W tym tygodniu wróciliśmy do Polski na dłuższy pobyt. Powrót odbył się z przygodami. W zaplanowany dzień wylotu na Maderze mocno wiało. Spędziliśmy kilka godzin na lotnisku, a potem wróciliśmy do domu w Funchalu, bo pot odwołano. Trochę dziwne to było.
Drugiego dnia lot odbył się już sprawniej. Tylko godzina opóźnienia. Potem 5 godzin lotu i po 21ej wylądowaliśmy w Warszawie. Nawet lepiej niż gdybyśmy lecieli zgodnie z pierwotnym planem. Dzieciaki nie zdążyły się bardzo zmęczyć i w sam raz na spanie dotarliśmy do hotelu. Pierwotnie u celu bylibyśmy około północy.
Dzięki przełożonemu lotowi zdążyłyśmy dokończyć tę książkę. Opowieści są dość długie. Jak na nasze wieczorne czytanie. Kilka czytałyśmy dodatkowo w dzień.
Pełne są ciekawostek ze świata przyrody, ale też etnografii czy antropologii. Autorka nawiązuje do tego, jak w różnym czasie i miejscu ludzie tłumaczyli sobie konkretne zjawiska przyrodnicze, których nie rozumieli. I tak powstawały niektóre baśnie, legendy, mity.
Córka bardzo zaciekawiona jest przyrodą. Po zakończeniu książki zdążyła jeszcze przesłuchać kilka odcinków podcastu Dzikoprzygody, tej samej autorki, na Spotify.
Biblia w komiksie
Czytałyśmy wytrwale, ale kawałek nam został. Nie jest to jednak zwykła książka. Do Biblii się wraca.
I my wrócimy do tej po powrocie na Maderę.
Atlas anatomii człowieka. Z serii Ilustrowane Atlasy Szkolne
W poniedziałek jedna z moich polskich maderskich koleżanek zabrała od nas sporą torbę książek. Do poczytania, dla swoich córek, pod naszą nieobecność.
Dzięki temu powstały prześwity na półce, z których córka wydobyła akurat ten atlas.
Przeszłyśmy przez kości, mięśnie, stawy i jeszcze kilka innych, szukając ich na sobie.
Kolejne książeczki będą przez jakiś czas przeglądem naszej polskiej biblioteczki. O wiele bogatszej niż na Maderze. Jest z czego wybierać.
Maj w Polsce jest piękny. Cieszymy się bardzo, że już tu dotarliśmy.
Jedyny minus, to komary. Na Maderze niby są, ale jakieś takie bardziej dyskretne i działające raczej solo niż stadami. Może dlatego, że żyją całorocznie bardziej, a tu ich pobratymcy czekali na wiosnę, by się rozmnożyć.
Przed samym wyjazdem na dłużej z Madery, nie zaczynamy nowych książek. Kończymy te, które zaczęliśmy.
Pierwszoklasistka czyta już też dużo sama, ale nadal lubi wspólny czas z książką. Oby jak najdłużej, bo to dobry czas rodzinny.
Nasz nastolatek wrócił do korzystania z czytnika Kindle i łyka książkę za książką. Aż tak bardzo zadowolona z tego faktu nie jestem, bo to finisz roku szkolnego w ED. Do zdania zostały mu jeszcze 3 egzaminy do końca maja. Jednak, kiedy widzę jego podekscytowanie ciekawą książką, to jest radość i dla mnie. Sama go przecież tego nauczyłam.
Biblia w komiksie
Skończyliśmy czytać Ewangelie. Teraz czytamy Dzieje Apostolskie. Może zdążymy do wyjazdu.
Po powrocie jesienią zabierzemy się za Stary Testament.
To lubię u Anioła. br. Tadeusz Ruciński
Skończyliśmy wczoraj tę malutką książeczkę. Przybliżyła nam wiele cech aniołów. Dobrze mieć takiego potężnego towarzysza.
Dobra relacja, skrzynka z narzędziami dla współczesnej rodziny. Małgorzata Musiał
Dobra książka o dobrych relacjach. Trudniej z zastosowaniem w rzeczywistości. Nie da się w jednej chwili wszystkiego wprowadzić. Potrzebny jest czas, o wiele dłuższy niż na przeczytanie książki, na pozbycie się starych nawyków i zbudowanie nowych.
Kolejne podsumowanie książkowe już w Polsce. Zobaczymy, co się uda przeczytać.
Wczoraj, po raz pierwszy chyba, po załatwieniu sprawy na mieście, od dzieci wyszło pytanie „Co teraz zwiedzamy?”.
Na propozycję pobliskiego muzeum Miasto Cukru, oboje się od razu zgodzili.
Znajduje się ono w centrum Funchal, niedaleko katedry. Przechodziliśmy tamtędy wiele razy, a nie zauważyliśmy.
Wstęp jest darmowy.
W piwnicach znajduje się głównie kolekcja znalezisk z wykopalisk spod domu jednego z kupców maderskich.
Zainteresowanie wzbudziła odbudowana cysterna/studnia, do której można zajrzeć dzięki lustru, zawieszonemu powyżej.
I oczywiście kolekcja naczyń, w których nadawano masie cukrowej formę bryły. Łatwiejszej do transportu.
Najciekawsze było dla dzieciaków współczesne naczynie i bryły cukru do oglądania. Można było też dotykać. Nie wszyscy powstrzymali się przed uszczknięciem okruszka.
Można też zobaczyć odtworzone naczynia z fajansu portugalskiego i chińskiej porcelany.
Na zdjęciach obserwowaliśmy jakie trudne jest znalezienie pasujących do siebie fragmentów, spośród wielu wydobytych skorup.
Lampka oliwnaNaczynia do przechowywania i transportu oliwy
Muzeum było zalane w czasie powodzi w 2010 roku. Fragment ekspozycji stanowią zdjęcia z tego okresu, i dokumentacja pracy restauratorów nad przywróceniem eksponatów do jak najlepszego stanu.
Figurka dzieciątka Jezus wyrzeźbiona w kości słoniowej
Miary wykonane na polecenie króla Manuela.
Muzeum jest niewielkie. Tablice opisane są po portugalsku. Przy wejściu można wziąć konspekt w innym języku. My wzięliśmy w angielskim, ale tekstu było tak dużo, że dzieciaki nie były zainteresowane czytaniem. Wolały samodzielnie sale eksplorować. Eksponaty mają opisy portugalskie i angielskie.
Może jeszcze kiedyś tam wrócimy, albo chociaż ja sama. Historia wykopalisk i praca archeologów jest dla mnie ciekawa. A tym razem niewiele zdążyłam się dowiedzieć, chodząc za dziećmi od eksponatu do eksponatu i odczytując im to, co je zainteresowało.
Zamiast dłuższego pisania, wybieram dziś oglądanie filmu z mężem. Ale też opartego na książce.
Podsumowanie tygodnia książkowego tym razem krótsze.
Jak działa człowiek. Nauka. To lubię. Tomasz Rożek
Zakończyliśmy rozdziałem i pochodzeniu życia na ziemi. Polecamy.
Przygoda dzika Toniego Halika. Mirosław Wlekły
Zakończyliśmy. Może być. Choć raczej nie będziemy do niej wracać.
Raz, dwa, trzy, Piaskowy Wilk. Aså Lind
Skończona, w tempie przyspieszonym- już przekazana do przeczytania koleżance. Trafia na listę ulubionych książek Młodszej. Pewnie wróci do niej. Jak nie ze mną, to przy samodzielnym czytaniu.
To lubię u anioła. Brat Tadeusz Ruciński
Czytamy sobie po kilka cech anioła, przed spaniem.
Dobra relacja. Skrzynka z narzędziami współczesnej rodziny. Małgorzata Musiał
Książka, która trochę na półce postała. Ale przypomniałam siebie o niej we właściwym czasie. Jestem w połowie. Pozwala mi spojrzeć z pewnym dystansem na swoje rodzicielstwo i trochę przekierować uwagę na nowe tory.
Rezar na Páscoa. Modlitwy na czas wielkanocny.
Krótka książeczka z modlitwami na każdy z 50 dni okresu od Wielkanocy do Zesłania Ducha Świętego. Mój codzienny kontakt z językiem portugalskim. Tłumaczę sobie ze zdjęć i odsłuchuję w aplikacji DeepL.
Audiobooki
Słuchane książeczki o zwierzakach , autorstwa Jana Grabowskiego.
O istnieniu ogrodów Palheiro dowiedzieliśmy się niedawno od znajomych. Wcześniej myślałam, że są tam po prostu pola golfowe. Wybraliśmy się na spacer tam w Niedzielę Palmową po południu, początkiem kwietnia. Dzień był bardzo ciepły, a powietrze przejrzyste. Dojazd autem zajął nam z 20 minut. Zaparkowaliśmy przed bramą do ogrodu, ale jest drugi parking wewnątrz. Zaoszczędza trochę pieszej drogi w dół.
Ogrody są położone trochę wyżej nam poziomem morza niż nasz dom, więc spodziewaliśmy się, że będzie chłodniej, ale nie- było bardzo przyjemnie.
Bilety kosztowały 10 e od osoby dorosłej. Pani bileterka nas uprzedziła, że ogrody zamykane są o 17tej. Mieliśmy 1,5 h czasu. Wystarczająco na spacer zapoznawczy i zauroczenie tym miejscem.
Będąc w nowej przestrzeni, siłą rzeczy maszerowaliśmy dość raźnie, chcąc zdążyć oglądnąć ogród. Ale co krok zatrzymywało nas coś ciekawego.
Na przykład ten budynek. Pełni pewnie jakieś funkcje gospodarcze, ale dawniej jego część była prawdopodobnie stajnią, może też powozownią.
W centrum ogrodu stoi prywatny dom właścicieli ogrodu, rodziny Blandy. Trochę tak dziwnie (mi byłoby tam mieszkać), ponieważ przestrzeń prywatną oddzielają tylko tabliczki „Teren prywatny, proszę nie wchodzić”, zero dodatkowych ogrodzeń.
Jest sporo wody, stawy, oczka wodne, kaskady. Przyjemnie dźwięczą i orzeźwiają.
A dodatkowo cieszą oczy i zachęcają do obserwacji wodnego życia.
Telopea speciosissima
Te kwiaty bardzo się z Maderą kojarzą. Nie znam ich nazwy polskiej ani portugalskiej. Wiem, że są niezwykle trwałe, jako kwiaty cięte. I mają bardzo słodki nektar ( sprawdzone organoleptycznie).
W jednej części ogrodu krzewy/drzewa kameliowe kwitły różnymi kolorami, a ścieżki usłane były ich płatkami.
Zachwycały też drobniejsze kwiaty, zwłaszcza te znajome z Polski, a tu raczej nie widywane, jak niezapominajki. Albo maki w dziwnych kolorach.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu mieliśmy okazję zaobserwować żaby. A nawet w jednym miejscu widzieliśmy kijanki w różnym stadium rozwoju. Zwłaszcza Młodsza była zachwycona, bo jakoś nie miała wiele okazji na takie obserwacje.
Ze Starszym w jej wieku wielokrotnie chodziliśmy na Pola Mokotowskie w Warszawie i tam w stawach i kałużach, łowiliśmy i obserwowaliśmy wodne stworzonka. Nawet larwę traszki udało się nam pooglądać.
Powyższe rośliny też są we wszystkich kwiaciarniach maderskich. Zastanawiam się, czy widziałam je w naturze na wyspie, czy tylko w ogródkach? Chyba jeszcze nie.
Pod koniec podziwialiśmy panoramę Funchala z ogrodów Palheiro.
Co kilka kroków w górę, widok się zmieniał. Tu już prawie całą marinę było widać.
A przed ostatnim podejściem taki widok jeszcze na łąkę żółciutką, ale nie od mleczy.
Po powrocie do domu zabraliśmy się za malowanie z użyciem odbić posmarowanych farbami kwiatów zebranych spod drzew kamelii i robienie odcisków z kwiatów polnych z użyciem młotka( niezbyt udana pierwsza próba)
Ogrody Palheiro zaskoczyły nas bardzo pozytywnie. To zupełnie inny ogród od tych, w których byliśmy wcześniej na Maderze. Następnym razem wybieramy się tam na dłużej i z jedzeniem na pilnik. Choć jest tam też restauracja, ale tam akurat nie dotarliśmy.
Polecam Palheiro Gardens na krótszy lub dłuższy spacer. Nie wiem, czy przez cały rok. Ale na początku kwietnia jest pięknie. Ważna jest też dobra pogoda. Bo przy zachmurzeniu, widoku na Funchal pewnie by nie było, ale w ogrodzie też mogłoby być nastrojowo.
Jak wrócimy tam o innej porze roku lub w innej aurze, znowu podzielę się wrażeniami.
Już podskórnie czujemy wyjazd do Polski. Jeszcze trochę ponad dwa tygodnie na pozamykane spraw maderskich i lecimy na dłuuugie wakacje.
Ale zanim lot, to jeszcze trochę stron przed nami, bo chcemy dokończyć pozaczynane książki.
Raz, dwa, trzy, Piaskowy Wilk, Åsa Lind
Już część „trzy” czytamy, tego zbiorczego wydania- Piaskowy Wilk i prawdziwe wymysły.
Zastanawiamy się nad samotnością/ samodzielnością, śmiercią czy innymi światami.
Bohaterowie są już nam dobrze znani, ale każda przygoda nadal czymś zaskakuje.
To lubię u anioła. br. Tadeusz Ruciński
Mała książeczka, która powstała z rymowanych tekstów o aniołach, publikowanych przez 3 lata w miesięczniku dla dzieci „ Anioł Stróż” ( który znamy i lubimy, od kiedy Starszak skończył 3 lata).
W każdym rozdziale z sympatyczną ilustracją poznajemy jakąś anielską cechę.
Przygoda dzika Toniego Halika. Mirosław Wlekły
Po przerwie ruszyliśmy dalej w podróż i towarzyszymy Toniemu w zdobywaniu przyjaźni plemienia Karażów.
Jakoś stale, w czasie czytania, nasuwa mi się porównanie z książką „Afryka Kazika”. Wypadające jakoś na niekorzyść przygód Toniego. Jeszcze nie do końca umiem ocenić, dlaczego ta książeczka mnie do siebie nie przekonuje. Mimo, że Tony Halik to ikona podróżnika z mojego dzieciństwa. Zobaczymy, jak skończymy.
Pamiętnik grzecznego psa. W. Cesarz, K. Terechowicz
Z audiobooków Młodsza z zainteresowaniem przesłuchała po raz kolejny książkę o przygodach pewnego pełnego energii malamuta. Audiobook towarzyszył jej tym razem w budowaniu i lepieniu z plasteliny wioski indiańskiej i jej mieszkańców. Lego chwilowo poszło w odstawkę.
Rodzina Monet. Skarb. Weronika Anna Marczak
Tym razem mamowa lektura polecona przez nastoletnią siostrzenicę. Mam zdecydowaną, niesłabnącą ( sic!) słabość do tzw. literatury młodzieżowej.
Przeczytana w jeden wieczór. Dość zgrabnie napisana. W połowie książki jednak byłam już zmęczona mnogością przygód i kłopotów głównej bohaterki, często ściąganych na własną głowę.
W wolnej chwili przeczytam jednak kolejną część. Ciekawi mnie, czy autorka jakoś rozwinie, i pogłębi postacie bohaterki i jej przyrodnich braci.
Mam takie wrażenie, że gdyby autorka osadziła tę historię w realiach dla siebie znanych ( może w Hiszpanii, gdzie przez jakiś czas mieszkała, albo we Wrocławiu, a nie w USA) historia byłaby żywsza i bardziej realistyczna. A tak wydaje się opierać na amerykańskich serialach. I może jeszcze na schematach z wampirzej serii „Zmierzch”. Takie miałam przynajmniej skojarzenia w czasie czytania.
Przeczytanie przynajmniej jednej książki tygodniowo, teoretycznie wydłuża życie( skoro czytając, żyjemy wielokrotnie). Mózg nasz kocha opowieści, i realistyczne, i fikcyjne. Jeśli lubisz czytać, nie żałuj sobie kilku rozdziałów książki dziennie. Twój mózg będzie Ci wdzięczny.
Mieszkanie na Maderze umożliwia nam powolne poznawanie życia tutejszych ludzi. Prawdziwie poznajemy to, w czym bierzemy udział czynnie lub przez obserwację.
Ważne dla nas jest uczestniczenie w życiu Kościoła. To dzięki temu, że nadal pozostajemy w kręgu kultury chrześcijańskiej i religii katolickiej, nie czujemy się tu obco. Różnice są w detalach. Istota jest ta sama.
Dzięki temu czujemy się na wyspie, jak u siebie. Łatwiej nam rozumieć.
Środa Popielcowa w katedrze w Funchalu.
W tym roku po raz pierwszy przeżyliśmy na Maderze cały Wielki Post, rozpoczynając od Środy Popielcowej. Co ciekawe, nastrój w kościele różnił się zupełnie od tego na zewnątrz. Przez półtora tygodnia trwały jeszcze karnawałowe obchody, z głośną muzyką, stoiskami z alkoholem na głównym placu w pobliży katedry. Niełatwo było wyhamować i wyciszyć się w tym czasie.
W katedrze przez cały Wielki Post wystawione były do adoracji figury Matki Bożej Bolesnej i Pana Jezusa Zdjętego z Krzyża. W kilku kościołach widziałam inne figury związane z Męką Pana Jezusa. W naszej parafii była wielkopostna dekoracja przed ołtarzem, podobnie, jak w Polsce.
Zaskoczyło mnie, że nawet pieśni w czasie mszy, nie były tak bardzo wielkopostne, jak w Polsce. Nie zawsze teksty rozumiałam, ale sama muzyka była często radosna. Jakby nie odkładano w tym czasie „na półkę” Zmartwychwstania, ale cały czas pamiętano o tym, że to właśnie powstanie Jezusa z martwych uczyniło Jego mękę tak wyjątkową.
Tylko 3 osoby szły przy stacjach, reszta zostawała w ławkach.
W nabożeństwie Drogi Krzyżowej udało się nam uczestniczyć raz. W katedrze. Bo była wcześniej. W pozostałych bliskich nam parafiach odbywały się późno wieczorem, więc ze względu na potrzeby snu Młodszej się na nie wybieraliśmy. Wiem, że były i w kościołach, i na ulicach miasta.
Poza szatami liturgicznymi i dekoracjami przy ołtarzu, nie było wszechobecnego fioletowego kolory. Ten brak zaskoczył mnie w Wielkim Tygodniu, kiedy na Niedzielę Palmową nie pozasłaniano skrupulatnie krzyży w kościele.
Niedzielą Palmową Męki Pańskiej rozpoczęliśmy obchody Wielkiego Tygodnia. Pierwsze moje pytanie zadane koleżankom dłużej tu mieszkającym- skąd palmy wziąć? Okazało się, że gałązki drzew (chyba oliwne) można było wziąć przed procesją, były zorganizowane przez parafię. Można było też, jak u nas, kupić pod kościołem- ułożone w zgrabny pęczek, z dodatkiem ziół. Zauważyliśmy, że niektóre osoby przyniosły nawet zioła w doniczkach do pobłogosławienia. Potem była procesja ulicą do kościoła.
Kolejna niespodzianka. W naszej parafii to kobiety czytały opis Męki Pańskiej z Ewangelii, zarówno w niedzielę, jak i w Wielki Piątek. Tylko słowa Pana Jezusa odczytywał ksiądz.
Rzeżby Pana Jezusa i apostołów, wystawione do kontemplacji w katedrze. Po raz pierwszy widziałam takie przedstawienie Ostatniej Wieczerzy.
Triduum Paschalne przeżywaliśmy w naszej parafii. Dodatkową motywacją był fakt służby ministranckiej Starszaka. W Wielki Czwartek głównym znakiem było obrzęd umycia nóg. Kapłan umywał nogi mężczyznom, kobietom, dorosłym, dzieciom, ministrantom…cały przekrój ludności parafii. Widoczna jest w ogóle sympatia i zażyłość między parafianami i księdzem.
Zauważyłam też, że w Triduum brało udział mniej więcej tyle osób, co w niedzielnych mszach świętych. Nie było coraz większych tłumów z każdym kolejnym dniem, jak to znałam z Polski. Nie wiem, jak w innych kościołach na wyspie. W tej konkretnie parafii wydawało się, że nie ma „odświętnych” katolików, ale są ci, którzy w życiu kościoła lokalnego uczestniczą regularnie.
Kaplica Adoracji w czasie Triduum
Po litrurgii wieczerzy Pańskiej Najświętszy Sakrament został przeniesiony do kaplicy adoracji. Były świąteczne kwiaty, świece, proste tabernakulum. Nie było welonu na Monstrancji, dekoracji Ciemnicy, dźwięku kołatek. Część parafian została na dłuższą chwilę Adoracji. Zwłaszcza członkowie bractwa eucharystycznego, w czerwonych kamizelkach mężczyźni i czerwonych pelerynkach kobiety. Kościół był otwarty do północy, a kolejnego dnia od 9.
W Wielki Piątek po raz pierwszy został zakryty fioletem krzyż nad ołtarzem. Usunięto wszystkie piękne kwiaty dekorujące kościół w Wielki Czwartek. Była modlitwa kapłana leżącego krzyżem. Adoracja Krzyża odbyła się, jak w Polsce w czasach sprzed pandemii- każdy mógł ucałować krzyż. Brakowało mi klękania wiernych na słowa- „Pojdźmy z pokłonem”. W ogóle mniej tu ludzi klęka, nawet w czasie Przeistoczenia. Główną postawą modlitewną jest postawa stojąca. Ale nie ma „dyscypliny” w takim sensie, że część stoi, część klęczy, jak kto chce.
Po liturgii ponownie przeniesiono Najświętszy Sakrament do kaplicy adoracji, ale tym razem niewielu poszło. Nie wiem, czemu. Może dlatego, że większość wzięła przed Liturgią udział w drodze krzyżowej ulicami parafii?
Brakowało mi znowu kołatek, Grobu Pańskiego, pieśni „Odszedł Pasterz nasz”…
Widziałam w lokalnych wiadomościach, że w parafii katedralnej odbyła się procesja Pogrzebu Pańskiego. Te figury opisane wyżej były niesione procesyjnie ulicami Funchal w okolicach katedry.
Z kolei w miejscowości Camara de Lobos odbyło się wcześniej Misterium Męki Pańskiej- też tylko widziałam reportaż, nie braliśmy udziału.
W Wielką Sobotę zaskoczyły nas zamknięte kościoły w centrum miasta. Były otwarte rano, na ciemną jutrznię, ale jak się wybrałam z dziećmi około 11tej, oba główne (katedra i jezuitów) były zamknięte na głucho. Zaskoczyło mnie to. W Polsce to właśnie wtedy trwa festiwal koszyczków, ale jest też szansa na Adorację. Tu po prostu odbiliśmy się od drzwi.
A całe miasto było dostępne. Wszystkie sklepy, usługi działały każdego dnia, nawet w Niedzielę Zmartwychwstania do około 14tej. W Portugalii Wielki Piątek jest dniem wolnym ustawowo, ale nie dla wszystkich. W sumie nie dziwi mnie ta otwartość sklepów i usług na Maderze, która żyje z tłumów turystów, których trzeba przyjąć i obsłużyć również w Święta.
Przed liturgią światłąMIsa do obrzędu poświęcenia wodySymbole Ducha Świętego
W Liturgii Wielkiej Soboty nie było wielu różnic. Może tylko to, że już przed Liturgią przeniesiono Pana Jezusa do głównego tabernakulum. I czytań było mniej niż w Polsce. Wody święcono w misie mało. Chętni wierni mieli butelki z własną wodą do poświęcenia. Nie wiem, czy to zwyczaj wcześniejszy czy pokłosie pandemii.
Piękny dywan dla NajpiękniejszegoIdziemy za Najważniejszym
W Niedzielę Zmartwychwstania procesja rezurekcyjna odbyła się na zakończenie mszy świętej. Żadnych figur, feretronów, chorągwi. Tylko służba liturgiczna, kapłan niosący Pana Jezusa w monstrancji pod baldachimem i wierni. Przy wyjściu z kościoła był ułożony kwietny dywan.
A wzdłuż ulicy kawiarnie, a w nich ludzie. Obserwujący procesję.
Strażacy trzymający straż przy Grobie w parafii w Karolinie, skąd pochodzi moja mama, gdzie spędzałam wszystkie święta dzieciństwa.. W tamtych czasach stało zawsze czterech. Mimo to pięknie, że tradycja jest nadal kultywowana.
Przyznam, że brakowało mi tych elementów obchodów Wielkanocnych znanych z Polski. Symbolicznych, ważnych i wyczekiwanych każdego roku. Jednak to, co najważniejsze, istota Liturgii tego czasu, była. Mimo tęsknoty za Polską, był to dobry i ubogacający czas. Mocno odarty z przyzwyczajeń, ale dobry.
Nie da się też ukryć, że był to czas spokojniejszy również dla mnie, jako gospodyni. Przygotowania w kuchni minimalne. Jedyny smak kojarzący się z Wielkanocą, który przygotowaliśmy, to sałatka jarzynowa i gotowane jajka. Jakieś słodkości z dziećmi. Ze znajomymi umówiliśmy się na świąteczne spotkanie w restauracji. Miało to swój plus. Odpoczęłam i może byłam trochę przyjemniejsza dla bliskich niż w tym okresie w Polsce, gdy szykowanie potraw zabiera wiele czasu, a potem cierpimy z przejedzenia po dwóch dniach biesiadowania przy uginających się stołach, martwiąc się, jak to przejeść, by się nie zmarnowało 😉
Wspaniale jest świętować tradycyjnie w Polsce z rodziną i przyjaciółmi. Doceniam też jednak tę odmianę tegoroczną i świętowanie na Maderze.
Kolejny tydzień… Jakby tu ten czas krótko podsumować?
Pascha Oktawa Wielkiej Nocy Rodzinne plażowanie na Formosie Egzaminy Starszaka z biologii Plaża w Seixal Codzienność
Czytelniczych przygód odbyliśmy kilka. Każde z nas. I razem, i osobno.
Idziemy za Tobą przez Wielki Post do Zmartwychwstania. Kita M., Łoskot- Cichocka D.
Ostatnie przygody z tą książką to spotkania uczniów ze Zmartwychwstałym, które poznajemy jako ich świadectwa. To dzięki nim wiemy, że Jezus prawdziwie zmartwychwstał.
Raz, dwa, trzy, Piaskowy Wilk. Åsa Lind
Przygody, pytania i problemy Karusi urzekły córkę. Czytamy kilkakrotnie w ciągu dnia. Gdybym się zgodziła, przeczytałybyśmy ją w kilka dni ( a to zbiorcze wydanie trzech książek). Dozuję jednak po trochu. Do powrotu do Polski zdążymy przeczytać na pewno.
Dolina aniołów. Małgorzata Nawrocka
To akurat moja przygoda relaksacyjna z tego tygodnia. Wciągająca powieść, druga z serii, określanej przez autorkę, jako angel-fiction. Bardzo dobra, podobnie, jak część pierwsza „Twierdza aniołów”. Zatwierdzone przez nastolatka- bo to dla niego obie były kupione. Fikcja, ale ze znajomymi postaciami świętych i aniołów, z wplecionymi faktami wiary chrześcijańskiej.
Harry Potter i Czara ognia. J. K. Rowling
Kolejna część przygód chłopca z blizną. Przeczytana przez Starszaka dwukrotnie od czasu pożyczenia od koleżanki. Czytałam jako młoda dorosła. Uważam, że dla człowieka w odpowiednim wieku to dobra powieść. Zwłaszcza pierwsze cztery części. Nie proponowałam wcześniej synowi, a sam nie pytał o nią. Dopiero ostatnio w Porto kupiliśmy ją po angielsku i łyknął od razu, niemal mnie zwracając uwagi, że nie jest w polskim tłumaczeniu.
W tym tygodniu może niewiele książek, za to w sporej objętości.
Poza nimi córka przesłuchała jeszcze po raz kolejny całą serię audiobooków o kocie Cukierku, Waldemara Cichonia, a Starszak po raz kolejny zagłębił się w serię książek historycznych Grażyny Bąkiewicz „Ale historia…”
Takie uroki posiadania skromnej polskiej biblioteczki na Maderze. Chociaż w Polsce dzieci również wielokrotnie wracają do ulubionych książek (tak jak ja do kryminałów Agaty Christie z biblioteczki mojej mamy), więc może to nie o ograniczoność biblioteczki chodzi, ale o wracanie do znanych książek, jak do miłych przyjaciół?
Trwa Wielki Tydzień. Lektury w tym tygodniu są dla nas pomocą dla głębszego przeżycia tego czasu.
Po raz drugi przeżywamy Triduum Paschalne poza Polską.
Pierwszy raz był 11 lat temu, kiedy zrezygnowaliśmy z wynajmowania mieszkania w Warszawie i rozdaliśmy, sprzedaliśmy lub daliśmy rodzicom na przechowanie większość rzeczy. Resztę spakowaliśmy w jeden bagażnik samochodu. I ruszyliśmy z prawie 2,5 letnim pierworodnym do Toskanii, by spróbować tam życia( cała rodzina) i pracy przez internet( to mój mąż). Eksperyment zakończył się po ponad miesiącu, kiedy konieczność założenia firmy pod działalność w internecie zmusiła nas do powrotu do kraju. Potem mieliśmy roczny epizod suwalski.
W tym roku , na Maderze, jeszcze bardziej jest to świętowanie odarte ze znanych nam zwyczajów, bo nawet jajek nie malujemy i nie święcimy, choć znajoma załatwiła tu taką możliwość.
Skupiliśmy się na liturgii w naszej tutejszej parafii. I przyglądamy się, jak Kościół lokalny przeżywa ten czas. Najłatwiej wyłapać nam różnice. To co dobrze znamy z Polski, a czego tu nam brakuje. Ale o tym będzie kolejny tekst.
Idziemy za Tobą przez Wielki Post do Zmartwychwstania. M. Kita, Łoskot- Cichocka D.
Już kończymy Wielkopostną drogę z tą książką. To już kolejny rok razem. Nadal nam służy, mimo zmieniającego się wieku i dojrzałości dzieci. Zdecydowanie nie jest infantylna. Dorośli również z tych krótkich rozważań skorzystają.
Biblia w komiksie
Dość wiernie oddająca Słowa Pisma Świetego.
Formuła komiksu wymusza pewne uproszczenia- m.in. 4 Ewangelie połączone są w jedną opowieść.
Ale służy nam, zwłaszcza z młodszymi dziećmi, jak teraz z siedmiolatką. Z synem czytałam jeszcze wcześniej, 4-5 rok życia.
Mój Wielki Tydzień. Nie ma większej miłości. Ewa Monastyrska
Mała książeczka z dłuższymi opowiadaniami na każdy dzień Wielkiego Tygodnia, od Niedzieli Palmowej.
Opowiadania są skierowane do grupki dzieci( jakby w formie katechezy) i stanowią pewna całość. Kolejny rozdział odwołuje się do poprzednich.
Raz, dwa, trzy, Piaskowy Wilk. Åsa Lind
To nasze drugie podejście z Młodszą do tej książki. Od początku jej się podobała, ale po rozpoczęciu w zeszłej wiosny, została na Maderze i dopiero teraz do niej wróciliśmy.
Ze starszym czytałam ją w podobnym wieku, może wcześniej nawet.
Bardzo fajne opowiastki. Za każdym razem można porozmyślać nad czymś ciekawym lub inaczej, o czymś niby zwykłym.
Kamila i konie. tom 3. Na łonie przyrody. Lili Mésange , Turconi
Czytanie serii zakończone. Przy dłuższym czytaniu i bliższym poznaniu komiksy te zyskały. Polubiliśmy je.
Nie wiem, czy są i będą wydane po polsku kolejne części. Ale jeśli tak, pewnie po nie sięgniemy.
Korzystając z okazji, na ten czas świętowania Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, przez Oktawę i cały pięćdziesięciodniowy okres wielkanocny, chciałabym życzyć moim Czytelnikom błogosławieństwa Bożego, radości i pewności, że śmierć została pokonana i od tej konkretnej chwili w Jerozolimie, prawie 2000 lat temu, nie jest już końcem, ale początkiem życia bez końca.
Marzec na Maderze w tym roku był zdecydowanie cieplejszy niż w zeszłym. Korzystaliśmy ze świata zewnętrznego, ile się dało, próbując nie zaniedbać i innych spraw. W tym szkolnych. Bo koniec roku coraz bliżej, a dla możliwości kontynuacji realizacji obowiązku szkolnego poza szkołą, konieczne jest zdanie egzaminów klasyfikacyjnych.
PortoFanal po raz pierwszyW drodze do FanalCasa da LuzTargi Książki w FunchalPrzy plaży Formosa
Do Porto wyskoczyliśmy na kilka dni, by pozwiedzać je po raz pierwszy. Wrażenia ogólnie pozytywne. Szczególnie Młodsza chciałaby tam wrócić.
Zmotywowani kręceniem filmu ze świata Star Wars na Maderze, po raz pierwszy pojechaliśmy w centrum zachodniej części wyspy. Jakoś nam do tej pory nie po drodze było. Fanal było idealnie zamglone. Nie mam pojęcia, jak w takich warunkach mogli kręcić jakiekolwiek sceny do filmu. Ale w drodze do Fanal skorzystaliśmy z pięknych widoków, zachęceni do zatrzymania się przez stado krów malowniczo wylegujące się na mini łączkach między kolczastymi krzakami. Próbowaliśmy do stadka podejść, ale nie udało nam się znaleźć ścieżki między tymi żółtokwitnącymi krzewami. A wcześniej jeszcze spotkaliśmy się ze znajomymi na farmie zwierzaków w Prazeres.
W tym miesiącu na Maderze tylko jedno muzeum zwiedziliśmy, Muzeum Elektryczności. Mój plan „jedno muzeum tygodniowo” trochę zwolnił. Może to i dobrze? Na dłużej wystarczy.
Kilka wyjść spowodowały Targi Książki w Funchal. Lubię oglądać książki. Dzieciaki też. Nie kupowaliśmy ich wiele ( w odróżnieniu od mojego zachowania na targach książki w Polsce). Znajomość portugalskiego jest jeszcze u nas za mała na swobodne czytanie. A anglojęzyczna literatura jest dość droga. Bez 20 euro do książki nie podchodź. Oprócz książek, zaopatrzyłam się w kilka plakatów z mapami. W końcu coś pasującego nam salonu, by ściany trochę ożywić.
klocki, klocki, klockibaza, jaka jest, każdy widziwspólne pieczenie Konstruktorki. Taśma przezroczysta musi być. McGyver level hard.
Przydarzyło się nam trochę miłych spotkań.
Młodsza poszalała z sąsiadami i polską koleżanką mieszkającą na Maderze. To na zdjęciach, to tylko mały fragment. Były jeszcze długie spacery- z psem i bez psa. Setki skoków do basenu. Domy dla jaszczurek z lego. Strzelanie z łuku…
Starszy radzi sobie sam. Głównie na treningach kajakowych i zbiórkach ministrantów. Ale ostatnio przez siostrę poznał też nowego kolegę, Chorwata.
A całorodzinnie było między innymi plażowanie ze znajomymi na Formosie oraz Święto Trzciny Cukrowej w Canhas. Tam jedliśmy szaszłyki wołowe (espetada) przygotowane w takich warunkach, że bez SANEPIDu nie podchodź. Ale smaczne były. I przeżyliśmy 😉
radzenie z hałasemBabecki na aquafabiepierwsze naleśnikiJedzenie w kształcie zwierzątka lepiej smakuje
Działo się w kuchni sporo. Przełamywanie niechęci do hałasu blendera. Eksperymentowanie z aquafabą z cieciorki. Miał być mus czekoladowy, wyszły ostatecznie smaczne babeczki. Pierwsze, prawie samodzielne ciasto na naleśniki Młodszej. Akceptowanie kolejnych nowych smaków.
zęby?soczewkasoczewka w soczewce ( to mniejsze)mięciutki mózg
Powyższe też w kuchni. Zamówiłam rybę w filecie na obiad. I dostaliśmy do nich dodatkowo głowy. W sumie super- ważone całe ryby przed filetowanie, zapłaciłam za nie(głowy), czyż nie? Spontaniczne badanie anatomii ryby było bardzo udane. Dzięki wytrwałości Młodszej dowiedzieliśmy się, że ryba ma okrągłą soczewkę. I to podwójną jakby. W kulce galaretowatej jest druga kulka, twarda. Ja przy pierwszej kulce się ucieszyłam, że to takie ciekawe, bo nigdy nie widziałam oka ryby w środku. A córka postanowiła drążyć ( ciąć) dalej i znalazła tą drugą. Do mózgu ciężko było się dostać, ale się udało. Po raz pierwszy bez zniszczenia organu. Jakoś się złożyło, że to pierwsze takie badania z córką. Ze starszym mieliśmy nawet przygodę z głowami kaczek i kur ( przy zamawianiu mięsa wioskowego).
Młodszej zabawy z odbiciem
Wśród przygotowań do egzaminów jest też czas na szukanie talentów, Tego, co lubimy robić. Co sprawia, że czujemy, że żyjemy. Córka lubi się bawić aparatem. Stąd na moim smartfonie pojawia się sporo zdjęć jej autorstwa.
A Starszak rysuje w wolnych chwilach (kiedy nie czyta, nie gra, nie programuje…). Dla przyjemności. Często w jego zeszytach ( jak już zechce zadanie szkolne w nich zapisać) warstwa rysunkowa zdecydowanie dominuje nad tekstową. Nieważne, czy to matematyka, polski, czy geografia.
Na początku miesiąca Starszak miał swoje pierwsze zawody kajakowe międzyklubowe. A 19 marca, na świętego Józefa, w portugalski Dzień Ojca, był dzień otwarty w klubie syna i większość rodziny mogła skorzystać z kajaków i popływać po zatoce funszalskiej.
Nasz tryb życia tutaj, jakoś nie sprzyja rutynie szkolnej. Wiem z doświadczenia, że jest łatwiej o te nudniejsze zadania, jak ćwiczenia pisania (tu więcej) czy liczenia, kiedy robi się je regularnie, każdego dnia po trochu. Ale są takie okresy, że nijak nie idzie. Nie da się usadzić dzieciaka nad zeszytem ćwiczeń. I koniec. Wtedy pocieszam się, że napisany list do mamy i wysłany samochodem lego, to też ćwiczenie pisania. Książki czytane na dobranoc z mamą i komiksy samodzielnie w toalecie, to nauka czytania. A przeliczenie składników na zrobienie naleśników, to też ćwiczenie matematyczne.
hodowla kryształów
Za pieniądze zaoszczędzone z kieszonkowego, Młodsza kupiła wyczekiwany zestaw do hodowli kryształów. Pierwsza próba była nieudana. Kryształy urosły na dnie jajka, a nie na dinozaurze. Po wyciągnięciu wniosków i szukaniu możliwych błędów, druga próba już udana. Kryształy rosły prawie w oczach. A dzięki przezroczystemu pojemnikowi można było je łatwo podglądać.
Przyrodnicze obserwacje to coś, co lubimy. I są możliwe nie tylko na spacerach. Ale też w domu. Uprawa truskawek na balkonie uczy cierpliwości. A podglądanie mrówek (regularnie atakujących naszą kuchnię na różne sposoby) pomaga je rozumieć (mimo wypędzania z kuchni, nawet morderczymi sposobami)
Poza tym wiosna, wiosna, wiosna… a nie, przepraszam, już lato maderskie. Marzec pachnie tym kwiatkiem po prawej. Bardzo intensywnie. Kiedyś mama moja miała pachnący tak samo kwiat w doniczce- Stephanotis. Pachnie ładnie. Ale, jak dala mnie, tylko z dużej odległości. A tu sporo ogrodzeń jest tym obsadzonych. Kolor marca to z kolei niebiesko-fioletowe jakarandy zaczynające kwitnienie.
Takie to wyjątki z naszego marca. Część z tych przyjemniejszych. Bo były też chwile trudniejsze. Słabszego samopoczucia. Niechęci Młodszej do współpracy. Dyskusji z nastolatkiem i niekończącego się ustalania zasad. Zmęczenia codziennością. Różnie.
Ale i tak z marca wychodzimy na tarczy. Dobra było zdecydowanie więcej. I co najważniejsze, nasze rodzinne relacje umacniały się w tych trudniejszych sytuacjach. Dlatego wdzięczna jestem za wszystko.
A jak Twój marzec? Co ciekawego, dobrego, pięknego się wydarzyło? Za co jesteś wdzięczna/y?