Proces legislacyjny wprowadzania ( na razie nadal negatywnych) zmian prawnych dla rodzin edukujących dzieci domowo w Polsce trwa

We wtorek, 25.10.2022, odbyło się pierwsze czytanie poselskiego projektu (z 20.10) ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe oraz niektórych innych ustaw w komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży.

Uczyć można się wszędzie
Madeira Story Center

Wspominałam o proponowanych zmianach, szkodliwych dla szkół i rodzin ED w tekście sprzed tygodnia.

W czasie pierwszego czytanie usunięto część propozycji negatywnie wpływających na szkoły specjalizujące się we wspieraniu rodzin z dziećmi spełniającymi obowiązek szkolny poza szkołą.

Zostały do dalszego procesu legislacyjnego te utrudniające życie i działanie rodzinom i dzieciom ED.

rejonizacja- szkoła w województwie zamieszkania dziecka lub ościennym.

„Zezwolenie, o którym mowa w ust. 1, może być wydane, jeżeli:”,
– po pkt 1 dodaje się pkt 1a w brzmieniu:
„1a) przedszkole, inna forma wychowania przedszkolnego lub szkoła,
do których dziecko zostało przyjęte, znajduje się na terenie województwa, w którym zamieszkuje dziecko, lub na terenie województwa sąsiadującego z tym województwem;”,

Nie będziemy mogli, jako rodzice, wybrać szkoły, której działanie i wsparcie nam, jako rodzinie, najbardziej odpowiada, ale jest w innym województwie niż zameldowania i dalej niż w sąsiednim.

To dyskryminacja. Rodzice korzystający ze szkół stacjonarnie mogą wybrać dowolną szkołę na terenie Polski.

A jeśli chodzi o uniemożliwienie istnienia dużych placówek wspierających ED, jak na przykład Szkoła w Chmurze, która w jednym miejscu „gromadzi” 10000 uczniów? Dopóki rodzice otrzymują dla swoich dzieci od tej szkoły wsparcie w edukacji domowej zgodne z ich oczekiwaniami; dopóki kontakt ze szkoła jest sprawny; dopóki zatrudniają tylu nauczycieli i pracowników, że dziecko i rodzic otrzymuje wsparcie w każdej chwili, a do tego dotychczasowe kontrole nadzoru pedagogicznego i finansowego przechodzą bez większych błędów czy problemów, to moim zdaniem wszystko jest w porządku. Zostawmy tę decyzję rodzicom. Niech sami decydują, której szkole chcą powierzyć swoje podatki w formie subwencji oświatowej.

Ograniczony czas na złożenie przez rodziców wniosku o ED od 1 lipca do 21 września

„1a. Wniosek, o którym mowa w ust. 1, składa się w terminie od dnia
1 lipca do dnia 21 września roku kalendarzowego, w którym dziecko ma rozpocząć spełnianie obowiązku, o którym mowa w art. 31 ust. 4, obowiązku szkolnego albo obowiązku nauki odpowiednio poza przedszkolem, oddziałem przedszkolnym w szkole podstawowej, inną formą wychowania przedszkolnego lub szkołą.”,

Są sytuacje trudne, kiedy później niż do 21 września okazuje się, że dziecko ma poważne problemy zdrowotne, szkolne czy inne, na które jednym rozwiązaniem jest zabranie dzieci ze szkoły i danie im możliwości nauki w bezpiecznej przestrzeni domu i rodziny. To powinno zależeć od decyzji rodziców, a nie polityków. Tylko oni mają prawo i obowiązek decydować, jak zatroszczyć się o swoje dzieci.

Egzaminy klasyfikacyjne w szkole i z nadzorem kuratorium

„Egzaminy klasyfikacyjne są przeprowadzane w szkole, której dyrektor zezwolił na spełnianie obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki poza szkołą.”

„Dyrektor szkoły informuje organ sprawujący nadzór
pedagogiczny o terminie i miejscu przeprowadzania egzaminów klasyfikacyjnych, o których mowa w ust. 4, co najmniej 14 dni przed terminem przeprowadzenia tych egzaminów.”

A co z dzieciakami z większymi potrzebami edukacyjnymi, chorymi czy niepełnosprawnymi, dla których dojazd na egzamin do szkoły nawet w tym samym województwie jest zbyt trudny, a obecność dodatkowej osoby z kuratorium na egzaminie bardzo stresująca?

Co z dzieciakami podróżującymi większość roku poza Polską z rodzicami, którzy płacą podatki w Polsce, więc subwencja i dostęp do oświaty im się należą?

Czy na klasówkach ( z których oceny wpływają na ocenę końcową ucznia) jest obecny kurator?

Dlaczego jednym nauczycielom mamy ufać a innym nie?

Uważam, że egzaminy klasyfikacyjne przeprowadzone online/zdalnie/z pomocą środków przekazu/ przez internet w obecnych czasach są formą słuszną i wiarygodną- można je udokumentować w formie audio i video. Skoro studia i egzaminy na nich mogą być w formie online, to dlaczego nie egzaminy dla uczniów w edukacji domowej? To oszczędność czasu na dojazdy. Zmęczenia dla dziecka. Oszczędność paliwa ( w obecnych czasach bardzo istotna). Zapewnienie komfortu dzieciom z większymi potrzebami edukacyjnymi zdawania egzaminu w bezpiecznym dla nich środowisku domowym.

A dzieci podróżujące z rodzicami mogą pozostać w polskim systemie edukacji i wrócić do Polski, by tam studiować, żyć i pracować, nawet jeśli rodzice swoje życie i pracę opierają na częstych podróżach poza Polską. Bo przylot do Polski z innego kraju dodatkowe kilka- kilkanaście razy w ciągu roku na egzamin, to duży wysiłek logistyczny, fizyczny ( zmęczenie dziecka długą podróżą) , finansowy, energetyczno-paliwowy( zanieczyszczenie środowiska) dla dziecka i rodziców.

Jeśli państwo potrzebuje większego nadzoru, pracownik z kuratorium mógłby również jako obserwator być dodawany do egzaminów klasyfikacyjnych online. My jako rodzina edukująca dzieci domowo nie mamy nic do ukrycia.

To dopiero pierwsze czytanie. Proces legislacyjny trwa. Druk zmian wprowadzonych po pierwszym czytaniu w linku poniżej.

https://orka.sejm.gov.pl/Druki9ka.nsf/0/54DF755489122C41C12588E800493C82/%24File/2719.pdf?TSPD_101_R0=08a02c1a15ab200011dd7d3c75cf50341a973864063e6c963ca793d38e8036eb95fbaf96295ffcf908cd599feb1430000725a3670f3d4762d010361fc7a955efa31a3e1e7f17dd970cf5f5724a074c8afe145fbdd41eb18720cf3fa23511e87c

Jak dla mnie wszystkie powyższe proponowane zmiany dotykające edukacji domowej powinny zniknąć.

Ewentualnie można by dodać, że egzaminy klasyfikacyjne mogą być również w formie zdalnej, zgodnie, zgodnie z potrzebami dziecka. Czy też wprowadzić zapis o legalnym unschoolingu, jak np. w Wielkiej Brytanii. Ale to na obecne warunki w Polsce jest to propozycja mocno życzeniowa.

Madera 2022/ Tydzień 2

Tydzień, mimo pogody częściowo deszczowej, obfitował w okazje do delektowania się pięknem Wyspy Madery.

  1. Plaża Formosa w Funchal (Praia Formosa)
  2. Plaża w Calhecie (Praia da Calheta)
  3. Prazeres
  4. Ponta do Pargo
  5. Porto Moniz
  6. Plaża w Seixal
  7. Katedra w Funchal
  8. Ajuda

Plaża Formosa w Funchal (Praia Formosa)

We czwartek po porannym deszczu i przy wietrznej pogodzie wybraliśmy się z naszymi gośćmi na plażę Formosa.

Kilka razy przy niej mieszkaliśmy i lubimy tam być.
Widoki są piękne. Plaża jest czarna. Częściowo kamienista, miejscami piaszczysta. Przy spokojnym oceanie można się kąpać.
Tym razem, ze względu na spory wiatr, ograniczyliśmy się do zabawy z falami przy brzegu.
Przy plaży jest kilka restauracji i barów. Jest również zaplecze sanitarne i prysznice.

Po plażowaniu pojechaliśmy na Cabo Girão– na punkt widokowy ze szklanym tarasem. Podobno drugi, co do wysokości n.p.m., na świecie. Zrobiliśmy sobie tam piknik z lokalnymi wypiekami i owocami.

Pogoda nam sprzyjała, więc skończyliśmy kąpielami i opalaniem na basenie przy bloku. Baseny „osiedlowe” to bardziej w tym klimacie standard niż coś niezwykłego. W Polsce w tym miejscu byłby pewnie plac zabaw.

Plaża w Calhecie (Praia da Calheta)

Kolejny dzień również był początkowo deszczowy. Około południa dołączyli do nas następni goście z Polski.

Po miłym spotkaniu ruszyliśmy na zachód, do miejscowości Calheta. Jest to jedno z najczęściej odwiedzanych przez nas miejsc na wyspie.
Jest tu sztuczna plaża z żółtym piaskiem (a nawet dwie ) osłonięte falochronem, bezpieczne dla dzieciaków. Obok pełen węzeł sanitarny. Hotele, plac zabaw, restauracje przy porcie i przy plaży, a nawet spory sklep Pingo Doce.

W 2020 bywaliśmy tam bardzo często, bo przez miesiąc mieszkaliśmy w domu w Estreito da Calheta.

Mamy tam ulubioną restaurację, Essência do Atlântico. Danie popisowe to tuńczyk, którego samodzielnie się piecze na rozgrzanym kamieniu. Próbowaliśmy też innych dań. Jeszcze ani razu nas nie zawiedli. Ceny przystępne w porównaniu z Warszawą.

Na koniec polecam krótki spacer wzdłuż mariny i niewielkiego parku.
I lody w Manifattura di Gelato, tuż obok restauracji Essência.

Prazeres

Sobota była dniem pełnym wrażeń. Pogoda nam sprzyjała, więc wyruszyliśmy już po śniadaniu.

Jako, że gościmy małego wielbiciela zwierzątek pierwszym celem było Prazeres, a w nim Quinta Pedagógica dos Prazeres. To taka farma, mini zoo, ogród znajdujące się blisko kościoła.

Wstęp 1 e od osoby dorosłej, za kolejne 1e można kupić torebkę karmy, a najlepiej w kawiarni dwa rodzaje karmy, dla ptaków i innych zwierząt w minizoo. To największa frajda tego miejsca.

Mój mąż ma tam swoją ulubienicę- lamę- zawsze karmi ją nie tylko karmą, ale też słodkimi słówkami 😉
Mi chyba najbliżej do ptaków. Tym razem zachwycił mnie struś swoim spojrzeniem. I loczko-piórami na głowie. I wielkimi otworami usznymi. Dzieciaki biegają zwykle od zwierzaka do zwierzaka, od zagrody do zagrody.

W kawiarnii przy wejściu można kupić też wyroby z tej Quinty: dżemy, nalewki, zioła…

Jeszcze jednym miejscem, które sprawdziliśmy jest kawiarnia XS Cafe, na skrzyżowaniu przy kościele, pokazana nam przez koleżankę, która mieszka w Prazeres.

Pyszna kawa palona na Maderze, domowe ciasta, czekoladki, tosty i świeżo wyciskane soki.

Ciekawostka- nazwę Prazeres można przetłumaczyć jako „przyjemności” i rzeczywiście coś w tym jest.

Ponta do Pargo

Po zwierzęcych atrakcjach ruszyliśmy do Ponta do Pargo nasycić oczy pięknymi widokami. Byliśmy przy latarni morskiej( którą można zwiedzać, ale tym razem odpuściliśmy sobie). Widok na ocean i klify rozpościera się stamtąd przepiękny, a od spojrzenia w dół może zakręcić się w głowie.

Dziewczynki znalazły sobie o wiele ciekawszą atrakcję- super przyjaznego sierściucha do wygłaskania.

Porto Moniz

Kolejnym naszym celem były baseny naturalne w Porto Moniz. Ocean był wystarczająco spokojny by z nich skorzystać. Kilka razy, kiedy tam byliśmy, fale spektakularnie rozbijały się i przelewały do basenów, jednak kąpiel nie była możliwa. Dobrze jest mieć buty basenowe, albo być bardzo ostrożnym przez wchodzeniu do wody, ponieważ stopnie są idealnie śliskie od glonów, przynajmniej latem.

Baseny naturalne Porto Moniz

Chcieliśmy zjeść też obiad w jednej z knajpek. Jednak kiepsko trafiliśmy i czekaliśmy tak długo, że zrezygnowaliśmy. Musiały nam wystarczyć przekąski ze spożywczaka.

Plaża w Seixal

Jako, że dzień był jeszcze młody, w drodze powrotnej zajechaliśmy na plażę w miejscowości Seixal na północy wyspy. Po raz pierwszy trafiliśmy tam w maju. Poleciły nam to miejsce panie z banku, w czasie załatwiania ubezpieczenia na auto. jak również kilka innych plaż, które mieszkańcy wyspy odwiedzają z dziećmi.
Plaża jest dość duża. Z czarnym piaskiem i łagodnym zejściem wgłąb. Na jednym krańcu jest też niewielki wodospad. Są prysznice i toalety. Na miejscu jest też klub sportowy, w którym odbywają się lekcje surfowania. Parking jest w pobliżu.

Plaża w Seixal

Najlepsze są jednak widoki. Kiedy tam jestem, odpoczywam patrząc na tę głęboką, soczystą zieleń. Najbardziej lubię dni bezsłoneczne na takie plażowanie.

Mniejsze dzieciaki bawiły się w piasku, jedno przespało całe plażowanie w wózku. Nasz nastolatek natomiast cieszy się przez ponad godzinę skakaniem w fale. Cieszył się tak bardzo, że równie mocno był niechętny do wyjścia z wody, jak na początku było niechętny do przyjazdu na tę plażę w ogóle.

Po plażowaniu czekało nas jeszcze 40 min jazdy do ulubionej restauracji na mocno wyczekaną obiadokolację. Spotkał nas jednak zawód, bo nasza ulubiona restauracja mięsna w Câmara de Lobos– Viola- była zamknięta.
Na szczęście mamy niewiele dalej jeszcze jedną sprawdzoną restaurację Santo António. Jedyny minus- nie mają przepiórek, ulubionego dania naszej Młodszej.

Zakończyliśmy sobotę ucztą- espetada ( wołowe i drobiowe mięso pieczone na grillu na szpadzie), z sałatką prostą i pyszną (pomidor, sałata, cebula cukrowa, sos), frytkami (batatas fritas) i smażoną polentą z kukurydzy (milho frito). Było pysznie. Jak będziecie na Maderze, polecamy to danie z dodatkami.

Katedra w Funchal

W niedzielę wybrałam się z dzieciakami na mszę do katedry w Funchal (Sé Cathedral). Jakoś się złożyło, że to był nasz pierwszy wyjazd w stronę centrum w czasie tego pobytu. Zwykle korzystamy z komunikacji miejskiej. Tym razem wzięliśmy taksówkę, żeby zdążyć na czas.

Katedra w Funchal jest piękna. Ma ponad 500 lat. Jej historię i wystrój opiszę w osobnym artykule. Bo jest po prostu wspaniałym dziełem sztuki sakralnej i architektury.

Czujemy się w tym kościele, jak u siebie, też dlatego, że w jednym z ołtarzy jest obraz św. Jana Pawła II. A przy wejściu do katedry jego pomnik- pamiątka po jego wizycie na Maderze.

Prosto z kościoła Starszak samodzielnie wrócił do domu. Ja z Młodszą ruszyłam na spotkanie z nowymi koleżankami, Polkami poznanymi i mieszkającymi na Maderze.
To był dobry czas rozmowy, wymiany doświadczeń.
Młodsza bawiła z koleżankami w podobnym wieku. Był też duży, przytulaśny pies i dwa koty, więc poziom szczęścia był wysoki.

Ajuda

Kolejne dni, to był czas trochę odpoczynku od zwiedzania, a trochę pracy i nauki. Nasi goście w tym czasie korzystali z uroków wyspy.

Jeszcze jednym miejscem do odwiedzenia w mieście z dzieciakami, jeśli będziecie w okolicy centrum handlowego Forum Madeira, jest park i ogród Ajuda ( Jardins d’Ajuda). Ładnie utrzymana roślinność. Jest tam też placyk zabaw dla mniejszych dzieci, boisko do koszykówki, stoły do tenisa stołowego. Bywamy dość często, choć to spacer prawie półgodzinny od nas.

Dla starszych dzieci też coś się znajdzie.

Dopiero poznajemy dokładniej wyspę. Mimo kilku pobytów mamy świadomość, że jeszcze niewiele widzieliśmy. Mamy apetyty na o wiele więcej. ale nie musimy się spieszyć i wszystko w swoim czasie.

Jeśli któreś miejsce szczególnie Ci się spodobało, podziel się w komentarzu.

Możesz też zostawić swój adres e-mail, by dostawać opisy kolejnych atrakcji Madery prosto na swoją skrzynkę.

Czytane na głos w tygodniu 16-22.10

To był tydzień pod hasłem „Gość w dom, Bóg w dom”.

Wynikiem tego jest ogrom czasu spędzanego w domu w powiększonym składzie dwurodzinnymi, w tym z ponad roczniakiem na pokładzie. Młodsza miała towarzystwo koleżanki całymi dniami. Sporo było też wycieczek i wspólnych wyjść.

Udało się nam jednak każdego wieczoru przeczytać po rozdziale książki 🙂

Jednego dnia była to stylizowana historyjka o wikingach z Komiksu Kaczor Donald.

Tajemnica białego kota. Baśnie o kotach z całego świata. Käthe Recheis, Friedl Hofbauer

Z tej książki przeczytaliśmy piękną bajkę z Japonii: Kot mądrego człowieka i ogromny szczur.

Na końcu świata. Natalia Przeździk.

Ta książka towarzyszyła nam przez pozostałe wieczory. Taki element stałości i przewidywalności. Dotarliśmy do wakacyjnego celu książkowej rodzinki. Dalsze przygody w kolejnych rozdziałach.

Kolejny tydzień przed nami, nadal z gośćmi. W planach sporo wycieczek. Zobaczymy, co uda się nam przeczytać.

Projekt zmian w ustawie o oświacie uderzający w edukację domowa w Polsce

20 października pojawił się projekt zmian w ustawie o oświacie. Część z proponowanych zmian brzmi niepokojąco dla rodziców z dziećmi spełniającymi obowiązek szkolny poza szkołą czy przedszkolem lub tych chcących dołączyć do takiej formy edukacji. Szczególnie dla rodzin z dziećmi w edukacji domowej, które ze względu na pracę i podróże większość roku szkolnego spędzają poza Polską, bo uderzają w swobodę wyboru terminu egzaminów czy zdawanie egzaminów online.

W środowisku ED w internecie huczy. Wiele wsparcia w trudnej sytuacji. Równie dużo wzajemnego obwiniania. Staram się zachować spokój, choć gdyby przyjęto te wszystkie zmiany, to musielibyśmy i my dużo zmienić, i zrezygnować z części tej wolności, jaką daje nam korzystnie z edukacji domowej w obecnej formie. Chyba jedyna lepsza forma dla nas od obecnej, to legalny unschooling.

Nam bardzo zależy na utrzymaniu dzieciaków w polskim systemie edukacji, ponieważ chcą one, jak dorosną, wrócić do Polski. Jednak w tej chwili nie chcemy latać do Polski kilka razy w ciągu roku na egzaminy, czy na zdawanie kilkunastu egzaminów w jednym tygodniu.


Dlatego w wolności wybraliśmy szkołę, która nam te kwestie ułatwia. Uważam, że wprowadzenie takich zmian byłoby atakiem na prawa i wolność wyboru przez rodziców formy kształcenia dla ich dzieci.

Póki co, czytam, co piszą inni. Obserwuję sytuację. Pierwsze czytanie w Sejmie we wtorek 25 października.

Cały tekst projektu tu https://orka.sejm.gov.pl/Druki9ka.nsf/Projekty/9-020-1049-2022/$file/9-020-1049-2022.pdf

A wyszczególnione fragmenty bezpośrednio dotyczące edukacji domowej na blogu pani Izy Budajczak https://izabudajczak.blog/2022/10/20/czarne-chmury-nad-polska-edukacja-domowa/comment-page-1/#comment-1084


Madera 2022/ tydzień pierwszy

Madera to piękna wyspa, licznie odwiedzana przez cały rok przez turystów spragnionych ciepła, spokoju, pięknych widoków, dobrego jedzenia, sportu czy wędrówek.

Jednak nasze życie na niej nie wygląda, jak ciągłe wakacje.
Codzienność z dziećmi w edukacji domowej rządzi się swoimi prawami.
Pewne rzeczy muszą być zrobione. Sprawy załatwione.
Na moje pisanie czas zostaje późnym wieczorem. Tak późnym, że czasem nawet z publikacją tekstu nie zdążam przed północą w polskiej strefie czasowej 😉

Wymyśliłam, że raz w tygodniu podzielę się takim jakby podsumowaniem, co nam się udało zobaczyć i zrobić na wyspie. Trochę pokazuję to na Instagramie, ale tu chciałabym zachęcać do zwiedzania konkretnych miejsc. Sprawdzonych z dzieciakami. Już nie malutkimi, co prawda, ale z takimi podróżuje się chyba częściej nawet niż z maluchami.

Pierwszego dnia po przylocie udało się nam skoczyć do Câmara de Lobos.
Lubimy tam jeździć ze względu na urokliwy port rybacki i restauracje z pysznymi potrawami.


Jest spory parking przy porcie. Można też przyjść pieszo z Funchal od plaży Formosa. Często wybieramy tę opcję, bo spacer jest malowniczy. Choć dość długi.
Tym razem byliśmy autem i wybraliśmy na szybką przekąskę knajpkę Gavião do Ilhéu. Polecamy tu pyszne grillowane małże (lapas grelhadas) i ryby. Dzieciaki nie są jeszcze gotowe na takie smaki. Zwykle biorą makaron z sosem bolognese 😉 Smakuje im tutejsza wersja.
Po jedzeniu można przejść się po miasteczku. Prosto z restauracji ruszyliśmy pod górę, przez Galerię Sztuki Ulicznej. Cała uliczka jest udekorowana różnymi dziełami.

Na trasie jest też plac zabaw, ukryty jakby w budynku. Po prawej stronie, jeśli idziemy od Gavião. Tym razem ominęliśmy.
Na końcu uliczki jest kościół św. Sebastiana. Swego czasu trafiliśmy na malowniczą procesję w dniu jego święta.
Za kościołem jest plac z widokiem na potężny klif Cabo Girão.


Jeszcze chwila wzdłuż wybrzeża i wracamy na parking mijając miejscowych panów (wydaje mi się, że rybaków), którzy zwykle popołudniami spotykają się przy porcie i grają m.in. w gry karciane.

Po drodze zdążyliśmy zajść na lody( dzieciaki z tatą) i zajrzeć do ślicznego kościółka(ja).

Jeszcze powrót do Funchal i piękna tęcza na koniec dnia.

Kolejnego dnia dokonaliśmy nowe odkrycia, co do zwyczajów panujących na wyspie (a może w całej Portugalii?).

Dzięki konieczności zwiedzania wielu sklepów z artykułami do domów odkryliśmy z zaskoczeniem, że na Maderze sezon na bożonarodzeniowe dekoracje w sklepach zaczyna się niemal 2,5 miesiąca przed Świętami. To jeszcze wcześniej niż w Polsce. Ubawiło mnie to spostrzeżenie szczerze. Narzekamy czasem, że jak tylko znikną w Polsce znicze ze sklepów, to wjeżdżają bombki. Ale przynajmniej mamy ten czas zniczy 😉
Tu już „coraz bliżej święta”.

W sumie nie powinno mnie to aż tak dziwić. Widzieliśmy dwa razy w styczniu skalę, w jakiej są udekorowane sklepy, domy i ulice na Boże Narodzenie. Znikają dopiero dobrze po Trzech Królach.
Czyli, tak na dobrą sprawę, Maderczycy cały kwartał żyją z ozdobami Bożonarodzeniowymi w przestrzeni najpierw komercyjnej, potem publicznej.

W piątek udało się nam jeszcze spotkać z koleżanką i jej dzieciakami, którzy półtora roku mieszkają na Maderze. Wybraliśmy bardzo fajny park w odległości 10-minutowego spaceru.
Quinta Magnolia.
Zadbany ogród z pięknymi roślinami. Plac zabaw z tyrolką. Bar. Restauracja. Korty tenisowe. Oraz woliery ze zwierzątkami ukryte wśród roślin- puszystymi królikami i kolorowymi papużkami.

Madera jest wyspą niedużą, ale bardzo urozmaiconą widokowo i przyrodniczo.

Jak już wspominałam w poprzednim artykule, w niedzielę, korzystając z pięknej pogody przed zapowiadanymi deszczami, i z wolnego dnia męża ( bo ja jeszcze poza miasto sama nie kieruję autem) wyskoczyliśmy w góry. Niedobór paliwa w baku zmusił nas do zatrzymania się na spacer wcześniej niż planowaliśmy.
Zatrzymaliśmy się przy Casa de Abrigo do Poiso. Jest to bar, restauracja i spory parking.
Miała być levada, była las i chaszcze. Ale wspaniały las i urokliwe chaszcze 🙂
Las piękny, majestatyczny, przejrzysty. Mogliśmy grzyby poobserwować.
A potem ścieżka przez krzaczory, która wyglądała na uczęszczaną głównie przez kozy czy owce, wnioskując po rozsianych na niej bobkach i tropach kopytek.
Trochę nie przygotowani byliśmy pod kątem obuwia. Zapomnieliśmy, że na szlakach często bywa ślisko. Ale daliśmy radę.

Powrót zaczęliśmy w idealnej chwili, kiedy okolica zachmurzyła się i przez chwilę mieliśmy jazdę po krętych drogach w chmurach.

Codziennie istotnym elementem planu dnia było też oczywiście zatroszczenie się o czas na obowiązki i naukę dzieci. Szło nam to w tym tygodniu trudno. Jakoś nas rozbiła ta podróż i przeprowadzka. Niełatwo jest w nowe miejsce wcisnąć te same schematy dnia. Bo rozjechały się godziny snu wszystkim domownikom, posiłki, aktywności.

Mam nadzieję, że stopniowo dojdziemy do jakiejś rutyny w tej kwestii. Chociaż przez najbliższe dwa tygodnie mamy gości z małymi dziećmi. Przeszlibyśmy pewnie siłą rzeczy na „unschooling”, podążanie za zainteresowaniami dzieci i podróżami , gdyby nie konieczność zdawania egzaminów klasyfikacyjnych z podstawy programowej.

Jako puenta niech wystarczy, że mimo, że był to dla nas trudny tydzień, było w nim też wiele wzajemnej dobroci, prawdziwych odkryć i pięknych chwil.

Jak świętujemy niedzielę na Maderze?

Gdziekolwiek do tej pory przebywaliśmy dłużej, staraliśmy się uczestniczyć w liturgii niedzielnej. Zwykle wybieramy się do najbliższego kościoła katolickiego, lokalnej parafii. Najdalsza wyprawa była w Bułgarii, w 2019 roku bodajże. Coś około 1,5 h jazdy. autem w jedną stronę. Bliżej nic nie znalazłam. Za to trafiliśmy na mszę do polskich misjonarzy. To była niedziela Zesłania Ducha Świętego. Dobrze pamiętam.

Bardzo cenne dla mnie jest uczestniczenie w liturgii w różnych krajach, w różnych językach. Mogę doświadczać wtedy z dziećmi Kościoła powszechnego. I wszędzie czuć się u siebie. Prawie w domu.
A jednocześnie ubogacać się różnicami w prowadzeniu Liturgii, w wyrazach pobożności, w sztuce religijnej czy w przeżywaniu tej samej wiary.

W Funchal, od kiedy mieszkamy u siebie, staramy się w niedzielę być w naszej parafii (ze względu na miejsce zamieszkania). Wcześniej jeździliśmy częściej do parafii katedralnej- Sé do Funchal.
Msze do wyboru mamy dwie, 9:00 i 11:30, a że po pierwsze lubię najważniejszy punkt dnia przeżyć rano, a po drugie, chcę uniknąć upału, to budzę dzieciaki przed wschodem słońca. (Wyjątkowo, bo zwykle dzięki edukacji domowej mogą się wysypiać zgodnie z potrzebami).
Szybkie śniadanie i pieszy spacer do kościoła Nazaré.
Brzmi fajnie, ale na Maderze prawie żaden spacer nie jest łatwy (Chyba, że wzdłuż Avenida do Mar w Funchal, wzdłuż nabrzeża).
W lini prostej mamy z domu do kościoła ok 400m. W rzeczywistości 1,4 km z przewyższeniem 70 m. Droga „tam” jest w większości pod górkę. Mamy po drodze ciekawe schodki i spory kawałek wzdłuż lewady, więc przynajmniej Młodsza traktuje to jak przygodę. Dojście zajmuje nam ok 25 min. Zwłaszcza teraz, kiedy nogi nam odwykły od chodzenia po skosach.

Sam kościół Nazaré jest dość nowoczesny, parafia ma ponad 50 lat dopiero. Ludzi przychodzi sporo. Porównywalnie do parafii w Polsce, w których bywam. A w kontraście do np. Włoch czy Niemiec, to dużo. Inne różnice, które zauważyłam do tej pory, w porównaniu z Polską, opiszę przy okazji.

Udział w Liturgii niedzielnej mszy świętej, poza wymiarem duchowym, daje nam też możliwość poczucia wspólnoty z mieszkańcami tej okolicy.
Jest też okazją do zanurzenia się w żywym języku portugalskim. Ja i Starszak dużo korzystamy z tekstów wyświetlanych na dużym ekranie, zarówno pieśni, jak i „Chwała na wysokości”, i „Wierzę w Boga”. Czytania liturgiczne czytamy w tym samym czasie, co lektorzy, po polsku z aplikacji Pismo Święte. Pomagam dzieciom śledzić tekst, na tyle, na ile nadążam za portugalskim. Przeważnie mam też ze sobą wydrukowany mini mszał z częściami stałymi po portugalsku. O wiele łatwiej jest mi wtedy coś zrozumieć, kiedy jednocześnie widzę napis. Język portugalski jest dość trudny do rozumienia ze słuchania, przez skracanie samogłosek i dużą ilość głosek szeleszczących. I piszę to jako osoba, której rodzimym językiem jest język polski, podobno jeden z trudniejszych do nauczenia się na świecie.

W drodze powrotnej zachodzimy zwykle do cukierni, na nasze ulubione serniczki (Queijadas) i pastel de nata. Potem już tylko przyjemny spacerek z górki.

Dziś udało się nam zaraz po powrocie wyskoczyć w wyższe partie Madery, na spacer do lasu. Wspaniale jest móc w ciągu 20 min zupełnie zmienić otoczenie i mikroklimat. Na takie wypady warto mieć ze sobą w aucie bluzę (różnica temperatur dziś z 8 stopni) i obuwie odpowiednie na śliskie szlaki ( nie sandały, jak moje dzisiejsze). Oczywiście w drodze tam i z powrotem pokonać musimy szalone maderskie drogi pełne zakrętasków i dziwnych przewężeń, szczególnie w mieście.

Niedziela to u nas czas świętowania, odpoczynku, bycia razem rodzinnie, ale też staram się znaleźć chwilę na tematy religijne.
Skoro każdego dnia czegoś się uczymy, to i w niedzielę chwilę na to znajdujemy.
Jako rodzic przejmujący pełną odpowiedzialność za edukację swoich dzieci, poza świadectwem i przekazem wiary, staram się też pomóc dzieciom zdobyć wiedzę o religii katolickiej i innych.

Starszak przygotowuje się z pomocą podręcznika do egzaminu z religii rzymsko-katolickiej w szkole. Uważam, że to ważne, aby temat wiedzy o religii traktował równie poważnie, jak inne przedmioty.
Z Młodszą czerpiemy na razie wiedzę z czasopism dla dzieci o tematyce religijnej, a ostatnio też z zeszytów ćwiczeń do katechezy Dobrego Pasterza.

Nie każda niedziela (Domingo, po portugalsku) jest taka sama, ale staramy się te najważniejsze punkty zachowywać. Jest też czas na zabawę, oglądanie filmów, gry czy inne rozrywki.

Zachęcam do pozwolenia sobie na jeden dzień w tygodniu inny od pozostałych. Na danie sobie czasu na odpoczynek dla duszy i ciała. Nie koniecznie przez tzw. nic-nie-robienie, ale przez zmianę aktywności i może nabranie dystansu do doświadczeń poprzedniego tygodnia?

Podziel się swoimi sposobami na świętowanie niedzieli w komentarzach 🙂

Czytane na głos w tygodniu 9-15.10.2022

Dzikie Opowieści. Aneta Chmielińska
Rozdział o niebie. To fascynujące, ile ciekawych faktów można poznać w jednym rozdziale tej książki. I każdy chce się sprawdzić samodzielnie. Na Maderze będziemy sprawdzać, czy da się zobaczyć stamtąd Gwiazdę Polarną. Z naszego miasta raczej nie, bo od północy mamy góry, ale jakbyśmy się wybrali na zachód słońca na południowe wybrzeże albo na któryś szczyt, to może nam się uda? Sprawdzimy.

Staś , miesięcznik, numer październikowy. Bardzo lubimy to czasopismo. Młodsza chętnie słucha artykułów. Ma swoje ulubione rubryki. Wykonuje zadania i łamigłówki.

Misia i jej mali pacjenci.
Wróciłyśmy do tej książki po przerwie. Faza na zwierzęta nadal trwa. A biały piesek bohaterki przypomina nam naszego Jukiego, którego musieliśmy oddać do nowej rodziny, jak kupiliśmy mieszkanie na Maderze. W sumie mieszkał z nami niecały rok, bo dostaliśmy go razem z domem po rodzicach. Ale i tak było nam przykro go oddawać, choć wiedzieliśmy, że to dla jego dobra. I wiemy, że jest mu już dobrze, pytałam nową właścicielkę.

Na końcu świata. Natalia Przeździk
Zaczęliśmy czytać na Maderze. Akcja tej części toczy się w 2020 roku, czasy koronawirusowe. Aż się wzdrygam chwilami na wspomnienie siedzenia tygodniami w mieszkaniu w Warszawie z dzieciakami. Z drugiej strony niesamowite jest, że te początkowe miesiące były tak bardzo podobne dla wszystkich. Jednoczące. Później się to już zmieniło.

Pierwiastki wokół nas, Książka z okienkami
Lubimy tę pozycję. Chętnie do niej wracamy. A że przeleżała samotnie na Maderze pod naszą nieobecność, jest teraz prawie tak atrakcyjna, jak nowa. Zresztą jest w niej ukrytych tyle faktów o pierwiastkach, że nie sposób wszystkich zapamiętać. Dziś została przyniesiona przez Młodszą po tym, jak zobaczyła ona lampę sufitową przygotowaną do podłączenia, ze sterczacymi kablami elektrycznymi. Chciała mi pokazać, atomów jakiego pierwiastka jest w tym kablu pełno. Kto wie, o jaki chodzi?

No Mercado, seria Um Dia Divertido
Mała, kartonowa książeczka. Taka jakie się kupuje dla przedszkolaków. Dla oswajania z językiem portugalskim. Na Instagramie pisałam, jak, z pomysłu Młodszej, z niej dziś korzystaliśmy.

Czytania w tym tygodniu było niezbyt wiele.
Ale dobrze, że w ogóle było.
Cieszy mnie każda przeczytana strona.

To był tydzień pakowania,
pożegnań,
podróży,
rozpakowywania,
zadomawiania się na nowo na Maderze,
rozwalenia wypracowanego już planu dnia i nauki,
rozstroju zegarów biologicznych (choć to tylko godzina w tył względem Polski, to słońce wstaje i zachodzi o zupełnie innych porach i da się biologicznie odczuć zmianę),
załatwiania milionów sprawunków, bo mieszkanie jeszcze nie do końca urządzone.

A jak u Ciebie minął tydzień? Udało się przeczytać coś wartościowego?
Zostaw komentarz 🙂

Nasza droga do zamieszkania na Maderze.

Pierwszy raz polecieliśmy na Maderę w styczniu 2018r, z dwulatką i ośmiolatkiem. I od razu na miesiąc. W mieszkanku w Funchal, blisko plaży Formosa. Wtedy auto mieliśmy tylko kilka dni wynajęte, to poznawaliśmy głównie Funchal, z pomocą komunikacji miejskiej. Ta podróż to był pierwszy krok w realizacji celu mojego męża – zima w ciepłych krajach.

A dlaczego Madera, a nie gdzieś dalej?
* bo to jeszcze Europa
* bo jest ciepło cały rok, ale rzadko upalnie (choć przy pierwszym pobycie było nawet chłodno w nocy i wilgotno)
* bo podróż docelowa nie jest bardzo długa, a ja mam problemy z długimi lotami.

Drugi raz byliśmy na Maderze przez styczeń 2020. Tym razem w domku w Estreito da Calheta, bardziej zachodnia część wyspy. Auto było niezbędne, bo bez niego, nigdzie byśmy się nie ruszyli.
Wracaliśmy z widmem koronawirusa przed oczami. Na lotnisku w Lizbonie widzieliśmy pierwsze osoby w maseczkach i było dziwnie.

Skrótowo można powiedzieć, że m.in. koronawirusowa sytuacja pchnęła nas do decyzji o wyprowadzce z Warszawy i powrotu na rodzinną Suwalszczyznę, z planem budowy tam domu.

Plan upadł, po sytuacjach problemowych na białoruskiej granicy( dość blisko nas) i odkryciu, że odległość od stolicy nie służy pracy męża. Choć ogromnym plusem była bliskość rodziny mojej i męża przez te półtora roku. Rozważaliśmy powrót do Warszawy przez chwilę, a potem, pod koniec 2021 padł pomysł- czemu nie Madera? Zamiast budować dom w Polsce w niepewnych czasach i miejscu przygranicznym, może możemy kupić sobie schronienie na Maderze?

I tak w sumie, to już w tym roku na Maderze byliśmy prawie 3 miesiące.
Pierwszy raz polecieliśmy (bilety lotnicze mieliśmy już dawno) dokładnie w dniu zaatakowania przez Rosję Ukrainy. W niepewności, czy nie będziemy musieli zostać od razu na dłużej.
Podczas tego pobytu, zgodnie z planem z końca 2021, szukaliśmy mieszkania do kupienia w Funchal z pomocą polskiej agentki nieruchomości ( Dziękujemy, Kasiu!). Kupiliśmy to mieszkanie decydując się na nie po pierwszym oglądnięciu. Już po zdjęciach widzieliśmy, że to może być to.
Warunek był taki, żeby nadawało się do zamieszkania, bez dużych nakładów finansowych.
Nie mogliśmy jednak w nim od razu zamieszkać. Poprzedni właściciel potrzebował około 2 miesięcy na wyprowadzenie się.
Na koniec marca wróciliśmy do Polski.
A po Wielkanocy od razu polecieliśmy na Maderę.
Dwa tygodnie w jednym airBnB, blisko nowego mieszkania, poznając okolicę.
Dwa tygodnie kolejne w tym samym airBnB, co w marcu, znowu przy Formosie.
W końcu 9 maja odebraliśmy klucze do mieszkania.
Warunki mieliśmy trochę „spartańskie” przez maj.

Okazało się, że wcale nie jest tak łatwo kupić brakujące meble i rzeczy.
Nie znając prawie portugalskiego.
Nie znając sklepów.
Nie znając ich lokalizacji ani asortymentu.
Kierując autem po Funchal z lękiem przed ruszaniem pod górkę.
Trafiając na godziny sjesty w niektórych sklepach.
Ciągając ze sobą dzieci w większość miejsc.
Załatwiając formalności urzędowe i pobytowe ( to temat na kolejny wpis)
Pomagając w międzyczasie synowi przygotować się do ostatnich egzaminów.
Zwiedzając wyspę.
Mając na liście ze 100 rzeczy do kupienia.
Nie mogąc znaleźć tego, co się podoba mężowi i żonie jednocześnie.
Nie mając możliwości kupienia mebli na zamówienie, bo dostawa 1,5-3mcy, a my musieliśmy na początku czerwca wrócić na egzaminy i lato chcieliśmy w Polsce spędzić.

Zdołaliśmy przed wprowadzeniem kupić łóżka i pościel, które dostarczono nam 10 maja
( z tym dniem wiąże się jeszcze jedna przygoda moja, dość przykra. Choć z perspektywy czasu trochę już zabawna. Ale o tym kiedy indziej, jak nie zapomnę),
a bez stołu chyba jeszcze z dwa tygodnie żyliśmy.
Nawet gości z Polski zdążyliśmy przyjąć w tych warunkach.
Pozostałe rzeczy kupowaliśmy stopniowo.
Ale w ciągu miesiąca nie udało się wszystkiego.

Wracając do Polski zostawialiśmy mieszkanie pod opieką koleżanki Polki mieszkającej na Maderze na stałe. Nadal bez lamp w 3 pokojach, bez jadalni i wielu innych potrzebnych rzeczy.

Nie wiem, czy cokolwiek innego przychodzi mi tak trudno, jak konieczność dokonywania wyboru w czasie zakupów. Chyba, że konieczność załatwiania spraw przez rozmowę telefoniczną.

Teraz wróciliśmy na wyspę.
Trzy dni temu.
I co ja robię?
Nawet na plaży jeszcze nie byłam i oceanu nie dotknęłam.
A codziennie jeżdżę po sklepach, szukając kolejnych rzeczy do mieszkania.
Dziś byłam dwa razy.
Raz z dziećmi, raz z mężem.
Wyprawa z mężem bardzo owocna, bo udało się nam wybrać podobający się nam obojgu strategiczny mebel- stół do jadalni.
Od wtorku będą u nas goście przez dwa tygodnie i fajnie będzie móc z nimi zjeść przy dużym stole, a nie cisnąć się w kuchni w 8 osób (4+4) przy stole 120/70 lub jeść na zmiany.

Plan od przyszłego tygodnia, to zwiedzanie wyspy z gośćmi i w międzyczasie dalsze formalności załatwianie.
Kilka spraw urzędowo- mieszkaniowych jeszcze zalega.

Jeśli masz chęć otrzymywać moje dalsze opowieści o naszym życiu i edukacji domowej na Maderze na swojego maila…

Jak żurawie po raz pierwszy odlatujemy na całą zimę z Polski.

Ostatnie spojrzenie na Warszawę

Podróż na Maderę była długim dniem pełnym ćwiczeń w cierpliwości. To dla mnie bardzo trudne ćwiczenia, bo niecierpliwość to moje drugie imię. Od lat z tym walczę. Podejrzewam, że edukacja domowa to też pomysł Opatrzności, by pomóc mi wyćwiczyć cnotę cierpliwości. A że dużo do wypracowania, to i ćwiczeń dużo. Wdzięczna jestem, że tyle czasu mi dano na tę walkę i tyle cierpliwości Ojciec niebieski mi okazuje.

Czasem myślę, jak wspaniale by było gdyby mi te moje wady po prostu zabrał i w jednej chwili dał mi cnoty. Jednak to On wie lepiej, co dla mnie dobre.
Taka nagła zamiana szybko by mnie pewnie poprowadziła w pychę i zapomnienie o Dawcy tej zmiany.
A tak, ten codzienny „oścień”, za św. Pawłem powtarzając, trzyma mnie trochę dalej od pychy i przypomina, że sama jestem tak słaba, że nawet z cierpliwością codziennych niedogodności znieść nie mogę.

Ćwiczenia w cierpliwości z wczorajszej podróży:

  1. Długie stanie w kolejce do nadania bagaży- system szwankował.
  2. Nie mogłam zrobić zakupów upominkowych na lotnisku, bo nie wzięłam karty pokładowej od męża, a mało już czasu do wejścia na pokład było.
  3. Godzinę ponad siedzieliśmy w samolocie na Okęciu czekając na start mimo, że weszliśmy jako jedni z ostatnich.
  4. Z rozpędu odwołałam transfer z lotniska w Funchal w chwili startu bardzo opóźnionego samolotu z Warszawy. Skończył się zasięg i nie mogłam już tego odkręcić. W Lizbonie musiałam zamówić jeszcze raz- 45e w plecy. Trudna lekcja w znoszeniu cierpliwie swoich błędów i słusznych wyrzutów o marnotrawstwo. Wypuszczenie paru łez nad sobą, wyżalenie się w notatniku i modlitwa bezradności pomogły mi się opanować na tyle, by nie być przykrą dla bliskich w dalszej podróży.
  5. W Lizbonie wylądowaliśmy z ponad godzinnym opóźnieniem. Dostaliśmy nowe bilety na lot o 19:50- kolejne 2 h czekania, i vouchery po 6e/na osobę na przekąskę do wykorzystania w knajpkach na terenie lotniska.( Dzięki, TAP Portugal)
  6. Boarding do samolotu na Maderę zaczął się z opóźnieniem.
  7. Już w autobusie do samolotu poinformowano nas o awarii samolotu i jego zmianie. Musieliśmy wrócić na górę do bramki i czekać dalej.
  8. Wystartowaliśmy z Lizbony 21:10.
  9. W międzyczasie jeszcze kilka kłótni zmęczonego rodzeństwa.

Żeby nie było, że tylko trudne lekcje były. Były też miłe.

1. Ominięcie długiej kolejki do kontroli bezpieczeństwa, dzięki panu, który wpuścił nas przez bramkę uprzywilejowaną, bo podróżujemy z dziećmi. A nie jest to standardem w naszym przypadku. Dzieci mamy już duże i jakoś sami nie korzystaliśmy z tej możliwości od kiedy bez wózka latamy.

2. W pierwszym samolocie przed nami i za nami siedziały niemowlaki i dość dobrze zniosły te długie oczekiwanie i opóźniony lot. Dzięki temu nie stresowałam się płaczami, bo zwykle reaguję na płacz dziecięcy napięciem. To podobno wbudowane w nasz genom czy mózg, że płacz dziecka ma nas zmuszać do działania i zajęcia się nim.

3. Nie rozbolała mnie głowa, jak często bywało w czasie długich podróży samolotem. W odpowiednim momencie łyknęłam pigułkę i zadziałała- a kiedyś nie działały na ten rodzaj bólu wcale.

4. Dzieciaki nasze te oczekiwania długie i podróż zniosły dość dobrze. Korzystamy w długich podróżach z tabletów, pomaga to bardzo odwrócić uwagę od niedogodności. I przed ostatnim lotem mąż zarządził krótka gimnastykę, to się trochę rozruszały.

5. Dzięki Mężowi, który hamował nas przed wcześniejszym boardingiem, w Lizbonie wycofaliśmy się tylko z autobusu, a nie już z samolotu.

6. Drugi samolot podstawiony na lot na Maderę był wygodniejszy od pierwszego. Mimo zmiany miejsc na inne niż rezerwowaliśmy, okazało się, że miejsce obok mnie zostało wolne i Starszak mógł się do nas dosiąść zamiast siedzieć między obcymi ludźmi.

7. Bagaże odebraliśmy w ciągu 5 min od ruszenia taśmy bagażowej. 4 walizki w 5 min.! Pierwszy raz tak nam się udało. Taka nagroda na koniec trudnego dnia 🙂 Wyszliśmy z lotniska jako pierwsi z bagażami. Transfer też poszedł sprawnie. 23:30 byliśmy już w domu.

Madera z samolotu nocą

Uff. Czas odpocząć.

Edukacja domowa i podróże.

Madera w maju

Wbrew pozorom warstwy słownej, edukacja domowa świetnie łączy się z podróżami.

Sama nazwa „edukacja domowa” jest myląca. To taki skrót myślowy. Ten „dom” jest tym, co przejmuje odpowiedzialność za edukację dziecka, a nie tylko miejscem, gdzie się ta edukacja odbywa.
W języku angielskim jeszcze chyba węższe określenie- homeschooling.
Już chyba lepsza i bardziej oddająca realia, jest nazwa wynikająca z ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. Prawo oświatowe- spełnianie obowiązku szkolnego poza szkołą.
Bo w naszym kraju każdy ma prawo do nauki wynikające z konstytucji oraz obowiązek nauki i szkolny.

Prawo oświatowe Dz.U.2021.1082 t.j. akt obowiązujący
Wersja od: 1 września 2022 r.
Art.  35.  [Obowiązek szkolny]
1. Nauka jest obowiązkowa do ukończenia 18. roku życia.
2. Obowiązek szkolny dziecka rozpoczyna się z początkiem roku szkolnego w roku kalendarzowym, w którym dziecko kończy 7 lat, oraz trwa do ukończenia szkoły podstawowej, nie dłużej jednak niż do ukończenia 18. roku życia.

Spełnianie obowiązku poza szkołą, czyli de facto wszędzie, gdzie możemy umożliwić naszym dzieciom spełnianie tego obowiązku, czyli uczenie się i przygotowanie do zdania egzaminów klasyfikacyjnych, a poza tym szukanie i rozwijanie pasji.

Nie musimy ciągle siedzieć w domu, żeby przerabiać lekcje, tak samo, jak w szkole.

Pierwszą naszą podróżą po oficjalnym podjęciu edukacji domowej we współpracy ze Szkołą Daniel, był wyjazd we wrześniu do Chorwacji.
Wrzesień jest super na Chorwację. Pogoda nadal piękna, woda w Adriatyku cieplutka, figi dojrzewają, a większość turystów z rodzinami wróciła już do siebie, bo dzieciaki do szkoły trzeba wysłać.
( Co ciekawe, Chorwaci nie mają tak fajnie, jak my w Polsce i nie mogą prowadzić edukacji domowej dla swoich dzieci- o czym dowiedziałam się od Eduarda-Chorwata poznanego na Maderze).

Dużym plusem ED, jest możliwość ruszenia w podróż poza szczytem sezonu turystycznego, skorzystania z lepszych cen, i więcej swobody i spokoju, jeśli lubimy mniej ludzi w okolicy, gdzie wypoczywamy i zwiedzamy.
Albo korzystając z dni roboczych, a nie tylko z sobót i niedziel, co jest warte rozważenia nawet w kwestii muzeów. `Mamy porównanie takiego zwiedzania i jeśli możemy to unikamy weekendów.

Naukę w ED możemy prawie dowolnie rozłożyć, żeby sobie zapewnić czas zupełnie wolny na podróż. Jeśli chcemy wtedy skupić się na poznawaniu świata, ludzi, nauce w praktyce. Naukę stricte do egzaminów można nadrobić przed lub po podróży.

A jeśli planujemy dłuższą podróż, możemy naukę zabrać ze sobą. Zależnie od tego, nad czym i jak dziecko lubi i chce pracować, zabieramy to, co nam potrzebne. Pomocne dla nas w nauce w podróży są audiobooki, ebooki i wszelkie pomoce i źródła cyfrowe.

Jednak przy długim wyjeździe, jak nasz obecny na Maderę, na kilka miesięcy, bierzemy ze sobą też fizyczne pomoce- głównie książki i podręczniki, bo dzieci lubią z nich korzystać. A dla mnie też jest to wygodne.
Fakt, że przez to bagaż nasz waży trochę więcej( chociaż zmieściliśmy się w sumie w 60 kg- ja i dzieciaki, bo mąż ma swoją mini walizeczkę).

Podróżować zawsze warto, w miarę swoich możliwości. Nawet jeśli miałaby to być wyprawa do sąsiedniego miasta, muzeum czy parku narodowego. Plusy podróżowania są na tyle znane i doceniane, że nie trzeba ich tu wymieniać.

Dla mnie najistotniejsze jest chyba poznawanie drugiego człowieka i jego kultury w miejscu jego życia. Już dawniej lubiliśmy wynająć apartament w AirBnB ciut dalej od turystycznej strefy, zrobić zakupy w zwykłym spożywczaku, pójść na mszę w lokalnej parafii. Wtedy rzeczywiście czuję, że jakieś miejsce choć trochę poznałam, jeśli dzieliłam w jakoś sposób życie z miejscowymi.
Fakt, że do tej pory poznawaliśmy głównie kraje europejskie.
Mimo to, bardzo jest ciekawe, że nawet w ramach tego samego kontynentu ludzie jednocześnie tak bardzo się różnią i są do siebie tak podobni.

Podsumowując edukacja domowa jest korzystna
przy podróżach bliskich i dalekich.
Przy krótkich i przy długich.
I w kraju, i za granicą.

Podróże świetnie łączą się z edukacją. Uzupełniają ją, zastępują, sprawdzają w praktyce.
Jak lepiej poznawać geografię, przyrodę, etnografię, religie, historię, kulturę, języki niż właśnie podróżując?

Technicznie dla nas pewnym minusem była konieczność dostosowania się do zdawania egzaminów w szkole. Była to cała wyprawa z Suwalszczyzny pod Warszawę.
Przy okazji korzystaliśmy z uroków Warszawy- muzea, zoo, Kopernik, dawni znajomi…były to plusy.
Jednak dotarcie na egzamin z Madery jest już trudniejsze.
Więcej zmiennych. Większy koszt. Dłuższą podróż. Większe ryzyko opóźnień.
Dlatego zmieniliśmy szkołę na taką, w której egzaminy przez internet są standardem, nie opcją na czas pandemii.

To wspaniałe, że edukację domową łatwiej dopasować do naszego pomysłu na życie niż zmieniać szkoły stacjonarne.

A jak Wy radzicie sobie z podróżami? Lubicie egzotyczne czy swojskie?
Jeśli jeszcze nie korzystacie z ED, to jak sądzicie, czy ED byłoby Wam pomocą czy przeszkodą do podróży? Podzielcie się w komentarzach.