Metody w nauczaniu wczesnoszkolnym- co się u nas sprawdza?

Wspieranie dzieci w drodze rozwoju

W zeszły tygodniu dostałam od studentki pedagogiki ankietę skierowaną do rodziców edukujących swoje dzieci domowo w klasach I-III.
Skłoniła mnie do zastanowienia się i przypomnienia sobie, z jakich metod nauczania korzystamy w naszej domowej edukacji, dawniej ze Starszakiem, teraz z Młodszą.
Co istotne, ani ja, ani mąż wykształcenia pedagogicznego nie mamy. Jedyny element systemowego uczenia się pedagogiki w moim przypadku, to kilka wykładów pedagogicznych na studiach magisterskich na kierunku pielęgniarstwo.

W ankiecie pojawiły się do wyboru takie metody nauczania w klasach I-III:

  • klasyczna lekcja
  • dyskusja
  • praca w małych grupach
  • lekcje muzealne
  • lekcje/ kursy online
  • Kino/ teatr
  • korepetycje
  • inne…

Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że klasycznych lekcji raczej nie prowadzimy.

Dyskusje nam się zdarzają, na różne tematy. Mamy zasadę, że z każdym tematem dziecko może do nas przyjść. Nie ma tematów zakazanych. Możemy mieć różne zdanie. Możemy wspólnie szukać odpowiedzi.

Praca w małych grupach zdarza się. Najpierw w grupie rodzinnej, ale poza nią również. Starszy w klasach I-III chodził raz w tygodniu na zajęcia w grupce dzieciaków ED w Warszawie. Młodsza, jak jesteśmy w Polsce, to ma też takie zajęcia grupowe w małej grupce z jej szkoły.

Lekcje muzealne zdarzały się częściej, kiedy mieszkaliśmy w Warszawie. Teraz raczej sami zwiedzamy muzea. Czasem ja ukierunkowuję zwiedzanie na konkretny temat.

Lekcje/ kursy online- w klasach I-III raczej niewiele. Później już tak.

Do kina, teatru wybieramy się w miarę możliwości. Choć częściej do kina. Korzystamy też z kina w domu.

Korepetycje w klasach I-III nam się nie zdarzały. Starszy dopiero od 4 klasy zaczął chodzić do szkoły językowej, ale nie w ramach korepetycji, czyli dodatkowo. Po prostu zleciliśmy całkowicie nauczanie angielskiego nauczycielowi.

Poza powyższymi, dużo książek czytanych wspólnie i samodzielnie, rozmowy o nich, praca z książką. Ale też z podręcznikami i zeszytami ćwiczeń. Nie stronimy od nich. Uważam, że mogą być pomocne.

Wspólne szukanie odpowiedzi na pytania w książkach, internecie, innych źródłach.

Podróże, to ważny element metod nauczania, które stosujemy. Pozwala doświadczać na żywo przyrody, geografii, kultury. Pomaga w nauce języków w kontakcie z osobami obcojęzycznymi.

Nauka przez doświadczenie, dotknięcie, przeżycie jest dla nas ważna. Staramy się brać udział w wydarzeniach lokalnej społeczności, rodzinnych. Odwiedzamy historyczne miejsca, festyny tematyczne. Tu też pasują rozmowy z ludźmi, przyglądanie się pracy rzemieślników.

Eksperymentujemy też, na ile to możliwe, w domu i w takich miejscach, jak nasze ulubione Centrum Nauki Kopernik. Przeprowadzamy doświadczenia i obserwacje przyrodnicze.

CNK- daktyloskopia

Zwłaszcza w umiejętnościach życia codziennego istotna jest nauka przez działanie, naśladowanie, ćwiczenie, powtarzanie czynności.

Samodzielnie przygotowany koktail przez córkę i zdjęcie jej autorstwa

Kolejny element w klasach I-III ułatwiający przyswajanie treści, ale też ćwiczenie tego, co trudniej przychodzi, to nauka przez zabawę, często inicjowaną przez dzieci ( np. pisanie liścików do siebie).

Kolejność opisanych metod nie jest hierarchiczna. W różnym czasie, stosujemy różne metody, w różnej ilości. I nie nazywając tego metodami, tylko życiem.
Raczej nie ma tak, że ja planuję z wyprzedzeniem, jakiej metody użyć do jakiego tematu.
Po prostu dostosowujemy się do tego, co przynosi życie, ale też do wymogów (ograniczeń), jakie nam narzuca podstawa programowa na dany okres, którą po prostu trzeba przerobić do egzaminu.
Ważniejszym wykładnikiem są zainteresowania i pasje. Za nimi staramy się podążać na miarę możliwości. Staramy się też dopasować do możliwości i potrzeb dziecka, ale też całej rodziny.

A Ty jakie metody nauczania wykorzystujesz wspierając naukę swoich dzieci? Podziel się w komentarzu.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 1/ 2023

Nowy rok, nowym rokiem, ale my kontynuujemy nasze codzienne głośne czytanie. Najczęściej z Młodszą, oficjalną siedmiolatką. Czasem dołącza Starszy na chwilę.

Misia i jej mali pacjenci. Tajemnice lasu. Aniela Cholewińska- Szkolik

To już kolejna książka z tej serii w naszej biblioteczce. Przysłana przez ciocię i wujka.
Bardzo lubimy książki o zwierzętach. Z tej konkretnie poznajemy wiele ciekawostek o lesie, ale też o tym, jak o las dbać.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio.

Codzienne wieczorne czytanie przedłuża nam wieczorny czas czytania do snu. Chociaż ograniczamy się do jednego rozdziału, to Młodsza za każdym razem chce poznać więcej faktów związanych z tematem. W ruch idzie przeglądarka internetowa.
W tym tygodniu czytałyśmy m. in. o teleskopach w przestrzeni kosmicznej, ruchu płyt tektonicznych i trzęsieniach ziemi oraz energii/mocy słońca i innych gwiazd.

Jak dawniej żyły dzieci. B. Hubbard, Ch. Engel

Książeczka przyniesiona przez Mikołaja. Bardzo mądrze święty Mikołaj wybrał, bo zachęca nas ona do podróży w czasie i przestrzeni.
Dopiero zaczęłyśmy i to od wyprawy bardzo daleko w czasie, aż do epoki paleolitu, aby zerknąć, jak wtedy żyły dzieci.
Przyjrzałyśmy się też rysunkom naskalnym w grotach w Lascaux we Francji.

Dbajmy o naszą planetę. Książka z okienkami. Katie Daynes

To też nowy mieszkaniec naszej biblioteczki. Córka bardzo lubi książki z okienkami.
Temat też ciekawy.
W końcu każdy z nas może zrobić coś, na miarę swoich możliwości, by zatroszczyć się o nasz wspólny dom.

Pippi. Astrid Lindgren

Kiedy mama jest zajęta i nie może czytać na głos ( a samodzielne czytanie wystarcza na razie na krótsze formy), w sukurs przychodzą audiobooki. Wierni towarzysze lepienia z plasteliny i piankoliny oraz budowania z klocków. I ulubiona w tym czasie autorka Astrid Lindgren, w interpretacji Edyty Jungowskiej. Już chyba nigdy piosenki z tych audiobooków nie znikną z mojej pamięci.

Nowe nawyki też się przydają ( w tym roku ciśniemy z poranną nauką języków obcych z aplikacją Memrise), ale jeśli stare nam służą, to nie ma co z nich rezygnować. A czytanie nam służy. Bardzo. I starszym, i młodszym.

Na dodatkową zachętę link do artykułu o wpływie czytania na mózg dziecka.

Cantar dos Reis- Śpiew Królów

Noc z 5/6 stycznia jest czasem, kiedy mieszkańcy Madery spotykają się, by razem śpiewać – kolędy, pastorałki, ludowe piosenki, świętując zakończenie okresu Bożego Narodzenia. Światełka w mieście i szopki bedą jeszcze do 8 stycznia.

Dość przypadkiem trafiłam z dzieciakami na koncert „Vamos Cantar os Reis 2023” w Funchal. Mieliśmy w planie pójść na inny, który został przełożony na kolejny dzień z powodu żałoby narodowej w Portugalii w dniu pogrzebu papieża seniora Benedykta XVI.

A o tym koncercie nie wiedzieliśmy nic, ale szczęśliwie przechodziliśmy przez Ogród Miejski, więc dołączyliśmy. By się razem radować z Bożego Narodzenia.

Ludzi było dużo, miejscowych i turystów.
Scena była udekorowana na skalną stajnię betlejemską. Były przebrane postacie św. Józefa, Maryi z Dzieciątkiem Jezus, Trzech Króli z darami, pastuszków i aniołów.

Zespołu ludowe, głównie z Funchal, wykonywały kolędy i piosenki. Widzowie również dołączali. My niestety, nie. Jeszcze nie znamy na tyle portugalskiego. Ale potańczyć w rytm muzyki i ponucić mogliśmy.

W międzyczasie wśród ludzi rozdawane było tradycyjne ciasto- Bolo dos Reis- drożdżowe z orzechami i udekorowane kandyzowanymi owocami, jak klejnotami. Próbowaliśmy. Jest smaczne. Rozdawana była również tradycyjna nalewka, ale jej nie próbowałam.

Cieszę się, że udało się nam trafić na ten koncert. Dobrze jest wziąć udział w wydarzeniach ważnych dla mieszkańców i poczuć, jak świętują.

Tego samego dnia, jak również 6 stycznia, odbywały się podobne wydarzenia w różnych miejscowościach na Maderze.

Jeszcze z ciekawostek.
6 stycznia nie jest na Maderze dniem wolnym od pracy, jak w Polsce.
W liturgii kościoła katolickiego w Portugalii, święto Objawienia Pańskiego jest przeniesione na niedzielę po 6 stycznia- w tym roku 8 stycznia.

Jedno życie, dwa kraje: jak zachować równowagę i skupienie.

Z wyboru dzielimy czas, jaki jest nam dany, pomiędzy dwa kraje.
Polskę i Portugalię.
Suwalszczyznę i Maderę.
Wieś i miasto.
Taką rodzinnie podjęliśmy decyzję.


Niesie to ze sobą wiele możliwości i radości.
Jednocześnie jest też źródłem pewnych trudności.
Jedną z nich jest poczucie pewnego rozdwojenia, życia dwoma życiami.

Trzeba zatroszczyć się o domy w obu krajach, o dopełnienie formalności wobec obu państw.
Ważniejsze jeszcze jest zadbanie o relacje.
W Polsce rodzina, przyjaciele, znajomi.
Na Maderze nowe znajomości, wymagające nawiązania i podtrzymania.

Tu i teraz

Taką podstawową receptą, z której korzystam, jest życie „tu i teraz”. Pomaga mi to zachować pewną równowagę i skupić się na tym, co dotyczy mnie i moich najbliższych w tej chwili.

Podczas pobytu w Polsce intensywnie czas wykorzystaliśmy na spotkania z rodziną i znajomymi, naszymi i dzieci. Załatwiliśmy kilka koniecznych spraw. Staraliśmy się też nacieszyć tym, czego nie ma na Maderze, czyli m. in. polską zimą.

Po powrocie na Maderę staram się już nie rozmyślać wiele o domu w Polsce. Zostawiliśmy tam pewne niedomknięte sprawy, ale mogą one poczekać do wiosny. Jeśli wydarzy się coś nieprzewidzianego, możemy liczyć na pomoc rodziny, która tam mieszka. Zatrudniliśmy też osobę, która troszczy się o utrzymanie domu pod naszą nieobecność. Nie da się go po prostu zakluczyć na całą zimę, jeśli chcemy, by nam jeszcze jakiś czas posłużył.

Relacje z bliskimi w Polsce staramy się podtrzymywać dzięki komunikacji przez telefon, czy internet.
Nie jest to idealne wyjście, ale przypominam sobie, że jeszcze 100 lat temu wyprowadzka tak daleko skutkowałaby spotkaniami może raz do roku, a w międzyczasie musiałyby wystarczyć niezbyt częste listy.

Żyjemy w pięknych czasach pod tym względem. Mamy możliwość poznania większego kawałka świata przy jednoczesnym utrzymaniu bliskich relacji z rodziną. Bez konieczności wybierania- albo to, albo to. Przynajmniej w tym konkretniem momencie naszego życia.

Wybór i odpuszczanie

Jeszcze jednym pomocnym dla mnie sposobem na utrzymanie równowagi jest odpuszczanie.
Nie wszystko da się zrobić. Nie z każdym da się spotkać. Nie każdą książkę da się przeczytać. A nawet, jeśli się da, to niekoniecznie warto.

Życie jest tylko jedno. A potrzeba się też czasem porządnie wyspać, żeby z tego życia w zdrowiu i z radością korzystać.
Stąd konieczne jest ciągłe wybieranie tego, co dla mnie i moich bliskich ważne. Ważne, choć niepilne, nie krzyczące o naszą uwagę, a bez czego życie byłoby uboższe.
I tak wybieramy. W każdej chwili.

Wdzięczność

Ostatni mój sposób, o którym wielokrotnie na tym blogu wspominam i do czego zachęcam, to wdzięczność.
Za to, co się udało. Za to, co się udało mniej.
Za to, co wybraliśmy. I też za to, z czego zrezygnowaliśmy.
Za tych, co blisko. I tych, co daleko.
Za życie i możliwość czynienia dobra każdego dnia.

Myślę, że te sposoby, o których piszę, mogą pomóc każdemu w zachowaniu równowagi w życiu. Nie tylko w sytuacji dzielenia czasu na dwa kraje. Ale też między pracę zawodową i życie prywatne. Między relację małżeńską, a rodzicielską. Między rodzinę i znajomych.
Nie są one oczywiście jedynymi słusznymi. Można znaleźć własną strategię lub mniejsze pomocnicze.
Mi w tym momencie życia, a również w tym czasie początku nowego roku kalendarzowego, kiedy zalewają nas propozycje postanowień noworocznych i zachęty do zmian w życiu, bardzo pomagają skupić się na tym, co dla mnie ważne.

2022 rok skończył się…

„Tyle wart jest nasz rok, ile zdołaliśmy przezwyciężyć w sobie niechęci, 
ile zdołaliśmy przełamać ludzkiej złości i gniewu. 
Tyle wart jest nasz rok, ile ludziom zdołaliśmy zaoszczędzić smutku, cierpień, przeciwności.
Tyle wart jest nasz rok, ile zdołaliśmy okazać ludziom serca, bliskości, współczucia, dobroci i pociechy.
Tyle wart jest nasz rok, ile zdołaliśmy zapłacić dobrem za wyrządzane nam zło.”

Kardynał Stefan Wyszyński

Ten rok zadziwiająco nam przebiegł.

W ostatni dzień 2021 roku nie przypuszczałam, że większość roku 2022 spędzimy poza Polską. Nadal edukując nasze dzieci domowo i podróżując.

A było tak:

Styczeń- Teneryfa po Trzech Króli.

Luty- Polska- 24 lutego, w dniu ataku Rosji na Ukrainę, wylot na Maderę.

Marzec- Madera, Wielki Post w innym kraju, kupno mieszkania.

Kwiecień- 2 tygodnie w Polsce, łącznie z Wielkim Tygodniem i Wielkanocą, potem Madera.

Maj- wprowadzenie do mieszkania na Maderze, Festiwal Kwiatów.

Czerwiec- Madera/ Polska, ostatnie egzaminy syna.

Lipiec- Suwalszczyzna.

Sierpień- Polska i kilka dni w Paryżu z rodziną i chrześniaczką; po kolejnych moich urodzinach rozpoczęcie tego bloga i publikowania na Instagramie i Facebooku, co wcale nie przyszło mi łatwo.

Wrzesień- Polska- burzenie obory w naszym siedlisku i równanie terenu.

Październik- 11go wylot na Maderę; goście, goście 🙂

Listopad- Madera, urodzinowo.

Grudzień- 2 ostatnie tygodnie w Polsce: świętowanie, rodzina, przyjaciele, ortodonta, problemy techniczne drobne z domem. Z zimy zdążyliśmy skorzystać: był śnieg, był mróz, były sanki, bałwany, bitwy na śnieżki. I na odwilż się załapaliśmy, błotko, szaro i ponuro. Zima na tę zimę zaliczona:)

Cały rok pełen łask.

Piękne miejsca, czas z rodziną i przyjaciółmi, doświadczenie Kościoła powszechnego, nowe znajomości, chwile trudne, nowe umiejętności, lekcje wytrwałości…

Za każdą chwilę dziękuję Dawcy wszystkiego, naszemu Bogu.

Dziękuję też za Was i Wam, Drodzy Czytelnicy, za każdą chwilę poświęconą na czytanie moich tekstów, każdy komentarz czy polubienie. Mam nadzieję, że w jakiś sposób przybliżyły Was do Dobra, Prawdy i Piękna.

Madera 2022/ Tydzień 9

Ostatni tydzień na Maderze w 2022.

Lecimy do Polski na końcówkę roku.

Tydzień przeziębieniowy i przygotowania do wylotu. Dlatego dzisiejszy tekst będzie tylko w formie zdjęć z opisami.

Święty Mikołaj nas znalazł, choć w Portugalii przychodzi tylko w Boże Narodzenie.
Niełatwo w tym tygodniu zobaczyć było wschód słońca. Deszczowo. Zima.
Przed spotkaniem z przyjaciółmi, szybki spacer by zobaczyć wyjątkowy zachód słońca.
Szopka Bożonarodzeniowa w centrum handlowym.
Rodzinne pieczenie i dekorowanie pierniczków.
Zapach naszego grudnia. Zwykle przynajmniej 4 razy pieczemy. W tym roku dopiero raz.
Takie fale na Formosie widziałam po raz pierwszy. Całego włosy i skórę po spacerze mieliśmy słone.
Ciekawe, czego tu ten pan wypatruje?
Na każdym kroku świąteczne dekoracje. Ten papcio miał swoje dwa puszyste reniferki.
Wiatr i fale. Dodatkowa dawka jodu zapewniona na czas podróży do Polski.
Madera zdecydowanie umie w światełka.
Fragment ogromnej szopki przy pałacu São Lourenço. A nawet bardziej za. Przy głównym placu Funchal.
Pokazy folklorystyczne.

Kolejny wpis już z Polski. Do przeczytania 🙂

Czytane na głos w tygodniu 4-10.12.2022

Dziewczyny w domu dopadło przeziębienie, to dzisiaj takie krótkie podsumowanie czytelnicze tygodnia. Mam nadzieję, że chłopaków mikroby zostawią w spokoju. W tym tygodniu lot do Polski w planie. Łatwiej lecieć w dobrej kondycji niż z kaszlem.

Wszyscy na Ciebie czekamy. Marek Kita

Trwa Adwent.
Czytając tę książkę poznajemy, jak długo i ile osób czekało na przyjście Zbawiciela. Uczą nas też ich historie czegoś nowego dla naszego „tu i teraz”.
Przeczytanie tej książki, to nasze minimum, które w tym roku udaje się zrealizować w tym czasie. A i tak co drugi lub trzeci dzień.
Wersje drukowaną mamy w Polsce i korzystamy z niej już co najmniej od trzech lat. Tu mam w formie skanu. Chyba przez tę formę nam umyka, bo nie leży na stole i nie domaga się przeczytania. Zwykle mieliśmy też planszę z postaciami do wycinania i przyklejania wokół szopki. Tym razem nie zamówiłam przed wyjazdem, to radzimy sobie bez tego elementu.

Niesamowite przygody Dziesięciu Skarpetek. Justyna Bednarek

Pierwszy raz czytamy tę książkę. Aż dziw,  że dopiero teraz. Jakoś do tej pory nie było nam z nią po drodze.
Czyta się ją szybciutko. Jest dużo ilustracji zgrabnie połączonych z tekstem. Przygody są ciekawe. Po każdej córka domaga się kolejnej.
Bo jedna to przecież za mało.

Klasyka polska dla dzieci

Znowu parę wierszyków o zwierzątkach poczytałyśmy. Warto do nich wracać. Na razie Młodszej bardziej podobają się te krótsze.

Niepojęty. Louie Giglio.

Dzięki kolejnemu rozdziałowi mogliśmy poznać Klepsydrę Nebula. A opowieść ta przypomniała nam o Bożej Opatrzności. O tym, że w każdej chwili jesteśmy zanurzeni w kochającej Obecności.

Grandma Bird. Benji Davies

Wspaniały prezent od świętego Mikołaja. Nie znamy wcześniejszych książeczek z tej serii, ale ta nas urzekła ilustracjami i ciepłem. Dotyka relacji wnuczka z babcią, która na codzień żyje samotnie i najwidoczniej na początku bardziej ceni sobie swoje nawyki niż czas z wnukiem. Na szczęście zmienia się to z pomocą małego ptaszka.

YOUCAT dla dzieci.

Poczytaliśmy o prawdzie wiary, że Pan Jezus począł się z Ducha Świętego i narodził się z Maryi Dziewicy. Również jako nasze przygotowanie do Bożego Narodzenia.

We’re Going on a Bear Hunt. M. Rosen, H. Oxenbury

Przed wyjazdem chcemy zwrócić te książeczki właścicielkom, dlatego czytamy po raz kolejny. I kolejny…

Dlaczego kąpiesz się w spodniach wujku. Astrid Lindgren

Po kilku przesłuchanych rozdziałach córka przyszła do mnie ze stwierdzeniem, że chyba już słuchaliśmy podobne słuchowisko (tak nazywa audiobooki, podcasty, słuchowiska itp).
Tę książkę znaliśmy pod tytułem Dzieci z wyspy Saltkråkan. Polecił mi ją szwagier. Czytaliśmy ją poprzedniej zimy chyba. W Polsce.
Zrobiło mi się w sumie miło, że książka przeczytana zwyczajnie przeze mnie zostaje w głowie dzieci równie miłym wspomnieniem, jak audiobook nagrany w studiu i w wykonaniu profesjonalnej aktorki/ lektorki.

Detektyw Blomkvist żyje niebezpiecznie. Astrid Lindgren

Z tego, co udaje mi się  posłuchać we fragmentach, to jest to opowieść o grupce dzieciaków, które wymyślają sobie zabawy i przygody, które my, dorośli, nie zawsze popieramy i uznajemy za bezpieczne.
Jakbyśmy zupełnie zapomnieli o wyczynach własnego dzieciństwa- jak np. chodzenie po terenie niezabezpieczonej budowy. Brrr.
Dobrze, że skończyło się tylko na bucie utopionym w świeżo wylanym betonowym fundamencie.
Potomni przy jakiś wykopaliskach kiedyś, może się zastanowią, skąd wziął się dziecięcy but w konstrukcji budynku dawnej przychodni zdrowia.

To tyle na dzisiaj.
Niezmiennie zachęcam do czytania dzieciom i sobie.
Nie ma konieczności nawet tego rozdzielać.
Można wybierać lektury na głośne czytanie, które sprawiają przyjemność również czytającym.

Jeśli moje teksty niosą dla Ciebie, drogi Czytelniku, jakąś wartość,
to zachęcam do zostawienia swojego maila i polecania bloga innym osobom.
Przez media społecznościowe czy tradycyjnie pocztą pantoflową. jak kto woli.

Jak wdzięczność może pomóc rodzicowi w prowadzeniu edukacji domowej?

W duchu wdzięczności zaczynam pisać teraz tego posta.
Nie chce mi się bardzo. Dzień był długi. Mąż poleciał na kilka dni do Polski. Zostałam sama z dzieciakami.
Chciałabym jednak zachęcić siebie i Was, Drodzy Czytelnicy, do zatrzymania się na koniec dnia, spojrzenia wstecz i dostrzeżenia całego dobra, które w tym dniu zaistniało.

Skupię się głównie na elemencie domowo-edukacyjnym. Mam ostatnio poczucie, że mamy gorszy okres w tej dziedzinie. Dlatego chcę świadomie skupić się na tym, co się udaje.

Rano udało mi się dobudzić nastolatka i poszliśmy do kościoła. Dzisiaj Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi i w Portugalii jest to dzień wolny od pracy. A Starszak dodatkowo zobowiązał się do służby ministranckiej, to – wolne, czy nie wolne- wylegiwania się nie ma.
Młodsza została z tatą, bo przeziębiona. Umilała sobie czas słuchaniem kolejnej książki Astrid Lindgren.

Po powrocie wyprawiliśmy tatę w podróż do Warszawy.

Przy drugim (trzecim?) śniadaniu przeczytaliśmy 4 rozdziały z naszej adwentowej lektury Wszyscy na Ciebie czekamy.

Udało się nam ogarnąć kilka rzeczy w domu.

Obserwując szalony wiatr i fale, i żeby uprzedzić prognozowany deszcz, wyszliśmy na szybki spacer. Żeby rozruszać córkę i by łyknęła świeżego powietrza. Kot był. Największy drapieżnik na Maderze.

Spacer był krótszy niż planowaliśmy, bo zaczął kropić deszcz, ale zdążyliśmy jeszcze wracając pierwszy raz złapać jaszczurkę i poobserwować na dłoni. Nie wiedzieliśmy, że potrafią tak skakać, a raczej zeskakiwać. Starszak widział nawet któregoś razu nad lewadą, że potrafią pływać. Więc całkiem zdolne, te jaszczurki.

Po powrocie zaplanowane było kino domowe.
Pani Bileterka przygotowała bilety, regulamin korzystania z sali kinowej, cennik i przekąski. Wszystko z własnej inicjatywy i samodzielnie. Seans Kacze Opowieści.

Popołudnie upłynęło Starszakowi na czytaniu książek. ( Tak bardzo przypomina mnie w tym wieku, że zaczynam rozumieć moją mamę, która nie zawsze reagowała zadowoleniem na moje czytelnictwo uprawiane zawsze, wszędzie, w każdych warunkach, o każdej porze dnia, i nocy też.)

Młodsza dorwała teczkę z pomocami do prac plastyczno- technicznych. Zrobiła cały zestaw ptasich pacynek, poznając jednocześnie kilka gatunków. Oraz zagospodarowała półki w salonie na trzy sale zabaw dla swoich pluszaków.

W międzyczasie była chwila gimnastyki na balkonie z córką i trening podbijania piłeczki pingpongowej z synem.

Zażegnaliśmy też kilka kryzysów i kłótni.
To my, rodzice, bardziej się nimi przejmujemy niż powinniśmy.
Rodzeństwo się pokłóci, zaraz przeprosi i dalej się kocha. I jest dla siebie najlepsze na świecie. Jakby nic się nie wydarzyło.

Udało się też porozmawiać na wideo z babcią w Polsce. A później jeszcze z ciocią i kuzynami. Same plusy.

Pod wieczór padło hasło – pierniczki. W sumie, czemu nie. Składniki i foremki były. Tylko brakujący wałek do ciasta został zastąpiony butelką po winie.

Przy okazji był nasz ulubiony kuchenny eksperyment chemiczny. Gorąca masa miodowo-przyprawowa po dodaniu sody kuchennej błyskawicznie zamieniająca się w pianę próbującą uciec z garnka. I te zapachy!

Na koniec dnia, po lekturze rozdziału z książki Niepojęty (kilka razy opisywanej na blogu) poczytaliśmy jeszcze o Klepsydrze Nebula– kosmicznym tworze o centrum do złudzenia przypominającym oko.
I próbowaliśmy sobie uwiadomić, co to jest rok świetlny. Żeby w ogóle objąć to umysłem siedmiolatki, zeszliśmy do sekundy świetlnej. Okazało się, że to odległość porównywalna z tą, jaką pokonuje światło 8 razy okrążając Ziemię (prezentowaną przez rolkę papieru toaletowego służącego do oczyszczania zakatarzonego nosa) po równiku w czasie sekundy. Światłem był palec Młodszej kręcący młynki wokół rolki.

Taki to dzień. Bez kilku godzin siedzenia przy biurkach. Nawet z niewykonanymi zadaniami (zaplanowanymi na każdy dzień). Nie wszystko się udało. Wiele zdarzeń się pojawiło nieplanowanych.
Codzienne dary. Wystarczy je przyjmować. I okazać wdzięczność.

Takie spojrzenie wstecz pomaga mi nabrać dystansu do tego co się, moim zdaniem, nie udało.
Ucieszyć się tym, co dobre.
Wyciągnąć wnioski i być bardziej otwartą na to, co niesie dzień i na to, co dzieciaki wnoszą w ten dzień od siebie.

Jako rodzic edukujący domowo już 8 lat mam jakieś swoje schematy działania, oczekiwania i pomysły na to, jak ma nasz dzień wyglądać.
Jednak każdy z członków rodziny się zmienia, rodzice również.
Żeby dalej korzystać z tego sposobu realizowania obowiązku szkolnego, bez szkody dla rodziny, potrzebujemy dać sobie przyzwolenie na elastyczne podejście do nauki.

Dla mnie osobiście jest to niezmiennie trudne, ponieważ świetnie pasowałam do szkoły na wszystkich etapach nauki, radziłam sobie w niej bardzo dobrze. I jest dla mnie nadal istotne, żeby np. przerabiać cały materiał, a nie tylko tyle, co do zdania egzaminu. Zapominam, że ten sam materiał można poznać też z innych źródeł, nie tylko dzięki dogłębnemu przerobieniu podręcznika. I bardziej całościowo spoglądać na świat.

Takie spojrzenie pełne wdzięczności pomaga mi utrzymać właściwy kurs.
Pozostać przede wszystkim mamą, potem nauczycielem/tutorem.
A wcale- nadzorem kuratoryjnym. To zapewnia nam państwo.

Madera 2022/ Tydzień 8

Grudzień, Adwent, przygotowania do egzaminu z chemii Starszaka, formalności z mieszkaniem. Pod takimi hasłami minął nam ostatni tydzień.

Wtorek

Treningi kajakowe syna odbywają się w marinie w Funchal. Zmotywowało nas to w końcu do odwiedzenia po raz pierwszy CR7– muzeum Cristiano Ronaldo, piłkarza pochodzącego z Madery.

W środku trochę historii, mnóstwo pamiątek i trofeów z różnych zawodów piłkarskich. Taki „American Dream”, ale z małej wyspy na Atlantyku.

Dzieciaki najbardziej ucieszyło znalezienie listów od fanów Ronaldo z Polski.
I to chyba przy tych gablotach z prezentami od kibiców spędziliśmy najwiecej czasu.

Środa

Ostatnia sprawą związaną z mieszkaniem na Maderze, która została nam do załatwienia, jest kwestia umowy na wodę. Poprzedni właściciel miał z tym jakieś zaległości i dopiero parę dni temu sprawę zamknął.

Jak się okazało, nie jest to wcale takie proste.
Najpierw trafiłam w miejsce, w którym po godzinie czekania, dowiedziałam się od miłej i pomocnej pani (dobrze mówiącej po angielsku), że to nie ten urząd. Tu obsługują klientów z całej wyspy. Klientów z Funchal w odpowiedniku naszego urzędu miasta- Câmara Municipal.

Nie był to jednak czas do końca stracony, bo pani mi wyjaśniła, co jeszcze potrzebuję przygotować, by sprawę załatwić.

Tym sposobem po powrocie do domu znalazłam w końcu, gdzie mamy liczniki wody, a w naszym zostawiona była kartka z urzędu miasta z data lipcową, że w ciągu trzech dni mamy się zgłosić do urzędu. Zgłosiłam się po 3 miesiącach.

No cóż. Mogli zostawić kartkę w skrzynce pocztowej. Jakoś nie nabyłam zwyczaju częstego kontrolowania poczty zostawionej w wodomierzu.

Za to zobaczyłam kolejny raz to sławne „calma”, cierpliwość Portugalczyków. Jakoś przez te ponad pół roku od kupna mieszkania, nikt nam wody nie odłączył.

Czwartek

W okresie okołoświątecznym w Centrum Funchal, przy porcie, rozstawiane jest wesołe miasteczko. Skorzystaliśmy razem z dzieciakami sąsiadów. Atrakcji sporo. I dla mniejszych, i dla większych.

Są też stoiska z przekąskami i napojami. Jak w typowym wesołym miasteczku.
Wata cukrowa musiała być.

Wszystkie atrakcje oświetlone sztucznymi lampeczkami, a nad nami taki piękny zachód słońca.

1 grudnia to w Portugalii dzień wolny od pracy. Jest to święto Odzyskania Niepodległości. Tego dnia również, w całym Funchal, o godzinie 18tej rozbłysły iluminacje świąteczne.

Ludzi w mieście było sporo, jednak nie aż tak dużo, jak się spodziewałam biorąc pod uwagę, że to wolny dzień.

Piątek

Kolejny dzień, już pracujący, to dalsza wędrówka do urzędów. Mąż nas podwiózł do. miasta i zrobiłyśmy sobie z Ulą jeszcze miły spacerek.
Funchal to stare miasto. Ma już 514 lat. W centrum można się natknąć na ciekawe miejsca. Tylko trzeba mieć uważne oczy.
To zdjęcie powyżej jest z miejsca, które w tej chwili jest siedzibą wolontariatu Portugalskiego Czerwonego Krzyża. Na dziedzińcu stały zaparkowane karetki. Widoczna na zdjęciu kapliczka i dzwonnica, mimo swojego uroku, nie pełnią już chyba funkcji sakralnej. Zauważając proporcję drzwi względem toreb, może się  wydawać, że to budynki dla dzieci. Całość wygląda mi na budynek dawnego klasztoru, ale nie udało mi się jeszcze znaleźć żadnej informacji, kiedy powstał i jakie rzeczywiście pełnił funkcje.

Idąc dalej dotarłyśmy do sklepu i wystawy rękodzieła Artesanato Madeira. Zajrzałyśmy, bo chciałam sprawdzić, czy można kupić tam jakieś półprodukty do rękodzieła. Jednak była tam wystawa tradycyjnych rzemiosł uprawianych na Maderze. A także sporo różnorakich wytworów rękodzielniczych do kupienia, jako oryginalne pamiątki z wyspy.

Po kolejnej chwili spaceru dotarłyśmy do Cámara Municipal. Po odsiedzeniu pół godziny dowiedziałam się, że dokument aktu kupna mieszkania nie jest już ważny, jako dowód własności mieszkania. Był ważny 30 dni po wydaniu. Chociaż nie miał z tym problemu urzędnik, u którego podpisywałam umowę na dostawę prądu elektrycznego 2 miesiące po kupnie mieszkania.
Żeby podpisać umowę na dostawę wody muszę pobrać kolejny dokument z odpowiednika naszego urzędu skarbowego. Ale przy okazji urzędnik mnie poinstruował, że mogę sprawę umowy załatwić online, jak już będę miała wszystkie dokumenty. Jeden plus dla mnie.

Miałyśmy godzinę do zamknięcia urzędu. Po pobraniu numerka, odczekaniu na swoją kolej, obsłudze w 3 okienkach, wniesieniu opłaty 23e, dostałyśmy potrzebny dokument- Caderneta Predial.

W nagrodę za wytwałość spacerkiem poszłyśmy do bazaru, Mercado dos Lavradores. Niby wiem, że normalnie są tam produkty droższe niż na obrzeżach miasta, bo jest to miejsce nakierowane na turystów. Ma jednak swój klimat i chętnie się tam przespacerowałam.
Te panie kwiaciarki w ludowych strojach. Zwłaszcza jedna sympatyczna starsza pani, która nas powitała z uśmiechem.

Na dole były akurat rozstawione stoiska z owocami i warzywami. Ceny były przyzwoite. Niższe niż w tych stoiskach rozrzuconych po centrum, jak te w Warszawie przy wejściach do metra.
Ceny i produkty były wszędzie podobne. Wybrałyśmy stoisko starszego pana. Udało mi się dogadać prawie po portugalsku.
Zaopatrzone w owoce, w tym nasze ulubione anony, oraz bułeczki z kawiarni, wróciłyśmy autobusem do domu.

Sobota

Obudziliśmy dzieciaki wyjątkowo wcześnie i po szybkim śniadaniu pojechaliśmy w kierunku wschodniego krańca wyspy. Po półgodzinie jazdy dotarliśmy do ostatniego parkingu przed półwyspem św. Wawrzyńca. Stamtąd, schodami w dół, ruszyliśmy w kierunku plaży Prainha.

O tej porze piaskowa plaża była zupełnie pusta. Tylko my, wiatr, piasek i ocean. I łodzie cumujące dalej w zatoce. Mąż się nawet skusił na kąpiel. Podobno woda była super przejrzysta. Przez maskę można było obserwować dno i rybki.

Jak wyszło słońce zza skały zrobiło się w miarę ciepło i przyjemnie. Później okazało się, że wybraliśmy najlepszy kierunek w tym dniu, bo w Funchalu padał deszcz przez większość przedpołudnia.

Około południa zaczęli się pojawiać kolejni ludzie na plaży. Wtedy my się już wycofaliśmy. Nacieszyliśmy oczy pięknem, przyrodą i spokojem.

Niedziela

W naszej parafii, w innych pewnie też, jest zwyczaj zbiórki datków pieniężnych i darów dla osób potrzebujących, w postaci widocznej na zdjęciu szopki solidarności. Kiedy przez wzgląd na Dzieciątko Jezus dzielimy się tym, co mamy, z tymi, którzy mają mniej.

Pogoda tego dnia, mimo zapowiedzi, była piękna, więc wyskoczyliśmy jeszcze po powrocie z kościoła na rodzinny spacer przy plaży.

Popołudnie to jeszcze rodzinne kibicowanie polskiej drużynie. Normalnie nie pasjonujmy się oglądaniem piłki nożnej, ale kiedy gra nasza drużyna, emocje sięgają zenitu.

Wieczór zakończyliśmy jeszcze kolacją z sąsiadami w restauracji O Lagar, w Câmara de Lobos. Wybraliśmy ją ze względu na kryty plac zabaw. Przy wyjściu z 4 dzieci to świetny pomysł. Jedzenie było dobre. Wybraliśmy tradycyjne espetady, szaszłyki z wołowiny. Jednak czuliśmy się pospieszani przez obsługę, która czekała na 3 autokary gości. To sprawiło, że mimo placu zabaw, nie za bardzo mamy już ochotę tam wracać. Ale mieli ładną choinkę z butelek na zewnątrz. I duży parking. Mimo wszystko, to uczucia przeważają, a nie fakty.

Poniedziałek

Po bardzo deszczowej nocy dzień wstał piękny i pogodny. Po porannych zadaniach spacerkiem wybraliśmy się do sekretariatu klubu sportowego Naval, żeby dopełnić formalności związanych z treningami kajakarstwa syna.

W pobliżu garnizonu jednostki wojskowej przyjrzeliśmy się w końcu pomnikowi, który tyle razy już mijaliśmy. Z tego, co zrozumiałam, jest poświęcony pamięci żołnierzy służących w zamorskich regionach Portugalii. Wydaje mi się, że pierwotnie był w innej lokalizacji. Szkoda też, że teren przy nim wygląda na trochę zaniedbany.

Dobrze czasem przejść się innym szlakiem niż utarty. Wracając do domu mieliśmy okazję w nowy sposób spojrzeć na okolicę.

Czytane na głos w tygodniu 27.11- 3.12.2022

Mamy świetnych sąsiadów, o których już wspominałam. Nasze córki się zaprzyjaźniły, chociaż mówią różnymi językami. Mieliśmy okazję spędzić w tym tygodniu trochę czasu razem. Co siłą rzeczy buduje zainteresowanie Młodszej językiem angielskim. Pożyczyliśmy więc od nich książeczki w tym języku. Jakoś zbyt rzadko korzystam z tej możliwości oswajania z językiem obcym. Nadrabiamy.

We’re Going on a Beat Hunt. M. Rosen, H. Oxenbury

Nie znałam dotąd tej książki ani w oryginale, ani po polsku, choć migała mi gdzieś przed oczami w internecie czy w bibliotekach.

Czyta się ją przyjemnie. Liczne powtórzenia, wyrazy dźwiękonaśladowcze i przyjemne ilustracje pomagają zrozumieć treść i oswoić nowe słowa.

The Smartest Giant in Town. J. Donaldson, A. Scheffler

Podobnie, jak powyższa. Fragmenty powtarzające się jak refren, rytmiczny tekst, zabawne obrazki ułatwiają zapamiętywanie.

Na końcu świata. Natalia Przeździk

Zakończyliśmy naszą wyprawę do Beskidu Niskiego z rodziną z Niebieskiego Domu i ich przyjaciółmi. Wszyscy stali się też w jakiś sposób naszymi przyjaciółmi. Przez to prawie codzienne towarzyszenie, ich przygody wpisały się w nasze przygody tu na Maderze.

Czekamy na kolejną część. Mamy nadzieję, że jej wydanie nie będzie trwało bardzo długo. Aby to przyspieszyć, warto kupować dotychczas wydane części serii Rodzina z Niebieskiego Domu autorstwa Natalii Przeździk:

Niebieski dom.

Morskie bałwany.

Na końcu świata.

YOUCAT dla dzieci

Katechizm Kościoła Katolickiego w wersji uproszczonej i skróconej, dopasowanej do możliwości rozumienia młodszych dzieci.

Zawiera jednak podstawowe istotne kwestie wiary wyjaśnione w działach: Powstanie świata, Credo, Sakramenty, Przykazania, Modlitwa, Życie Jezusa.

Plusem są proste ilustracje, fragmenty Pisma Świętego, cytaty i zdjęcia świętych i ludzi Kościoła. Rozszerzenia dla dociekliwych.

Dobre wsparcie dla rodziców, jak prosto wyjaśnić sprawy nie zawsze proste. Na tyle oczywiście, na ile da się wyjaśnić tajemnice naszej wiary i na ile da się objąć ludzkim umysłem Nieskończoność i Wieczność.

Atlas Anatomii Zwierząt

Nasz egzemplarz ma kilka błędów, ale nadaje się do rozbudzenia ciekawości budową anatomiczną zwierząt. Tylko taki mamy teraz do dyspozycji, więc korzystamy.

Jednego dnia przejrzałyśmy wszystkie zwierzaki, a dzisiaj skupiliśmy się na szkarłupniach. Wybrałyśmy akurat ten typ, bo ilustracje jednego zwierzaka przestraszyły Młodszą na tyle, że nie chciała nawet patrzeć. Padło na niewinne wężowidła z niewiadomych mi przyczyn. Uważam, że najlepszym lekarstwem na lęk w takim przypadku jest wiedza.

Po przeczytaniu rozdziału, poszukaniu zdjęć i informacji w internecie oraz oglądnięciu filmu akwarystycznego wężowidło zostało na tyle oswojone, że Młodsza uznała je nawet za śliczne.

Czy wiesz, po co jesz? Książka z okienkami.

Wracamy do niej i wracamy. Niezmiennie fascynujące jest funkcjonowanie układu pokarmowego i to, jak to, co jemy wpływa na nasze ciało.

Przygód z audiobookami ciąg dalszy.

Piosenka z książek o Pippi, nagranych przez wydawnictwo Jung-off-ska weszła już na stałe do naszego repertuaru.

Latający szpieg czy Karlsson z Dachu. Astrid Lindgren

W tym tygodniu przesłuchaliśmy ostatnią część przygód Braciszka z Karlssonem z Dachu.

Doktor Dolittle i jego zwierzaki.

Zmieniliśmy też na chwilę pisarza na Hugh Loftinga. Przygody sławnego lekarza zwierząt i jego małych i większych przyjaciół wciągnęły Młodszą. Jednak nie na tyle, żeby po zakończeniu od razu szukała kolejnej części przygód.

Wróciliśmy do Astrid Lindgren. Na następny tydzień zostały jeszcze 2 lub 3 książki w wykonaniu Edyty Jungowskiej.