Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 4/2023

Tydzień bogaty w rodzinny czas za nami. Powiększony, dwurodzinny skład w naszym mieszkaniu jest miłą odmianą. Plan dnia uległ zawieszeniu. Stałe są niemal tylko posiłki. Dobrze, że ciało się domaga jedzenia.

Świetnie też, że umysł, przyzwyczajony do czytania i słuchania, domaga się swojej wieczornej strawy. Może uboższej w tym tygodniu pod względem ilości książek, ale bogatej w treści.

Jak dawniej żyły dzieci. B. Hubbard, C. Engel

Z egipską dziewczynką skoczyłyśmy w czasy Starożytnego Egiptu. Rozmach budowy piramid jest do tej pory oszałamiający. A hieroglify zachęcają to tworzenia własnych obrazkowych opowieści.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Ta książeczka, niewielkich w sumie rozmiarów, towarzyszyć nam będzie przez kilka tygodni jeszcze. Jedna opowieść dziennie, jest wystarczająca, by zachęcić do odkrycia ciekawych faktów z różnych dziedzin nauki. A wszystko to bez rozdzielania wiary i rozumu, bo przecież świetnie się one uzupełniają.

Biblia w komiksie

Rozpoczęłyśmy w tym tygodniu czytanie Biblii w komiksie. Ze starszym synem przeczytałam ją dwukrotnie, jeszcze zanim nauczył się czytać, czyli przed jego szóstymi urodzinami. Z Młodszą córką podchodzimy dopiero teraz, bo nie jest ona aż taką fanką opowieści komiksowych, jak pierworodny. Jednak teraz chęci są. Zaczęłyśmy od Nowego Testamentu.

Nawet duże zmiany w codzienności, jak dwa tygodnie dzielenia czasu i przestrzeni z drugą rodziną, mogą być łatwiejsze dla dzieci, jeśli zachowa się pewne elementy rutyny. Dla mojej Młodszej jest to wieczorne czytanie. Nawet może być krótkie- 10-15 min. Ważne, aby było.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 3/ 2023

Dzisiaj króciutkie podsumowanie. Mamy na Maderze rodzinnych gości z Polski i czasu na pisanie mniej.
Za to jest czas na odświeżanie i budowanie relacji.
Oraz dzielenie się „naszą” wyspą z bliskimi, którzy są tu pierwszy raz.

Dzikie opowieści. Wędrówka tropem tajemnic natury. Aneta Chmielińska

Wróciliśmy na chwilkę/ rozdział do Dzikich Opowieści. Poczytaliśmy o nocnym życiu lasu. Nieodmiennie fascynujące jest dla mnie to, że taki niepozorny żuk zwany gnojarzem nawiguje dzięki wpatrywaniu się w gwiazdy.

Misia i jej mali pacjenci. Tajemnice lasu. Aniela Cholewińska- Szkolik

Zakończyliśmy tę przygodę z Misią. Sprawa zaśmiecania lasu się wyjaśniła. Winowajca zadośćuczynił za szkody. A czytelnik zostaje z myślą, że on też może zrobić coś dobrego dla przyrody.

Dbajmy o naszą planetę. Książka z okienkami. Katie Daynes

Czytamy kolejne rozdziały m.in o rolnictwie i konsumpcjonizmie.
Wszystko niby fajnie i ciekawie. Ale nie ze wszystkim się bezkrytycznie zgadzamy. Staram się czytając rozszerzać temat.
Bo nasza siedmiolatka czytane treści ostatnio bardzo mocno przyswaja i bierze za swoje.
Wydaje się mi, że w trosce o planetę najważniejsze jest jednak dobro (obiektywne) konkretnego człowieka. I nie wszystko jest tu czarno- białe, czy zero- jedynkowe.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio

Dzięki tej książce mamy kolejne ciekawe wieczorne rozmowy. Na tematy, których sama bym nie zaproponowała, bo nie miałam o nich pojęcia.

Jak działa człowiek? Nauka. To lubię. Tomasz Rożek oraz Tak działa człowiek. Nauka. To lubię. Anna Leszczyńska- Rożek

Dobry zestaw na wstępne poznanie ciała człowieka. W tym tygodniu czytaliśmy o układzie oddechowym.
W książce z zadaniami sporo propozycji kolorowania. Ale też różne ciekawostki o ciele człowieka uzupełniające książkę.
Fajne jest też to, że jest to projekt małżeństwa.

Coś ostatnio nasza edukacja wczesnoszkolna najbardziej książkami czytanymi na głos stoi.
A działanie jest ukierunkowane na inne aktywności niż siedzenie przy biurku nad zeszytami ćwiczeń.
Na przykład udział w przyjęciu, gdzie w towarzystwie jest się jedyną osóbką mówiącą po polsku i trzeba komunikować się z innymi dziećmi w języku angielskim lub uniwersalnym językiem gestów i dzięków, by razem się bawić.
Albo spotkania ze znajomymi, wspólne zwiedzanie wyspy i planowanie w międzyczasie z ciut starszą koleżanką wspólnego prowadzenia schroniska dla zwierząt, jak się dorośnie.
Czy też zwiedzanie Muzeum Historii Naturalnej z mamą i bratem.

Odwiedź z dzieciakami Muzeum Historii Naturalnej w Funchalu (Museu de Historia Natural do Funchal)

Zaplanowałam, że będę z dzieciakami raz w tygodniu chodzić do muzeum w Funchalu.
Pierwszym celem jest lepsze poznanie miasta. Łatwo jest wpaść w rutynę, nawet na tak pięknej wyspie, jak Madera, i zacząć chodzić tylko utartymi ścieżkami.
Jeździć zresztą też, bo te strome drogi sprawiają, że łatwiej mi się jeździ ulicami, które już znam i wiem, czego się spodziewać.

W zeszłym tygodniu wybraliśmy się do Muzeum Historii Naturalnej. Znajduje się ono w Pałacu Św. Piotra ( Palácio de S. Pedro) w historycznym centrum miasta.

Wstęp do muzeum był darmowy.
Akwarium jest zamknięte, bo nadal w remoncie. Na moje pytanie, kiedy będzie otwarte, pan tylko wzruszył ramionami. Cierpliwie poczekamy i jeszcze tam wrócimy.
Do biblioteki widzieliśmy tylko drzwi na drugim piętrze, ale nie wyglądały, jakby każdy mógł tam wejść. Sprawdzimy następnym razem.

Muzeum znajduje się na pierwszym piętrze. Wchodzi się  po pięknych schodach. Nie zauważyłam, czy jest winda, choć do toalet i do ogrodu jest już podjazd dla wózków. Sama wystawa historii naturalnej jest niewielka, nieprzytłaczająca. Na spokojną wizytę z dziećmi w sam raz. Może nie jest tak interaktywna, jak w nowoczesnych muzeach, ale nikt nas też nie przeganiał sprzed gablot, jak dzieci chciały się dokładniej przyjrzeć. Fakt, że moje dzieci są już duże i obyte ze zwiedzaniem muzeów. Jak były mniejsze, też w podobnych bywaliśmy.

Rysunki G.E. Maula, 16 letniego początkującego przyrodnika.
Na górze widać fragment szkiców o wiele późniejszych.
Zachwycające, jak bardzo szkicem można oddać rzeczywistość.

Wystawa przy wejściu poświęcona była wieloletniemu dyrektorowi tego muzeum, G.E. Maul-owi. Lubię takie miejsca, gdzie można przyjrzeć się pracy, której ktoś poświęcił całe życie.

Makieta `Madery, można było podotykać. Przyjrzeć się dłońmi rzekom, górom, drogom.

Najciekawsze dla dzieci były sale ze spreparowanymi okazami zwierząt i realistycznymi modelami.

Przyjrzeliśmy się też trochę szkieletom niektórych zwierząt.

Bociany wzbudziły tęsknotę za wiosną w Polsce. A latająca ryba przypomniała oglądany film.

Były też gabloty z minerałami. Ucieszyliśmy się, że na Maderze można znaleźć inne rodzaje kamienie poza tymi, widywanymi na plaży.
Owadów lokalnie występujących nie było wiele. Ale zostaliśmy tu dłuższą chwilę, bo córka chciała naszkicować motylka.
Najwięcej było okazów zwierząt morskich. To ocean wokół archipelagu Madery kipi życiem.

Minus, że nie ma napisów w języku polskim i wszystkie nazwy dzieciom trzeba przetłumaczyć. Okazy zwierząt są wystarczająco atrakcyjne same w sobie. Można by jednak pomyśleć nad jakąś ścieżką zwiedzania z zadaniami typowo dla dzieci. Na stronie muzeum widziałam, że przychodzą tam wycieczki szkolne. Ciekawe na czym wtedy się skupia oprowadzanie? Chyba musimy się kiedyś pod taką wycieczkę podpiąć.

Sam budynek jest piękny. Bardzo podoba mi się ta architektura. Drewniana klatka schodowa. I ten herb jednego z poprzednich właścicieli na suficie.

Po zwiedzeniu muzeum, wisienka na torcie, ogród pełen pachnących roślin (Jardim de Plantas Aromáticas) ukryty w środku miasta.

Był czas na mały piknik, eksplorację ogrodu i na rysowanie.

Tuż obok muzeum jest niewielki XVI wieczny kościół pw. św. Piotra i św. Klary. Jeśli tylko będzie otwarte, zachęcam do wejścia. Wnętrze jest zabytkowe, zadbane i piękne. Można przez chwilę nacieszyć oczy i odświeżyć ducha.

Moim zdaniem, opisywane dziś miejsca są warte odwiedzenia. Chętnie tam wrócimy, będąc w okolicy.

Nie jest moim celem opisanie całej historii odwiedzanego miejsca, ani pokazanie na zdjęciach wszystkich eksponatów. Chcę zachęcić, najpierw siebie i swoje dzieci, a potem Ciebie, drogi Czytelniku, do ruszania w świat, bliższy czy dalszy, i dokładniejszego jego poznawania.

Przed nami jeszcze kilka muzeów.
Potem znajdziemy sobie inny klucz zwiedzania Funchala i wyspy- może quinty(dawne wille) zamieszkałe lub porzucone, zabytkowe budynki, kościoły Madery, których jest mnóstwo, ogrody i parki, targi…
Albo wymyślimy coś innego.
Wyspa jest niewielka, ale jest tu co robić. Nawet poznanie samej stolicy zajmie nam sporo czasu.

Zachęcam, wyjdź z domu. Zobacz, co ma do zaoferowania Twoja okolica. A jeśli jesteś na Maderze, wejdź na chwilę do opisanego muzeum, ogrodu czy kościoła.

Dowiedz się, z jakich pomocy edukacyjnych korzystaliśmy w naszej ED w kl. I-III ( i czego używamy nadal)

Dzisiaj kolejny tekst zainspirowany ankietą otrzymaną od studentki pedagogiki.
Dobrze czasem otworzyć maila od nieznajomej osoby. Oczywiście, z rozsądkiem.

Wracam myślami do doświadczeń z synem w klasach 1-3. Teraz jest w 7 klasie. Trochę się zmieniło od tamtej pory.
Pomijając już fakt, że syn i córka mają zupełnie różne zainteresowania i uczą się inaczej.
Dostępność pomocy naukowych też się trochę zmieniła.
Pozostałe zmiany wymusza nasz tryb życia i wybór życia w dwóch krajach.
Nie da się posiadać dwóch kompletów wszelkich potrzebnych pomocy naukowych w obu domach.
A nawet jakby się dało, to okazało się, że córka części z nich nie potrzebuje, bo uczy się bardzo dużo „przy okazji”, ale też przy starszym bracie.
Zostawiłam sobie sporo pomocy, własnoręcznie robionych dla Starszaka, z myślą o córce. Jednak chyba ani razu nie wyciągnęłam ich z szafki.

Z jakich więc pomocy edukacyjnych korzystałam i korzystam podczas organizowania zajęć dla swojego dziecka w edukacji domowej w klasach I-III?
Wszystkich nie dam rady opisać, bo nawet wielu nie pamiętam. Zasygnalizuję jednak te, z których korzystamy najcześciej.

Podstawą są dla nas książki.
Dobrze wyposażona biblioteczka jest bardzo pomocna. Zarówno do rozbudzania ciekawości, poszerzania wiedzy, ale też dla rozrywki i odpoczynku.
Chętnie korzystamy z bibliotek, aby wypożyczać książki.
Wykorzystujemy też czytniki ebooków, do czytania książek kupionych lub wypożyczonych np. w usłudze Legimi.
Do audiobooków korzystamy z aplikacji Audioteka.

Już wspominałam o tym we wcześniejszych postach, że nie stronimy od podręczników. Dzieci na chwilę obecną zobowiązane są do zdawania egzaminów z podstawy programowej. Podręczniki zawierają właśnie treści z tej podstawy. Więc póki są nam pomocne, to korzystamy.

Korzystaliśmy w klasach 1-3 z podręczników wskazanych przez szkołę – np. Incredible English do nauki angielskiego dla Starszaka.
Używaliśmy też innych niż polecała szkoła. Np w. tym roku w szkole u córki- ja zaproponowałam szkole serię Lokomotywa, ale córce kupiłam tylko 3 zeszyty ćwiczeń. Tyle nam wystarczy.

Jeszcze wspomniałabym tu o różnorakich książeczkach z łamigłówkami. W formie zabawy pozwalają przećwiczyć sporo umiejętności szkolnych.

W zeszłym roku korzystaliśmy też z kilku książeczek z serii PUS. Teraz chwilowo córka straciła nimi zainteresowanie. Może jeszcze wrócimy do nich z czasem.

Wykorzystywałam też gotowe karty pracy drukowane z różnych żródeł do przerobienia różnych tematów (m. in. z portali SuperKid, BAZGROSZYT). Częściej z synem, teraz mniej z córką.

Korzystamy z różnorakich stron, platform internetowych, jako pomocy do nauki i zgłębiania tematów, którymi dzieci się interesują. Korzystaliśmy między innym ze stron Printoteka, Mimowa, SuperKid, Nauka. To lubię. Junior, KHAN Academy, Matlandia Junior i pewnie wielu innych, których już nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

Teraz z młodszą córką, bardziej z aplikacji, nie tylko stricte edukacyjnych, na urządzenia przenośne korzystamy
Żeby tylko wspomnieć o kilku:
Memrise do nauki angielskiego (plus wprawka z czytania), Syn korzystał w 1-3 z Duolingo,
Scratch Junior- programowanie,
Minecraft- budowanie, orientacja przestrzenna,
Audioteka i Legimi- do audiobooków i ebooków,
Montessori Preschool- różne zadania inspirowane metodą Montessori.

Kolejna kategoria pomocy edukacyjnych –gry/zabawki edukacyjne– to temat. rzeka. W tej kwestii się nam sporo zmieniło. Wydaje mi się, że ze Starszym więcej mieliśmy różnych gier i zabawek edukacyjnych. Pewnie nawet są gdzieś w domu na Suwalszczyźnie. Ale tu na Maderze, do bieżącej pracy z Młodszą, nie mam prawie nic. Chyba, że do kategorii tej zaliczymy lego i klocki legopodobne. Tego to się nam i tu już uzbierało sporo.

Z pomocy wykonanych samodzielnie mamy trochę, czekają w Polsce. Są tam m. in. inspirowane metodą Montessori pomoce matematyczne, czy różne wydrukowane i zalaminowane materiały edukacyjne, co to miały służyć też córce. Ale są  trochę za daleko. Może w czasie wakacji w Polsce do czegoś wrócimy.

Spośród nie wymienionych wyżej wymieniłabym jeszcze gry planszowe. W Polsce mamy ich więcej. Tu w sumie tylko kilka pozycji : Rummikub, Uno, Super Farmer – czyli takie raczej matematyczne, poza nimi 2 gry tematyczne w stylu „duble”.

W pracy z Młodszą przysługują się nam szczególnie materiały plastyczne różnorodne, w tym plasteliny, ciastoliny, piankoliny.
Poza tym niezbędne są papier, taśma bezbarwna lub dwustronna i nożyczki. Młodsza potrafi przy pomocy tego zrobić sobie sporo zabawek, jednocześnie ćwicząc motorykę.

Jeszcze wspomnę o takich mniej oczywistych pomocach naukowych. Nam stale służą: lornetka, lupa, mikroskop kieszonkowy (stołowy też mamy, ale w Polsce) oraz kompas i taśma miernicza. Poza tym drobny sprzęt sportowy– piłki, taśmy, skakanki, rakietki…

Czasem wystarczy po prostu piasek, kamienie czy patyk oraz otwarte oczy i chętny umysł, by lepiej zrozumieć świat.

Jak widać pomoce edukacyjne to szeroki temat. Można ich używać mniej lub więcej, kupować lub pożyczać, a nawet wykonywać samodzielnie czy z dziećmi. Wszystko zależne jest od potrzeb, możliwości i zainteresowań rodziny i konkretnego dziecka.

Może zechcesz podzielić się, drogi Czytelniku, swoimi doświadczeniami, jeśli masz lub miałeś dzieci w edukacji wczesnoszkolnej.
Napisz w komentarzu 1-2 pomoce, które najbardziej przysłużyły się Twojemu dziecku w klasach I-III?

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 2/ 2023

Drugi tydzień pobytu na Maderze z kolejnymi próbami wdrożenia się w jaki- taki plan dnia i tygodnia.

Choć Madera piękna i pogoda bardzo zachęcająca do czasu na zewnątrz, to naukę i przygotowanie do egzaminów również ogarnąć trzeba.

A nie wszystko da się zrobić w tzw. międzyczasie. Czasem( a może nawet często) trzeba po prostu przysiąść i poćwiczyć, co jest do przećwiczenia.

Chyba, że kiedyś zostanie w Polsce zaakceptowany unschooling, to wtedy można będzie w pełni oddawać się zainteresowaniom i pasjom, nie zważając na żadne podstawy programowe.

Dobrze, że są ciekawe książki ułatwiające przyswajanie wiedzy i zamieniające naukę w przyjemność, a nawet w czas budowania relacji w rodzinie.

Jak działa człowiek? Nauka. To lubię. Tomasz Rożek

Cenimy sobie działania promujące naukę realizowane przez pana Tomasza Rożka. Poprzednia książka, Akademia Superbohaterów, zaskoczyła i urzekła mnie tym, jak wielu Polaków jest zasłużonych dla ludzkości, na różnych polach naukowych. A ja wielu z nich nie znałam.

Jak działa człowiek? to najnowsze wydawnictwo. Oparte częściowo na animowanej serii o człowieku dostępnej na stronie fundacji Nauka. To lubię i na kanale YouTube Nauka. To lubię. Junior. Młodszej filmy bardzo się podobały. Wiedziałam, że książka również przypadnie jej do gustu.

W tym tygodniu zapoznałyśmy się z układem krwionośnym, podziwiając wytrwałość mięśnia sercowego. Oraz z układem nerwowym, rozbudzając ciekawość budową i skomplikowanym działaniem mózgu.

Książce towarzyszy jeszcze druga, z kreatywnymi zadaniami rozszerzającymi rozdziały o układach w ciele człowieka, ale do niej jeszcze wrócimy.

Misia i jej mali pacjenci. Tajemnice lasu. Aniela Cholewińska- Szkolik

Ta książka ma trochę inną formułę niż części, które wcześniej czytałyśmy. W poprzednich najczęściej każdy rozdział miał swojego zwierzęcego pacjenta Misi. W tej, pacjentem jest właściwie las. Troska o niego rozciąga się na całą książkę. A do tego wątek niemal kryminalny- kto wywozi śmieci do lasu?! Z zainteresowaniem śledzimy tę przygodę. Jeszcze rozdział do końca.

Żubr Pompik. Odkrycia. Sekrety drzewa. Tomasz Samojlik

Kolejny Pan Tomasz w tym zestawieniu. Tym razem twórca jednego z naszych ulubionych bohaterów literackich- żubra Pompika.

W tej małej-dużej książeczce, razem z Pompikiem i jego młodszą siostrą Polinką, dowiadujemy się, ile sekretów kryje w sobie jedno, niby zwyczajne, czy nawet nudne drzewo.

Dobra publikacja dla przedszolaków. Ale też dla dzieciaków w wieku wczesnoszkolnym, do powtórki tematów przyrodniczych, które może już znają. Szczególnie dla fanów pewnego uważnego żuberka, bo…” być żubrem, to brzmi dumnie…”!

Jak dawniej żyły dzieci? Ben Hubbard

Kolejna wyprawa w czasie i przestrzeni. Tym razem do roku około 7000p.n.e., do miasta bez ulic- Çatalhöyük ( w dzisiejszej Turcji)- z domami bez okien i z wejściem po drabinie z dachu. Oglądnęłyśmy nawet kawałek filmu- rozmowy z polskimi badaczami biorącymi udział w wykopaliskach tego miasta.

Karlsson z dachu. Astrid Lindgren

Przerwa świąteczna w Polsce i nowy rok, zachęciły Młodszą do ponownego przesłuchiwania kolejnych książek. Tym razem to seria o Karlssonie z dachu.

Nie wiem, czy Tobie lub Twoim dzieciom też się to zdarza, ale my lubimy, bardzo, wracać do tego, co już znamy.

Miesięcznik Staś. Numer styczniowy.

Bardzo aktualne tematy roku, kalendarza, dni babci i dziadka, karnawału. Sporo łamigłówek.

Ulubione działy:

Młodszej- komiks, wierszyki, teatrzyk

Starszego- porady Dziadka Tadzia- savoir- vivre w różnych sytuacjach.

To tyle naszych czytelniczych przygód z tego tygodnia. Starszak nurza się samodzielnie w serii o Panu Samochodziku. W tym tygodniu przyszedł do mnie z zachwytem, że akcja aktualnie czytanej części, dzieje się w okolicach naszej wsi na Suwalszczyźnie.

Tylko na książki „mamowe” czasu braknie. Pocieszam się, że tyle co naczytałam się dla siebie w czasie przeddzieciowym, to wystarczy mi jeszcze na długi czas. Udaje się też od czasu do czasu zarwać jakąś nockę z wciągającą książką, w ramach resetu.

A na codzień muszą mi wystarczyć książki czytane głównie z córeczką i dla niej. Dobrze, że te książki są takie ciekawe:)

Um caminho para todos- szlak pieszy na Maderze- czy na pewno dla wszystkich?

W zeszłym tygodniu wybraliśmy się na spacer jednym z krótszych szlaków, o nazwie. Ścieżka dla wszystkich. Dojazd ze stolicy zajął nam ponad 40 minut.
Minus jeżdżenia na wycieczki własnym autem jest dla nas taki, że żadnego z dłuższych szlaków nie możemy na razie przejść w całości. Są one zwykle jednokierunkowe. Pętli jest bardzo mało. Trzeba tak siły rozplanować, by dać radę wrócić do auta. Biorąc pod uwagę nachylenie terenu.
Nasze siły mierzymy siłami najmłodszej uczestniczki spacerów. Która dodatkowo nudzi się, kiedy ma tylko szybko iść i podziwiać widoki. Jej ulubiona forma, to zatrzymywanie się, by oglądać rośliny i żyjątka. I postoje na przekąski.

Szlak Um caminho para todos ma długość 1,9 km w jedną stronę. My zaczęliśmy od okolic Pico das Pedras. Jest parking niewielki przy samym początku szlaku.
Szlak jest praktycznie płaski, dość szeroki przez całą drogę. Zaczęliśmy wcześnie, więc byliśmy zupełnie sami.

Tym, co sprawia, że moim zdaniem nie jest to szlak dla wszystkich, jest nawierzchnia. To, że nierówna, to całkiem normalne na wyspie. Tego dnia było też mokro, choć jakoś szczególnie deszczowo od kilku dni nie było. W wielu miejscach było błotniście i dość ślisko. Odpowiednie buty, to podstawa. I ostrożność, aby się nie poślizgnąć.

Po prawej stronie w oddali majaczy wyspa Porto Santo.

Mniej więcej w połowie drogi jest polana czy poręba, z której przy dobrej widoczności można rzucić okiem na wyspę Porto Santo, odległą o około 43 km od Madery.

Jedna z hortensji. W maju podobno cały szlak jest ukwiecony jej kwiatami.

Szlak większość trasy prowadzi obok lewady. Jest zielono, spokojnie. Ptaki ćwierkają i szumi woda. Bardzo relaksujący spacer.

Pod koniec trasy przeszliśmy nad całkiem hałaśliwą rzeczką z malowniczym wodospadem.

Duży, płatny parking przy parku leśnym.

Trasa kończy się w parku leśnym Queimadas, Parque Florestal das Queimadas.

Są tam toalety, płatne monetami, wrzucanymi w automat na drzwiach.
Jest też kawiarnia, ale w sobotę rano była jeszcze nieczynna.

Moja ulubiona Zięba Maderska – Fringilla Coelebs Maderensis.

W międzyczasie zdecydowaliśmy,  że do auta szybkim marszem wróci tylko mąż. Reszta rodziny została w Queimadas. Zjedliśmy kanapki, przy okazji okruszkami wabiąc zięby.

Szopka jeszcze jest, ale podniszczona. Mam nadzieję, że przez warunki naturalne ( wiatr i deszcz), a nie wandali.

Mieliśmy też czas na spacer po terenie parku.

Zarówno kaczki, jak i gęsi, bardzo domagały się uwagi ( a może bardziej okruchów kanapki).

W parku jest bardzo przyjemnie, zielono i o poranku dość cicho( nie licząc głosów. gęsi i kaczek).
Powoli zjeżdżało się na parking coraz więcej aut osób chętnych do wyruszenia jednym z dwóch dłuższych szlaków, które również zaczynają się w parku.

Nie mogło zabraknąć kotów. W okolicy chyba z sześć zobaczyliśmy.

Podsumowując, szlak warty przejścia. Bez stromych podejść i zejść. Szeroki i dość dobrze utrzymany. Dobry na niezbyt długi spacer. Zwłaszcza, jeśli przejdzie się go w dwie strony.

Co istotne, jak przy każdym wyjściu na szlak, należy:

  • uwzględnić swoje możliwości ruchowe, przygotowanie fizyczne
  • założyć wygodne, antypoślizgowe, wodoodporne buty
  • zapakować wodę i odżywczą przekąskę do plecaka oraz telefon naładowany, ewentualnie mapę, latarkę ( na szlaki z tunelami)
  • założyć ubranie odpowiednie do pogody, zmiennej na Maderze. Warto sprawdzać prognozę pogody, zwłaszcza przy planowanych wyjściach na dłuższe szlaki
  • pilnować się wytyczonego szlaku; przed wyruszeniem sprawdzić, czy szlak nie jest zamknięty ( co się zdarza, zależnie od warunków pogodowych, stanu szlaku itp)
  • nie ruszać samemu na szlak, poinformować kogoś, gdzie się wybieramy i kiedy planujemy wrócić
  • nie zostawiać po sobie żadnych śmieciowych śladów
  • z założenia pogodzić się z tym, że ubranie i obuwie po przejściu błotnego szlaku nie będą czyste
  • cieszyć się widokami, przyrodą i świeżym powietrzem 🙂

Więcej wskazówek bezpieczeństwa na szlakach na Maderze na tej stronie.

Metody w nauczaniu wczesnoszkolnym- co się u nas sprawdza?

Wspieranie dzieci w drodze rozwoju

W zeszły tygodniu dostałam od studentki pedagogiki ankietę skierowaną do rodziców edukujących swoje dzieci domowo w klasach I-III.
Skłoniła mnie do zastanowienia się i przypomnienia sobie, z jakich metod nauczania korzystamy w naszej domowej edukacji, dawniej ze Starszakiem, teraz z Młodszą.
Co istotne, ani ja, ani mąż wykształcenia pedagogicznego nie mamy. Jedyny element systemowego uczenia się pedagogiki w moim przypadku, to kilka wykładów pedagogicznych na studiach magisterskich na kierunku pielęgniarstwo.

W ankiecie pojawiły się do wyboru takie metody nauczania w klasach I-III:

  • klasyczna lekcja
  • dyskusja
  • praca w małych grupach
  • lekcje muzealne
  • lekcje/ kursy online
  • Kino/ teatr
  • korepetycje
  • inne…

Po przemyśleniu doszłam do wniosku, że klasycznych lekcji raczej nie prowadzimy.

Dyskusje nam się zdarzają, na różne tematy. Mamy zasadę, że z każdym tematem dziecko może do nas przyjść. Nie ma tematów zakazanych. Możemy mieć różne zdanie. Możemy wspólnie szukać odpowiedzi.

Praca w małych grupach zdarza się. Najpierw w grupie rodzinnej, ale poza nią również. Starszy w klasach I-III chodził raz w tygodniu na zajęcia w grupce dzieciaków ED w Warszawie. Młodsza, jak jesteśmy w Polsce, to ma też takie zajęcia grupowe w małej grupce z jej szkoły.

Lekcje muzealne zdarzały się częściej, kiedy mieszkaliśmy w Warszawie. Teraz raczej sami zwiedzamy muzea. Czasem ja ukierunkowuję zwiedzanie na konkretny temat.

Lekcje/ kursy online- w klasach I-III raczej niewiele. Później już tak.

Do kina, teatru wybieramy się w miarę możliwości. Choć częściej do kina. Korzystamy też z kina w domu.

Korepetycje w klasach I-III nam się nie zdarzały. Starszy dopiero od 4 klasy zaczął chodzić do szkoły językowej, ale nie w ramach korepetycji, czyli dodatkowo. Po prostu zleciliśmy całkowicie nauczanie angielskiego nauczycielowi.

Poza powyższymi, dużo książek czytanych wspólnie i samodzielnie, rozmowy o nich, praca z książką. Ale też z podręcznikami i zeszytami ćwiczeń. Nie stronimy od nich. Uważam, że mogą być pomocne.

Wspólne szukanie odpowiedzi na pytania w książkach, internecie, innych źródłach.

Podróże, to ważny element metod nauczania, które stosujemy. Pozwala doświadczać na żywo przyrody, geografii, kultury. Pomaga w nauce języków w kontakcie z osobami obcojęzycznymi.

Nauka przez doświadczenie, dotknięcie, przeżycie jest dla nas ważna. Staramy się brać udział w wydarzeniach lokalnej społeczności, rodzinnych. Odwiedzamy historyczne miejsca, festyny tematyczne. Tu też pasują rozmowy z ludźmi, przyglądanie się pracy rzemieślników.

Eksperymentujemy też, na ile to możliwe, w domu i w takich miejscach, jak nasze ulubione Centrum Nauki Kopernik. Przeprowadzamy doświadczenia i obserwacje przyrodnicze.

CNK- daktyloskopia

Zwłaszcza w umiejętnościach życia codziennego istotna jest nauka przez działanie, naśladowanie, ćwiczenie, powtarzanie czynności.

Samodzielnie przygotowany koktail przez córkę i zdjęcie jej autorstwa

Kolejny element w klasach I-III ułatwiający przyswajanie treści, ale też ćwiczenie tego, co trudniej przychodzi, to nauka przez zabawę, często inicjowaną przez dzieci ( np. pisanie liścików do siebie).

Kolejność opisanych metod nie jest hierarchiczna. W różnym czasie, stosujemy różne metody, w różnej ilości. I nie nazywając tego metodami, tylko życiem.
Raczej nie ma tak, że ja planuję z wyprzedzeniem, jakiej metody użyć do jakiego tematu.
Po prostu dostosowujemy się do tego, co przynosi życie, ale też do wymogów (ograniczeń), jakie nam narzuca podstawa programowa na dany okres, którą po prostu trzeba przerobić do egzaminu.
Ważniejszym wykładnikiem są zainteresowania i pasje. Za nimi staramy się podążać na miarę możliwości. Staramy się też dopasować do możliwości i potrzeb dziecka, ale też całej rodziny.

A Ty jakie metody nauczania wykorzystujesz wspierając naukę swoich dzieci? Podziel się w komentarzu.

Poznaj nasze cotygodniowe przygody czytelnicze 1/ 2023

Nowy rok, nowym rokiem, ale my kontynuujemy nasze codzienne głośne czytanie. Najczęściej z Młodszą, oficjalną siedmiolatką. Czasem dołącza Starszy na chwilę.

Misia i jej mali pacjenci. Tajemnice lasu. Aniela Cholewińska- Szkolik

To już kolejna książka z tej serii w naszej biblioteczce. Przysłana przez ciocię i wujka.
Bardzo lubimy książki o zwierzętach. Z tej konkretnie poznajemy wiele ciekawostek o lesie, ale też o tym, jak o las dbać.

Niepojęty. 100 opowiadań o Bogu i nauce. Louie Giglio.

Codzienne wieczorne czytanie przedłuża nam wieczorny czas czytania do snu. Chociaż ograniczamy się do jednego rozdziału, to Młodsza za każdym razem chce poznać więcej faktów związanych z tematem. W ruch idzie przeglądarka internetowa.
W tym tygodniu czytałyśmy m. in. o teleskopach w przestrzeni kosmicznej, ruchu płyt tektonicznych i trzęsieniach ziemi oraz energii/mocy słońca i innych gwiazd.

Jak dawniej żyły dzieci. B. Hubbard, Ch. Engel

Książeczka przyniesiona przez Mikołaja. Bardzo mądrze święty Mikołaj wybrał, bo zachęca nas ona do podróży w czasie i przestrzeni.
Dopiero zaczęłyśmy i to od wyprawy bardzo daleko w czasie, aż do epoki paleolitu, aby zerknąć, jak wtedy żyły dzieci.
Przyjrzałyśmy się też rysunkom naskalnym w grotach w Lascaux we Francji.

Dbajmy o naszą planetę. Książka z okienkami. Katie Daynes

To też nowy mieszkaniec naszej biblioteczki. Córka bardzo lubi książki z okienkami.
Temat też ciekawy.
W końcu każdy z nas może zrobić coś, na miarę swoich możliwości, by zatroszczyć się o nasz wspólny dom.

Pippi. Astrid Lindgren

Kiedy mama jest zajęta i nie może czytać na głos ( a samodzielne czytanie wystarcza na razie na krótsze formy), w sukurs przychodzą audiobooki. Wierni towarzysze lepienia z plasteliny i piankoliny oraz budowania z klocków. I ulubiona w tym czasie autorka Astrid Lindgren, w interpretacji Edyty Jungowskiej. Już chyba nigdy piosenki z tych audiobooków nie znikną z mojej pamięci.

Nowe nawyki też się przydają ( w tym roku ciśniemy z poranną nauką języków obcych z aplikacją Memrise), ale jeśli stare nam służą, to nie ma co z nich rezygnować. A czytanie nam służy. Bardzo. I starszym, i młodszym.

Na dodatkową zachętę link do artykułu o wpływie czytania na mózg dziecka.

Cantar dos Reis- Śpiew Królów

Noc z 5/6 stycznia jest czasem, kiedy mieszkańcy Madery spotykają się, by razem śpiewać – kolędy, pastorałki, ludowe piosenki, świętując zakończenie okresu Bożego Narodzenia. Światełka w mieście i szopki bedą jeszcze do 8 stycznia.

Dość przypadkiem trafiłam z dzieciakami na koncert „Vamos Cantar os Reis 2023” w Funchal. Mieliśmy w planie pójść na inny, który został przełożony na kolejny dzień z powodu żałoby narodowej w Portugalii w dniu pogrzebu papieża seniora Benedykta XVI.

A o tym koncercie nie wiedzieliśmy nic, ale szczęśliwie przechodziliśmy przez Ogród Miejski, więc dołączyliśmy. By się razem radować z Bożego Narodzenia.

Ludzi było dużo, miejscowych i turystów.
Scena była udekorowana na skalną stajnię betlejemską. Były przebrane postacie św. Józefa, Maryi z Dzieciątkiem Jezus, Trzech Króli z darami, pastuszków i aniołów.

Zespołu ludowe, głównie z Funchal, wykonywały kolędy i piosenki. Widzowie również dołączali. My niestety, nie. Jeszcze nie znamy na tyle portugalskiego. Ale potańczyć w rytm muzyki i ponucić mogliśmy.

W międzyczasie wśród ludzi rozdawane było tradycyjne ciasto- Bolo dos Reis- drożdżowe z orzechami i udekorowane kandyzowanymi owocami, jak klejnotami. Próbowaliśmy. Jest smaczne. Rozdawana była również tradycyjna nalewka, ale jej nie próbowałam.

Cieszę się, że udało się nam trafić na ten koncert. Dobrze jest wziąć udział w wydarzeniach ważnych dla mieszkańców i poczuć, jak świętują.

Tego samego dnia, jak również 6 stycznia, odbywały się podobne wydarzenia w różnych miejscowościach na Maderze.

Jeszcze z ciekawostek.
6 stycznia nie jest na Maderze dniem wolnym od pracy, jak w Polsce.
W liturgii kościoła katolickiego w Portugalii, święto Objawienia Pańskiego jest przeniesione na niedzielę po 6 stycznia- w tym roku 8 stycznia.

Jedno życie, dwa kraje: jak zachować równowagę i skupienie.

Z wyboru dzielimy czas, jaki jest nam dany, pomiędzy dwa kraje.
Polskę i Portugalię.
Suwalszczyznę i Maderę.
Wieś i miasto.
Taką rodzinnie podjęliśmy decyzję.


Niesie to ze sobą wiele możliwości i radości.
Jednocześnie jest też źródłem pewnych trudności.
Jedną z nich jest poczucie pewnego rozdwojenia, życia dwoma życiami.

Trzeba zatroszczyć się o domy w obu krajach, o dopełnienie formalności wobec obu państw.
Ważniejsze jeszcze jest zadbanie o relacje.
W Polsce rodzina, przyjaciele, znajomi.
Na Maderze nowe znajomości, wymagające nawiązania i podtrzymania.

Tu i teraz

Taką podstawową receptą, z której korzystam, jest życie „tu i teraz”. Pomaga mi to zachować pewną równowagę i skupić się na tym, co dotyczy mnie i moich najbliższych w tej chwili.

Podczas pobytu w Polsce intensywnie czas wykorzystaliśmy na spotkania z rodziną i znajomymi, naszymi i dzieci. Załatwiliśmy kilka koniecznych spraw. Staraliśmy się też nacieszyć tym, czego nie ma na Maderze, czyli m. in. polską zimą.

Po powrocie na Maderę staram się już nie rozmyślać wiele o domu w Polsce. Zostawiliśmy tam pewne niedomknięte sprawy, ale mogą one poczekać do wiosny. Jeśli wydarzy się coś nieprzewidzianego, możemy liczyć na pomoc rodziny, która tam mieszka. Zatrudniliśmy też osobę, która troszczy się o utrzymanie domu pod naszą nieobecność. Nie da się go po prostu zakluczyć na całą zimę, jeśli chcemy, by nam jeszcze jakiś czas posłużył.

Relacje z bliskimi w Polsce staramy się podtrzymywać dzięki komunikacji przez telefon, czy internet.
Nie jest to idealne wyjście, ale przypominam sobie, że jeszcze 100 lat temu wyprowadzka tak daleko skutkowałaby spotkaniami może raz do roku, a w międzyczasie musiałyby wystarczyć niezbyt częste listy.

Żyjemy w pięknych czasach pod tym względem. Mamy możliwość poznania większego kawałka świata przy jednoczesnym utrzymaniu bliskich relacji z rodziną. Bez konieczności wybierania- albo to, albo to. Przynajmniej w tym konkretniem momencie naszego życia.

Wybór i odpuszczanie

Jeszcze jednym pomocnym dla mnie sposobem na utrzymanie równowagi jest odpuszczanie.
Nie wszystko da się zrobić. Nie z każdym da się spotkać. Nie każdą książkę da się przeczytać. A nawet, jeśli się da, to niekoniecznie warto.

Życie jest tylko jedno. A potrzeba się też czasem porządnie wyspać, żeby z tego życia w zdrowiu i z radością korzystać.
Stąd konieczne jest ciągłe wybieranie tego, co dla mnie i moich bliskich ważne. Ważne, choć niepilne, nie krzyczące o naszą uwagę, a bez czego życie byłoby uboższe.
I tak wybieramy. W każdej chwili.

Wdzięczność

Ostatni mój sposób, o którym wielokrotnie na tym blogu wspominam i do czego zachęcam, to wdzięczność.
Za to, co się udało. Za to, co się udało mniej.
Za to, co wybraliśmy. I też za to, z czego zrezygnowaliśmy.
Za tych, co blisko. I tych, co daleko.
Za życie i możliwość czynienia dobra każdego dnia.

Myślę, że te sposoby, o których piszę, mogą pomóc każdemu w zachowaniu równowagi w życiu. Nie tylko w sytuacji dzielenia czasu na dwa kraje. Ale też między pracę zawodową i życie prywatne. Między relację małżeńską, a rodzicielską. Między rodzinę i znajomych.
Nie są one oczywiście jedynymi słusznymi. Można znaleźć własną strategię lub mniejsze pomocnicze.
Mi w tym momencie życia, a również w tym czasie początku nowego roku kalendarzowego, kiedy zalewają nas propozycje postanowień noworocznych i zachęty do zmian w życiu, bardzo pomagają skupić się na tym, co dla mnie ważne.