Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 7/2023

Karnawał na Maderze rządzi się swoimi prawami, więc nasze ostatnie czytelnicze podsumowanie zamieszczam z opóźnieniem.
Luty obfituje też w spotkania z polskimi znajomymi, licznie odwiedzającymi wyspę, lub mieszkającymi tu na stałe.
Nic dziwnego, że nauka portugalskiego idzie opornie. Zbyt mało ekspozycji na mowę portugalską i zbyt wielu Portugalczyków mówi tu po angielsku.
Przymus szybszego poznania języka jest mniejszy, niż gdybyśmy chodzili tu do pracy w portugalskim środowisku, a dzieci do lokalnych szkół.
Cóż. Portugalski język przyswajamy pomału, ale to nie jedyna rzecz, której się uczymy.

Świętujemy z liczbą Pi. Anna Cerasoli

Do 3.14 (data czternastego marca zapisywana w krajach anglosaskich) trochę jeszcze zostało, ale matematyka jest na tyle interesująca, że sięgnęłyśmy po tę książeczkę. Na razie czytamy rozdziały początkowe, gdzie są też praktyczne zadania do wykonania przez młodszego czytelnika. Dalej ma być podobno temat przedstawiany coraz głębiej. Zobaczymy, do którego rozdziały będzie dla siedmiolatki przyswajalny.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Pozostając w tematyce naukowej, książeczka, która towarzyszyć nam będzie jeszcze przez kilka tygodni. Jej czytanie jest stałym elementem naszej wieczornej rutyny. Każdy rozdział niesie coś nowego lub inne spojrzenie na kwestię już znaną. Króciutkie opowiadania, idealne na małą sesję wspólnego czytania.

Akrobatyka języka, trening Mistrza Języka, wydawnictwo GREG

Krótkie i dłuższe teksty i wierszyki pomagające utrwalać wymowę różnych głosek. W większości zabawne, z towarzyszącymi śmiesznymi ilustracjami. Niektóre naprawdę dla mistrzów języka.
Przypominają mi, że portugalski nie koniecznie jest aż tak trudnym językiem w wymowie.
Naszemu językowi ojczystemu, też pod tym względem niczego nie brakuje.

Żubr Pompik. Odkrycia. Z górki i pod górkę. Tomasz Samojlik

Temat tej części idealny na Maderę.
Rzadko kiedy mamy gdzieś poziomo.
Raczej ciągle idziemy albo z górki, albo pod górkę.
Wyspa jest też idealna do poznawania form ukształtowania terenu.
Dobrze, że ta książeczka podaje proste, żubrze definicje kilku form terenu.
Teraz łatwiej określić, że nie każde wzniesienie w okolicy to góra.

Kamila i konie. Komiks. Tom 1. Mesange. Turconi

Końskich przygód ciąg dalszy. Przygody Kamili i jej towarzyszy ze szkółki jeździeckiej wciągnęły córkę. Ciekawam, czy zaowocuje to jakimś większym zainteresowaniem końmi i jazdą konną? Póki co, nie było żadnych sygnałów w tym kierunku. Może w czasie wakacji w Polsce wymyślimy jakiś krótki, intensywny kurs jazdy dla mamy i dzieci?

Dzień bez książki i przytulasów, to dzień niemal stracony.
A że wspólne czytanie na głos można idealnie połączyć z czasem przytulania, zachęcam do regularnego aplikowania sobie i swoim bliskim obu tych specyfików. Dla zdrowia wzajemnych relacji.

Ogród Tropikalny Monte

Tropikalne Ogrody przy Pałacu Monte (Monte Palace Madeira Museum and Tropical Garden/ Monte Palace Madeira Museu e Tropical Jardim) to jedno z częściej odwiedzanych przez nas miejsc w Funchalu.

Byliśmy tam już całą rodzinką, ze znajomymi, z odwiedzającymi nas gośćmi. Byłam tam też kilka razy sama z dziećmi. Cena nie jest najniższa, 12.5 e, za osobę dorosłą ( styczeń 2023). Ale dzieciaki wchodzą za darmo do ukończenia 15 r. ż. za darmo, więc rodzinnie wychodzi całkiem korzystnie.

Sposobów na dotarcie do Pałacu Monte jest kilka. Autobus, taksówka, kolejka linowa. Do tej pory najczęściej jeździliśmy tam kolejką linową.

Za to powroty mieliśmy różne. Kolejką (szybko), autobusem (długo i kręto), drugą kolejką przez drugi Ogród Botaniczny ( to już bardziej czasochłonna wyprawa, nam się nie udało dwóch ogrodów w jeden dzień zwiedzić). Taksówką i sankami po asfalcie (główna atrakcja turystyczna Monte) jeszcze nie.

Monte znajduje się dużo wyżej niż stacja początkowa kolejki ( teleférico). Wybierając się na wzgórze dobrze jest uwzględnić niższą temperaturę niż przy wybrzeżu oraz większe szanse na chmury i deszcz. Odpowiednie ubranie wskazane dlla komfortowego zwiedzania i spacerowania.

Widoki z kolejki są piękne. Chociaż może się zdarzyć, że widoczne będą tylko chmury.

Segredos da Mãe Natureza/ Sekrety Matki Natury
Skarby z wnętrza Ziemi

Moim ulubionym miejscem jest muzeum minerałów, wystawa Sekrety Matki Natury. Dzieciaki też lubią to miejsce. To fascynujące móc zobaczyć trwałych świadków różnych procesów geologicznych zachodzących na naszej planecie, czy raczej w niej?

Mogłabym tam spędzić kilka godzin. Ale nie miałam jeszcze na to szansy. Każde z nas ma swoje ulubione punkty, a ogród jest rozległy. Pocieszam się za każdym razem, że jeszcze tu wrócę.

Ogród jest położony na zboczu. Zwiedzanie odbywa się najpierw w dół. Potem trzeba jeszcze wrócić. Warto zachować zapas sił, odpoczywać korzystając z ławeczek w ustronnych zakątkach czy przy punktach widokowych. Lub zrobić sobie przerwę w kawiarni, żeby się nie przemęczyć i nie zniechęcić. Zwłaszcza dzieciaków.

Chociaż dla bardzo zmęczonych, jest opcja powrotu do wyjścia autkiem elektrycznym. Do niedawna jeździły takie typu wózki golfowe. A ostatnio pojawiły się już wersje eleganckie, o wiele bardziej pasujące do charakteru ogrodu. Jeszcze nie korzystaliśmy, więc nie znam ceny tej atrakcji. Ale może kiedyś?

Można schodzić do kolejnych partii ogrodu schodkami różnymi. Jest też droga ciut dłuższa do zjazdu z wózkiem.

Ogród ma wiele urokliwych zakątków. Te na zdjęciach, to tylko kilka z nich.

Na terenie ogrodu porozrzucane są różne detale architektoniczne, rzeźby, mozaiki z płytek Azulejos. Za każdym razem jakiś inny szczegół zaciekawia.

Rośliny wypełniające ogród również są rozmieszczone tematycznie. Są zakątki orientalne, tropikalne czy pokazujące roślinność Madery. Przy każdej wizycie otoczenie wygląda trochę inaczej, zależnie od pór kwitnienia różnych gatunków.

Dzieciakom zwykle najbardziej podobają się zwierzaki. Na stawach pływają kaczki i łabędzie. W wodzie miejscami kipi od ryb. Na drzewach (i w kawiarni) królują drobniejsze ptaki.

Przy ostatniej wizycie spotkaliśmy najnowszych mieszkańców ogrodu- flamingi. A w kawiarni po raz pierwszy z tak bliska widzieliśmy rudzika.

Chociaż zwykle po wizycie w Ogrodach jesteśmy dość zmęczeni, to do kolejnej wizyty już o tym zapominamy i cieszymy się na ulubione zakątki i spodziewane nowe odkrycia.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 6/2023

Kiedy przychodzi czas pisania tego podsumowania, zaskakuje mnie, że to już.
Kolejny tydzień minął.

Ale skoro …

Kto czyta książki, żyje podwójnie.

Umberto Eco

…nie ma co się martwić upływem czasu, tylko sięgać po kolejne tomy.

Jak dawniej żyły dzieci. B. Hubbard, Ch. Engel

Skończyłyśmy. Córka słuchała bardzo chętnie ( poza fragmentami o mumiach, w różnych kulturach).

Ja jednak mam pewien niedosyt. Więcej oczekiwałam kierując się tytułem książki.

Niby przewodnikiem po danej kulturze jest dziecko. Ale faktów dotyczących dzieci niewiele. Po kilka ciekawostek charakteryzujących daną kulturę, ilustracje kilku artefaktów( których rzeczywisty wygląd sprawdzałyśmy w internecie).

Spodziewałam się jednak przedstawienie tematu rzeczywiście skupionego na życiu dziecka w danym okresie. Na jego punkcie widzenia. A nie na sepuku samurajów czy zwyczajach pogrzebowych w różnych epokach. Choć to też jest ciekawe. I też było elementem życia dziecka, jak cała kultura, w której żyło.

Jednak dla dzieci, moim zdaniem, akurat te szczegóły nie są fascynujące aż tak bardzo, jak to, co ich rówieśnicy robili na codzień, w co się ubierali, co jedli, jak i czego się uczyli, czy i czym się bawili. Co było dla nich ważne.
Jest trochę takich informacji, ale fajnie by było, żeby w opowieści o każdej kulturze było to tak pokazane.

Zostaje duże pole do popisu dla rodzica, na jego opowieści, wykorzystanie własnej wiedzy i wyobraźni do poszukiwania z dzieckiem odpowiedzi na pytanie, jak wtedy mogły żyć dzieci. W tym konkretnym miejscu. W tym konkretnym czasie. I w tej konkretnie kulturze.

Żubr Pompik. Odkrycia. Pory roku. Tomasz Samojlik

Nasza ulubiona żubrza rodzinka.
Ciekawska i odkrywająca świat i przyrodę.
A razem z nimi my, czytelnicy, zamieniamy się w odkrywców.
Seria skierowana do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym też, moim zdaniem. Nasza siedmiolatka w temacie przyrody jest już mocno obeznana, ale te książeczki czyta i tak z zaciekawieniem.

Temat tej książeczki- pory roku. Czy i która jest najlepsza?
Nie pokrywają się nam z porami roku maderskimi, ale cóż. Przecież pamiętamy doskonale, jak to wygląda w Polsce. Trochę pór roku tam przeżyliśmy.

Na Maderze, w klimacie wyspiarskim i subtropikalnym pory roku są dwie- deszczowa (zima, inverno) i sucha (lato, verão). Na oko różnią się temperaturą powietrza i ilością opadów.
Ale jak się przyjrzeć dokładniej, to i tu nawet z miesiącami związane są zmiany w przyrodzie. Np wiemy już, że warto czekać na kwitnienie jakarandy za oknem w maju (teraz zaczyna zrzucać liście). A teraz jeść anony, póki jeszcze dojrzewają na lokalnych drzewach.
Banany są na szczęście całoroczne tutaj.

Kamila i konie. Tom 1. Lili Mésange, Turconi.

Komiksy świetnie się nam sprawdzają do wprawek w samodzielnym czytaniu. Doświadczenie nam pokazało, że każde dziecko uczy się czytać w swoim czasie.
Syn czytał płynnie i samodzielnie przed 6 urodzinami. Córka ma teraz ponad siedem i zaczyna czytać zdania. Do większych tekstów śmiałości jeszcze nie ma. I tu komiksy bardzo jej pomagają.
Przygody Kamili są bardzo zabawne i bardzo końskie.
Jedyne „ale”, jakie w tej chwili mam, to przedstawienie większości mężczyzn w tej opowieści raczej w kiepskim świetle. Zwłaszcza jedynego chłopca w klubie jeździeckim.
Takie jest moje wrażenie. Zastanawiam się, czy autorka [edit: autor, francuski scenarzysta, tylko pseudonim jest kobiecy. Jednak warto dokładniej czytać skrzydełka okładek] mogła tę historię poprowadzić inaczej ?

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Przeczytałyśmy już 56 opowiadań. Mamy z górki. Książka ta jest już stałym elementem wieczornej rutyny. Każdego dnia dowiadujemy się czegoś ciekawego. I poznajemy kolejne fragmenty Pisma Świętego. Dobry materiał do rozmyślań przed zaśnięciem.
Chyba, że ciekawość się rozhula i zamiast układać się do snu, przez pół godziny szukamy dodatkowych informacji lub sprawdzamy, jak coś wygląda na zdjęciu czy filmie.

Grandma Bird. Benji Davies

Wróciła do nas książeczka w języku angielskim. Pożyczyliśmy tym razem my sąsiadom.
Jest pięknie ilustrowana. Historia jest dość prosta i krótka. W sam raz by przy jednej sesji czytania nie przytłoczyć nadmiarem obcego słownictwa.
Córce podoba się na tyle, że szukamy pozostałych z tej serii.

Piątka z Zakątka. Banda z Uroczyska. Krystyna Drzewiecka

Kolejne audiobooki przesłuchane. I tym razem nie autorstwa Astrid Lindgren.
Zarówno bohaterowie, jak i ich przygody, przypadły do gustu naszej pierwszoklasistce.

Podobno i na Maderze wiosna ( a raczej lato) idzie, choć w zeszłym tygodniu 2 razy był śnieg w górach. Na wybrzeżu tylko deszcze ulewne się zdarzyły. Dobrze, że jeden dzień, a nie tydzień bez przerwy.
Często cieszymy się też pięknymi tęczami. Wydaje mi się, że to jeden z atrybutów tutejszej zimy.

A że książki są dobre o każdej porze roku, to korzystamy, ile dajemy radę. Łatwo z czasem na czytanie nie jest. Sporo spotkań ze znajomymi się wydarzyło. Mimo że pół tygodnia przeziębienie wycięło.
Dobrze, że córka sama domaga się wspólnego czytania. Rozdział tu, rozdział tam, i posuwamy się do przodu.

Dobrego tygodnia i ciekawych lektur życzę!

Muzeum Zabawek na Maderze- czy tylko dla dzieci?

Museu do Brinquedo da Madeira

To muzeum znajduje się w centrum Funchal. Niedaleko od ulicy z malowanymi drzwiami- Rua de Santa Maria. Wejście jest nie od strony, którą wskazuje nawigacja ( Rua Latino Coelho), ale wchodzi się od przeciwnej strony, od Rua Hospital Velho, przez galerię RESTOCK.

Tędy wchodzi się do Muzeum Zabawek.

To nie była nasza pierwsza wizyta Muzeum Zabawek. Poprzednio byliśmy tam podczas pierwszej wizyty na Maderze, w styczniu 2018. Wtedy muzeum było stale otwarte i bilety kupowało się przy wejściu. W tej chwili bilety kupuje się w sklepiku ( ostatni po prawej) w galerii RESTOCK.

Wybraliśmy się tym razem z odwiedzającą nas rodziną z Polski. Wejście kosztowało nas 5 euro za osobę dorosłą. Dzieci weszły za darmo. Chociaż na stronie podana jest cena 3e za dziecko.

Miły pan wpuścił nas do muzeum, odkluczając je specjalnie dla nas. Po przekazaniu kilku instrukcji, z których najważniejsza była „nie dotykać eksponatów” , zostawił nas w środku samych. To było jak zwiedzanie indywidualne. Całe muzeum na wyłączność.

Znajduje się ono na 2 piętrze. Jest możliwość skorzystania z windy. W środku jest toaleta.

Cała kolekcja składa się z kilkudziesięciu tysięcy zabawek. Jest kilka sal, w których zabawki są podzielone kategoriami.

Modele pojazdów.
Układanki znane większości, z lokalnymi obrazkami
Sala LEGO, bliska dzieciakom
Lalki, laleczki, domki, domeczki… piękne i mniej atrakcyjne wizualnie.
Niektórych można się było wręcz przestraszyć;)
Figurki kolekcjonerskie związane z różnymi bajkami animowanymi.

Nasze zwiedzanie nie trwało długo. Można w 30-60 min obejrzeć większość eksponatów..
Już na początku rozdzieliliśmy się. Dzieciaki w swoim szybszym tempie oglądały to, co je zaciekawiło. My, dorośli, skupiliśmy się na poszukiwaniu zabawek ze swojego dzieciństwa.
Każdy znalazł coś dla siebie.

A że w pobliżu jest jeszcze kilka atrakcji turystycznych, można spokojnie dodać to muzeum do swojego planu zwiedzania, jako odpoczynek od gwaru ulicznego.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 5/ 2023

Odwiedziny rodziny u nas na Maderze kończą się jutro. To wyjątkowe dwa tygodnie dla nas wszystkich. Pierwszy raz bliscy krewni spędzili z nami czas w naszym nowym domu.

Nasza codzienność i domowa edukacja była zmieniona, a jednak ubogacona. A córka sama zatroszczyła się o wspólne czytanie. Jak wieczorami było mniej czasu na książki, to przynosiła je kolejnego dnia do śniadania. Potrafiła też rezygnować z rodzinnego oglądania filmów wieczorem, żeby był czas na przeczytanie kilku rozdziałów książek z mamą, zamiast jednego.

Jak dawniej żyły dzieci? Ben Hubbard, Christine Engel

Tym sposobem w tej książce poznaliśmy w tym tygodniu dzieciaki z trzech kultur: olmeckiej, starożytnej Aleksandrii i Wielkiego Stepu. Na kolejny tydzień zostały już nam ostatnie rozdziały. Postaramy się podsumować to, co poznałyśmy i umieścić na osi czasu.

Jak działa człowiek? Nauka. To lubię. Tomasz Rożek

Ciało człowieka jest bardzo interesujące. A szczególnie to, jak działa wewnątrz. Jak i po co oddychamy? Czemu nasze ciało się nie zwija, jak naleśnik, ale potrafi stać prosto? To tylko dwa pytanie, na jakie znalazłyśmy odpowiedzi w rozdziałach o układzie oddechowym i kościach.

Kamila i konie. Tom 1. Miłość Oceana. Lili Mésange. Turconi.

Kolejny próby samodzielnego czytania Pierwszoklasistki trwają. Podobnie jak u Starszaka, sprawdzają się w tym komiksy. Jest też czas na czytanie ich wspólnie z mamą. Przy okazji tego konkretnie komiksu, poza zabawnymi historyjkami, poznajemy też sporo faktów z życia koni i klubu jeździeckiego.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Córce apetyt na więcej ciekawostek rośnie w miarę czytania tej książki. Czasem jeden rozdział wieczorem już nie wystarcza. Sięgamy po nią też w ciągu dnia.

Pippi. Astrid Lindgren

Towarzyszem w czasie prac manualnych znowu były dla córki w tym tygodniu książki o Pippi Pończoszance. Ale dziś już zabrała się za kolejne audiobooki Astrid Lindgren, których jeszcze nie słuchała. Zobaczymy, czy dołączą do grona ulubionych książek.

Złota Gwiazdka. Emilia Kiereś

Tym razem książka przeczytana w tym tygodniu przez mamę dla siebie. Jedna. Krótka. Ale przeczytana dla własnej przyjemności i odpoczynku. Z gatunku książek familijnych. Ulubionego gatunku relaksacyjnego mamy.

Na kolejną zachętę do czytania dla małych i dużych, cytat z artykułu o wpływie czytania książek na mózg człowieka, z portalu Nauka. To lubię (całość tu)

Z analiz przeprowadzonych na Uniwersytecie Sussex przez dr David’a Lewis’a z MindLab wynika, że wciągająca lektura już po kilku minutach może obniżyć poziom kortyzolu i zredukować stres nawet o 70%. Tak skuteczny nie jest ani spacer, ani nawet słuchanie muzyki.

Redakcja NTL

Co ciekawego w Museu Militar da Madeira?

Museu Militar da Madeira- Palácio de São Lourenço- Funchal

Muzeum Militarne Madery- Pałac św. Wawrzyńca- Funchal

Realizujemy dalej nasz plan poznawania miasta i wyspy poprzez zwiedzanie kolejnych muzeów. Tym razem wybraliśmy się do muzeum wojskowego.
Tak dla równowagi.
Raz coś dla pierwszoklasistki (zwierzaki), raz coś dla nastoletniego syna ( broń palna).

Muzeum militarne znajduje się w pałacu św. Wawrzyńca. Jego początki sięgają pierwszej połowy XVI wieku. Twierdza ta była od swego początku kilkukrotnie przebudowywana.

W chwili obecnej, oprócz muzeum, mieści się w niej siedziba Reprezentanta Republiki Portugalii dla Autonomicznego Regionu Madery oraz siedziba dowódcy wojska.

Próbowaliśmy wejść do środka przez tę bramę, ale uprzejmy żołnierz przekierował nas dalej.

Po lewej kasa muzeum- bilety po 2,5 E za osobę dorosłą, dzieci za darmo.

Muzeum jest niewielkie. Całe zwiedzanie zajęło niewiele ponad godzinę. W salach są opisy tylko po portugalsku. Przy kasie można zainstalować sobie aplikację na smartfona z audioprzewodnikiem i opisami m.in. po angielsku i niemiecku.

Jeśli zwiedzacie z młodszym dzieckiem, które angielskiego jeszcze nie zna, to zostaje samodzielne tłumaczenie wybranych opisów na polski, lub wcześniejsze zapoznanie się z informacjami i wybranie ciekawostek dla dzieciaków.

W naszym przypadku już przy samym wejściu się rozdzieliliśmy. Nastolatek eksplorował sale samodzielnie. Ja towarzyszyłam Młodszej, nawet nie próbując tłumaczyć wszystkich opisów, a skupiając się jedynie na tych eksponatach, które wzbudzały zainteresowanie córki lub moje.

W sali z bronią palną, znajduje się też wystawa fotograficzna prezentująca, czym zajmuje się wojsko w czasach pokoju.

Z tej sali wchodzi się na krótki seans filmowy nawiązujący do historii obrony wyspy. Sala jest malutka, chyba 4-5 krzesełek. Ale filmik zrobił na nas fajne wrażenie. Szczególnie najmłodszej podobały się dodatkowe efekty poza 3D.

Mini sala kinowa

Po filmie poszliśmy przez główny dziedziniec do kolejnych salek wystawowych.

W międzyczasie dzieciaki najbardziej zaciekawiła wojskowa kantyna. Zapachy były na tyle apetyczne, że trudno było je powstrzymać przed wejściem. A ciepły posiłek raczej nie jest uwzględniony w cenie biletu wstępu do muzeum. Choć pomysł to na promocję miejsca byłby całkiem niezły. Myślę, że w takiej sytuacji wielu turystów odwiedzałyby to muzeum w porze obiadowej.

W większej baszcie- wystawa obrazów umundurowań z różnych okresów oraz siodła i emblematy oddziałów.

W ostatniej części wystawowej, w większej baszcie, córka zrobiła sobie jeszcze sesję szkicowania. Zainteresowało ją „logo” jednego z oddziałów, z konikiem morskim. A w piwnicy (lochu?)- pierwsza portugalska flaga.

Starszak, po szybszym tempie zwiedzania, zrobił sobie przerwę czytelniczą pod strzelnicą. Każdy odpoczywa, jak lubi.

Jacyś niewysocy musieli być ci dawni obrońcy fortecy.

To jest ta część fasady budynku widziana z głównej ulicy, Avvenida do Mar.

Chwila odpoczynku po zwiedzaniu.

Wrażenia ogóle pozytywne, choć każdego członka wyprawy trochę inne.

Mama kocha miejsca z historią. Same stare mury mi wystarczają, bym była zadowolona z wizyty.

Młodszej podobał się najbardziej film i „Baby” pistolet.

Starszakowi- sala z bronią.

Skończyliśmy zadowoleni, ale dość zmęczeni i głodni, a na ten problem najlepsza jest przekąska.

Jeśli będziecie kiedyś w Funchalu na Maderze, zachęcam do poświęcenia godziny na zwiedzenie Muzeum Militarnego. Jest ono w samym centrum miasta, a wbrew pozorom, łatwo je minąć. My przechodziliśmy obok, z każdej strony, dziesiątki już razy, a wejścia do muzeum ani razu nie zauważyłam.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 4/2023

Tydzień bogaty w rodzinny czas za nami. Powiększony, dwurodzinny skład w naszym mieszkaniu jest miłą odmianą. Plan dnia uległ zawieszeniu. Stałe są niemal tylko posiłki. Dobrze, że ciało się domaga jedzenia.

Świetnie też, że umysł, przyzwyczajony do czytania i słuchania, domaga się swojej wieczornej strawy. Może uboższej w tym tygodniu pod względem ilości książek, ale bogatej w treści.

Jak dawniej żyły dzieci. B. Hubbard, C. Engel

Z egipską dziewczynką skoczyłyśmy w czasy Starożytnego Egiptu. Rozmach budowy piramid jest do tej pory oszałamiający. A hieroglify zachęcają to tworzenia własnych obrazkowych opowieści.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Ta książeczka, niewielkich w sumie rozmiarów, towarzyszyć nam będzie przez kilka tygodni jeszcze. Jedna opowieść dziennie, jest wystarczająca, by zachęcić do odkrycia ciekawych faktów z różnych dziedzin nauki. A wszystko to bez rozdzielania wiary i rozumu, bo przecież świetnie się one uzupełniają.

Biblia w komiksie

Rozpoczęłyśmy w tym tygodniu czytanie Biblii w komiksie. Ze starszym synem przeczytałam ją dwukrotnie, jeszcze zanim nauczył się czytać, czyli przed jego szóstymi urodzinami. Z Młodszą córką podchodzimy dopiero teraz, bo nie jest ona aż taką fanką opowieści komiksowych, jak pierworodny. Jednak teraz chęci są. Zaczęłyśmy od Nowego Testamentu.

Nawet duże zmiany w codzienności, jak dwa tygodnie dzielenia czasu i przestrzeni z drugą rodziną, mogą być łatwiejsze dla dzieci, jeśli zachowa się pewne elementy rutyny. Dla mojej Młodszej jest to wieczorne czytanie. Nawet może być krótkie- 10-15 min. Ważne, aby było.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 3/ 2023

Dzisiaj króciutkie podsumowanie. Mamy na Maderze rodzinnych gości z Polski i czasu na pisanie mniej.
Za to jest czas na odświeżanie i budowanie relacji.
Oraz dzielenie się „naszą” wyspą z bliskimi, którzy są tu pierwszy raz.

Dzikie opowieści. Wędrówka tropem tajemnic natury. Aneta Chmielińska

Wróciliśmy na chwilkę/ rozdział do Dzikich Opowieści. Poczytaliśmy o nocnym życiu lasu. Nieodmiennie fascynujące jest dla mnie to, że taki niepozorny żuk zwany gnojarzem nawiguje dzięki wpatrywaniu się w gwiazdy.

Misia i jej mali pacjenci. Tajemnice lasu. Aniela Cholewińska- Szkolik

Zakończyliśmy tę przygodę z Misią. Sprawa zaśmiecania lasu się wyjaśniła. Winowajca zadośćuczynił za szkody. A czytelnik zostaje z myślą, że on też może zrobić coś dobrego dla przyrody.

Dbajmy o naszą planetę. Książka z okienkami. Katie Daynes

Czytamy kolejne rozdziały m.in o rolnictwie i konsumpcjonizmie.
Wszystko niby fajnie i ciekawie. Ale nie ze wszystkim się bezkrytycznie zgadzamy. Staram się czytając rozszerzać temat.
Bo nasza siedmiolatka czytane treści ostatnio bardzo mocno przyswaja i bierze za swoje.
Wydaje się mi, że w trosce o planetę najważniejsze jest jednak dobro (obiektywne) konkretnego człowieka. I nie wszystko jest tu czarno- białe, czy zero- jedynkowe.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Dzięki tej książce mamy kolejne ciekawe wieczorne rozmowy. Na tematy, których sama bym nie zaproponowała, bo nie miałam o nich pojęcia.

Jak działa człowiek? Nauka. To lubię. Tomasz Rożek oraz Tak działa człowiek. Nauka. To lubię. Anna Leszczyńska- Rożek

Dobry zestaw na wstępne poznanie ciała człowieka. W tym tygodniu czytaliśmy o układzie oddechowym.
W książce z zadaniami sporo propozycji kolorowania. Ale też różne ciekawostki o ciele człowieka uzupełniające książkę.
Fajne jest też to, że jest to projekt małżeństwa.

Coś ostatnio nasza edukacja wczesnoszkolna najbardziej książkami czytanymi na głos stoi.
A działanie jest ukierunkowane na inne aktywności niż siedzenie przy biurku nad zeszytami ćwiczeń.
Na przykład udział w przyjęciu, gdzie w towarzystwie jest się jedyną osóbką mówiącą po polsku i trzeba komunikować się z innymi dziećmi w języku angielskim lub uniwersalnym językiem gestów i dzięków, by razem się bawić.
Albo spotkania ze znajomymi, wspólne zwiedzanie wyspy i planowanie w międzyczasie z ciut starszą koleżanką wspólnego prowadzenia schroniska dla zwierząt, jak się dorośnie.
Czy też zwiedzanie Muzeum Historii Naturalnej z mamą i bratem.

Odwiedź z dzieciakami Muzeum Historii Naturalnej w Funchalu (Museu de Historia Natural do Funchal)

Zaplanowałam, że będę z dzieciakami raz w tygodniu chodzić do muzeum w Funchalu.
Pierwszym celem jest lepsze poznanie miasta. Łatwo jest wpaść w rutynę, nawet na tak pięknej wyspie, jak Madera, i zacząć chodzić tylko utartymi ścieżkami.
Jeździć zresztą też, bo te strome drogi sprawiają, że łatwiej mi się jeździ ulicami, które już znam i wiem, czego się spodziewać.

W zeszłym tygodniu wybraliśmy się do Muzeum Historii Naturalnej. Znajduje się ono w Pałacu Św. Piotra ( Palácio de S. Pedro) w historycznym centrum miasta.

Wstęp do muzeum był darmowy.
Akwarium jest zamknięte, bo nadal w remoncie. Na moje pytanie, kiedy będzie otwarte, pan tylko wzruszył ramionami. Cierpliwie poczekamy i jeszcze tam wrócimy.
Do biblioteki widzieliśmy tylko drzwi na drugim piętrze, ale nie wyglądały, jakby każdy mógł tam wejść. Sprawdzimy następnym razem.

Muzeum znajduje się na pierwszym piętrze. Wchodzi się  po pięknych schodach. Nie zauważyłam, czy jest winda, choć do toalet i do ogrodu jest już podjazd dla wózków. Sama wystawa historii naturalnej jest niewielka, nieprzytłaczająca. Na spokojną wizytę z dziećmi w sam raz. Może nie jest tak interaktywna, jak w nowoczesnych muzeach, ale nikt nas też nie przeganiał sprzed gablot, jak dzieci chciały się dokładniej przyjrzeć. Fakt, że moje dzieci są już duże i obyte ze zwiedzaniem muzeów. Jak były mniejsze, też w podobnych bywaliśmy.

Rysunki G.E. Maula, 16 letniego początkującego przyrodnika.
Na górze widać fragment szkiców o wiele późniejszych.
Zachwycające, jak bardzo szkicem można oddać rzeczywistość.

Wystawa przy wejściu poświęcona była wieloletniemu dyrektorowi tego muzeum, G.E. Maul-owi. Lubię takie miejsca, gdzie można przyjrzeć się pracy, której ktoś poświęcił całe życie.

Makieta `Madery, można było podotykać. Przyjrzeć się dłońmi rzekom, górom, drogom.

Najciekawsze dla dzieci były sale ze spreparowanymi okazami zwierząt i realistycznymi modelami.

Przyjrzeliśmy się też trochę szkieletom niektórych zwierząt.

Bociany wzbudziły tęsknotę za wiosną w Polsce. A latająca ryba przypomniała oglądany film.

Były też gabloty z minerałami. Ucieszyliśmy się, że na Maderze można znaleźć inne rodzaje kamienie poza tymi, widywanymi na plaży.
Owadów lokalnie występujących nie było wiele. Ale zostaliśmy tu dłuższą chwilę, bo córka chciała naszkicować motylka.
Najwięcej było okazów zwierząt morskich. To ocean wokół archipelagu Madery kipi życiem.

Minus, że nie ma napisów w języku polskim i wszystkie nazwy dzieciom trzeba przetłumaczyć. Okazy zwierząt są wystarczająco atrakcyjne same w sobie. Można by jednak pomyśleć nad jakąś ścieżką zwiedzania z zadaniami typowo dla dzieci. Na stronie muzeum widziałam, że przychodzą tam wycieczki szkolne. Ciekawe na czym wtedy się skupia oprowadzanie? Chyba musimy się kiedyś pod taką wycieczkę podpiąć.

Sam budynek jest piękny. Bardzo podoba mi się ta architektura. Drewniana klatka schodowa. I ten herb jednego z poprzednich właścicieli na suficie.

Po zwiedzeniu muzeum, wisienka na torcie, ogród pełen pachnących roślin (Jardim de Plantas Aromáticas) ukryty w środku miasta.

Był czas na mały piknik, eksplorację ogrodu i na rysowanie.

Tuż obok muzeum jest niewielki XVI wieczny kościół pw. św. Piotra i św. Klary. Jeśli tylko będzie otwarte, zachęcam do wejścia. Wnętrze jest zabytkowe, zadbane i piękne. Można przez chwilę nacieszyć oczy i odświeżyć ducha.

Moim zdaniem, opisywane dziś miejsca są warte odwiedzenia. Chętnie tam wrócimy, będąc w okolicy.

Nie jest moim celem opisanie całej historii odwiedzanego miejsca, ani pokazanie na zdjęciach wszystkich eksponatów. Chcę zachęcić, najpierw siebie i swoje dzieci, a potem Ciebie, drogi Czytelniku, do ruszania w świat, bliższy czy dalszy, i dokładniejszego jego poznawania.

Przed nami jeszcze kilka muzeów.
Potem znajdziemy sobie inny klucz zwiedzania Funchala i wyspy- może quinty(dawne wille) zamieszkałe lub porzucone, zabytkowe budynki, kościoły Madery, których jest mnóstwo, ogrody i parki, targi…
Albo wymyślimy coś innego.
Wyspa jest niewielka, ale jest tu co robić. Nawet poznanie samej stolicy zajmie nam sporo czasu.

Zachęcam, wyjdź z domu. Zobacz, co ma do zaoferowania Twoja okolica. A jeśli jesteś na Maderze, wejdź na chwilę do opisanego muzeum, ogrodu czy kościoła.

Dowiedz się, z jakich pomocy edukacyjnych korzystaliśmy w naszej ED w kl. I-III ( i czego używamy nadal)

Dzisiaj kolejny tekst zainspirowany ankietą otrzymaną od studentki pedagogiki.
Dobrze czasem otworzyć maila od nieznajomej osoby. Oczywiście, z rozsądkiem.

Wracam myślami do doświadczeń z synem w klasach 1-3. Teraz jest w 7 klasie. Trochę się zmieniło od tamtej pory.
Pomijając już fakt, że syn i córka mają zupełnie różne zainteresowania i uczą się inaczej.
Dostępność pomocy naukowych też się trochę zmieniła.
Pozostałe zmiany wymusza nasz tryb życia i wybór życia w dwóch krajach.
Nie da się posiadać dwóch kompletów wszelkich potrzebnych pomocy naukowych w obu domach.
A nawet jakby się dało, to okazało się, że córka części z nich nie potrzebuje, bo uczy się bardzo dużo „przy okazji”, ale też przy starszym bracie.
Zostawiłam sobie sporo pomocy, własnoręcznie robionych dla Starszaka, z myślą o córce. Jednak chyba ani razu nie wyciągnęłam ich z szafki.

Z jakich więc pomocy edukacyjnych korzystałam i korzystam podczas organizowania zajęć dla swojego dziecka w edukacji domowej w klasach I-III?
Wszystkich nie dam rady opisać, bo nawet wielu nie pamiętam. Zasygnalizuję jednak te, z których korzystamy najcześciej.

Podstawą są dla nas książki.
Dobrze wyposażona biblioteczka jest bardzo pomocna. Zarówno do rozbudzania ciekawości, poszerzania wiedzy, ale też dla rozrywki i odpoczynku.
Chętnie korzystamy z bibliotek, aby wypożyczać książki.
Wykorzystujemy też czytniki ebooków, do czytania książek kupionych lub wypożyczonych np. w usłudze Legimi.
Do audiobooków korzystamy z aplikacji Audioteka.

Już wspominałam o tym we wcześniejszych postach, że nie stronimy od podręczników. Dzieci na chwilę obecną zobowiązane są do zdawania egzaminów z podstawy programowej. Podręczniki zawierają właśnie treści z tej podstawy. Więc póki są nam pomocne, to korzystamy.

Korzystaliśmy w klasach 1-3 z podręczników wskazanych przez szkołę – np. Incredible English do nauki angielskiego dla Starszaka.
Używaliśmy też innych niż polecała szkoła. Np w. tym roku w szkole u córki- ja zaproponowałam szkole serię Lokomotywa, ale córce kupiłam tylko 3 zeszyty ćwiczeń. Tyle nam wystarczy.

Jeszcze wspomniałabym tu o różnorakich książeczkach z łamigłówkami. W formie zabawy pozwalają przećwiczyć sporo umiejętności szkolnych.

W zeszłym roku korzystaliśmy też z kilku książeczek z serii PUS. Teraz chwilowo córka straciła nimi zainteresowanie. Może jeszcze wrócimy do nich z czasem.

Wykorzystywałam też gotowe karty pracy drukowane z różnych żródeł do przerobienia różnych tematów (m. in. z portali SuperKid, BAZGROSZYT). Częściej z synem, teraz mniej z córką.

Korzystamy z różnorakich stron, platform internetowych, jako pomocy do nauki i zgłębiania tematów, którymi dzieci się interesują. Korzystaliśmy między innym ze stron Printoteka, Mimowa, SuperKid, Nauka. To lubię. Junior, KHAN Academy, Matlandia Junior i pewnie wielu innych, których już nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

Teraz z młodszą córką, bardziej z aplikacji, nie tylko stricte edukacyjnych, na urządzenia przenośne korzystamy
Żeby tylko wspomnieć o kilku:
Memrise do nauki angielskiego (plus wprawka z czytania), Syn korzystał w 1-3 z Duolingo,
Scratch Junior- programowanie,
Minecraft- budowanie, orientacja przestrzenna,
Audioteka i Legimi- do audiobooków i ebooków,
Montessori Preschool- różne zadania inspirowane metodą Montessori.

Kolejna kategoria pomocy edukacyjnych –gry/zabawki edukacyjne– to temat. rzeka. W tej kwestii się nam sporo zmieniło. Wydaje mi się, że ze Starszym więcej mieliśmy różnych gier i zabawek edukacyjnych. Pewnie nawet są gdzieś w domu na Suwalszczyźnie. Ale tu na Maderze, do bieżącej pracy z Młodszą, nie mam prawie nic. Chyba, że do kategorii tej zaliczymy lego i klocki legopodobne. Tego to się nam i tu już uzbierało sporo.

Z pomocy wykonanych samodzielnie mamy trochę, czekają w Polsce. Są tam m. in. inspirowane metodą Montessori pomoce matematyczne, czy różne wydrukowane i zalaminowane materiały edukacyjne, co to miały służyć też córce. Ale są  trochę za daleko. Może w czasie wakacji w Polsce do czegoś wrócimy.

Spośród nie wymienionych wyżej wymieniłabym jeszcze gry planszowe. W Polsce mamy ich więcej. Tu w sumie tylko kilka pozycji : Rummikub, Uno, Super Farmer – czyli takie raczej matematyczne, poza nimi 2 gry tematyczne w stylu „duble”.

W pracy z Młodszą przysługują się nam szczególnie materiały plastyczne różnorodne, w tym plasteliny, ciastoliny, piankoliny.
Poza tym niezbędne są papier, taśma bezbarwna lub dwustronna i nożyczki. Młodsza potrafi przy pomocy tego zrobić sobie sporo zabawek, jednocześnie ćwicząc motorykę.

Jeszcze wspomnę o takich mniej oczywistych pomocach naukowych. Nam stale służą: lornetka, lupa, mikroskop kieszonkowy (stołowy też mamy, ale w Polsce) oraz kompas i taśma miernicza. Poza tym drobny sprzęt sportowy– piłki, taśmy, skakanki, rakietki…

Czasem wystarczy po prostu piasek, kamienie czy patyk oraz otwarte oczy i chętny umysł, by lepiej zrozumieć świat.

Jak widać pomoce edukacyjne to szeroki temat. Można ich używać mniej lub więcej, kupować lub pożyczać, a nawet wykonywać samodzielnie czy z dziećmi. Wszystko zależne jest od potrzeb, możliwości i zainteresowań rodziny i konkretnego dziecka.

Może zechcesz podzielić się, drogi Czytelniku, swoimi doświadczeniami, jeśli masz lub miałeś dzieci w edukacji wczesnoszkolnej.
Napisz w komentarzu 1-2 pomoce, które najbardziej przysłużyły się Twojemu dziecku w klasach I-III?