Z okazji zakończenia roku szkolnego 2022/2023 małe przypomnienie.
Tzw. edukacja domowa, czyli spełnianie przez dziecko obowiązku przedszkolnego/ szkolnego poza przedszkolem/ szkołą jest częścią polskiego systemu szkolnictwa.
Praktykowanie edukacji domowej nie jest ucieczką z systemu szkolnictwa. Jest wybraniem przez rodziców, najlepszej ich zdaniem dla ich dziecka i konkretnej rodziny formy edukacji w ramach tego systemu.
Edukacja domowa jest też takim „wentylem bezpieczeństwa” tego systemu, jak w jednym z podcastów mówią państwo Sawiccy, twórcy Montessori Mountain Schools Fundacji Św. Królowej Jadwigi, od lat zaangażowani we wspieranie rodzin wybierających edukację domową.
Edukacja domowa jest miejscem dla rodzin i dzieci, które w tradycyjnym (państwowym czy prywatnym) szkolnictwie się nie odnajdują lub z różnych względów (np. zdrowotnych) korzystać z nich nie mogą lub nie chcą.
Dzieci korzystające z tej formy kształcenia zdają egzaminy klasyfikacyjne, otrzymują świadectwa ukończenia danej klasy, zdają egzaminy państwowe (ósmoklasisty, maturę). Nadal funkcjonują w systemie szkolnictwa.
Zapisanie dziecka do szkoły nie jest jedyną możliwą drogą do zdobycia przez nie wykształcenia. Można przed podjęciem tej decyzji zadać sobie pytanie, czy tradycyjna( choć dopiero od XIXw.) szkoła jest dobra dla mojego dziecka, czy służy naszej rodzinie?
To samo działa w drugą stronę- czy edukacja domowa może posłużyć dla dobra dziecka i rodziny?
Może warto to rozważyć przed kolejnym rokiem szkolnym?
„Edukacja domowa” jest częścią polskiego systemu szkolnictwa.
Wyczekanego deszczu w tym tygodniu sporo. A wiadomo, że w czasie deszczu dzieci się nudzą, to i książek sobie sporo poczytały./posłuchały.
Zew padliny. Samojlik T., Wajrak A.
Opowiedziałam córce historię o bandzie młodych sikorek bogatek, grasujących pod kuchennym oknem o poranku.
Przypomniało jej to sikorki kłócące się o padlinę w komiksie duetu Wajrak/ Samojlik.
Kolejne ciekawe wydawnictwo oswajające temat przyrodniczy omijany raczej szerokim łukiem, a tak naturalny w świecie przyrody. Nic nie może się zmarnować. Padłe zwierzę pożywić może wielu mieszkańców lasu.
Skrzydła Hani. Natalia Przeździk
Kontynuujemy historię. Pobyt na wsi służy Hani i jej mamie. Zobaczymy, co z tego wyniknie dalej.
Jak działa kosmos. 1.Układ słoneczny. Tomasz Rożek
Jedna z książek sprezentowanych dzieciom na zakończenie roku szkolnego, wydana przez wspominaną tydzień temu Fundację Nauka. To lubię.
Książka jest oparta na treściach z serii animowanej o sondzie kosmicznej, wyprodukowanej przez fundację. Ubogacone zostały o zdjęcia kosmosu czy propozycje eksperymentów pozwalające lepiej zrozumieć różne pojęcia, np. grawitację.
Zaczęłyśmy czytać o układzie słonecznym i o słońcu. Autor przypomniał też postać Mikołaja Kopernika, który rzeczone słońce „wstrzymał”. Córce książka się podoba.
Podróżownik. A. i K. Kobusowie
To taki bardziej zeszyt zabaw i ćwiczeń. O podróżach i świecie. Córka otrzymała w swojej szkole na zakończenie roku. Już jedna taka pozycje mamy- kilka lat temu syn dostał również w swojej szkole.
Jeszcze audiobooki z tego tygodnia
Znane i lubiane , wielokrotnie wspominane na tym blogu
Alek-psia demolka, Anna Lasoń-Zygadlewicz
Seria o kocie Cukierku, Waldemara Cichonia
Seria o bardzo grzecznym psie, W. Cesarz, K. Tarachowicz
Ten tekst pisze już w Warszawie, na wyjeździe bez dzieci. Córka na pewno coś ciekawego poczyta w te dni z babcią. Miała już swoje plany, co do książek. A ja może znajdę czas na swoją lekturę.
Ostatnia nasza rodzinna wyprawa nie była daleka, za to z nowymi doświadczeniami.
Wybraliśmy się na park linowy Galadusys, położony nad jeziorem Gaładuś. Po przyjemnej przejażdżce dotarliśmy w miejsce, które najpierw zbiło nas z tropu. Kierunkowskazy poprowadziły nas na środek czyjegoś obejścia. Mieliśmy się wycofać, ale pokierowano nas dalej, do celu.
Tuż obok krowiego pastwiska był park linowy. Moja pierwsza myśl, że za wiele nie poszalejemy, ale okazało się, że widoczna część to trasa dziecięca, a dwie trudniejsze są w drzewach nad jeziorem. Trzeba było do nich zjechać po linie.
Ceny nie najniższe. Trasa najłatwiejsza 40zł, średnia 50 zł, najtrudniejsza, 60 zł. Taniej jest w pakietach. Np druga i trzecia 90 zł. Z tej opcji skorzystał syn, bo średnią przeszedł zbyt szybko i było mu mało. Za to po trzeciej był już zmęczony. Była wyzwaniem. Dla męża też.
Po wybraniu tras, opłaceniu i założeniu kasków i uprzęży, zostaliśmy przeszkoleni z zasad obsługi karabińczyków i zasad bezpieczeństwa, a potem można już było ruszać.
Mi przypadła rola opiekuna Młodszej na trasie dziecięcej.
Trasę tę można było pokonać dowolną ilość razy. Dwie trudniejsze, na które wybrali się mąż i syn, tylko po razie. Było tam więcej przeszkód.
Córce podobało się bardzo. Jak na pierwsze doświadczenie z parkiem linowym. Na takiej wysokości, że już czuło się, że to nie plac zabaw. Ale na tyle łatwe przeszkody, że chciało się jej przejść tor kilka razy.
Najlepsze na koniec- zjazd na linie z pięknymi widokami.
Poza obserwowaniem córki miałam też możliwość podziwiać ptasi spektakl. Stada kaczek czy gęsi w kluczach i białe czaple pomiędzy nimi. Wspaniałe. Zdjęcie tego nie oddaje.
Jak zmęczyło córkę wspinanie, poszłyśmy w dół, nad jezioro. Zerknąć na chłopaków na ich trasach.
Wymarzone miejsce na huśtawkę na drzewie.
Ale zamiast podglądania, znalazłyśmy fajne miejsce do zabawy i relaksu.
Huśtawki na drzewach. Pomosty na jeziorze z pięknym widokiem. Sauna i balia. Miejsce na grilla i ognisko. Kajaki, łódki, rower wodny. Co tylko trzeba na wakacyjny wypoczynek.
My najdłużej jednak z huśtawek korzystałyśmy.
Wspomnienia z dzieciństwa- obrotowa gofrownica do użytku na płycie węglowej/drzewnej. Zdejmowało się część fajerek, wstawiało gofrownicę i po chwili gofry gotowe.
Po drugiej stronie Litwa. Jezioro Gaładuś jest wspólne, tzn jego środkiem przebiega granica polsko- litewska oznaczona bojami.
Podsumowując- bardzo fajne miejsce. Nie tylko na skorzystanie z parku linowego, ale i na wypoczynek. Widać było, że miejsce się rozbudowuje. Powstaje w pobliży prawdopodobnie dom gościnny. Jest bar. Miła obsługa- przynajmniej dwujęzyczna( polski, litewski). Chętnie tam wrócimy dłużej posiedzieć nad jeziorem.
Złota Kaczka? Nad jeziorem Hołny zamiast w Warszawie?
W drodze powrotnej zajechaliśmy jeszcze na obiad do restauracji w Dworku Hołny. Czasem to miejsce odwiedzamy. Do najtańszych nie należy, za to kuchnia jest bardzo dobra. Świętowałam też tam swoje 40te urodziny z rodziną i przyjaciółmi. Chyba do tej pory na niczym się nie zawiedliśmy. Trzeba tylko brać pod uwagę, że w sezonie czas oczekiwania to czasem godzina.
Ale obok jest fajne jeziorko Hołny, niewielka plaża, leżaki. Teren w pobliżu restauracji też jest dobrze zagospodarowany. Jest gdzie poczekać.
Ta nasza Sejneńszczyzna ma sporo do zaoferowania. Warto tu przyjechać.
Ostatni wieczór tego tygodnia spędziłyśmy z córką w trybie 3K– kocyk, książka, kotek. Bardzo miły wieczór. Choć dość rześki. Bo kilku dniach upału, spora zmiana.
Ale czekamy przede wszystkim na deszcz. W okolicy duża susza. Nawet na prośbę wójta gminy oszczędzamy wodę. Kąpiele w balii wstrzymane. Za to zaczęliśmy już sezon kąpielowy w jeziorach.
Na książki łapiemy chwile tu i tam.
Skrzydła Hani. Natalia Przeździk
Kolejna książka autorki serii o rodzince z Niebieskiego Domu. Rozdział po rozdziale, zagłębiamy się w historię Hani z nadzieją na rozwinięcie się jej skrzydeł. Jesteśmy już wraz z bohaterami w miłym domku w górach.
O dziewczynce, która spotkała Anioła. Alicja i owoce Ducha Świętego.Karolina Garlej- Zgorzelska
Po przerwie, długiej, od zimy chyba, wróciliśmy do tej książeczki. Tym razem rozdziałem, w którym Alicja odkrywa, jak wzrasta w niej cierpliwość i jak współpracować z Duchem Świętym, by ten dar-owoc w życiu się rozwijał. W każdym rozdziale są pytania do rozmyślania i zachęta: do modlitwy, czytania i zapamiętywania Słowa Bożego oraz do pracy nad sobą.
Etno Gadki. Opowiastki o dawnych obrzędach i zwyczajach. Michaluk M., Przewoźny W., Stachowiak M.
Do tej książki też wracamy, by poczytać o różnych zwyczajach na wsi. Pomaga to nam też zrozumieć współczesność i rozpoznać ślady zwyczajów, które jeszcze przetrwały. Ostatnio czytałyśmy o Zielonych Świątkach- zwyczajach i obrzędach towarzyszących okresowi uroczystości Zesłania Ducha Świętego.
Miesięcznik dla dzieci „Anioł Stróż”. Wydawnictwo Zgromadzenia Sióstr Loretanek.
Zaczęliśmy czytać to pismo, jak Starszak miał 3 lata. Towarzyszy nam już ponad 10 lat. Młodsza do tej pory czytała ze mną inne czasopisma, a z tego chętnie słuchała płyty z opowieściami. Jednak teraz zaczęłyśmy wspólnie czytać archiwalne i bieżące numery. Jest to estetyczne czasopismo, skierowane do dziewczynek i chłopców, w wieku szkolnym powiedziałabym. Nasz nastolatek jeszcze rok temu (w 6 klasie) wyciągał archiwalne numery i czytał sobie je po raz kolejny.
O rety! Przyroda. Tomasz Samojlik
Ilustrowana niepodrabialnym stylem pana Samojlika i okraszona jego specyficznym poczuciem humoru, książka dla mniejszych i większych miłośników przyrody. Każda rozkładówka to konkretne miejsce w danej porze roku. Przejrzałyśmy sobie pełnię wiosny w lesie liściastym, borze, w górach, nad rzeką i jeziorem, na polu i łące oraz w mieście i parku. Dotyczy to oczywiście przyrody, którą możemy obserwować w Polsce.
Kolejny tydzień zapowiada się pracowicie. Równanie terenu przy domu. Trochę spraw urzędowych. Przygotowania do wyjazdu do Warszawy. Zakończenie roku szkolnego u Młodszej w szkole.
Zakończenie roku edukacyjno-domowego już mieliśmy. Dzieciaki dostały od nas, rodziców, książki z dedykacją i koszulki z polskimi Superbohaterami (ze sklepu fundacji Nauka. To lubię). Książki są naszym zdaniem najlepszym upominkiem. A fundacja Nauka. To lubię. robi świetną robotę w popularyzacji nauki i polskich naukowców. Bierzemy wszystkie ich produkty niemal w ciemno ;).
Dzieciaki zdały na koniec maja ostatnie egzaminy. Mamy wakacje. Ja też- jako mama, edukatorka domowa, przewodniczka moich dzieci.
Teraz skupimy się bardziej na naszych zainteresowaniach niż na nauce typowo szkolnej. Znaczną tego część stanowi czytanie. Po powrocie do Polski domowa biblioteczka, która czekała jak wierny przyjaciel, służy nam codziennie swoją zawartością.
Synowi radość daje czytanie po raz kolejny swoich książek- to jak spotkania ze starymi przyjaciółmi.
Córka korzysta z nowej umiejętności samodzielnego czytania. Czyta z upodobaniem komiksy swoje i brata, i cieńsze książeczki.
Wspólnie czytamy książki większe objętościowo.
Slow down. Zwolnij. 50 opowieści o przyrodzie, która wnosi spokój do zabieganego świata. Rachel Williams, ilustracje Freya Hartas
To imieninowy prezent naszej córki. Dłuższy czas już czekał w szafie na dobrą okazję.
Książka z ładnymi, spokojnymi, realistycznymi ilustracjami do opowieści o przyrodniczych sytuacjach, których część możemy zaobserwować nawet na spacerze.
Każda rozkładówka, to taka obrazkowa opowieść. Taki trochę komiks, ale z podpisami zamiast dymków. By dobrze przyjrzeć się opisywanego wydarzeniu.
Skrzydła Hani. Natalia Przeździk
Nowa książka autorki lubianej przez nas serii o rodzinie z Niebieskiego Domu, wielokrotnie wspominanej na tym blogu.
Tym razem zagłębiamy się w historię Hani, chorowitej ośmiolatki, wychowywanej przez mamę i babcię, na razie niezbyt sympatyczną. To sam początek. Zobaczymy, jak się historia rozwinie.
Mela zawsze pomoże. Agnieszka Stelmaszyk
Książeczka podobna w wymowie do książeczki Na ratunek Rufiemu z poprzedniego tygodnia. Zachęcająca do troski i odpowiedzialności za zwierzęta, które bierze się do domu.
Kasia i jej Kot. Seria komiksowa.Cazenove, Richez
Seria komiksowa kupowana Starszakowi kilka lat temu. Potem czytana wielokrotnie Młodszej przeze mnie. Teraz czytana samodzielnie przez córkę. Sushi (tytułowy kot) rządzi!
Alek- Psia demolka. Psie Szczęście 3. Anna Lasoń- Zygadlewicz
Przesłuchana po raz kolejny w formie audiobooka. Wersja drukowana jest również bardzo ładnie wydana. Z fajnymi ilustracjami. Szczeniak Alek przeżywa wiele przygód, aż za dużo jak na jednego, choć bardzo aktywnego, szczeniaczka. Na szczęście wszystkie dobrze się kończą, a Alek wiele się z nich uczy.
Teologia Tolkiena. Ks. Stanisław Adamiak
To z kolei moja lektura z tego tygodnia. Odstała swoje na półce, zanim po nią sięgnęłam. Warto było.m w końcu ją zdjąć. Chrześcijańskie pojęcia, jak m.in. grzech, sumienie, miłosierdzie, łaska, opatrzność, śmierć i inne opowiedziane w nawiązaniu do twórczości Tolkiena. Dobrze było zajrzeć do świata stworzonego przez Tolkiena i zobaczyć, jak nawiązał w nim, nie bezpośrednio, do wiary, którą żył.
Kolejne nowości do naszej biblioteczki. Kilka do przeczytania w wakacje. Część do zasilenia biblioteczki maderskiej. Uzbierała mi się dłuuugaśna lista książek do kupienia. Powoli ją realizuję.
Wakacje to dla nas czas odpoczynku. Ale też większej swobody i innego gospodarowania czasem, którego część uwolniliśmy od przygotowań egzaminacyjnych i nauki czysto szkolnej. Jest radość i pewna ulga też, że kolejny rok tej drogi, którą wybraliśmy dla naszej rodziny, za nami.
Trochę się nam zmieniła formuła czytelnicza. Zamiast czytać na raz kilka książek po rozdziale, na prośbę córki czytamy po kilka rozdziałów tej samej książki. Żeby szybciej poznać historię.
Na ratunek Rufiemu! Holly Webb
Przeczytałyśmy całe przygody szczeniaka Rufiego i opiekującego się nim rodzeństwa. Było chwilami dramatycznie, ale wszystko dobrze się skończyło. Uff.
Mela zawsze pomoże. Agnieszka Stelmaszyk
Zaczęłyśmy dopiero ją czytać. Jest podobna w tematyce do poprzedniej. Główną bohaterką jest szczenię- bernardynka Mela. Okrutnie porzucone w lesie przez poprzednich właścicieli, uratowane i szukające nowego domu. Zobaczymy, jak się przygody dalej potoczą.
Z więzienia do wdzięczności. Merlin R. Carothers
Kolejna książka tego autora, którą przeczytałam. Dla siebie. Pełna świadectw cudów, jakie się dzieją, kiedy zdecydujemy się w pełni zaufać Bogu i uwielbiać go z wdzięcznością w każdej sytuacji. Trudne. I piękne.
Poza książkami o zwierzakach przeczytanymi wspólnie, córa przesłuchała w tym tygodniu ponownie Dzieci z Bullerbyn, Astrid Lindgren na Audiotece oraz kilka płyt ze słuchowiskami.
Zrobiłam sobie prezent przed Dniem Mamy i wybrałam się jako drugi opiekun na wycieczkę z dzieciakami ze szkoły, do której jest zapisana Młodsza.
W niewielkiej grupce dzieciaków w różnym wieku, z przewodnikiem-przyrodnikiem spędziliśmy kilka godzin w Biebrzańskim Parku Narodowym.
Dzień był pogodny, nawet upalny. Rozpoczęliśmy w okolicach miejscowości Szuszalewo. Czekał nas najpierw około 3 km spacer po kładkach na torfowisku.
Przewodnik zapoznał nas z zasadami zachowania na tym terenie i wyruszyliśmy. Zatrzymywaliśmy się często by zobaczyć rośliny typowe dla tego obszaru czy ptaki pojawiające się na niebie.
WełniankaRosaBobrek trójlistkowyFirletka poszarpanaKukułka krwista, storczyk Roślinność na torfowiskach. Gdyby nie pomoc człowieka, zarósłby w kilkanaście lat drzewkami.
Zwierzętami, które najczęściej widzieliśmy był owady. Większe zwierzęta zostawiły ślady swoje obecności, m.in. co chwila mijaliśmy odchody lisów( które wykorzystywały kładki, by oznaczyć swój teren). Stąd najczęstszym okrzykiem na trasie było „uwaga!kupa!”
Były też martwe, nadgryzione ryjówki, na których prawdopodobnie młode drapieżniki uczyły się polować, a nie wiedziały jeszcze, że nie są jadalne.
Zgrzypik twardokrywkaJakiś BłyszczykNiedźwiedziówka kaja- gąsienicaGąsienica prawdopodobnie ZawisakaChyba Omomiłek szaryChrabąszcz majowy
Po kilku przerwach na odpoczynek i drugie śniadanie na kładkach, wspięliśmy się jeszcze na wydmę, która była swego czasu wyspą, kiedy topił się w tym regionie lodowiec.
Tam widzieliśmy kilka razy krążące nad polami Błotniaki stawowe.
Pokonaliśmy też kilka kryzysów, bo upał i wędrówka polną drogą, bez cienia, nie należały do najłatwiejszych dla dzieciaków.
Po krótkim odpoczynku w cieniu i przekąsce ruszyliśmy jeszcze na przeprawę promem ręcznym przez Biebrzę.
To była zdecydowanie najciekawsza dla dzieciaków część wyprawy. Rwały się do samodzielnego przeciągnięcia promu ( pływającego pomostu) na drugi brzeg. A czekał nas jeszcze powrót tą samą drogą.
Czermień błotna- a ja myślałam, że kalia
Na drugim brzegu szeroką wygodną kładką przespacerowaliśmy przez olsy, podmokłe lasy, pięknie teraz zazielenione. Na trasie towarzyszyły nam norniki, bardzo zajęte swoimi sprawami.
Doszliśmy do wieży obserwacyjnej, jednak o tej porze dnia nie udało się nam zaobserwować ptaków ani innych zwierząt.
Pod słońceZe słońcem Olsy zielone o tej porze roku tak samo u góry, jak i u dołu.
Wróciliśmy tą samą drogą do promu. Po przeprawie przez rzekę wróciliśmy już do autokaru.
Śluza Paniewo- mechanizm nadal ręczny, obsługiwany przez człowieka
Kolejny nasz cel to śluza Paniewo na Kanale Augustowskim.
Dotarliśmy w dobrym momencie, ponieważ akurat rodzinka płynąca kanadyjką chciała się przeprawiać przez śluzę.
Mieliśmy więc okazje zobaczyć, jak wygląda śluzowanie. Częściowo przynajmniej. Trwa to około pół godziny. W takcie przerwał nam ulewny deszcz, który przegonił nas do autokaru.
Gnieźnik leśny- storczyk
Po deszczu ruszyliśmy jeszcze na spacer w okolicy jeziora Krzywe.
Komary atakowały nas jak szalone. Ale udało się zobaczyć ciekawego storczyka, na którego sama bym nie zwróciła uwagi.
Wilcze tropy
I, jak dla mnie, wisienka na torcie tego dnia- ślady obecności wilków. Tropy odciśnięte w błocie i odchody, pełne sierści jelenia, na drodze.
Zaskroniec
W drodze powrotnej dzieci zauważyły jeszcze szczątki zaskrońca, który nie miał szans przeżycia w kontakcie z samochodem.
Jako że po deszczu było zbyt mokro i nie mogliśmy rozpalić ogniska, pozostało nam ognisko na zimno- bułka plus zimna kiełbasa i było pysznie. Po tylu wrażeniach nikt nie narzekał.
Jeszcze 30 minut jazdy autokarem (głośnej, bo dzieciaki po obiedzie i deserze piankowym rozpierała energia) i wróciliśmy do Sejn.
Wrażenia ogólnie pozytywne. Ja sama bardzo skorzystałam. Jednak zwiedzanie z przewodnikiem to co innego niż samodzielny spacer.
Córka aż tak bardzo mojego entuzjazmu nie podzielała. Dla niej było chwilami za długo, za gorąco, za ciężko i za głośno. I jeszcze konieczność dostosowania się do grupy i zasad. A ma teraz okres z większą potrzebą autonomii. Z tego powodu to też było cenne dla niej doświadczenie. Kiedy podróżujemy sami jako rodzina dostosowujemy się do potrzeb tylko kilku osób. A w tej sytuacji trzeba było pogodzić potrzeby większej grupy.
Zachęcam do odwiedzenia Biebrzańskiego Parku Narodowego. Jak macie możliwość, to z przewodnikiem i o świcie. Wtedy są duże szanse na spotkanie m.in. łosi.
Już 20 tygodni tego roku z książkami za nami. Dzień za dniem, strona za stroną- poznajemy świat, siebie i miło spędzamy czas pomiędzy okładkami.
Rozpakowaliśmy się po podróży i wchodzimy ponownie w rytm życia na wsi.
Oddane do innych domówNowe
Córka zabrała się od razu za przeglądanie zawartości półek i szafek oraz przekazywanie innym tego, z czego już wyrosła. Bez żadnych sentymentów przygotowała do oddania książki i zabawki, do których już nie chce wracać. Po kim ona to ma? Chyba po tacie, bo na pewno nie po mnie. Mi szczególnie trudno przychodzi rozstawanie się z książkami. Mam na półce kilka ze swojego dzieciństwa i lat nastoletnich, i nie chcę się ich pozbywać.
Za to chętnie zapraszam do domu nowe książki. Zapoznamy się z nimi bliżej za chwilę. Albo poczekają, by polecieć z nami na Maderę.
Pan Kartezjusz gra w statki czyli podróże do krainy matematyki. Anna Cerasoli
Ta książeczka czekała na dalsze czytanie od jesieni. Głównymi bohaterami są dziadek i wnuczek. Filip, ośmiolatek zainteresowany matematyką oraz jego dziadek, emerytowany nauczyciel matematyki, który ciekawostkami uzupełnia wiedzę wnuczka wynoszoną z lekcji w szkole. Aktualnie czytamy o liczbach absurdalnych.
Twój Anioł z Nieba. Części 3 i 5. Edmond Prochain
Przyjemne, krótkie książeczki o ważnych sprawach. O tym, jak kłamstwo zaburza postrzeganie rzeczywistości i o tym, że często to, co pomaga mi w ciężkiej chwili, nie jest pomocne dla drugiego człowieka. Towarzyszem przygód głównego bohatera jest anioł, będący uczniem anielskiej szkoły.
Na ratunek Rufiemu! Holly Webb
Zaczynamy tę książeczkę od początku. Przerwaliśmy przed jesiennym wyjazdem i córka wolała zacząć tę przygodę jeszcze raz. Autorka napisała wiele podobnych książeczek o dzieciach i zwierzakach. W tej rodzeństwo dostaje wymarzonego pieska i uczy się o niego troszczyć.
Maj w Polsce jest piękny. Korzystamy z przyrody w te cieplejsze dni. I spotykamy się z bliskimi i znajomymi po długiej przerwie. W międzyczasie czytamy trochę razem, a najwięcej dzieci same sobie. Po kilku miesiącach nasze biblioteczki są atrakcyjne prawie, jak nowe. Ciągle jakaś książka w ręce. Młodsza dodatkowo cieszy się możliwością samodzielnego czytania komiksów i książek, czytanych wcześniej ze mną. Ten napad czytelniczej pasji utrudnia trochę przygotowania do ostatnich egzaminów. W przyszłym roku szkolnym weźmiemy na to poprawkę i zakończymy naukę przed odlotem z Madery.
Minęła już połowa maja, a dopiero wstawiam tu podsumowanie kwietnia. Przygotowania do podróży, podróż i przeziębienie rodzinne po podróży uporządkowały nam ten czas po swojemu.
Mało będzie w tym tekście edukacji typowo domowej, czyli umiejscowionej w mieszkaniu. Choć czas na ćwiczenie konkretnych umiejętności u Młodszej (jak pisanie, czytanie, liczenie…), a u Starszego nauka do egzaminów przedmiotowych ( zostały francuski, fizyka, matematyka) również były. Tylko ich jakoś nie-ozdjęciowaliśmy. Były też treningi kajakowe, place zabaw, plażowanie i kąpiele w oceanie. I trenowanie w życiu codziennych umiejętności, obowiązków domowych i gotowania, a także umiejętności społecznych ( w rodzinie i poza nią).
Kwiecień na Maderze był cieplutki. Mieliśmy wiele okazji do przebywania na zewnątrz.
Zwiedziliśmy ogrody Palheiro. Bardzo przyjemne miejsce. Będziemy do niego wracać.
Pierwszy tydzień kwietnia, to też świętowanie Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy. Po raz pierwszy na Maderze i bez spotkań z dalszą rodziną. Za to w skupieniu na tym, co w tych świętach najważniejsze- na tajemnicy Zmartwychwstania.
Pandan trwałyFigowiecOwoce monstery. Jedliśmy. Nazywają je banano-ananas
Jako, że na Maderze ciągle coś kwitnie czy owocuje, najwięcej okazji mamy do obserwacji przyrodniczych
Dużych zwierząt lądowych w naturze tu nie ma. Mamy jednak okazję poobserwować mniejsze w naturze lub pod opieką ludzi.
Kaczątka na rzece w centrum FunchalGdzie te mrówki…W drodze po zeschłe liście
Najwięcej mamy tu oczywiście owadów. Lubią ciepło i wilgotność, więc nie muszą tu nawet zimować. W samym mieszkaniu towarzyszą nam 3 gatunki mrówek. Ale i ptaków jest sporo. Do czasu oczyszczenia palmy ze starych liści codziennie mogliśmy pustułki obserwować, które na niej odpoczywały. Młode na szczęście były już duże. Mam nadzieję, że wszystkie przeżyły.
W jedną z niedziel wybraliśmy się ze znajomymi Polakami do Santo Antonio da Serra. Odbywa się tam w niedziele bazar, można kupić pysznego kurczaka z rożna, a tuż obok jest przyjemny park, w którym można pokarmić daniele, spędzić trochę czasu w przyrodzie, popiknikować, a nawet zobaczyć z punktu widokowego sąsiednią wyspę Porto Santo przy dobrej pogodzie.
Kwietne dywany
Na koniec kwietnia rozpoczął się też Festiwal Kwiatów na Maderze. Wiele wydarzeń muzycznych, folklorystycznych, kulinarnych, parad odbywa się w tym czasie. W tym roku było jednak tak gorąco, że zamiast na główną paradę, którą widzieliśmy w zeszłym roku, wybraliśmy się na plażę.
Jeszcze jedno miejsce udało się nam odwiedzić. Półwysep Świętego Wawrzyńca. Wschodni kraniec wyspy. Nie byłam tam od czterech lat. Wybraliśmy się tylko z Młodszą, bo Starszak miał klubowe zawody kajakowe w marinie w Funchal.
Tym razem również pokonaliśmy tylko kawałek trasy na półwyspie. Ma ona kilka kilometrów i wiele podejść i zejść. Widoki są piękne, ale było gorąco i mnóstwo turystów. Dobrze, że jesteśmy na Maderze na dłużej i nie musimy zaliczać całości atrakcji wycieczkowych, ale możemy dopasować do swoich możliwości i chęci.
Przy okazji przypominam. Bardzo ważne są zasady bezpieczeństwa. Nie schodźcie ze szlaku, choćby była wydeptana ścieżka. Zdjęcia róbcie stojąc, nie w ruchu, i po sprawdzeniu otoczenia.
Wyspa od wielu tysięcy lat ulega ciągłej erozji. Rozpada się stopniowo. I złamanie ręki czy nogi, to nie najgorsze, co może się stać.
Warto też dobrać kierunek do swojego stanu zdrowia. To, że setki turystów ten szlak przechodzą, nie znaczy, że konkretnie nasze nogi, serce czy mózg podoła trasie w upale czy kiedy nie weźmie się ze sobą wody na trasę.
Rozwaga potrzebna, jak w każdym innym miejscu i sytuacji.
Miradouro Guindastehalow drodze do górskiej rzeczki- takie rzeczy tylko z tatą
W drodze powrotnej z półwyspu (dość okrężnej, co prawda) zajechaliśmy jeszcze na punkt widokowy ze szklanymi tarasami w Guindaste. Jest parking na kilka aut. Czyściutko. Dość nowe miejsce. Toalety jeszcze nie działają.
A jako ostatni punkt wybraliśmy Parque Ecologico do Funchal. Jest tam bar ze smacznym jedzeniem. Ładne widoki. I trochę dzikości w pobliżu rzeczki. Od kilku tygodni było sucho, więc córka z tatą przez skały powędrowała aż do samego strumyka. Mała, to mała, ale przygoda.
W kwietniu był też czas na spotkania z przyjaciółmi, pizzę i wspólne filmy. Oraz na nasze stałe rozrywki, jak spacer na karmienie kotów czy pluskanie w basenie.
Chwile na działania plastyczne też znajdowaliśmy. Wypróbowałyśmy akwarele. I ja, i córka bardzo to lubimy. Niewiele trzeba by zacząć. Farbki i pędzle dla dzieci i grubszy papier, i działamy. Syn woli rysowanie.
W maj weszliśmy z radością i z oczekiwaniem na powrót do Polski. A Polska nas przywitała piękną pogodą (żebyśmy szoku nie doznali), dopiero potem zafundowała nam trzy dni ciągłego deszczu i zimna. Na szczęście w domu piec mamy, więc przetrwaliśmy. Ale to już opowieści na kolejne podsumowanie.