotach.
Tym razem próbuje dostarczyć list od swojej pani, Chloe, do świętego Mikołaja, aby mogło się spełnić jej życzenie- by tata był z nimi w czasie Świąt.
Czy jej się uda i świąteczna magia zadziała? Zachęcam do sprawdzenia.
12 opowieści o aniołach. Historie prawdziwe. Grzegorz Kiciński, ilustracje Kasia Kossowska
Piękne opowieści. Pięknie wydana książka. Ciepłe ilustracje. Wielka sprawa służąca pomocy tym, którzy mają przed sobą ostatni okres życia i potrzebują towarzyszenia w przejściu przez most do wieczności, do Nieba.
Do czytania przydaje się paczka chusteczek i serce otwarte na podpowiedzi, jak ja, czytelnik, mogę naśladować anioły z opowieści, albo może postarać się odnaleźć swoją anielską drogę służby.
Słuchane audiobooki
Basia. Wielka księga przygód. 1.2.3. Zofia Stanecka. Czyta: Maria Seweryn
Czytane już nie jeden raz. I przeze mnie córce na głos. I w wersji audio. I przez córkę w wersji papierowej.
Chociaż seria skierowana jest do przedszkolaków, Basia jest postacią tak wyrazistą, a jej rodzina ciepła i zwyczajna, że dla starszych dzieci też się nadaje. Dla dorosłych również, jak najbardziej. By znowu spojrzeć na świat oczami dziecka.
Mama czyta sobie
Doskonała. Poradnik dla nieperfekcyjnych kobiet. Magdalena Urbańska
Czytanie tej książki rozciągnęło mi się na długi czas. Bywa tak, że zaczynam czytać, odkładam książkę i wracam do niej( lub nie) w kolejnym dobrym dla mnie czasie.
Książka Doskonała jest ciekawa, bo nie jest takim typowym poradnikiem, mimo słowa poradnik w podtytule.
Magda Urbańska ciekawie splata doświadczenia i wiedzę swoją ze świadectwami innym kobiet w konkretnych tematach. Ogarnia swoją troskliwą uwagą kobietę holistycznie, a nie skupiając się na jednym obszarze.
Wartościowym dla mnie elementem okazały się propozycje medytacji nad fragmentami biblijnymi. Wartościowym, bo wymuszającym niejako zatrzymanie się. Nie dało się przez tę książkę przebiec od okładki do okładki.
Zresztą, jak tu przebiec szybko przez treść, kiedy sam spis treści pokazuje, jak jest bogata. Co ciekawe jednak-bogata, ale nie przytłaczająca. Bo autorka nie nakazuje czytelniczce: bądź taka i tylko taka, bo tylko wtedy będziesz doskonała. Raczej wskazuje na proces, na wgląd w siebie i na spokojną pracę nad dążeniem do doskonałości. Do doskonałości, która tu na ziemi raczej nie będzie skończona .
Pisanie i publikowanie jest teraz u mnie rzadsze. Do końca maja się to raczej nie zmieni. Mam w tej chwili inne priorytety, na które przekierowuję moje zasoby.
Nieodmiennie zachęcam jednak do czytania. Nawet w bardziej zajętym czasie. Sama też z własnej zachęty korzystam 😉
Miałam kiedyś okazję udzielić wywiadu o początkach naszego doświadczenia edukacji domowej dla Anety z Mama Space. Chciałabym się też tu tym podzielić .
Było to już prawie 7 lat temu. Z bieżącej perspektywy i doświadczenia pewnie trochę inaczej na niektóre pytania bym już odpowiedziała. Warunki rozpoczynania edukacji domowej też się trochę zmieniły.
Mama Space:Wybrałaś dla swojego syna systemem edukacji domowej, dlaczego?
Ewelina Burnejko: Wybraliśmy – razem z mężem. A raczej to taki sposób edukacji czy jeszcze bardziej – wychowania – wybrał nas. 🙂 Kiedy spodziewaliśmy się synka, przenieśliśmy się do Warszawy. Cała bliska rodzina była teraz oddalona o 300 km i nie mogliśmy liczyć na stałą pomoc w opiece nad dzieckiem z ich strony, więc staraliśmy się temu podołać samodzielnie i daliśmy radę. 🙂 Gdy syn miał ponad dwa lata wyprowadziliśmy się z Warszawy do Włoch, potem w rodzinne strony prawie na rok. Mobilność, przemieszczanie się uniemożliwiły nam związanie się ze szkolną placówką. Z drugiej strony, skoro w końcu mieszkaliśmy blisko rodziców i rodzeństwa, chcieliśmy dać synkowi czas na nawiązanie bliskich relacji z dziadkami i pozostałymi członkami rodziny, zamiast na spędzanie go w szkole. W tym czasie jakoś stopniowo zaczęłam się zapoznawać z pomysłem na edukację domową, chociaż nie jestem w stanie odtworzyć, jaką ścieżką na ten temat trafiłam. 😉 Na pewno miał w tym udział internet i strony anglojęzyczne, parentingowe. 😉
Kiedy syn miał około 3,5 roku przeprowadziliśmy się znowu do stolicy ze względu na pracę zawodową męża. Nie skorzystaliśmy z przedszkola, nie mając szans na publiczne i uznając, że praca w moim wyuczonym zawodzie (pielęgniarki) dostarczyła by nam dochód, który zostałby pochłonięty przez opłaty na prywatną placówkę. Uznaliśmy to rozwiązanie za nieekonomiczne. Po około roku poznaliśmy osoby, które albo już korzystały z edukacji domowej albo planowały zacząć. Zeszło się to w czasie z tym, że nie chcieliśmy posyłać naszego syna jako 5-latka (a w rzeczywistości młodszego, bo jest z końca roku) do zerówki, która na tamten moment była obowiązkowa. Wraz z grupą nowo poznanych osób znaleźliśmy przyjazną szkołę, która też dopiero zaczynała przygodę z homeschoolingiem. Załatwiliśmy formalności i oficjalnie się zaczęło.
Początkowo miał to być rok. A jak się okazało, że się da, że jest to możliwe do zrealizowania i pasuje naszemu synowi i nam, jako rodzinie, kontynuowaliśmy. Tak właśnie stopniowo weszliśmy w edukację domową. Głównym powodem, dla którego nadal się tego trzymamy, jest to, że służy to naszemu synowi i nam, bo mamy dużo czasu dla siebie każdego dnia, na wychowywanie naszych dzieci, ale także na pracę nad sobą i swoim charakterem w ciągłym kontakcie z dziećmi. 🙂
Ile rodzin, tyle powodów edukacji domowej. 🙂 Dla każdego znajdzie się tu miejsce. 🙂
Po raz kolejny tekst dwutygodniowy. Trudno. Nie walczę z tym. Jak życie dyktuje, tak piszę. I cieszę się z każdego doświadczenia i każdej przeczytanej książki.
Pod punktem pierwszym – migawki z naszej rzeczywistości rodzinno- edukacyjno- domowej, na ten moment maderskie. Zainteresowanych tylko książkami odsyłam od razu do odnośnika drugiego w spisie treści. Wystarczy kliknąć „Czytamy”
Formosa- Takie akcje, to tylko z tatąMachico- wodne zapasy dzieci kontra tataMachico po raz drugi- sztuczna ( piaseczek z Afryki) plaża za falochronem, spokojne zejścieSobota w Calhecie- jeszcze dwie sztuczne plaże
Ciepełko się utrzymuje już drugi tydzień, dlatego plaże to dość częsty kierunek naszych ostatnich rodzinnych wypraw.
Prawdopodobnie Chrysodeixis chalcites- Pętlak pomidorowy z rodziny sówkowatych, z podrodziny błyszczek
Obserwacje przyrodnicze na balkonie- przepoczwarzanie gąsienic w dorosłe ćmy.
Trochę nam podgryzały pomidorki, ale za to jaka radocha z wypuszczania przepoczwarzonej ćmy z siatki.
Ile rzeczy potrzebnych na dwa dni poza domem!Ponta do Sol
Pierwsze nocowanie u koleżanki, a rodzice na spacerku w Ponta do Sol.
Chwila rozpakowywania prezentów zawsze ciekawa. To piękne, że koleżanki solenizantki cieszą się tym tak samo, jak ona.Waleczny kotek
Urodziny chorwackiej koleżanki w towarzystwie bardzo mieszanym narodowościowo i językowo.
Pico dos Barcelos- punkt z widokiem na większość FunchalNa Pico AltoWyprawa w górę strumienia w Parque Ecologico do FunchalA na koniec przydrożne owcze rodzinki. Ta czarna z białym ogonkiem mnie urzekła.Rodzinna wycieczka objazdowa w poszukiwaniu ładnych widoków
W dzień upalny i zakurzony piaseczkiem znad Sahary zrobiliśmy sobie rodzinną objazdówkę po okolicach Funchal. Byliśmy w sumie na 3 punktach widdokowych. Pico dos Barcelos- spory parking pod samym szczytem, widok na dużą część Funchal Pico Alto w Parque Ecologico do Funchal- zostawiliśmy samochód przy barze i poszliśmy spacerkiem pod górę. Pahleiro Golf- chwila spaceru przy polach golfowych i spojrzenie na Funchal od Wschodu.
Takie atrakcje to możliwe tylko dzięki mojemu mężowi. Mnie te maderskie drogi bardzo onieśmielają. Mam tylko kilka tras, w które wybieram się sama, jako kierowca. I to modląc się przy każdym większym wzniesieniu, żebym nie musiała się zatrzymywać. Bo z ruszeniem pod górkę problem.
Widoki z Ponta do PargoFarolLatarnia morska w Ponta do PargoChyba najbardziej kurząca lewada na jakieś do tej pory byliśmy. Nogi mieliśmy czarne po 20 min spaceru. Za to wypatrzyliśmy mnóstwo nieznanych gatunków rośłin.
Ostania wycieczka tych dwóch tygodniu, to sobotni wyjazd na zachód wyspy.
Zaliczyliśmy plażowanie w miejscowości Calheta. Potem obiadek w Gato Legal Roastery w Ponta do Pargo i zakup zapasu kawy ziarnistej, która jest tam palona. ( cena 2 razy niższa niż w Funchal) Po przekąsce podjechaliśmy jeszcze kawałek do samej latarni ( Farol) w Ponta do Pargo. Widoki są tam piękne. Ocean był wtedy wyjątkowo spokojny. Można było z klifu zobaczyć połacie wodorostów porastające dno przy wybrzeżu. Wpakowaliśmy się też do zapuszczonego „ogródka latarnika”, skąd jest widok na drugą stronę przylądka.
Ogólnie zalecam wzmożoną ostrożność w poszukiwaniu miejsc na piękne ujęcia. Tam klify są naprawdę wysokie, a skały zwietrzałe. Przy wietrznej pogodzie ograniczyłabym się tylko do podziwiania widoków z parkingu przy latarni.
W drodze do domu zatrzymaliśmy się jeszcze w nowym dla nas miejscu i przespacerowaliśmy się kawałek wzdłuż lewady Fajã, podziwiając paprocie porastające zniszczone przez październikowe pożary tereny.
Czytamy
Książki czytane na głos
Pierwiastki wokół nas
Pierwiastki wokół nas. Książka z okienkami. A. James, S. Nielsen, E. Barden
Książki z okienkami to u nas hit od dawna. Wcale nie muszą kojarzyć się z książeczkami dla maluchów. Starszaki też dają się wciągnąć w szukanie ukrytych informacji. A to zaciekawienie sprzyja przyswajaniu wiedzy. „Pierwiastki wokół nas” zostały wyciągnięte przez córkę po pewnych czasie leżakowania na półce. Zupełnie niespodziewanie. Po prostu pewnego dnia rano pojawiło się po raz kolejny naglące zainteresowanie tematem.
W książce w atrakcyjny sposób podane jest mnóstwo wiedzy z dziedziny chemii.
Śledztwo w sprawie pierwiastków ukrytych w twoim domu.
Jest chemia! M. Barfield, L. Humphrey
Do przyniesionej przez córkę książki z okienkami doniosłam jeszcze tę pozycję. Część wiedzy się powtarza, to oczywiste. Jednak jest podana w inny sposób. Najciekawsze są tabelki, z których dowiedzieć się można, gdzie dany pierwiastek można znaleźć w najbliższym, okołodomowym otoczeniu. A także informacje o pierwiastkach dla ludzi szkodliwych, czy nawet śmiertelnych. Dobrze jest wiedzieć, na co uważać.
W takich chwilach pojawiają się czasem rodzicielskie dylematy, czy kazać dziecku odłożyć przyniesione książki i przejść do zadań szkolnych zaplanowanych na ten dzień, czy jednak pozwolić zaspokoić ciekawość tematem i jeszcze ją podsycać?
Wybór wcale nie jest oczywisty, kiedy do końcowych egzaminów coraz bliżej, a trochę umiejętności wymaganych przez podstawę programową dla danej klasy zostało jeszcze do przyswojenia.
Tym razem wygrała ciekawość, a czego się tego dnia dowiedziałam od dziecka o pierwiastkach, to moje.
Błotne stwory. Rodzina z niebieskiego domu 5
Błotne stwory. Natalia Przeździk
Po przeczytaniu ostatniego rozdziału Błotnych stworów usłyszałam żałosne „Czemu nie ma jeszcze kolejnej części?”. Kolejna ma być przed wakacjami. Trzeba uzbroić się w cierpliwość. Ale za to była okazja to omówienia pokrótce cyklu wydawniczego. To, że pani Natalia sprawnie tworzy kolejne części, nie znaczy, że trafiają one od razu do czytelnika.
W Błotnych stworach autorka utrwaliła też czas wychodzenia z pandemii koronawirusa i wybuch wojny w Ukrainie. Czytelnicy mogą odnieść to do swoich doświadczeń. Bo przecież dzieciaki doskonale też to pamiętają. Można przy okazji uporządkować swoje wspomnienia i doświadczenia tego okresu.
Zachęcamy do zapoznania się z rodzinką z Niebieskiego Domu. To szansa na dłuższą przyjaźń z literackimi bohaterami stworzonymi przez pisarkę. A także zachęta do poznawania różnych zakątków Polski.
My z niecierpliwością czekamy na Lato włóczykijów.
YOUCAT dla dzieci
Dalej kontynuujemy przygodę z poznawaniem Katechizmu Kościoła Katolickiego, w wersji dostosowanej do możliwości dzieci przedszkolnych i wczesnoszkolnych. Z pomocą rodzica lub opiekuna.
W ostanim czasie bliżej przyglądamy się kolejno każdemu z Dziesięciu Przykazań Bożych. Temu, do czego nas zachęcają i przed czym nas chronią.
Czytane samodzielnie
Mopsik, który chciał zostać reniferem. Bella Swift
Historie o mopsiku, który bardzo chciał być pomocny dla rodziny swoich właścicieli. Pożyczony przez córkę od koleżanki. I chyba jako jedna z pierwszych książek z dłuższym tekstem pochłonięta w kilka godzin. Spora, wyraźna czcionka. Zwierzak w głównej roli. Przyjemne ilustracje. Na temat zawartości bliżej się tym razem nie wypowiem. Może, kiedy przeczytamy ją drugi raz wspólnie, bo córka mnie o to prosi.
Jonek, Jonka i Kleks. Niech żyje wyobraźnia. Szarlota Pawel
Komiksy, które są w obiegu już kolejne pokolenie. Czytałam ja, czytał Pierworodny, czyta Młodsza. To akurat wydanie z 2012 roku, ale cały cykl powstawał w latach 70. i 80. XX wieku. Sporo nawiązań do szarych czasów PRL-u dla starszych, mnóstwo fantastycznych przygód dla młodszych. Lubimy. I zaprosimy do naszej biblioteczki kolejne części. Po sprawdzeniu, co zostało w Polsce.
Pół godzinki odpoczynku dla mamy i posprzątana przez Niewidzialne Ręce kuchnia- dziękuję pani Szarloto Pawel 🙂
Za wszystkimi czytanymi przez dzieci komiksami nie nadążam. Czasem po kilka dziennie przerzucają. Ale z Niech żyje wyobraźnia Szarloty Pawel miałam wymierne korzyści. Przy niewielkiej podpowiedzi z mojej strony, pomysł komiksowy został zastosowany w rzeczywistości. A mama miała chwilę odpoczynku, dzięki działalności „niewidzialnej ręki”, a raczej rąk, moich ulubionych potomków.
Słuchane audiobooki
Psie szczęście. Anna Lasoń- Zygadlewicz, czyta: autorka
Pełna chata. Psie szczęście 2. Anna Lasoń- Zygadlewicz, czyta: autorka
Daisy i Fabryka Czekolady. Psie szczęście 4. Anna Lasoń- Zygadlewicz, czyta: autorka
Córka postanowiła, że przesłucha całą serię po kolei. Jak postanowiła, tak zrobiła. I znowu przez kilka dni rozlewały się po naszym domu przygody Nero i Lilki, ich dzieci Alka, Daisy i Bruna, oraz ich zwierzęcych przyjaciół, a także właścicieli.
Książki polecałam już na blogu wielokrotnie. Pożyczamy też wszystkim chętnym znajomym.
Zabawa, nauka, piękne i prawdziwe przedstawienie Jezusa plus kojący głos autorki w wersji audio to bardzo udane połączenie.
Statystyk nie prowadzę, ale prawie na pewno przynajmniej pierwsze dwie części zostały przesłuchane po minimum 10 razy do tej pory. Są w czołówce słuchanych w naszym domu audiobooków.
Mama czyta sobie
Daj się poprowadzić Słowu po Ziemi Świętej
Piąta Ewangelia. Arcybiskup Grzegorz Ryś
Skończyłam „podróż” po Ziemi Świętej. Zostało pragnienia odwiedzenia tych miejsc kiedyś osobiście. Koniecznie z odczytywaniem odpowiednich fragmentów z Pisma Świętego w konkretnych miejscowościach.
Dziecko piątku z cyklu Jeżycjada
Dziecko piątku. Małgorzata Musierowicz
Jakoś udało się wcisnąć czas na odpoczynek z lekturą. Kosztem snu. Jak to zwykle bywa, jak mnie najdzie na czytanie czegoś konkretnego.
Nie będę zdradzać szczegółów przygód Aurelii- Genowefy. I się uśmiałam, i wzruszyłam, i porozmyślałam o ważnych sprawach. Najbliższa mi była postać babci, Marty Jedwabińskiej. Ciepłej, mądrej i dziarskiej siedemdziesięciolatki. Bardzo przypomina mi moją babcię pod wieloma względami. Może poza czarnym warkoczem, bo moja się większość życia nosi na krótko.
Tygodniowy stosik książkowy na tle portu Machico
Właśnie zerknęłam w kalendarz. I szok przeżyłam. Dwa tygodnie i trochę do wylotu! Stresik się włączył, bo sporo spraw do załatwienia. Szkolnych, zdrowotnych, mieszkaniowych (telenowela maderska pt. Condominium, odc. 142 ;)) i przedwyjazdowych.
Najważniejsze, to skupić się na dniu dzisiejszym i zrobić to, co jest do zrobienia dziś. Na kolejne zadania przyjdzie czas. Jutro.
Dwa tygodnie minęły na przygotowaniach i świętowaniu Wielkiej Nocy. Zdecydowanie bardziej skłaniałam się ku innym rodzajom twórczości niż pisanie. Zasiadam jednak i do tej aktywności, aby zostawić nam na blogu także ślad tego czasu naszej drogi książkowo- edukacyjno- domowej.
Zainteresowanych tylko książkami odsyłam od razu do odnośnika drugiego w spisie treści. Wystarczy kliknąć. Pod punktem pierwszym – migawki z naszej rzeczywistości rodzinno- edukacyjno- domowej, na ten moment osadzonej w maderskich warunkach społeczno- przyrodniczych.
Jednym z elementów przygotowania jest w naszej rodzinie malowanie jajek na wielkanocne śniadanie. Z domu rodzinnego mamy, z podlaskiej wsi, wyniosłam zwyczaj ozdabiania jajek gorącym woskiem. Córka moja bardzo to lubi. Na jej gorącą prośbę udało się nam w tym roku tradycję kontynuować. Mimo że w Portugalii zwyczaju święcenia pokarmów nie ma.
Okazało się, że niewiele trzeba. Poradziliśmy bez specjalnego podgrzewacza, bez „spadkowych” patyczków do kreślenia i bez pszczelego wosku. Wystarczyło to, co już mieliśmy w domu. Plus barwniki spożywcze.
Droga Krzyżowa przygotowana przez dzieci biorące udział w katechezie w parafiiWielki PiątekDywan kwietny na procesję rezurekcyjnąProcesja z Najświętszym Sakramentem po ulicach parafii, po pierwszej mszyDekoracje na Wigilię Paschalnąrodzinne śniadanieTriduum Paschalne w naszej parafii Nazaré
Najważniejszym w świętowaniu był dla nas udział w Liturgii podczas wszystkich dni Triduum. W tym roku bardziej brakowało zwyczajów i sposobów sprawowania tej Liturgii, do których przyzwyczajeni byliśmy w Polsce. Rok wcześniej z zainteresowaniem przyglądałam się, wypatrując, co jest inaczej. Teraz większe niestety skupienie było na tym, czego nie ma, a co w Polsce sobie ceniłam, i co decydowało o wyjątkowym przeżywaniu tej Liturgii.
Czego najbardziej? Tradycyjnych, polskich pieśni o Męce i żałobnych, adoracji Jezusa wystawionego w monstrancji, nawet grobu odwiedzanego w sobotę przed święceniem pokarmów, śpiewanego Exultetu, też procesji rezurekcyjnej o świcie z pieśniami, figurami, feretronami, chorągwiami, sztandarami… i zwyczaju czuwania przy Grobie po Liturgii Męki Pańskiej.
Tu też było pięknie. Ale trochę inaczej– mimo że w tym samym Kościele katolickim. Czasem mam wrażenie, że Kościół maderski, to bardziej Kościół Bożego Narodzenia. Zmartwychwstania również, bez takiego skupienia na Męce, jak w Polsce. Bardziej na radości z Odkupienie niż na cenie, którą zapłacił za każdego z nas Jezus. Na pewno ma na to wpływ inna historia państwa i narodu. Może bez tylu trudów i zawiłości, jak historia Polski. A może po prostu z innymi trudami, których jeszcze nie znam i dlatego nie wszystko rozumiem.
Poza Liturgią świętowaliśmy rodzinnie, w domu. Walcząc wcześniej ( nieskutecznie) z paradygmatem, że żeby świętować, to trzeba się najpierw urobić, nagotować, naszykować, a potem nie mieć siły z tego korzystać 😉
Kąpiel na plaży Reis Magosspacerek na przełaj na Pico da Atalaia
Lany Poniedziałek bardzo lany.
Rano plaża Reis Magos, skoki do wody i plażowanko, zakończone spacerem wyspo-poznawczym. Polecam jednak lepsze obuwie niż wyślizgane sandały na spacer terenowy. Dobrze, że skończyło się tylko jednym obitym pośladkiem i naderwaną sukienką.
śmingus- dyngus w wersji prawie ludowej- dziewczynki vs. chłopcy, z przewagą wieku, wzrostu i liczby po tej drugiej stronie.
Popołudniu Śmingus- Dyngus w parku Quinta Magnolia ze starymi i nowymi znajomymi, w tym znajomymi z innych krajów, którzy mieli chęć zapoznać się z polskim zwyczajem ( jak się okazuje- nie tylko polskim).
Zabawa była udana, do wielokrotnego przemoczenia.
baza w saloniechwila odpoczynku w parku
Zaliczyliśmy pierwsze nocowanie maderskiej przyjaciółki u córki. Obowiązkowym elementem były bazy i okupacja salonu, który przez ponad dobę pełnił wiele funkcji, m. in. zoo, domu, sceny do kalamburów, fortu, sali gier …
Dziewczynki miały tyle pomysłów, że zupełnie nie potrzebowały dorosłych. Miałam czas na swoje zabawy, z farbami i pędzlami oraz z Formatnikiem.
planowanie kwartału i kwietnia w Formatnikuakwarelowe zabawyRobienie bransoletek z chorwacką koleżankąwycinanie, szycie i klejenie notesików na prezenty pożegnalne
Mieliśmy okazję w ciągu tych dwóch tygodni popróbować nowych sposobów tworzenia. Samodzielnie, w tandemie mama- córka, i z innymi dzieciakami.
Był też czas na rodzinne planszówki. Wirus, Super Farmer, Rummikub, to nasze ostatnie faworyty. Nawet syn namówił kolegów na wieczór z karciankami, planszówkami i szachami.
Święto Miłosierdzia Bożego – Jesus, eu confio em Vós –oddział z maderskiej jednostki wojskowej
Na koniec Oktawy Wielkiej Nocy spędziliśmy na plaży miły czas ze znajomymi, którzy wyjeżdżają na dniach do Polski po zimowaniu na Maderze. Wracają jesienią. Podobno dzięki nam 😉
Potem byliśmy na Eucharystii w katedrze, w okrojonym składzie (Coś nasz nastolatek wrażliwy w tym roku i co chwila łapie drobne infekcje).
Po wyjściu z katedry, całkiem przypadkiem, trafiłyśmy na uroczyste zdjęcie flagi z Palacio de São Lourenço z wojskową oprawą. Pierwszy raz, i to od razu na żywo, miałyśmy okazję wysłuchać portugalskiego hymnu narodowego „A Portuguesa” (w wolnym tłumaczeniu Portugalka, Pieśń Portugalii- chyba analogicznie do tytułów pieśni: Warszawianka czy Marsylianka)
Takie to edukacyjno-rodzinne dwa tygodnie.
Czytamy
Książki, które nam towarzyszyły, pomagały nam dobrze przeżyć ten czas świąteczny. Ale też dawały okazję do rozwoju i odpoczynku.
Książki czytane na głos
część czwarta Rodziny z Niebieskiego Domu
Błotne stwory. Natalia Przeździk
Przywieziona przez tatę z Warszawy. Kolejne dzieło autorki, której książki kupujemy w ciemno, jak tylko zostają wydane.
W serii Rodzina z Niebieskiego Domu, Natalia Przeździk daje swoim czytelnikom możliwość towarzyszenia licznej rodzince w jej przygodach codziennych niecodziennych i świątecznych.
Błotne stwory bardzo dobrze mogą pomóc w przeżyciu Wielkiego Postu i przygotowaniu do Świąt Wielkiej Nocy. My sięgnęliśmy po nią dopiero w Wielkim Tygodniu, ale już jesteśmy w połowie i chętnie przyglądamy się świętowaniu Wielkiej Nocy u krakowskiej rodzinki.
Autorka nie unika też tematów trudnych, jak towarzyszenie babci przyjaciółki w chorobie i umieraniu. Wyjaśniając wszystko zgodnie z chrześcijańską nadzieją.
Bardzo nam pasują Błotne stwory. Jak wszystkie dotychczasowe w serii.
Nie ma większej miłości
Mój Wielki Tydzień. Ewa Monastyrska
To taka mała książeczka z opowieściami na każdy dzień Wielkiego Tygodnia. Autorka wyjaśnia w niej w prosty sposób, co i dlaczego dzieje się w Liturgii każdego dnia. Jest to książeczka skierowana do dzieci raczej zerówkowych i wczesnoszkolnych.
Idziemy za Tobą przez Wieki Post do Zmartwychwstania
Idziemy za Tobą przez Wielki Post do Zmartwychwstania. D. Łoskot- Cichocka, M. Kita
Tak jak przez cały okres Wielkiego Postu, tak i w czasie Wielkiego Tygodnia i Oktawy Wielkiej Nocy towarzyszyły nam opowieści z tej książki. Każdego dnia mogliśmy się wsłuchać we fragment Pisma Świętego wpleciony w opowieść, w której to my, czytelnicy, byliśmy naocznymi świadkami wydarzeń sprzed prawie 2 tysięcy lat.
Czytane samodzielnie
Baśnie o kotach z całego świata- prezent od ukochanej cioci
Tajemnica białego kota. Baśnie o kotach z całego świata. K. Recheis, F. Hofbauer
Bajki o kotach zaczęłam czytać córce i jej koleżance w czasie nocowanki. Córkę jednak historie te tak zaciekawiły, że na drugi dzień, po wyjeździe koleżanki, po prostu siadła i przeczytała pozostałe opowieści.
Do tej pory sama sięgała raczej po krótsze teksty, zwłaszcza komiksy. Teraz jednak otworzyła się na teksty dłuższe. Dla mnie to wyraźny przełom, ona jednak komentuje to po prostu: „No co, przecież już dawno umiem czytać.”
Słuchane audiobooki
Drużyna Oka i Pierwszy Pluton Ogródkowo- Desantowy. Dzieje się.
Drużyna Oka. Misja : Ryś. Marcin Mortka, czyta: Leszek Filipowicz
Najnowsza, trzecia już część serii o Drużynie Oka, dzieciakach, które pomagają w ratowaniu zagrożonych zwierząt. Tym razem pomocy potrzebuje ryś. A że tak się składa, że to jedno z ulubionych zwierząt córki, książka wręcz musiała zostać przesłuchana od razu po jej znalezieniu na Audiotece.
A skoro pojawiła się nowa część, to była to dobra okazja do ponownego przesłuchania również części poprzednich.
Drużyna Oka. Misja : Wilk. Marcin Mortka, czyta: Leszek Filipowicz
Drużyna Oka. Misja : Foka szara. Marcin Mortka, czyta: Leszek Filipowicz
Z rozpędu, po raz nie wiem już który, chyba 6, 7 czy dziesiąty, przesłuchana zostałą jeszcze inna zabawna historia tego samego autora.
Operacja kanciapa. Marcin Mortka, czyta: Maciej Radel
Grupka zwierzaków zespołowo, pod dowództwem Królika Przecinaka, szuka dla siebie tytułowej Kanciapy- wygodnego i bezpiecznego schronienia na zimę. Nie jest to zadanie łatwe. Na drodze do celu, co i rusz piętrzą się nowe trudności. A zima coraz bliżej…
Mama czyta sobie
Daj się poprowadzić Słowu po Ziemi Świętej
Piąta Ewangelia. Arcybiskup Grzegorz Ryś
Sięgnęłam po nią na Wielkanoc. Nie byłam jeszcze w Ziemi Świętej. Ale jeśli mi kiedyś będzie to dane, chciałabym pielgrzymować właśnie tak, jak to przeprowadził kardynał Grzegorz Ryś. W bliskim kontakcie ze Słowem, poznając wydarzenia biblijne w miejscach, w których się one rzeczywiście działy.
W książce jest mnóstwo faktów historycznych, archeologicznych, biblijnych. Podane są jednak w taki sposób, że pomagają do lepszego zrozumienia miejsca i Słowa, a nie przytłaczają. Mam za sobą dopiero jedną trzecią książki, jeszcze wiele miejsc przede mną.
Książkowy stosik na uchwycie do cumowania na plaży Reis Magos. Muszę częściej zabierać książki na wycieczki. Dobrze się prezentują w plenerze;)
Wchodzimy w ostatni miesiąc na Maderze przed dłuższą przerwą. Nie wiemy jeszcze, czy uda się nam spędzić kolejne kilka miesięcy w Polsce. Ciągnie nas tam rodzina, przyjaciele, przyroda i wiele spraw do dokończenia. Jednak nie wszystkim członkom naszej rodziny długie pobyty na podlaskiej wsi służą. Zobaczymy, jak się uda nam wszystko poukładać. Najwyżej będzie okazja do zobaczenia Madery w środku lata.
Najbliższy miesiąc, to też z jednej strony intensywniejsze ćwiczenie umiejętności szkolnych z młodszą córką. Z drugiej intensywniejsze spotkania ze znajomymi, żeby starczyło na zapas. A z trzeciej, dalsze przygotowania do coraz bliższego przyjęcia kolejnych sakramentów przez nasze dzieci. Dzieje się. A my jednak lubimy, jak jest spokojniej. To będzie dość wymagający czas.
Większa część tygodnia minęła nam bez taty, który poleciał na kilka dni do Warszawy.
hasła Wielkopostnej Szkoły Modlitwy w naszej parafiiPoświęcone gałązki oliwne
Tydzień zakończyliśmy/zaczęliśmy świętowaniem Niedzieli Palmowej. Zamiast bazi i bukszpanu- gałązki oliwne.
Dekoracja wielkanocna w trakcie tworzenia- jeszcze czas na wzrost rzeżuchy i detale
Część planów udało się zrealizować.
Nauka– była. Co nieco. Starszy ciśnie z fizyką- do przedostatniego egzaminu. Młodsza- po trochu wszystkiego.
Mewa kradnąca chrupki z kociej miski
Spotkania towarzyskie- były. W parku, na treningach, w kościele, przez internet.
W sklepie budowlano- narzędziowym to można się rozerwać (szukając młotka, haczyka czy innej ramki). Nie to, co w odzieżowym.
Były zaplanowane zakupy– średnio owocne. Butów wygodnych brak. Nawet sprzedawczyni w jednym obuwniczym nam powiedziała (najpierw pytając mnie o zgodę na radę), żeby zamówić córce przez internet buty typu „barefoot”, bo tu w sklepach obuwniczych nie ma butów dobrych dla ludzkiej stopy 😮 Za mojego dzieciństwa nie było opcji wyboru za bardzo. Nosiło się, co było. Niewygodne buty? Się rozchodzi… A raczej ugniecie stopę, żeby do nich pasowała. To by było na tyle w tym temacie obuwniczym.
Domowa wersja biwaku z wygodami
Mieliśmy z dzieciakami dwa wieczory fimowe. Udane. Zwierzogród i Ralph Demolka w internecie. Połączone z biwakiem na podłodze w salonie. Taka nasza nowa tradycja, kiedy tata wyjeżdża.
Jeszcze malowanie, suszenie, wypiekanie, szkliwienie i będą gotowe.
A tydzień zakończyłyśmy z córką wyjściem na warsztaty ceramiczne. Przed Świętami odbierzemy wypalone i szkliwione naczynka: miseczkę i talerzyk. Dla córki to nie pierwszyzna. Sporo nauczyła się na zajęciach z gliną w grupie edukacji domowej na Suwalszczyźnie. Dla mnie pierwsze doświadczenie, ale przyjemne. Na pewno powtórzymy.
Poczytaliśmy trochę. Tym razem najwięcej każde sobie. Wspólnie- po rozdziale z kilku książek,( pominięte we wpisie- nie dałabym rady) plus codziennie z katechizmu.
To nasza główna lektura ostatnio. Pierwsza Komunia coraz bliżej. Mamy kilka książek do pomocy, ale ta okazała się najbardziej atrakcyjna i wciągająca. Nawet kiedy córka wybiera inne aktywności wieczorem i daję jej przed spaniem możliwość przeczytania na głos jednego rozdziału z jednej książki- wybiera YOUCAT.
Co dzieje się podczas Mszy Świętej?
Prostymi słowami, bez udziwniania, wyjaśnione są najważniejsze kwestie naszej religii rzymsko- katolickiej. Na dole każdej strony są treści, cytaty uzupełniające lub poszerzające temat.
Po poznawaniu Credo, zajmujemy się sakramentami. Przeczytaliśmy o Chrzcie świętym. Teraz kończymy o Eucharystii.
Słuchane audiobooki
Córka wróciła do jednego z audiobooków wydawnictwa Mocni w Duchu. A zaraz po nim pojawiła się wyczekiwana wersja audio niedawno czytanej wspólnie książki- Daisy i Fabryka Czekolady.
Opowieści pana Krawężnika
Opowieści pana Krawężnika. Anna Lasoń- Zygadlewicz. Czyta: Karol Kunysz
Przy pierwszym słuchaniu tej książki, córka nie była zachwycona. Przy ponownym- podobała się jej o wiele bardziej.
Kuba, główny bohater, rozwiązuje wiele swoich problemów przysłuchując się opowieściom pana Krawężnika- wnikliwego obserwatora zwierzęcego świata. Pozwala mu to spojrzeć na swój problem z dystansu i znaleźć rozwiązanie.
Daisy i Fabryka Czekolady
Daisy i Fabryka Czekolady. Anna Lasoń- Zygadlewicz, czyta: autorka
Bardzo wyczekany audiobook. Po przeczytaniu wersji papierowej córka regularnie pytała, czy już można jej posłuchać. I doczekała się w tym tygodniu.
Nasz nastolatek przeczytał to samo, w wersji papierowej. Fragmenty słyszał, jak siostra przesłuchiwała i go zaciekawiło. Także seria Psie szczęście jest, w przypadku naszej rodziny, dla każdego. I małego i dużego.
Samodzielnie czytane komiksy
Detektyw Wróblem rozwiązuje sprawę zatruć u miejskich ptaków
Detektyw Wróbel i struty dziób. T. Samojlik, A. Wajrak
Drugi tom przygód detektywa Wróbla. Przeczytany samodzielnie przez córkę. Wiem więc tyle, co mi opowiedziała. Podobało się jej, bo jest o ptakach. A także dlatego, że na końcu jest podane rozwiązanie problemu. Co my, ludzie, możemy robić i czego nie robić, by bardziej dbać o skrzydlatych mieszkańców miasta ( bez których pewnie „zjadłyby” nas owady, jak w przygodach Doktora Dolittle)
Detektyw Wróbel na drodze do rozwiązania swojej pierwszej sprawy
Detektyw Wróbel i złamane pióro. T. Samojlik, A. Wajrak
Tę część czytałyśmy razem. Zwłaszcza część komiksową. Do doczytania zostały nam fragmenty ornitologiczne pana Wajraka. Tam wiedzy o miejskich ptakach najwięcej.
Mama czyta sobie
Jeden dzień w powstańczej Warszawie
Jeden dzień. Katarzyna Rygiel
Już myślałam, że w tym tygodniu nie uda mi się nic nowego przeczytać. Sporo się spraw pojawiało wymagających mojej uwagi.
A jednak. Przyznaję, że trochę mnie zmotywowało pisanie tego bloga. Bo okazało się, że jestem w stanie zmieścić w planie tygodnia jedną książkę czytaną dla siebie.
Sięgnęłam po trzecią część serii przygód Felka i Uli podróżujących w czasie po historii Warszawy. Seria należy do syna. Każdą jednak z części przeczytałam.
Ta najnowsza, Jeden dzień, jest moim zdaniem najlepsza. Może dlatego, że dotyka spraw również dorosłych bohaterów. I odwiecznych problemów- dobra, zła, władzy, służby, nawrócenia, konieczności wyborów, przebaczenia, śmierci, żałoby.
Bardzo ciekawa koncepcja fabuły. Dobrze wykorzystana. Dzięki niej autorka mogła w ciekawy sposób przedstawić wiele faktów historycznych. Znowu dowiedziałam się czegoś nowego o Warszawie i o Powstaniu Warszawskim.
Tygodniowy stosik książkowy
W rozpoczynającym się tygodniu główny cel to dobre przygotowanie się do Świąt Wielkiej Nocy, do świętowania Paschy i Zmartwychwstania Jezusa. I udział w liturgii Triduum Paschalnego. Może w tym roku mniej już będzie brakowało mi tych zwyczajów i znaków typowych dla okresu wielkanocnego w Polsce. Już wiemy, jak to wyglada na Maderze. Można się będzie bardziej skupić na istocie Liturgii.
Mąż, wracając z Warszawy, dał radę upchać do walizki trochę zamówionych przeze mnie książek. Kolejne ekscytujące wspólne chwile z książkami już na horyzoncie. Jedną już zaczęłyśmy, bo się wpisuje w czas Wielkiego Postu i Wielkanocy.
Kolejny blog pojawi się prawdopodobnie po Niedzieli Zmartwychwstania. W Poniedziałek lub Wtorek Wielkanocny.
Edukacja w rodzinie poprzeplatana książkami to nasza codzienność.
50-te Święto Książki w Funchal
Po powrocie z Rzymu zdążyliśmy się jeszcze załapać na ostatnie dni Święta Książki. To już 50-ta edycja tej imprezy w stolicy Madery.
Dobre miejsce na poprzeglądanie książek i skorzystanie z fajnych promocji. Nasza słaba znajomość portugalskiego nie pozwala nam jeszcze w pełni cieszyć się lekturą książek drukowanych w tym języku. Nie odebrało nam to jednak przyjemności dotykania, wąchania, przeglądania, a nawet wyszukiwania książek polskich autorów.
Spędziłyśmy kilka miłych godzin z koleżankami. W strefie dziecięcej załapałyśmy się też na przedstawienie muzyczne. Po portugalsku, a jakże. Przyjemna okazja do ekspozycji na ten piękny język.
Różnokształtne pierożki z niespodziankąWspólne pieczenie rogalików z koleżanką
W czasie odwiedzin koleżanki u córki, udało się zabawę połączyć z gotowaniem. Samodzielne robienie ciasta, formowanie, pieczenie, a potem wspólne zajadanie, to dobra i wszechstronnie rozwijająca aktywność.
Zjazd kolejką linową z 300 metrowego klifuLeżanko na betonowym moloPodwieszane gniazda dla kurUlubieniec ze świata owadówRodzinna wycieczka na Fajã dos Padres
Po tygodniu od powrotu z Rzymu wybraliśmy się na rodzinną wycieczkę. Padło na Fajã dos Padres. Po raz pierwszy.
W cenie wstępu 12 e za osobę powyżej 11 lat jest podróż kolejką linową w dół klifu i z powrotem na górę. Trasa stroma( klif ma ok. 300m), ale krótka. Jak ktoś nie czuje się komfortowo, to na te 3-4 min można zamknąć oczy 😉 Chociaż szkoda by było, bo widoki piękne.
Na dole można pospacerować po ogrodzie, po gospodarstwie, pooglądać różne warzywa i owoce w uprawie. Nacieszyć się wiejskim, nadmorskim klimatem. A nawet odwiedzić kury, kaczki i świnki w zagrodach. Do świń proponuję nie wsadzać rąk, jedna chciała córkę dziabnąć. Jeszcze owce i kozy chodzą sobie po małym pastwisku.
Do dyspozycji są toalety, kamienista plaża, molo oraz restauracja. Można też wynająć pokoje i spędzić tam kilka dni. Część terenu z domkami jest oddzielona, by zapewnić gościom spokój.
Kos w trawie. Nie bał się nic a nic.Atlas ptaków gniazdujących na Maderze kupiony na Feira do LivroObserwacje ptaków
Fajã dos Padres pozytywnie nas zaskoczyła. Cena wstępu nie jest najniższa. Jednak czuliśmy się tam bardzo dobrze. Zupełnie inaczej niż w innych maderskich miejscowościach. Dzieci kilka razy mówiły, że czują się jak na naszej wsi, na Suwalszczyźnie. Widzieliśmy też tam po raz pierwszy na Maderze ptaszka Kapturka.
Czytania trochę w międzyczasie też było. I wieczorem, i rano, i w innych momentach dnia. Poniżej nasi wierni, książkowi towarzysze.
Książka towarzysząca nam w wielkopostnych rozważaniach
Idziemy za Tobą przez Wielki Post do Zmartwychwstania. D. Łoskot- Cichocka, M. Kita
Zbliżamy się ku końcowi tegorocznej drogi wielkopostnej. W ostatnim tygodniu przysłuchiwaliśmy się przypowieściom Jezusa. Dowiadywaliśmy się z nich co nieco o Bogu i o sobie.
Tę książkę polecam niezmiennie. Do rodzinnego czytania z dzieciakami. To zaledwie 5 minut dziennie. A materiał do rozmyślań na dłużej.
Raz, dwa, trzy Piaskowy Wilk
Raz, dwa, trzy Piaskowy Wilk. Åsa Lind
Po przerwie intensywny powrót do przygód Karusi. Chociaż czytamy ją w sumie trzeci raz (zaczęty od razu po skończeniu drugiego), to się nam nie nudzi. Ja sama czytam ją już chyba po raz szósty licząc poprzednie czytania z synem. Bardzo dobra pozycja do umieszczenia w rodzinnej biblioteczce. Jest spora szansa, że nie będzie się tam kurzyła.
Kolejne 100 opowiadań o Bogu i nauce
Niesamowity. Jak wspaniały jest nasz Bóg. 100 opowiadań o Bogu i nauce. L. Giglio, T. Fortner, ilustracje N. Anderson
Kolejne opowiadania za nami. Kierują nasze myśli w różne zakątki kosmosu, naszego globu, ale i własnej duszy. Podoba nam się takie kompleksowe podejście. Bez nienaturalnego rozdzielania wiary i rozumu, które przecież świetnie ze sobą współdziałają.
Atlas ptaków gniazdujących w parku ekologicznym na Maderze
Atlas of the Breeding Birds of Funchal Ecological Park. A.I. Fegundes, J. Nunes, J. Fereira, ilustracje E. Henriques
Książeczkę tę wypatrzyłyśmy na Święcie Książki. I bardzo dobrze, że na nią się zdecydowałyśmy. Bo po jej przeglądnięciu udało się nam po raz pierwszy zaobserwować dwa gatunki ptaków, których jeszcze tu nie widziałyśmy. Kapturka i szczygły. W naszej rodzinie to ja jestem głównym ptakolubem, ale swoimi upodobaniami dzielę się też z dzieciakami. Dzięki temu stają się bardziej uważne na obecność naszych pierzastych współmieszkańców Ziemi.
Wybrałyśmy atlas w wersji angielskiej, bo odpada nam tłumaczenie całego tekstu z portugalskiego. Dopisujemy sobie nazwy ptaków w języku polskim i portugalskim. A także metryczki wymiarów, bo atlas ich nie posiada. I co najważniejsze, zapisujemy sobie czas i miejsc pierwszej obserwacji danego gatunku.
Bardzo fajna pomoc. Niewielkich rozmiarów. Nadaje się do zabrania w plener.
Słuchane audiobooki
Seria Ale historia… to książki, do której dzieciaki lubią wracać. Zarówno do audiobooków, jak i wersji papierowej.
Książki z serii Ale historia… co jakiś czas pojawiają się w naszych rejestrach czytelniczych. Opowieści i różne fakty z historii Polski oplecione są w ciekawą fabułę. Do tego okraszone zabawnymi ilustracjami i komiksami. Bardziej zrozumiałymi w wersji drukowanej. Ale w sposób udany udźwiękowione w wersji audio. Książki z tej serii doskonale sprawdzą się w zaciekawieniu dzieciaków tematami z przeszłości. Starszy syn lubił swego czasu książki z serii Strrraszna historia. Dla mnie osobiście były niestrawne. Seria Ale historia ma tę przewagę, że nadaje się do rodzinnego czytania i słuchania, także z młodszym rodzeństwem na pokładzie. Może poza częścią Ta potworna wojna– o II wojnie światowej. Tej razem nie słuchaliśmy jeszcze. Syn czytał sam. Wczoraj ja zaczęłam, żeby sprawdzić, czy z córką mogę do niej sięgnąć.
Córka w tym tygodniu wybrała sobie te dwa audiobooki z serii. Powód był pragmatyczny. Tylko te dały się od razu ściągnąć. Choć miała chęć zacząć od części o Mieszku.
Zygmuncie, i kto tu rządzi? Grażyna Bąkiewicz, czyta: Maciej Więckowski
W tej części uczniowie historyka, pana Cebuli, przenoszą się do szesnastowiecznej Polski, gdzie próbują dowiedzieć się, kto w tym okresie rządził.
Mamy niepodległość. Grażyna Bąkiewicz, czyta: Maciej Więckowski
Jak sam tytuł wskazuje, tym razem Ola i jej znajomi z klasy szukają odpowiedzi na pytanie, jak udało się nam odzyskać niepodległość po 123 latach rozbiorów. Czy jest tylko jedna słuszna odpowiedź czy złożyło się na to wiele okoliczności?
Mama czyta sobie
Jak wiara i nauka wzajemnie się dopełniają
Dlaczego Bóg nadaje światu sens. Gavin Ortlund
Książka była dla mnie wyzwaniem. Poruszanie się w gąszczu nazwisk, teorii, nowych słów łatwe nie było. Jednak cieszę się, że po nią sięgnęłam. Po raz kolejny przypomniałam sobie, jak piękne jest chrześcijaństwo i jak głęboką daje nadzieję.
„Bardzo trudno przełożyć argumenty historyczne na niezbite wnioski. Niezależnie od swojej siły zazwyczaj prowadzą ku prawdopodobieństwu, nie zaś pewności. Toteż celem kończącego się rozdziału nie było ustalenie wniosków, ale podprowadzenie w kierunku dwóch zasadniczych punktów: 1. na gruncie historycznym można przyjąć wiarę w Boską, a nie czysto ludzką proweniencję Jezusa z Nazaretu 2. wybór taki okazuje się bardzo owocny- przynosi niewyobrażalne szczęście. ” pisze autor w zakończeniu rozdziału zatytułowanego Nadzieja świata.
Taka moja konkluzja z całej książki i ostatniego rozdziału w szczególności. Wybór między naturalizmem a supranaturalizmem => teizmem => chrześcijaństwem, to w uproszczeniu wybór między tylko tym światem i życiem zakończonym śmiercią a potem nicość, a pełnią życia w tym świecie i życiem wiecznym po śmierci.
A pomiędzy nimi wolna wola, która ten wybór umożliwia i prowadzi do wiary, nie pewności. Ponieważ mocne argumenty historyczne można zarówno łatwo przyjąć, jak i łatwo odrzucić. Tak nasz Bóg okazuje nam swoją miłość. Chce, żebyśmy Go wybierali w wolności.
Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście.
Pwt 30, 15
Dlaczego Bóg nadaje światu sens okazała się nadspodziewanie dobrą lekturą na czas wielkopostny i zbliżające się Święta Paschalne.
Ciotka Zgryzotka to na ten moment ostatnia część Jeżycjady
Ciotka Zgryzotka. Małgorzata Musierowicz
Miałam w tym tygodniu nie sięgać po żadną powieść. Ale w sobotni wieczór, po intensywnym plażowaniu, zawołał do mnie mój czytnik. I popłynęłam w świat Jeżycjady.
Akcja Ciotki Zgryzotki dzieje się w 2017 roku. Ciekawie było więc spojrzeć na współczesność oczami pisarki. A sama historia pełna jest tego dobra, co części poprzednie.
Rodzina, uczucia, dorastanie, stawianie sobie wymagań, liczne odniesienia do literatury, sporo dobrego humoru, dramatyczne momenty, pełne nadziei zakończenie. To mnie urzeka w twórczości pani Małgorzaty. Podobał mi się motyw radzenia sobie rodziców z dorastaniem dzieci i opuszczaniem przez nie rodzinnego gniazda. To już przed nami bliżej niż dalej. Drobny minus, że w tej części można się już pogubić w mnogości postaci, mimo że główną bohaterką jest nastoletnia Nora. Ale tak to już chyba musi być w wielopokoleniowej rodzinie.
Nie ukrywam, że książki z serii Jeżycjada traktuję dość sentymentalnie. Nie oceniam ich krytycznym wzrokiem. Pozwalam się po prostu wciągnąć w wir wydarzeń.
W rozpoczynającym się tygodniu zostaję na kilka dni sama z dzieciakami. Plan to: przygotowanie do Wielkiego Tygodnia i Świąt Wielkanocnych, nauka- ostatnie egzaminy coraz bliżej, spotkanie- z miedzynarodowym środowiskiem rodzin un- i homeschoolersów, oraz maraton po sklepach- dzieciaki tej zimy wyrosły tak bardzo, że zapobiegliwie poczynione w Polsce jesienią zakupy nie wystarczyły. A na Maderze problem jest z dostępnością letnich ubrań poza latem. Maderczycy ubierają się cieplej niż my. O butach już nawet nie wspomnę, bo to problem nie wyspy a biznesu obuwniczego, który nie liczy się z indywidualną budową i potrzebami stopy, zwłaszcza stopy dziecięcej.
Dziękuję za poświęcony czas i życzę udanego tygodnia!
Z tygodnia czytelniczego zrobiły się dwa, z czego jeden w Rzymie. Nie próżnowaliśmy jednak. Wycieczki to edukacja (nie) domowa w pełni. Okazji do doświadczania świata dają wiele. Może o samym Wiecznym Mieście jeszcze napiszę. Poniżej tylko kilka obrazków.
Nowe umiejętności zdobywane w Explora- Musei dei BambiniNiby miejsce skierowane do młodszych dzieci, ale nastolatek też dał się wciągnąć w zarabianieEkspozycja muzealna przy grobie Sługi Bożej ,Antonietty Meo- rzymianki, która na Ziemi przeżyła niespełna 7 lat.Foki też mają swoje upodobania smakowe. Ta tutaj, z rzymskiego zoo, nie przepadała za kostkami tłuszczu i pokazywała to minami. Na placu św. Piotra po zmierzchuWspólne rysowanie po dniu wrażeń
Na wyjazd zabraliśmy w sumie tylko jedną książkę i dwa czytniki e-booków. Ze wspólnego czytania utrzymaliśmy tylko te wieczorne. Resztę wolnego czasu każdy spędzał zgodnie ze swoimi upodobaniami- grając, oglądając bajki po włosku, filmy po angielsku czy czytając ebooki. Poniżej podsumowanie czytanych przez nas książek.
Niezwykły. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio
⭐⭐⭐⭐⭐
Ocena: 5 na 5.
Chociaż nie skończyliśmy jeszcze części drugiej, na wyjazd zabraliśmy część trzecią. Z intencją, że w razie potrzeby będziemy mieli więcej opowieści do czytania, niż nam zostało w części drugiej. Jak w każdej z książek serii, jest mnóstwo ciekawostek dotyczących Ziemi, kosmosu, ludzi i zwierząt. A z każdej opowieści wynika jakaś prawda o Bogu i relacji z Nim człowieka Ostatnio dołączył jeszcze jeden sposób korzystania z tej książki. Córka wyszukuje i odczytuje z Pisma Świętego fragmenty podane w tekstach.
Samodzielnie czytane komiksy
Komiks Kamila i konie
Kamila i konie. Tom 3. Na łonie przyrody. Lili Mésange, Turconi
⭐⭐⭐⭐⭐
Ocena: 5 na 5.
Po powrocie do domu wolnym chwilom towarzyszą komiksy. Córka chętnie wraca do tych o przygodach Kamili, jej siostry i znajomych w stadninie koni. Zwłaszcza, że ponad pół roku ich nie czytała, bo pożyczyliśmy koleżankom. To jest świetny sposób na odświeżenie biblioteczki- rozstanie z książkami na kilka miesięcy. Już sobie wyobrażam zanurzenie dzieci w książkach zostawionych na Suwalszczyźnie, jak pojedziemy tam na wakacje. Dobrze, że będzie to już prawie po egzaminach.
Nastolatek poleca
Winnetou-niemieckiego pisarza Karola Maya
Winnetou. Karol May
⭐⭐⭐⭐⭐
Ocena: 5 na 5.
Dziki Zachód wciągnął naszego nastolatka. Twierdzi, że Winnetou to świetna powieść. Chociaż ma już ponad 130 lat, trzyma się dobrze.
Przygoda za przygodą. Wartka akcja i świat znany z westernów. Pierwszy tom przeczytany. Drugi w trakcie.
Mama czyta sobie
Gar’Ingawi. Wyspa Szczęśliwa. Anna Borkowska
Gar’Ingawi. Wyspa Szczęśliwa. Tomy I- III. Anna Borkowska
⭐⭐⭐⭐⭐
Ocena: 5 na 5.
Gar’Ingawi długo leżało na półce czytnika. Ale jak już sięgnęłam po część pierwszą, to skończyłam na ostaniej stronie części trzeciej.
Opowieści z fantastycznego świata pełnego różnych ludów, języków, cywilizacji, krajów, pośród których najważniejszym miejscem jest tytułowa Wyspa Szczęśliwa, już na stałe splotły mi się z Rzymem.
Lektura ta była dla mnie również swoistymi rekolekcjami, ponieważ autorka jest siostrą zakonną i w swojej powieści zawarła sporo tropów rozpoznawalnych przez chrześcijan. Myślę, że czytelnicy spoza kultury chrześcijańskiej, przeczytaliby tę serię po prostu, jako świetną powieść fantasy z wartką akcją, licznymi bohaterami i dramatycznymi zwrotami akcji.
Jednak to, co najważniejsze dzieje się we wnętrzu głównych bohaterów. Każdy w swej wolności dokonuje najpierw w sercu wyborów wpływających na nich samych, na innych, na całe społeczeństwa i cały (fikcyjny) świat.
Mnie szczególnie poruszył los mieszkańców Wyspy Szczęśliwej, którzy żyli swoim rytmem, tradycyjnie, z dnia na dzień, ale w Oczekiwaniu, od czasów niepamięci. Do chwili, gdy na ich wyspę wkroczyło Zło.
Jednak nie jest to koniec historii, ale jej początek. Bo razem z Tagunem, sprzedanym przez swoich, jak Józef Egipski, trwa oczekiwanie i trwa nadzieja na Powrót Ora.
Książka jest moją równolatką. Nie starzeje się wcale. Napisana jest piękną polszczyzną. Mały minus dla wydawcy wersji z 2017 ( i edycji e-bookowej) za przeoczone literówki i brak map w tomie II i III.
Wojownicy Kecharitomene
Wojownicy Kecharitomene. Lech Mucha
⭐⭐⭐⭐
Ocena: 4 na 5.
Ta książka zaciekawiła mnie w księgarni internetowej Wydawnictwa eSPe- boskieksiążki.pl. Ostatnio czytam sporo książek przez nich wydawanych i na żadnej się na razie nie zawiodłam. W opcji minimum dają mi po prostu chwilę odpoczynku i rozrywki, w opcji VIP poruszają serce i wskazują, że jest coś więcej niż tylko ten nasz świat widzialny. Zdażały mi się książki i takie, i takie. Ale żadna nie zostawiła uczucia zawodu i poczucia zmarnowanego czasu na jej przeczytanie.
Wojownicy Kecharitomene zaciekawiła mnie, bo 1. została na napisana przez praktykującego lekarza- chirurga, 2. tytuł skojarzył mi się w sposób oczywisty z męską wspólnotą Wojowników Maryi, 3. została napisana przez mężczyznę, a ja ostatnio czytałam powieści pisane przez kobiety- to tak dla uzyskania innego spojrzenia.
Jest akcja, jest wielowiekowa tajemnica, jest starożytność i współczesność, są fakty o grzechu, nawróceniu, pokucie, Bożej opatrzności i świecie duchowym. Zakończenie zostawia niedosyt. Ale tak chyba musi być w prequelu, który musi się wpasować do fabuły książki Biała Plama, która jeszcze przede mną, bo nie znalazłam jej wersji elektronicznej.
Książka bardzo dobra na kilkugodzinny lot. Czas przelotu z Rzymu na Maderę minął mi bardzo szybko.
Małomówny i rodzina. Małgorzata Musierowicz
Małomówny i rodzina. Małgorzata Musierowicz
⭐⭐⭐⭐⭐
Ocena: 5 na 5.
Od jakiegoś czasu na Legimi dostępne są wszystkie części Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz. Od czasu do czasu sięgam po którąś. Z dzieciństwa pamiętam tylko Idę Sierpniową, zdobytą gdzieś na wyprzedaży w bibliotece. Kochałam kupować za bezcen stare książki, które już swoje odsłużyły w bibliotece, a teraz mogły zasilić moją domową biblioteczkę. Sporo skarbów z tamtego czasu jeszcze mam, głównie w domu rodzinnym.
Tym razem padło na Małomówny i rodzina. Tytuł trochę przewrotny. Ale przygoda fantastyczna. Taka idealnie wakacyjna. I śmiechu co niemiara. Szkoda, że musiałam go hamować, czytając w łazience o północy. Ale już poleciłam książkę synowi. Zobaczymy, czy spodoba mu się tak, jak mi.
Problem, jaki zwykle mam z książkami pani Musierowicz- jak już zaczniesz, musisz skończyć, od razu. Warto wziąć pod uwagę swoje plany na liście do zrobienia sięgając po któryś z tomów Jeżycjady. Bo może się tak zdarzyć, że po pierwszych zdaniach wszystko inne pójdzie w odstawkę. W najlepszym przypadku, będzie to własny sen.
Książki czytane ostatnio
Przed nami tydzień nauki typowo szkolnej. Na finiszu tygodnia egzamin syna z matematyki. Przed wyjazdem zdążył napisać próbne egzaminy ósmoklasisty. Trochę jeszcze powtórek przed nami. Ambitne plany realizowania zadań szkolnych w czasie pobytu w Rzymie spaliły na panewce. Były inne atrakcje.
Lubimy w edukacji domowej ten komfort dostosowywania planów nauki do wydarzeń z życia rodzinnego.
Wiadomo jednak, że im bliżej egzaminów, tym swobody mniej. Bo egzaminy po prostu muszą być zdawane, zgodnie w wymogami systemu szkolnictwa i szkół, do których dzieci są zapisane. Jeśli nadal chcemy z tej formy realizacji obowiązku szkolnego korzystać.
A że chcemy, to się przykładamy. I dzieci, i rodzice, każde w zakresie swojej odpowiedzialności.
Jak to dobrze, że książki w tym nie przeszkadzają, a pomagają. Zarówno, jako źródło wiedzy, nabywania umiejętności obcowania z tekstem literackim, jak i jako forma odpoczynku i relaksu po nauce czy pracy.
Na koniec prośba. Może w komentarzu polecisz nam coś do kolejnego rodzinnego czytania? Książki, z którymi wiążą się dobre wspomnienia. Lub te, do których lubisz wracać?