Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 10/2023

Dzisiaj błyskawiczne, tylko zdjęciowe, podsumowanie ostatniego czytelniczego tygodnia.

Trwa nasza rodzinna wycieczka do Porto. I czas odpoczynku od ekranów. Niektórzy odpoczywają zupełnie. Niektórzy częściowo.

Za tydzień podsumowanie będzie z dłuższymi opisami.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 9/2023

Marzec, março. Jeszcze chwila, jeszcze moment i zacznie się maderskie lato, pora sucha. Już jest o wiele cieplej, zwłaszcza w dni bezdeszczowe, kiedy wilgotność powietrza jest ciut niższa.

Mimo przyjemnej pogody, ostatni tydzień był dość domowy. Przez kilka popołudni odwiedzały nas koleżanki córki. A w ciągu dnia załatwialiśmy różne sprawunki, wpasowując w międzyczas szkolne zadania.
Nie pałam szaloną sympatią do zakupów. Jak coś jest potrzebne, to staram się planować maksymalnie jeden sklep, kierunek, dziennie. Tyle jestem w stanie znieść w miarę dobrym humorze. Zwłaszcza, że w tych wyprawach towarzyszy mi zwykle przynajmniej jedno dziecko.

Nasze wybory czytelnicze przeniosły nas w tym tygodniu w różne kierunki.

Przygoda dzika Toniego Halika. Mirosław Wlekły

Statkiem i pirogą płynęliśmy z głównym bohaterem rzekami Brazylii, zachwycając się florą i fauną. Niektóre zwierzaki i rośliny z opowieści znamy z naszych dotychczasowych wielu wizyt w ogrodach zoologicznych, botanicznych czy akwariach. Inne są dla nas nadal niespodzianką, choć możemy czytając niemal od razu sprawdzić w internecie, jak rzeczywiście wyglądają.

Pamiętam czytane w dzieciństwie, znalezione na strychu u babci, stare książki mamy.
Wakacje na wsi, strych nad letnią kuchnią rozgrzany i duszny. A na nim karton pełen skarbów.
Tomek wśród łowców głów, Alfreda Szklarskiego zapadł mi szczególnie w pamięć. (Jest chyba jeszcze ten egzemplarz w domu mamy, w stanie znacznej rozsypki.)
To była przygoda! Te ilustracje i opisy przyrody, i długaśne przypisy naukowe drobnym druczkiem. Żadnego z tych zwierząt nie widziałam wtedy na własne oczy. Może część w telewizji i w encyklopediach. Nasze dzieci żyją w zupełnie innych czasach.

Świętujemy z liczbą Pi. Anna Cerasoli

Wchodzimy głębiej w temat, a jeszcze nie dotarliśmy do samej liczby Pi. Za to ostatnio poznaliśmy twierdzenie o sumie kątów trójkąta. Nie powaliło pierwszoklasistki zachwytem. Bardziej podoba się jej kontynuowana w kolejnych rozdziałach opowieść o Archimedesie.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Ta książeczka gości tu już długo. Nie chcę jej jednak pomijać w tych cotygodniowych podsumowaniach. Przypomina mi, że i czytanie, i nauka czegokolwiek, to proces. Wytrwałe powtarzanie, nawet codzienne, do osiągnięcia wprawy, umiejętności czy wiedzy.
Ostatni zachwyt z tej lektury- zdjęcie Błękitnej kropki, Ziemi, zrobione przez Voyager 1 przed 30 laty z odległości 6,4 mld km. Takie maleństwo względem Układu Słonecznego, a to cały nasz dom.

Czasami córka wyciąga archiwalne numery czasopism. Tym razem padło na listopadowy numer Stasia. Poczytałyśmy legendy o świętych oraz teksty o Polsce.

Idziemy za Tobą przez Wielki Post do Zmartwychwstania. M. Kita, D. Łoskot- Cichocka

Pierwszy tydzień Postu z tą pozycją, to rozpoznawanie znaków.
Chmura, drzewo figowe, ziarno, chleb, baranek, góra to znaki, którym się przyglądaliśmy i odkrywaliśmy, co się za nimi chowa.

Pełna chata. Psie szczęście 2. Anna Lasoń- Zygadlewicz, czyta: autorka

Kolejny tom przygód Nero i jego psiej rodzinki w postaci audiobooka. Rodzinka się powiększa i przeżywa kolejne przygody.
Bohaterowie tej książki już na stałe weszli nie tylko do naszej biblioteczki, ale też do naszego rodzinnego języka.

Cukierku, ty łobuzie! Waldemar Cichoń, czyta: Janusz Zadura

Tej książeczki nie znałam. Za czasów edukacji wczesnoszkolnej Starszaka nie była chyba jeszcze lekturą szkolną. A jest to dzisiejsze odkrycie i strzał w dziesiątkę. Prawie dosłownie, bo dzisiaj córka przesłuchała 9 z 10 wydanych części. Każda to około godzina. Można sobie wyobrazić, jak bardzo domowy mieliśmy dziś dzień.
Wybór audiobooka został dokonany najpierw dzięki kotkowi na okładce. Ale kolejne części, to już zaciekawienie i rozbawienie przygodami książkowej rodzinki ludzko- kociej oraz sympatia do udanej interpretacji lektora. Oj, coś czuję, że na jednokrotnym przesłuchaniu serii się nie skończy.

Madeira. A short ilustrated history. By Madeira Story Center

Nowy nabytek w naszej biblioteczce. Krótka historia Madery skierowana do turystów. Przeczytałam z zaciekawienie. Dowiedziałam się sporo nowych rzeczy.
Moim zdaniem przydałoby się odświeżenie pozycji, dodanie nowych zdjęć do działu o współczesności. Więcej ciekawostek skierowanych do młodszych odbiorców.
I przydałaby się polska wersja językowa (choć mi osobiście nie przeszkadza czytanie po angielsku) Zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Polacy są piątą, co do liczebności, grupą turystów odwiedzających Maderę. Więcej jest tylko z Portugalii, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji.

Irlandzkie Łąki. Susanne Anne Mason

To z kolei przyczyna kolejnej zarwanej nocy. Autorka, której jeszcze nie znałam. Sama gatunek swojej twórczości określa, jako „romans posypany wiarą” (ang. Romance Sprinkled with Faith). Polecała jej książki Magdalena Marchlewska na swoim profilu instagramowym, dziewczynko_mowie_ci_wstan.

Historia wciągająca, kostiumowa (tak nazywam dla siebie książki, których akcja nie toczy się we współczesnych czasach), o prawdziwej miłości, pokonywaniu trudności i z happy- endem. Bardzo dobry środek relaksujący. Aplikować w rozsądnej dawce, i tylko, jeśli na drugi dzień nie potrzebujesz wcześnie wstać.

Cieszę się, że wzięłam sobie do serca radę koleżanki (Dzięki, Iza!), by pisać tu nie tylko o książkach z literatury dziecięcej. Warto nie dospać jedną noc w tygodniu, by poeksplorować inne światy i czasy.

Co ciekawego w naszej edukacji domowej w lutym?

Strasznie krótki ten luty, niby tylko 3 dni krótszy od stycznia, a mi jakby całego tygodnia zabrakło. Dobrze, że jest ta chwila na spojrzenie wstecz i podsumowanie. Docenienie i tego, co dobre, przyjemne, i tego, co trudne.

W edukacji domowej pierwszoklasistki naszej nadal dominuje unschooling, w rozumieniu braku form nauki stricte szkolnej, podążanie za zainteresowaniami, przyzwolenie na wypełnianie części czasu tym, co sama wybierze. A wybiera głównie:

  • spotkania z koleżankami( co ma często wymiar edukacyjny mimowolny, bo ich większość nie mówi po polsku)
  • Lepienie z plasteliny
  • Budowanie z Lego
  • Słuchanie audiobooków
  • Czytanie książek ( coraz więcej czyta sama)
  • Słuchanie książek i innych tekstów czytanych przez mamę
  • Skakanie po kanapie i fikołki
  • Granie w szachy ( uczenie mamy i koleżanek)
  • Gry, kodowanie, budowanie na tablecie
  • Planszówki i karcianki
  • swobodna zabawa z wyobraźnią

Stricte szkolne umiejętności ćwiczymy raz na kilka dni, jak się uda przysiąść. Dużo wiedzy wchłaniane jest przy czytaniu książek i rozmowach wszelakich.

Nauka w siódmej klasie jest już dużo bardziej sformalizowana. Egzaminów do zdania sporo( w sumie -naście). W tym miesiącu syn zdał dwa. Historię i język polski. Ten drugi, to jakoś tak z rozpędu, bo z założenia język polski, matematyka i języki obce, to przedmioty u nas całoroczne.

Do zdania został jeszcze drugi język obcy ( francuski, syn uczy się sam z aplikacją Memrise), geografia ( nauka w trakcie), matematyka oraz biologia i fizyka, jeszcze nie ruszane. A czas na zdanie do końca maja.

Co ciekawe zdać egzaminy mógłby wcześniej. Jako, że są to egzaminy klasyfikacyjne, nie obejmują np. całego materiału konkretnego podręcznika, ale podstawę programową dla tego przedmiotu na dany poziom edukacyjny.

To we mnie, jako głównej odpowiedzialnej za edukację domową naszych dzieci, jest jakaś potrzeba przerobienia przez dziecko całości materiału. A syn mój tej potrzeby nie ma. I po zdaniu egzaminu do materiału już nie wraca, bo nie widzi takiej potrzeby. No cóż. Pocieszam się w tych chwilach faktem, że gdyby chodził do szkoły, też nijak nie byłabym w stanie przekazać mu swojej sympatii do słowa pisanego w podręcznikach czy do zadań matematycznych. I robiłby tylko to, co by chciał, czy co nauczyciel by wymusił.

Jest to pewna wiedza o sobie wyniesiona z kurso- warsztatów „Jak odszkolnić się w edukacji domowej?” przeprowadzonych swego czasu przez Kornelię Orwat , gdzie dużym elementem był temat odszkolnienia się rodzica.

Autorka czytanego teraz tekstu osobiście w szkole kwitła, całkiem dobrze pasowała do ówczesnego systemu edukacji. Jeden z minusów tego wpasowania, to wyrównana sympatia do wszystkich przedmiotów i brak czasu oraz chęci na skupienie się na jednej konkretnej dziedzinie czy pasji. Poza czytaniem książek, nałogowym niemal i pisaniem ( brzydkim pismem) znacznych ilości listów, pamiętników i długich prac z języka polskiego. Po szkole średniej mi na długo przeszło. Dopiero od jakiegoś czasu wracam do pisania, między innymi na tym blogu.

Tak więc, moje odszkalnianie w edukacji domowej trwa. Aczkolwiek przychodzi z trudem. Niełatwo zaakceptować, że pierworodny potomek nie jest tak, jak mama, zachwycony możliwością rozwikływaniu równań matematycznych czy analizowania, co autor wiersza miał na myśli. Jest jednak wdzięczność, że miłość do słowa czytanego przekazać się udało( przykładem własnym i godzinami spędzonymi na czytaniu mu od tzw. kołyski).

Czyta mnóstwo sam. Ostatnie odkrycie to seria Felix, Net i Nika. Czytał niektóre dużo wcześniej, ale teraz jest na poziomie „To najlepsze książki, jakie czytałem!”.

Co więcej w tej naszej edukacji domowej w lutym?

Spotkania ( rodzina, znajomi, sąsiedzi) planowane, spontaniczne i przypadkowe.

Karnawał na Maderze. Starszy niż w Rio. W końcu skądś do tego Rio został przywieziony.

Aktywności różne ( muzea, plaża, spacery, natura, znaleziska, codzienność- sprawunki, obowiązki itp)

Środa Popielcowa na Maderze i początek Wielkiego Postu.

Katedra, Funchal

Wystawa dzieł sztuki „Solidarity, Islands 2023” , rozpoczęcie w rocznicę ataku Rosji na Ukrainę. Trwa do 31 marca 2023, w Art Center Caravel. Na ich stronie jest wirtualna wersja wystawy.
Część wystawy na I piętrze na prawo od wejścia odradzam zwiedzać z dziećmi. Jest moim zdaniem makabryczna i niepokojąca. Nie jest to coś, czego szukam w sztuce, i co chciałabym pokazywać moim dzieciom.
Jednak mój 13latek, mimo moich ostrzeżeń, zdecydował się ogladnąć. I przez dłuższą chwilę nie mógł się otrząsnąć. Potrzebował czasu, by innymi obrazami zmazać te przykre wrażenia.

To co było bardzo fajne, to możliwość spotkania twórców obrazów i innych dzieł.

Miesiąc luty skończyliśmy bez męża i taty, który w sprawach biznesowych poleciał na ponad tydzień do Polski.

Z wdzięcznością patrząc w przeszłość, ruszamy w kolejny miesiąc.
Będzie się działo. W planie pierwsza wycieczka z Madery w tym roku- kierunek Porto. A na koniec jeszcze może tydzień z dzieciakami w Polsce?

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 8/2023

Wielki Post się zaczął kilka dni temu, choć Madera jeszcze ostatni dzień karnawałem żyje.

Trochę dziwnie przeżywa się te różne okresy roku, też liturgicznego, w prawie niezmiennej aurze i okolicznościach przyrody Madery. W klimacie umiarkowanym kontynentalnym, jak w Polsce, jest więcej tych znaczących zmian, które odnosimy też do swojego życia.

Te jesienne zbiory i obumieranie, nostalgia, zasypianie. Odpoczynek zimy. Napięcie przedwiośnia. Wypatrywanie, wyczekiwanie oznak wiosny. Kwietniowo-majowe szaleństwo rozwoju roślin, kwitnięcia. Letni wzrost, dojrzewanie stopniowe, życie na zewnątrz, bo ciepło.

Na Maderze jest to dla nas o wiele mniej widoczne. Jest bardziej stało, mało zmiennie, stabilnie. Ale wybija to też z pewnych przyzwyczajeń myślowych i pozwala skupić się na istocie rzeczy.

Jednak, zarówno w zmienności przyrody w Polsce, jak i w stałości na Maderze, książki w naszej codzienności i domowej edukacji są ciągle obecne.

Rzeka czasu. Podróż przez historię świata. Peter Goes

Wyciągnęliśmy kolejną książkę z zapasów przywiezionych z Polski. Wzbudziła duże zainteresowanie córki. Odnajduje tam niektórych znajomych z książki Jak dawniej żyły dzieci czy z książeczki o liczbie Pi ( słynne „Eureka!”).
Ciekawe są ilustracje, takie prawie monochromatyczne. Dzięki temu zabiegowi, mimo mnogości postaci i zdarzeń, czytelnik nie czuje się aż tak przytłoczony.
W tym tygodniu dotarłyśmy do starożytnej Grecji.

Idziemy za Tobą przez Wielki Post do Zmartwychwstania. Dorota Łoskot- Cichocka, Marek Kita

To pozycja bardzo wartościowa w naszej biblioteczce. Towarzyszy już nam w tym okresie wielkopostnym po raz czwarty. Rozważania są zwięzłe. Jednak nie dziecinne. Każde z nas wyciąga z nich coś dla siebie.
Co ważne, zaplanowana jest na Wielki Post, Wielki Tydzień w Świętym Mieści oraz Oktawę Wielkanocną, aż do Święta Bożego Miłosierdzia.
Do książki można dokupić planszę i książeczkę z postaciami czy symbolami do wycinania. Mieliśmy dwa razy. W zeszłym roku, ze względu na pobyt na Maderze, planszę narysowałam samodzielnie, a codzienne obrazki dorysowywaliśmy. W tym roku skserowaliśmy jedną stronę z książki i na niej dorysowujemy elementy z kolejnych dni.

Przygoda dzika Toniego Halika. Mirosław Wlekły

Pierwsza przygoda opisana w tej książeczce była na tyle dramatyczna i emocjonująca, że dopiero po prawie tygodniu przyniosła córka książkę do dalszego czytania.
Skorzystałyśmy też z okazji by sprawdzić, czy to prawdziwe przygody prawdziwej osoby, czy fantazja pisarza. Oglądnęłyśmy fragment programu „Pieprz i wanilia”, którego pan Tony Halik był współprowadzącym.
Ach, te wspomnienia z dzieciństwa- niedzielnych, rodzinnych chwil przed telewizorem. Jedyne ( poza książkami), dostępne dla mnie wtedy, okno na daleki świat.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio.

W tym tygodniu czytaliśmy m.in. o dziwnych/wyjątkowych gwiazdach, powstawaniu skał oraz o skórze. Co ciekawe, nie tylko wspaniałość stworzenia, ale często króciutka modlitwa czy fragment Pisma Świętego towarzyszący opowiadaniu, dotyka serca. Nie tylko dziecka, ale też mamy. Cieszy mnie, że są jeszcze kolejne części tej książki.

Świętujemy z liczbą Pi. Anna Cerasoli

Powolutku przechodzimy przez kolejne rozdziały. Nie jest to, moim zdaniem, książka do szybkiego przeczytania dziecku. Fajnie jest pochodzić z zaprezentowanymi problemami matematycznymi, żeby trochę popracowały w umyśle.

Ostatni tydzień to zdecydowanie czas audiobooków. Po dwóch tygodniach licznych spotkań ze znajomymi z Polski, córka upomniała się o czas w samotności, wśród swoich zabawek.
Lepienie z plasteliny, przebudowywanie budowli z Lego, przygody pluszaków z towarzyszącą opowieścią audio, to jest zdecydowanie to, co nasza pierwszoklasistka bardzo lubi.
Do słuchania wybrała po raz kolejny Astrid LIngren przygody Lotty ( 2 książki) i dzieci z Bullerbyn.

Psie szczęście. Anna Lasoń- Zygadlewicz

Potem wróciła do jednego z pierwszych audiobooków przez nią słuchanych. Słuchała wtedy tej płyty ciągle i wciąż od początku, kilka razy przez kilka dni, ćwicząc umiejętność obsługi odtwarzacza CD.
Psie szczęście, historia czytana na początku z papierowej książki przez mamę, a potem już tylko wersja audiobookowa w wykonaniu autorki, skradła serce córki. Ostatnio słyszałam opinię, że nagrania audiobooków w wykonaniu autorów książek nie są zwykle udane, i powinni się tym zajmować profesjonaliści.
W tym wypadku się z tym zupełnie nie zgadzam. Pani Anna wspaniale ożywiła swoje postacie.

Samą opowieść polecam bardzo.
To historia psa Nero, który wchodzi w dorosłe życie i szuka żony, by założyć z nią rodzinę. Bardzo podoba mi się w tej historii to, że zwierzęta pozostają w niej sobą, nie mają jakichś nadzwyczajnych umiejętności.
Poza rozumieniem ludzkiej mowy.
Uczłowieczone są jedynie ich myśli, uczucia, relacje, przeżycia.
Książka pokazuje życie (właścicieli zwierząt i samych zwierzaków) oparte na prawdziwych wartościach. Na przyjaźni, miłości, wierze, rodzinie, wierności, poszukiwaniu prawdy, przebaczeniu. I co piękne, nie czyni Boga Wielkim Nieobecnym, ale pokazuje Go, jako troskliwego, obecnego, bliskiego i dostępnego dla każdego.

Polecam z czystym sercem całą serię. Są już w sumie trzy części, o kolejnych napiszę w przyszłości.

Skarb Calvady. Francine Rivers

W końcu udało mi się przeczytać pełnowymiarową książkę tylko dla siebie i własnej przyjemności. Polecały ją instagramowe znajome.

Od jakiegoś czasu nie czytam już książek bez poleceń od osób, które cenię, z którymi dzielę te same wartości. Nie chcę tracić czasu na pozycje znane, ale nie niosące w sobie wartości, albo kierujące moją uwagę nie tam, gdzie chcę, albo wprost szkodliwe.
To też lekcja przerobiona we wczesnej młodości, kiedy czytałam wszystko, co mi w ręce wpadło.
Z czasem odkryłam, że zbyt mocno przeżywam historie i odciskają na mnie nieścieralny prawie znak. Zwłaszcza dotyczy to dramatycznych historii prawdziwych, np. wojennych czy brutalnych kryminałów. Przestałam je czytać dla własnego zdrowia, bo malowane słowem obrazy zostawały w moim umyśle i sercu na długo, i były źródłem pewnego cierpienia.
Nie znaczy to, że uciekam od prawdy. Wystarczą mi prawdziwe (sic!) fakty. Cenię sobie pracę historyków. Ale te same fakty, opisane we wciągającej opowieści, która mnie w ten świat przenosi, to za dużo. Szczególnie, gdy dobrego zakończenia nie ma.

Z powyższych powodów, kiedy już sięgam po książkę dla siebie (na czas odpoczynku, a nie zdobywania wiedzy), wybieram taką, która napełni mnie dobrem i nadzieją.

Skarb Calvady przeczytałam zarywając większość nocy. Ledwo się oderwałam, by chociaż trochę snu złapać, żeby zrzędliwością na rodzinie nie odreagować. Dokończyłam kolejnego dnia gotując obiad.
Był to dobry czas spędzony w Ameryce pod koniec XIX wieku. Jest to historia pokonywania trudności, radzenia sobie z uprzedzeniami, szukania prawdy, odkrywania miłości i podejmowania działania, nie tylko dla dobra własnego, ale dla dobra całej społeczności.
Nie jest to opowieść cukierkowa, bo czasy takie nie były. Dobrze oddaje realia tamtych lat i społeczeństwa Ameryki po wojnie secesyjnej.
Chętnie sięgnę po kolejne powieści tej autorki, kiedy będę potrzebowała chwili resetu.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 7/2023

Karnawał na Maderze rządzi się swoimi prawami, więc nasze ostatnie czytelnicze podsumowanie zamieszczam z opóźnieniem.
Luty obfituje też w spotkania z polskimi znajomymi, licznie odwiedzającymi wyspę, lub mieszkającymi tu na stałe.
Nic dziwnego, że nauka portugalskiego idzie opornie. Zbyt mało ekspozycji na mowę portugalską i zbyt wielu Portugalczyków mówi tu po angielsku.
Przymus szybszego poznania języka jest mniejszy, niż gdybyśmy chodzili tu do pracy w portugalskim środowisku, a dzieci do lokalnych szkół.
Cóż. Portugalski język przyswajamy pomału, ale to nie jedyna rzecz, której się uczymy.

Świętujemy z liczbą Pi. Anna Cerasoli

Do 3.14 (data czternastego marca zapisywana w krajach anglosaskich) trochę jeszcze zostało, ale matematyka jest na tyle interesująca, że sięgnęłyśmy po tę książeczkę. Na razie czytamy rozdziały początkowe, gdzie są też praktyczne zadania do wykonania przez młodszego czytelnika. Dalej ma być podobno temat przedstawiany coraz głębiej. Zobaczymy, do którego rozdziały będzie dla siedmiolatki przyswajalny.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Pozostając w tematyce naukowej, książeczka, która towarzyszyć nam będzie jeszcze przez kilka tygodni. Jej czytanie jest stałym elementem naszej wieczornej rutyny. Każdy rozdział niesie coś nowego lub inne spojrzenie na kwestię już znaną. Króciutkie opowiadania, idealne na małą sesję wspólnego czytania.

Akrobatyka języka, trening Mistrza Języka, wydawnictwo GREG

Krótkie i dłuższe teksty i wierszyki pomagające utrwalać wymowę różnych głosek. W większości zabawne, z towarzyszącymi śmiesznymi ilustracjami. Niektóre naprawdę dla mistrzów języka.
Przypominają mi, że portugalski nie koniecznie jest aż tak trudnym językiem w wymowie.
Naszemu językowi ojczystemu, też pod tym względem niczego nie brakuje.

Żubr Pompik. Odkrycia. Z górki i pod górkę. Tomasz Samojlik

Temat tej części idealny na Maderę.
Rzadko kiedy mamy gdzieś poziomo.
Raczej ciągle idziemy albo z górki, albo pod górkę.
Wyspa jest też idealna do poznawania form ukształtowania terenu.
Dobrze, że ta książeczka podaje proste, żubrze definicje kilku form terenu.
Teraz łatwiej określić, że nie każde wzniesienie w okolicy to góra.

Kamila i konie. Komiks. Tom 1. Mesange. Turconi

Końskich przygód ciąg dalszy. Przygody Kamili i jej towarzyszy ze szkółki jeździeckiej wciągnęły córkę. Ciekawam, czy zaowocuje to jakimś większym zainteresowaniem końmi i jazdą konną? Póki co, nie było żadnych sygnałów w tym kierunku. Może w czasie wakacji w Polsce wymyślimy jakiś krótki, intensywny kurs jazdy dla mamy i dzieci?

Dzień bez książki i przytulasów, to dzień niemal stracony.
A że wspólne czytanie na głos można idealnie połączyć z czasem przytulania, zachęcam do regularnego aplikowania sobie i swoim bliskim obu tych specyfików. Dla zdrowia wzajemnych relacji.

Ogród Tropikalny Monte

Tropikalne Ogrody przy Pałacu Monte (Monte Palace Madeira Museum and Tropical Garden/ Monte Palace Madeira Museu e Tropical Jardim) to jedno z częściej odwiedzanych przez nas miejsc w Funchalu.

Byliśmy tam już całą rodzinką, ze znajomymi, z odwiedzającymi nas gośćmi. Byłam tam też kilka razy sama z dziećmi. Cena nie jest najniższa, 12.5 e, za osobę dorosłą ( styczeń 2023). Ale dzieciaki wchodzą za darmo do ukończenia 15 r. ż. za darmo, więc rodzinnie wychodzi całkiem korzystnie.

Sposobów na dotarcie do Pałacu Monte jest kilka. Autobus, taksówka, kolejka linowa. Do tej pory najczęściej jeździliśmy tam kolejką linową.

Za to powroty mieliśmy różne. Kolejką (szybko), autobusem (długo i kręto), drugą kolejką przez drugi Ogród Botaniczny ( to już bardziej czasochłonna wyprawa, nam się nie udało dwóch ogrodów w jeden dzień zwiedzić). Taksówką i sankami po asfalcie (główna atrakcja turystyczna Monte) jeszcze nie.

Monte znajduje się dużo wyżej niż stacja początkowa kolejki ( teleférico). Wybierając się na wzgórze dobrze jest uwzględnić niższą temperaturę niż przy wybrzeżu oraz większe szanse na chmury i deszcz. Odpowiednie ubranie wskazane dlla komfortowego zwiedzania i spacerowania.

Widoki z kolejki są piękne. Chociaż może się zdarzyć, że widoczne będą tylko chmury.

Segredos da Mãe Natureza/ Sekrety Matki Natury
Skarby z wnętrza Ziemi

Moim ulubionym miejscem jest muzeum minerałów, wystawa Sekrety Matki Natury. Dzieciaki też lubią to miejsce. To fascynujące móc zobaczyć trwałych świadków różnych procesów geologicznych zachodzących na naszej planecie, czy raczej w niej?

Mogłabym tam spędzić kilka godzin. Ale nie miałam jeszcze na to szansy. Każde z nas ma swoje ulubione punkty, a ogród jest rozległy. Pocieszam się za każdym razem, że jeszcze tu wrócę.

Ogród jest położony na zboczu. Zwiedzanie odbywa się najpierw w dół. Potem trzeba jeszcze wrócić. Warto zachować zapas sił, odpoczywać korzystając z ławeczek w ustronnych zakątkach czy przy punktach widokowych. Lub zrobić sobie przerwę w kawiarni, żeby się nie przemęczyć i nie zniechęcić. Zwłaszcza dzieciaków.

Chociaż dla bardzo zmęczonych, jest opcja powrotu do wyjścia autkiem elektrycznym. Do niedawna jeździły takie typu wózki golfowe. A ostatnio pojawiły się już wersje eleganckie, o wiele bardziej pasujące do charakteru ogrodu. Jeszcze nie korzystaliśmy, więc nie znam ceny tej atrakcji. Ale może kiedyś?

Można schodzić do kolejnych partii ogrodu schodkami różnymi. Jest też droga ciut dłuższa do zjazdu z wózkiem.

Ogród ma wiele urokliwych zakątków. Te na zdjęciach, to tylko kilka z nich.

Na terenie ogrodu porozrzucane są różne detale architektoniczne, rzeźby, mozaiki z płytek Azulejos. Za każdym razem jakiś inny szczegół zaciekawia.

Rośliny wypełniające ogród również są rozmieszczone tematycznie. Są zakątki orientalne, tropikalne czy pokazujące roślinność Madery. Przy każdej wizycie otoczenie wygląda trochę inaczej, zależnie od pór kwitnienia różnych gatunków.

Dzieciakom zwykle najbardziej podobają się zwierzaki. Na stawach pływają kaczki i łabędzie. W wodzie miejscami kipi od ryb. Na drzewach (i w kawiarni) królują drobniejsze ptaki.

Przy ostatniej wizycie spotkaliśmy najnowszych mieszkańców ogrodu- flamingi. A w kawiarni po raz pierwszy z tak bliska widzieliśmy rudzika.

Chociaż zwykle po wizycie w Ogrodach jesteśmy dość zmęczeni, to do kolejnej wizyty już o tym zapominamy i cieszymy się na ulubione zakątki i spodziewane nowe odkrycia.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 6/2023

Kiedy przychodzi czas pisania tego podsumowania, zaskakuje mnie, że to już.
Kolejny tydzień minął.

Ale skoro …

Kto czyta książki, żyje podwójnie.

Umberto Eco

…nie ma co się martwić upływem czasu, tylko sięgać po kolejne tomy.

Jak dawniej żyły dzieci. B. Hubbard, Ch. Engel

Skończyłyśmy. Córka słuchała bardzo chętnie ( poza fragmentami o mumiach, w różnych kulturach).

Ja jednak mam pewien niedosyt. Więcej oczekiwałam kierując się tytułem książki.

Niby przewodnikiem po danej kulturze jest dziecko. Ale faktów dotyczących dzieci niewiele. Po kilka ciekawostek charakteryzujących daną kulturę, ilustracje kilku artefaktów( których rzeczywisty wygląd sprawdzałyśmy w internecie).

Spodziewałam się jednak przedstawienie tematu rzeczywiście skupionego na życiu dziecka w danym okresie. Na jego punkcie widzenia. A nie na sepuku samurajów czy zwyczajach pogrzebowych w różnych epokach. Choć to też jest ciekawe. I też było elementem życia dziecka, jak cała kultura, w której żyło.

Jednak dla dzieci, moim zdaniem, akurat te szczegóły nie są fascynujące aż tak bardzo, jak to, co ich rówieśnicy robili na codzień, w co się ubierali, co jedli, jak i czego się uczyli, czy i czym się bawili. Co było dla nich ważne.
Jest trochę takich informacji, ale fajnie by było, żeby w opowieści o każdej kulturze było to tak pokazane.

Zostaje duże pole do popisu dla rodzica, na jego opowieści, wykorzystanie własnej wiedzy i wyobraźni do poszukiwania z dzieckiem odpowiedzi na pytanie, jak wtedy mogły żyć dzieci. W tym konkretnym miejscu. W tym konkretnym czasie. I w tej konkretnie kulturze.

Żubr Pompik. Odkrycia. Pory roku. Tomasz Samojlik

Nasza ulubiona żubrza rodzinka.
Ciekawska i odkrywająca świat i przyrodę.
A razem z nimi my, czytelnicy, zamieniamy się w odkrywców.
Seria skierowana do dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym też, moim zdaniem. Nasza siedmiolatka w temacie przyrody jest już mocno obeznana, ale te książeczki czyta i tak z zaciekawieniem.

Temat tej książeczki- pory roku. Czy i która jest najlepsza?
Nie pokrywają się nam z porami roku maderskimi, ale cóż. Przecież pamiętamy doskonale, jak to wygląda w Polsce. Trochę pór roku tam przeżyliśmy.

Na Maderze, w klimacie wyspiarskim i subtropikalnym pory roku są dwie- deszczowa (zima, inverno) i sucha (lato, verão). Na oko różnią się temperaturą powietrza i ilością opadów.
Ale jak się przyjrzeć dokładniej, to i tu nawet z miesiącami związane są zmiany w przyrodzie. Np wiemy już, że warto czekać na kwitnienie jakarandy za oknem w maju (teraz zaczyna zrzucać liście). A teraz jeść anony, póki jeszcze dojrzewają na lokalnych drzewach.
Banany są na szczęście całoroczne tutaj.

Kamila i konie. Tom 1. Lili Mésange, Turconi.

Komiksy świetnie się nam sprawdzają do wprawek w samodzielnym czytaniu. Doświadczenie nam pokazało, że każde dziecko uczy się czytać w swoim czasie.
Syn czytał płynnie i samodzielnie przed 6 urodzinami. Córka ma teraz ponad siedem i zaczyna czytać zdania. Do większych tekstów śmiałości jeszcze nie ma. I tu komiksy bardzo jej pomagają.
Przygody Kamili są bardzo zabawne i bardzo końskie.
Jedyne „ale”, jakie w tej chwili mam, to przedstawienie większości mężczyzn w tej opowieści raczej w kiepskim świetle. Zwłaszcza jedynego chłopca w klubie jeździeckim.
Takie jest moje wrażenie. Zastanawiam się, czy autorka [edit: autor, francuski scenarzysta, tylko pseudonim jest kobiecy. Jednak warto dokładniej czytać skrzydełka okładek] mogła tę historię poprowadzić inaczej ?

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Przeczytałyśmy już 56 opowiadań. Mamy z górki. Książka ta jest już stałym elementem wieczornej rutyny. Każdego dnia dowiadujemy się czegoś ciekawego. I poznajemy kolejne fragmenty Pisma Świętego. Dobry materiał do rozmyślań przed zaśnięciem.
Chyba, że ciekawość się rozhula i zamiast układać się do snu, przez pół godziny szukamy dodatkowych informacji lub sprawdzamy, jak coś wygląda na zdjęciu czy filmie.

Grandma Bird. Benji Davies

Wróciła do nas książeczka w języku angielskim. Pożyczyliśmy tym razem my sąsiadom.
Jest pięknie ilustrowana. Historia jest dość prosta i krótka. W sam raz by przy jednej sesji czytania nie przytłoczyć nadmiarem obcego słownictwa.
Córce podoba się na tyle, że szukamy pozostałych z tej serii.

Piątka z Zakątka. Banda z Uroczyska. Krystyna Drzewiecka

Kolejne audiobooki przesłuchane. I tym razem nie autorstwa Astrid Lindgren.
Zarówno bohaterowie, jak i ich przygody, przypadły do gustu naszej pierwszoklasistce.

Podobno i na Maderze wiosna ( a raczej lato) idzie, choć w zeszłym tygodniu 2 razy był śnieg w górach. Na wybrzeżu tylko deszcze ulewne się zdarzyły. Dobrze, że jeden dzień, a nie tydzień bez przerwy.
Często cieszymy się też pięknymi tęczami. Wydaje mi się, że to jeden z atrybutów tutejszej zimy.

A że książki są dobre o każdej porze roku, to korzystamy, ile dajemy radę. Łatwo z czasem na czytanie nie jest. Sporo spotkań ze znajomymi się wydarzyło. Mimo że pół tygodnia przeziębienie wycięło.
Dobrze, że córka sama domaga się wspólnego czytania. Rozdział tu, rozdział tam, i posuwamy się do przodu.

Dobrego tygodnia i ciekawych lektur życzę!

Muzeum Zabawek na Maderze- czy tylko dla dzieci?

Museu do Brinquedo da Madeira

To muzeum znajduje się w centrum Funchal. Niedaleko od ulicy z malowanymi drzwiami- Rua de Santa Maria. Wejście jest nie od strony, którą wskazuje nawigacja ( Rua Latino Coelho), ale wchodzi się od przeciwnej strony, od Rua Hospital Velho, przez galerię RESTOCK.

Tędy wchodzi się do Muzeum Zabawek.

To nie była nasza pierwsza wizyta Muzeum Zabawek. Poprzednio byliśmy tam podczas pierwszej wizyty na Maderze, w styczniu 2018. Wtedy muzeum było stale otwarte i bilety kupowało się przy wejściu. W tej chwili bilety kupuje się w sklepiku ( ostatni po prawej) w galerii RESTOCK.

Wybraliśmy się tym razem z odwiedzającą nas rodziną z Polski. Wejście kosztowało nas 5 euro za osobę dorosłą. Dzieci weszły za darmo. Chociaż na stronie podana jest cena 3e za dziecko.

Miły pan wpuścił nas do muzeum, odkluczając je specjalnie dla nas. Po przekazaniu kilku instrukcji, z których najważniejsza była „nie dotykać eksponatów” , zostawił nas w środku samych. To było jak zwiedzanie indywidualne. Całe muzeum na wyłączność.

Znajduje się ono na 2 piętrze. Jest możliwość skorzystania z windy. W środku jest toaleta.

Cała kolekcja składa się z kilkudziesięciu tysięcy zabawek. Jest kilka sal, w których zabawki są podzielone kategoriami.

Modele pojazdów.
Układanki znane większości, z lokalnymi obrazkami
Sala LEGO, bliska dzieciakom
Lalki, laleczki, domki, domeczki… piękne i mniej atrakcyjne wizualnie.
Niektórych można się było wręcz przestraszyć;)
Figurki kolekcjonerskie związane z różnymi bajkami animowanymi.

Nasze zwiedzanie nie trwało długo. Można w 30-60 min obejrzeć większość eksponatów..
Już na początku rozdzieliliśmy się. Dzieciaki w swoim szybszym tempie oglądały to, co je zaciekawiło. My, dorośli, skupiliśmy się na poszukiwaniu zabawek ze swojego dzieciństwa.
Każdy znalazł coś dla siebie.

A że w pobliżu jest jeszcze kilka atrakcji turystycznych, można spokojnie dodać to muzeum do swojego planu zwiedzania, jako odpoczynek od gwaru ulicznego.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 5/ 2023

Odwiedziny rodziny u nas na Maderze kończą się jutro. To wyjątkowe dwa tygodnie dla nas wszystkich. Pierwszy raz bliscy krewni spędzili z nami czas w naszym nowym domu.

Nasza codzienność i domowa edukacja była zmieniona, a jednak ubogacona. A córka sama zatroszczyła się o wspólne czytanie. Jak wieczorami było mniej czasu na książki, to przynosiła je kolejnego dnia do śniadania. Potrafiła też rezygnować z rodzinnego oglądania filmów wieczorem, żeby był czas na przeczytanie kilku rozdziałów książek z mamą, zamiast jednego.

Jak dawniej żyły dzieci? Ben Hubbard, Christine Engel

Tym sposobem w tej książce poznaliśmy w tym tygodniu dzieciaki z trzech kultur: olmeckiej, starożytnej Aleksandrii i Wielkiego Stepu. Na kolejny tydzień zostały już nam ostatnie rozdziały. Postaramy się podsumować to, co poznałyśmy i umieścić na osi czasu.

Jak działa człowiek? Nauka. To lubię. Tomasz Rożek

Ciało człowieka jest bardzo interesujące. A szczególnie to, jak działa wewnątrz. Jak i po co oddychamy? Czemu nasze ciało się nie zwija, jak naleśnik, ale potrafi stać prosto? To tylko dwa pytanie, na jakie znalazłyśmy odpowiedzi w rozdziałach o układzie oddechowym i kościach.

Kamila i konie. Tom 1. Miłość Oceana. Lili Mésange. Turconi.

Kolejny próby samodzielnego czytania Pierwszoklasistki trwają. Podobnie jak u Starszaka, sprawdzają się w tym komiksy. Jest też czas na czytanie ich wspólnie z mamą. Przy okazji tego konkretnie komiksu, poza zabawnymi historyjkami, poznajemy też sporo faktów z życia koni i klubu jeździeckiego.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Córce apetyt na więcej ciekawostek rośnie w miarę czytania tej książki. Czasem jeden rozdział wieczorem już nie wystarcza. Sięgamy po nią też w ciągu dnia.

Pippi. Astrid Lindgren

Towarzyszem w czasie prac manualnych znowu były dla córki w tym tygodniu książki o Pippi Pończoszance. Ale dziś już zabrała się za kolejne audiobooki Astrid Lindgren, których jeszcze nie słuchała. Zobaczymy, czy dołączą do grona ulubionych książek.

Złota Gwiazdka. Emilia Kiereś

Tym razem książka przeczytana w tym tygodniu przez mamę dla siebie. Jedna. Krótka. Ale przeczytana dla własnej przyjemności i odpoczynku. Z gatunku książek familijnych. Ulubionego gatunku relaksacyjnego mamy.

Na kolejną zachętę do czytania dla małych i dużych, cytat z artykułu o wpływie czytania książek na mózg człowieka, z portalu Nauka. To lubię (całość tu)

Z analiz przeprowadzonych na Uniwersytecie Sussex przez dr David’a Lewis’a z MindLab wynika, że wciągająca lektura już po kilku minutach może obniżyć poziom kortyzolu i zredukować stres nawet o 70%. Tak skuteczny nie jest ani spacer, ani nawet słuchanie muzyki.

Redakcja NTL

Co ciekawego w Museu Militar da Madeira?

Museu Militar da Madeira- Palácio de São Lourenço- Funchal

Muzeum Militarne Madery- Pałac św. Wawrzyńca- Funchal

Realizujemy dalej nasz plan poznawania miasta i wyspy poprzez zwiedzanie kolejnych muzeów. Tym razem wybraliśmy się do muzeum wojskowego.
Tak dla równowagi.
Raz coś dla pierwszoklasistki (zwierzaki), raz coś dla nastoletniego syna ( broń palna).

Muzeum militarne znajduje się w pałacu św. Wawrzyńca. Jego początki sięgają pierwszej połowy XVI wieku. Twierdza ta była od swego początku kilkukrotnie przebudowywana.

W chwili obecnej, oprócz muzeum, mieści się w niej siedziba Reprezentanta Republiki Portugalii dla Autonomicznego Regionu Madery oraz siedziba dowódcy wojska.

Próbowaliśmy wejść do środka przez tę bramę, ale uprzejmy żołnierz przekierował nas dalej.

Po lewej kasa muzeum- bilety po 2,5 E za osobę dorosłą, dzieci za darmo.

Muzeum jest niewielkie. Całe zwiedzanie zajęło niewiele ponad godzinę. W salach są opisy tylko po portugalsku. Przy kasie można zainstalować sobie aplikację na smartfona z audioprzewodnikiem i opisami m.in. po angielsku i niemiecku.

Jeśli zwiedzacie z młodszym dzieckiem, które angielskiego jeszcze nie zna, to zostaje samodzielne tłumaczenie wybranych opisów na polski, lub wcześniejsze zapoznanie się z informacjami i wybranie ciekawostek dla dzieciaków.

W naszym przypadku już przy samym wejściu się rozdzieliliśmy. Nastolatek eksplorował sale samodzielnie. Ja towarzyszyłam Młodszej, nawet nie próbując tłumaczyć wszystkich opisów, a skupiając się jedynie na tych eksponatach, które wzbudzały zainteresowanie córki lub moje.

W sali z bronią palną, znajduje się też wystawa fotograficzna prezentująca, czym zajmuje się wojsko w czasach pokoju.

Z tej sali wchodzi się na krótki seans filmowy nawiązujący do historii obrony wyspy. Sala jest malutka, chyba 4-5 krzesełek. Ale filmik zrobił na nas fajne wrażenie. Szczególnie najmłodszej podobały się dodatkowe efekty poza 3D.

Mini sala kinowa

Po filmie poszliśmy przez główny dziedziniec do kolejnych salek wystawowych.

W międzyczasie dzieciaki najbardziej zaciekawiła wojskowa kantyna. Zapachy były na tyle apetyczne, że trudno było je powstrzymać przed wejściem. A ciepły posiłek raczej nie jest uwzględniony w cenie biletu wstępu do muzeum. Choć pomysł to na promocję miejsca byłby całkiem niezły. Myślę, że w takiej sytuacji wielu turystów odwiedzałyby to muzeum w porze obiadowej.

W większej baszcie- wystawa obrazów umundurowań z różnych okresów oraz siodła i emblematy oddziałów.

W ostatniej części wystawowej, w większej baszcie, córka zrobiła sobie jeszcze sesję szkicowania. Zainteresowało ją „logo” jednego z oddziałów, z konikiem morskim. A w piwnicy (lochu?)- pierwsza portugalska flaga.

Starszak, po szybszym tempie zwiedzania, zrobił sobie przerwę czytelniczą pod strzelnicą. Każdy odpoczywa, jak lubi.

Jacyś niewysocy musieli być ci dawni obrońcy fortecy.

To jest ta część fasady budynku widziana z głównej ulicy, Avvenida do Mar.

Chwila odpoczynku po zwiedzaniu.

Wrażenia ogóle pozytywne, choć każdego członka wyprawy trochę inne.

Mama kocha miejsca z historią. Same stare mury mi wystarczają, bym była zadowolona z wizyty.

Młodszej podobał się najbardziej film i „Baby” pistolet.

Starszakowi- sala z bronią.

Skończyliśmy zadowoleni, ale dość zmęczeni i głodni, a na ten problem najlepsza jest przekąska.

Jeśli będziecie kiedyś w Funchalu na Maderze, zachęcam do poświęcenia godziny na zwiedzenie Muzeum Militarnego. Jest ono w samym centrum miasta, a wbrew pozorom, łatwo je minąć. My przechodziliśmy obok, z każdej strony, dziesiątki już razy, a wejścia do muzeum ani razu nie zauważyłam.